Magdalena Wasiczek i jej bajeczny, bokehowy świat mikroprzestrzeni

Jest znana jako polska mistrzyni fotografii makro, ale to określenie ją tylko drażni, ponieważ jak sama twierdzi, nie robi zdjęć makro. Ma swój własny przydomowy ogródek, a w nim zanurza się w swój świat "mikroprzestrzeni", gdzie uprawia "malarstwo bokehowe". W ramach akcji "wtorbęTenba" rozmawiałem z Magdaleną Wasiczek, która pokazała mi, jaki sprzęt nosi w swojej torbie oraz zaprosiła na chwilę do swojego fotograficznego królestwa.

MAGDALENA WASICZEK

magdawasiczek.pl

Swoje zainteresowania artystyczne realizuje w obszarze fotografii przyrodniczej oraz makrofotografii, tworząc oryginalne obrazy świata przyrody. Wypracowała sobie w tej dziedzinie własny, poetycki styl, który określa mianem "malarstwo bokehowe”.

 Jest laureatką wielu wyróżnień i nagród w konkursach fotograficznych w Polsce i na świecie. Jako pierwsza w Polsce wygrywając międzynarodowy konkurs w Anglii otrzymała tytuł International Garden Photographer of the Year 2012 a w roku 2015 powtórzyła ten sukces.

Co zrobić, jeśli chcemy robić naprawdę dobre zdjęcia kwiatów czy owadów, ale nie mamy środków na drogi sprzęt do tego typu fotografii?

Zanim zaczniemy wydawać niemałe pieniądze na obiektywy makro, spróbujmy wykorzystać ten sprzęt, jaki mamy. Czasem wystarczy dokupić soczewki skupiające lub pierścienie pośrednie, a może wystarczy wykorzystać znalezione w domu szkło powiększające lub szkła od lornetki? Takie właśnie gadżety pozwolą nam na wykonanie wielu niezwykłych zbliżeń. Nasza pomysłowość i kreatywność często działa cuda i pozwala zagłębić się w abstrakcyjny świat barw i faktur.

Jakie rozwiązania na początek poleca pani w szczególności?

Osoby, które posiadają lustrzanki z wymienna optyką, mogą zainteresować się manualnymi obiektywami na gwint M42, to póki co, nadal jeszcze całkiem tania opcja. Oczywiście część obiektywów, które kiedyś sama kupowałam za grosze, bo nikt ich nie chciał – teraz osiąga astronomiczne ceny. Nadal jednak można znaleźć sporo fajnych obiektywów za małe pieniądze, które przy pewnej dozie cierpliwości dadzą nam dużo radości z zabawy nimi. A ta radość jest najważniejsza.

wtorbęTenba”, czyli jaki sprzęt pani nosi w swojej torbie?

Do testowanej ostatnio torby Tenba DNA 11 wkładam lustrzankę Nikon D750, która na czas transportu aparatu nie ma założonego obiektywu, tylko zaślepkę. Jednym z moich ulubionych obiektywów, który zabieram na wszystkie moje wycieczki i sesje jest Tamron 70–200 mm f/2.8. Obiektyw ten ma słuszne gabaryty, ale jest to jednak szkło, jak dla mnie, bardzo uniwersalne. Fotografuję nim kwiaty i ludzi, sprawdza się przy szerszych planach jak i w sytuacjach, kiedy chcę jakiś pojedynczy motyw "wyłuskać” z tła.

Oprócz wymienionego zooma, często korzystam także z obiektywu makro Tokina 100 mm f/2.8, a do tego kompletu pierścieni pośrednich. W torbie nie mogło też zabraknąć oczywiście obiektywów na M42, czyli Heliosa 58 mm oraz Trioplana 100 mm f/2.8. Obiektywy na M42 mają tę zaletę, że są bardzo małe i lekkie. Gdybym zdecydowała się tylko na nie – torba pomieściłaby ich całkiem sporo. Jednak nadmierna liczba szkieł, w moim przypadku, jeszcze nigdy nie przełożyła się na lepsze zdjęcia. Wiem to już na 100 procent.

Początkowo, kiedy dowiedziałam się, który model torby do mnie wędruje (Messenger DNA 11), byłam niepocieszona. Zastanawiałam się, co mogę zmieścić do takiej małej torby? Okazało się jednak, że jest to rozmiar idealny. Takiej torby mi brakowało. Trzyma mnie w ryzach i zmusza do zabrania ze sobą faktycznie tylko tego sprzętu, którego potrzebuję.

