Profoto B1X - test lampy błyskowej z systemem TTL i synchronizacją HSS

Firma Profoto odświeżyła linię lamp B1, oferując przede wszystkim mocniejszy akumulator i lepsze światło modelujące. Jak nowa lampa B1X sprawdza się w praktyce?

Opis i specyfikacja

Jeśli czytacie moje artykuły, dobrze wiecie, że lubię korzystać z lamp błyskowych, zarówno we wnętrzach jak i w plenerze. Oczywiście nie twierdzę, że światło zastane jest złe, ale czasem warto urozmaicić nasze zdjęcia o błysk flesza. Sam, od niespełna dwóch lat, korzystam z dwóch lamp Profoto B1 i jestem z nich bardzo zadowolony. Jednak na urlop do Walencji wziąłem ze sobą odświeżoną wersję - model B1X, w którym ulepszono najsłabsze ogniwa B1. Lampa poleciała w bagażu podręcznym, celnicy w Krakowie przetrzepali mi cały bagaż wypakowany w sumie do 6 kuwet, ale udało się — miałem czas na spokojne testy w palącym, hiszpańskim słońcu.

Lampy serii B1 to pierwsze plenerowe lampy studyjne wspierające TTL i HSS. Później do tej rodziny dołączyły Quadralite Atlas, Phottix Indra czy Yongnuo YN300W, choć są to zdecydowanie tańsze i niżej pozycjonowane produkty.

Profoto B1X oferuje moc 500 Ws i obsługuje systemy TTL i HSS. Obecnie współpracuje z systemami Olympusa, Canona, Nikona i Sony. Oczywiście należy wyposażyć się w odpowiedni nadajnik. Ja pracowałem z nadajnikiem Olympusa i aparatami PEN-F i E-M1 Mark II.

Lampa wyposażona jest w akumulator, który wystarcza na 325 błysków pełnej mocy i ładuje się w dwie i pół godziny. Dodatkowo jest kompatybilny z poprzednim modelem lampy — B1. B1X może błyskać w dwóch trybach — zamrożenia ruchu i balansu kolorystycznego. Dodatkowo, z minimalną mocą, może robić do 20 kl./s, a zakres mocy możemy regulować w zakresie 9 przysłon (od 2 do 500 Ws). Tyle o specyfikacji — sprawdźmy, jak wypada w praktyce.

Profoto B1X — specyfikacja
Moc 500 Ws
Regulacja mocy błysku 9 EV
Temperatura światła błyskowego 5500 K
Światło modelujące LED, 24W (ekw. 130 W), CRI>90
Tryby błysku zamrażanie / standardowy
Dodatkowe funkcje TTL, HSS
Czas trwania błysku t0.1 standard: 1/400 s (500Ws) - 1/6000 s (2 Ws), freeze: 1/400 s (500 Ws) - 1/8000 s (2 Ws)
Wydajność baterii 325 błysków pełnej mocy
Mocowanie akcesoriów Profoto
Współpraca z systemami Olympus, Sony, Canon, Nikon
Cena 8990 zł

Budowa i obsługa

Do wykonania B1X nie mam zastrzeżeń. Zrobiona jest z twardego tworzywa o walcowatym kształcie. Palnik jest zabudowany i osłonięty mleczną szybką. Pod spodem mieści się również dioda LED o temperaturze ok. 3000K i CRI powyżej 90. W porównaniu do modelu B1, wszystkie srebrne elementy zostały zmienione na czarne, przez co lampa według mnie wygląda bardziej elegancko.

Zobacz również: Jak zrobić własny plaster miodu na lampę systemową?

Obok palnika umieszczono podziałkę dla modyfikatorów z zoomem. Mocowanie Profoto to pierścień, który zaciska się wokół lampy, więc jest możliwość zmiany głębokości osadzenia lampy np. w softboxie, czaszy czy beauty dishu. To moim zdaniem najwygodniejsze mocowanie zastosowane w lampach. Modyfikator należy jedynie nasadzić i zacisnąć zacisk. Nie trzeba trafiać w odpowiednie ząbki, jak ma to miejsce w mocowaniach Bowensa czy Broncolora.

Z prawej strony znajdziemy akumulator, który wpinamy, wkładając go w odpowiednie szyny. To również wygodne rozwiązanie. U góry przeprowadzono tunel na mocowanie parasola. Pod spodem umieszczono mocowanie statywowe z trzema otworami. Dzięki temu lampę możemy zamontować poziomo, co bardzo przydaje się w fotografii portretowej, jeśli nie mamy pod ręką statywu typu boom. Wtedy oś palnika odsunięta jest od statywu, a my możemy fotografować w osi z lampą. Samo mocowanie statywowe jest bardzo sztywne, blokada mocna, a regulacja położenia lampy bardzo wygodna. Zastosowano tu grube podkładki korkowe, dzięki czemu zrezygnowano z zębatek. To naprawdę dobre rozwiązanie.