Dzięki przegródkom na rzepy wnętrze torby mogę dowolnie konfigurować. Torba ma dużo mniejszych i większych schowków i kieszonek, w tym zapinanych na zamki. Zmieszczą się tam nasze karty, zapasowe baterie, filtry jak również dokumenty czy telefon. Do tylnej kieszeni torby bez problemu mieści się złożona blenda (60 cm) oraz moje ortalionowe spodnie, które zwinięte zajmują tyle miejsca co pokrowiec od blendy, a doskonale chronią przed wilgocią i błotem. Zakładam je bezpośrednio na spodnie, w których przyjechałam na łąkę czy do ogrodu. W bocznej kieszeni siedzi sobie spryskiwacz.

Wiem, że to nie cały sprzęt, z jakiego pani korzysta.

Tak, wymiennie korzystam jeszcze z obiektywów Nikkor 50 mm f/1.4 D, Nikkor 85 mm f/1.4 D, Nikkor 60mm f/2.8 D, Nikkor 105 mm f/2.8 ED VR, Tamron 90 mm f/2.8, Lensbaby oraz szkieł na M42.

Żadnych sztuczny teł? Spryskiwania kwiatów?

Sztucznych teł nigdy nie używałam. Spryskiwaczy owszem, i to często – można dzięki nim stworzyć magiczne efekty.

Aparat z dobrym obiektywem to podstawa, ale z jakich akcesoriów pani korzysta?

Nie mam wielu dodatkowych akcesoriów. Pierścienie pośrednie, blenda (60 cm), zestaw soczewek skupiających, których czasem używam, np. z Nikkorem 50 mm, małą latarkę i lusterko, które wykorzystuję w miejscach, gdzie blenda jest za duża. Nadal mam Raynoxa DCR 250, ale na obecną chwilę już prawie z niego nie korzystam.

Od jakiego sprzętu pani zaczynała i co zmieniło się po tych kilku latach?

Zaczynałam od Nikona Coolpixa 8800, czyli zaawansowanego aparatu kompaktowego z tzw. hybrydy z mega zoomem, w połączeniu z konwerterem makro, Raynoxem DCR250. Powiem szczerze, że do klasycznej fotografii makro był to idealny zestaw.

Po dwóch latach poczułam, że już nie bawi mnie jedynie duża skala odwzorowania i ostrość. Zamieniłam poczciwego Coolpixa na Nikona D80, ale ponieważ nie było mnie stać na obiektyw makro, szukałam tańszych rozwiązań i szczęśliwie trafiłam na obiektywy M42. Dzięki nim moje zdjęcia przestały być jedynie encyklopedyczną dokumentacją. Następnie był Nikon D300, a później kolejny krok — pełna klatka D700, obecnie D750.

Gdzie korzysta pani z tego całego sprzętu? W przydomowym ogródku czy w czasie długich wypraw w nieznane?

Najlepiej czuję się we własnym ogródku albo na pobliskiej łące lub w zaprzyjaźnionych ogrodach. To są miejsca już oswojone, dobrze mi znane. W nich czuję się rozluźniona i bezpieczna. Mogę się skupić na roślinie czy owadzie i poświęcić na jedno ujęcie odpowiednio dużo czasu. W nowych miejscach, w dużych ogrodach botanicznych, które odwiedzam jako zwykły zwiedzający, mam ciągle poczucie, że muszę gnać przed siebie, bo może jednak coś lepszego znajdę za rogiem, że może mi coś umyka, że nie mogę za długo ślęczeć na jednym kwiatkiem, bo np. zaraz zamkną ogród. Ta gonitwa myśli sprawia, że nie mogę się skupić, popełniam głupie błędy, jestem niedokładna i to niestety ma potem swoje konsekwencje.

Fotografując we własnym bądź zaprzyjaźnionym ogrodzie, nie muszę ze sobą taszczyć torby ze sprzętem i ciągle jej pilnować. Zawsze przecież mogę wejść do domu po kolejny obiektyw lub zostawić torbę na ścieżce i mieć pewność, że jak wrócę do niej za pół godziny, to ona nadal tam będzie na mnie czekała z całą zawartością.

Znane miejsca to też świadomość światła – doskonale wiem, gdzie powinnam się udać o danej porze dnia. Mogę sfotografować motyla na pobliskiej łące, np. wieczorem, o złotej godzinie, a potem do niego wrócić rano i on tam będzie, cały w rosie.

Tenba Messenger DNA 11 z wyposażeniem Magdaleny Wasiczek w jej przydomowym ogrodzie.

Czy dobra znajomość natury ułatwia fotografowanie "makroprzestrzeni”?

Zdecydowanie tak. Ważna jest znajomość środowiska, w jakim będziemy się obracać. Występujących tam gatunków roślin i owadów. Ich zwyczaje. Dobrze jest wiedzieć, na jakich roślinach np. żerują gąsienice danych motyli, które gatunki występują na naszym terenie, żeby nie „zasadzać” się na motyla, który w ogóle nie występuje na danym obszarze.

Czym pani zdaniem powinno wyróżniać się naprawdę dobre zdjęcie w przybliżeniu?

Powinno być inne niż wszystkie, chociaż wiem, że w dzisiejszych czasach to już prawie "mission impossible”. Można jednak postarać się zadbać o niebanalną kompozycję i kolorystykę. Uważam, że powinno mieć jakieś drugie dno, opowiadać historię, no, może raczej historyjkę lub bajkę.

Jest pani zadowolona ze swoich zdjęć?

Niestety, częściej bywam niezadowolona niż zachwycona z tego, co robię i to nie jest kokieteria. Ale chcę jeszcze od razu, zaznaczyć, że większość moich zdjęć, to nie są zdjęcia makro.

Myślę, że osoby, które faktycznie zajmują się fotografią makro z prawdziwego zdarzenia, zgodnego z definicją i robią to genialnie, często się pewnie zżymają, czytając tu i ówdzie o mnie jako "mistrzyni makro”. I ja ich rozumiem, i powiem więcej – mnie samą to drażni.

Technicznie rzecz ujmując, o makrofotografii możemy mówić, jeżeli zdjęcie oddaje obiekt w powiększeniu 1:1 lub większym. Oznacza to, że prawdziwa wielkość obiektu i jego wielkość zapisana na matrycy powinny być takie same. Większość moich zdjęć potocznie określanych jako makro nie zalicza się do tej kategorii. Ukazują one fotografowany obiekt w skali mniejszej niż 1:1. W takim wypadku mówimy raczej o fotografii zbliżeniowej. A ja sama bardzo lubię określenie "makroprzestrzenie”.

Pewnie, że chyba jak każdy twórca, liczę po cichu, iż wśród setek zdjęć w moim portfolio znajdzie się kilka takich, które nawet po latach nie stracą na wartości, obronią się i będę wzbudzać zainteresowanie i wywoływać pozytywne emocje… może przejdą do historii. Ale czy tak się stanie, tego się już raczej nie dowiem w tym wcieleniu.

Co najbardziej lubi pani fotografować?

Bardzo lubię fotografować biedronki, niestety straszne są z nich wiercipięty. No i ten błyszczący pancerzyk. Chociaż takim modelem, nad którym najbardziej się namęczyłam, i który ewidentnie bawił się ze mną w chowanego, był skakun – piękny, ale maleńki (3–5 mm), bardzo skoczny i bystry pajączek.

Ale zaczynając przygodę z fotografią przyrodniczą, miałam świadomość, że zarówno makro w czystej postaci, jak i szeroko pojęta fotografia roślin i kwiatów, wymagają cierpliwości i czasu. Kiedy wychodzę do ogrodu czy na łąkę, czas przestaje się dla mnie liczyć, nie myślę o tym czy upłynęło 10 minut, czy dwie godziny. Czasem słońce mi przypomina o tym, że świat nie stoi w miejscu. Ale nie wyliczam, ile czasu spędziłam na tym czy nad innym ujęciem. Może tylko czasem ból pleców lub kolan jest sygnałem, że zasiedziałam się nad jakąś biedronką odrobinę za długo.

Fotografie makro kojarzą się wielu fotografom z wiosną. Czy to rzeczywiście najlepszy moment na takie zdjęcia?

Każdy moment jest dobry! Wiosna zapewne cieszy nas najbardziej, bo tęsknimy za słońcem, ciepłem i zielenią. Ale jeżeli ja mam wymienić swoją ulubiona porę roku, to powiem — jesień! Wilgotna, zamglona, kolorowa, pajęczynowa.

Czy można zrobić dobre zdjęcia makro zimą? Jak różni się podejście do takich zdjęć?

Oczywiście, że można! Tematów nie brakuje. To, czego może zabraknąć – to jedynie samozaparcia i odporności na zimno - nas i naszego sprzętu.

Dwukrotnie, w 2012 i 2015 roku, zdobyła pani tytuł "International Garden Photographer of The Year”. Czy ta prestiżowa nagroda zmieniła coś w pani życiu zawodowym? Pojawiły się nowe propozycje współpracy?

Zdecydowanie tak. Pojawiły się różne propozycje. Wygrane w konkursach otworzyły mi też drzwi, albo raczej kilka bram, do ogrodów botanicznych i prywatnych. To bardzo cenne dla fotografa “od kwiatków”, móc wejść do ogrodu botanicznego nie w tzw. godzinach dla zwiedzających, ale w czasie, kiedy w ogrodzie dzieje się największa magia – o świcie lub o zachodzie słońca i mieć przez chwilę takie miejsce tylko dla siebie.

Wygrane w konkursach dają wiele radości i satysfakcji, ale sprawiają, że czujemy też coraz większą presję. To jest taki emocjonalny rollercoaster — od samouwielbienia do totalnego doła i zaprzeczenia swoim umiejętnościom, talentom. Człowiek uczy się też pokory i cierpliwości, a to cenne.

Fotografowanie przyrody w "makroprzestrzeni” to pani jedyne zajęcie zawodowe czy, jak wielu fotografów, zajmuje się pani też innymi rodzajami zdjęć?

Nie wiem, jak inni, ale ja muszę trzymać w garści kilka nitek — współpraca z wydawnictwami (kalendarze, kartki, magazyny o tematyce ogrodowej), wydruki dla klientów indywidualnych (fine art prints), współpraca z agencjami fotograficznymi. Fotografować też kwiaty nie tylko w wersji artystycznej (bokehowej), ale też wykazać się umiejętnościami sfotografowania roślin czy ogrodu w klasyczny sposób. Prowadzę warsztaty, m.in. dla Akademii Nikona oraz indywidualne. Nie jest mi też obca fotografia produktowa. Wykonuję również sesje dziecięce.

#wtorbęTenba
Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Inspiracje:

Oto co się dzieje, kiedy świetny fotograf krajobrazu zabiera się za zdjęcia ślubne Powstanie, jego ludzie i Warszawa - o tym opowiada projekt "Teraz '44" Fotografia mody i ochrona środowiska, czyli afrykańskie portrety modelek ubranych w śmieci Królewski retusz z Krakowa Tak wyglądają nowoczesne zdjęcia rodzinne! Ojciec wkleja zdjęcie swojego syna w bajkowe scenerie Najbardziej absurdalne prawa w USA zostały sfotografowane Daniel Kordan i jego bajeczna gwiezdna tęcza, którą sfotografował na odludnych terenach Boliwii Fotograf spędził 3 tygodnie z kłusownikami... mamutów Współczesna, pompatyczna architektura na terenie byłego ZSRR Artysta łączy obiekty codziennego użytku w zabawnych kolażach Arne Svenson podglądał z aparatem sąsiadów z bloku naprzeciwko. Uchwycił zaskakujące chwile Czy wizja Wrześni według Adama Lacha dekonstruuje utopijną wizję niewielkich miast? Niepokojące wizje paraliżu sennego na zdjęciach Nicolasa Bruno Fotograf Chris Crisman pokazuje, jak kobiety radzą sobie w "męskich zawodach" Surrealistyczne autoportrety Flory Borsi, czyli zwierzęcy zew i kobieca delikatność w jednym Dziewczyna Mikaela wciąż ucieka przed aparatem, ale mimo to wygląda świetnie Kształty ukryte na portretach to świetna kampania promująca adopcję zwierząt Kolorowe zdjęcia z II wojny światowej rzucają nowe światło na historię świata Na tym niesamowitym zdjęciu zobaczycie Ziemię widzianą pomiędzy pierścieniami Saturna National Geographic i NASA pokazują parki narodowe widziane z kosmosu Szwajcaria podczas zimy wygląda jak kraina z bajek Todd Webb – legendarny fotograf, który pozostawał w cieniu sław Litewskie jeziora widziane z drona przypomina powierzchnię księżyca Bruno Roseti odwiedził i sfotografował fascynujące życie plemienia Luo

Popularne w tym tygodniu:

Oto co się dzieje, kiedy świetny fotograf krajobrazu zabiera się za zdjęcia ślubne Najlepsze zdjęcia ”Wielkiego amerykańskiego zaćmienia Słońca” Fotografowałem znanego amerykańskiego rapera 50-letnim aparatem z NRD Przysłona f/240 i 6-godzinna ekspozycja, czyli jak Weston fotografował paprykę Piękne zdjęcia, piękne kobiety, piękne suknie i piękne miejsca – na tym opiera się twórczość Kristiny Makeevej Czarne psiaki też potrzebują miłości. Fotografka stworzyła ten projekt, by pomóc w adopcjach Stolica Korei Północnej wygląda jak opuszczony plan kosmicznego filmu science fiction Fotoreporterzy z całej Polski opowiedzieli nam, jak fotografowali The World Games 2017 Tajemniczy artysta tworzy niesamowite zdjęcia, ale woli pozostać anonimowy. W jakim celu? Czterech świetnych fotografów z Nowego Jorku robiło zdjęcia jednej modelce. Jesteście ciekawi jak im poszło? Vincent Munier wytropił i sfotografował niezwykle rzadkiego irbisa śnieżnego. Zobaczcie, jak powstały jego zdjęcia Historie wykraczające poza zdjęcia, czyli wielka siła fotografii ulicznej