Z tyłu lampy znajdziemy spory, wygodny panel sterujący. Na wyświetlaczu umieszczono wskaźnik aktualnej mocy lampy, 3-stopniowy wskaźnik naładowania baterii, status światła modelującego, wskazania naładowania lampy, jak również opcje synchronizacji. Całość obsługujemy 4 przyciskami, którym przypisane są odpowiednie moduły na ekranie, jak również sporym pokrętłem, którym zmieniamy moc lub wybrane opcje. Pokrętło ma również funkcję przycisku.

Co ważne, zmiana mocy odbywa się co 1/10 EV, ale kręcąc wciśniętym kołem, zmiana odbywa się co 1EV. To bardzo wygodne, gdy zmieniamy moc np. z 2.0 na 10.0. Wszystko odbywa się w okamgnieniu.

Pod panelem umieszczono jeszcze wygodną rączkę do przenoszenia lampy. Sama lampa jest naprawdę niewielka i smukła, dzięki czemu dwie, bez żadnego problemu, mieszczą się do średniej wielkości plecaka Lowepro, a waga 3 kg z akumulatorem powoduje, że możemy zrezygnować z asystenta. Podczas zdjęć w Walencji w niewielkiej torbie Peak Design Sling trzymałem aparat z obiektywami i sterownik do lampy, natomiast w dedykowanej torbie, lampę i białego, elastycznego, białego beauty disha. Do Peak Designa dołączyłem też niewielki, 2-metrowy statyw Phottixa, więc to naprawdę mobilny sprzęt.

Obsługa dedykowanego nadajnika również jest bajecznie prosta. U góry znajdziemy spory ekran, na którym wyświetlana jest obsługa trzech grup lamp. Pod spodem umieszczono 3 przyciski grup oraz przyciski odpowiadające za zmianę funkcji poszczególnych grup. Zdalnie możemy sterować mocą, włączać/wyłączać głowicę oraz światło modelujące. Z poziomu wyzwalacza nanosimy również korektę ekspozycji. Na wyzwalaczu wybieramy także tryb błysku — normalny lub HSS, jak również tryb pracy — manualny lub TTL.

Obsługa całego systemu Profoto jest niesamowicie intuicyjna. Kilkakrotnie pracowałem z trzema lampami systemu, łączyłem je w różne grupy i bez żadnego problemu sterowałem wszystkimi elementami. W porównaniu do innych sterowników, Profoto zrobiło to według mnie najlepiej.

Fotografowanie w praktyce

Z Profoto B1X zrobiłem dwie sesje - jedną w plenerze, podczas urlopu w Walencji, drugą we wrocławskim studio. To, co bardzo doceniłem, to poręczność i przyjazna obsługa całego systemu. Dodatkowo warto wspomnieć o trybie TTL i HSS, które bardzo przydają się podczas sesji w plenerze. TTL działa bardzo przewidywalnie i odpowiednio utrzymuje moc, jeśli scena nie zmienia się znacząco. Fotografując w Walencji, niemal cały czas wykorzystywałem TTL i za każdym razem klatka była odpowiednio naświetlona. Tylko raz skorzystałem z delikatnej korekty ekspozycji, kiedy chciałem jedynie delikatnie wypełnić cienie. To chyba najlepszy system TTL, z jakim miałem do czynienia.

Dodatkowym plusem jest fakt, że za każdym razem na ekranie lampy wyświetlana jest użyta moc lampy. Czyli po każdym błysku otrzymujemy informację, jak mocny był ten błysk. Przełączając się w tryb manualny, lampa utrzymuje parametry ostatniego błysku w TTL-u. To niesamowicie wygodne, bo kiedy ustawimy całą scenę, zrobimy pierwsze zdjęcie z TTL-em, a na kolejnych chcemy użyć tej mocy, wystarczy, że przełączymy się w tryb manualny i gotowe.

Lampa pracuje również w trybie HSS, czyli synchronizuje się z czasem otwarcia migawki do 1/8000 s. Z punktu widzenia pracy w plenerze to niemal niezbędna funkcja. Oczywiście możemy radzić sobie z szarymi filtrami, ale zawsze niesie to za sobą sporo niedogodności. Podczas pracy w tym trybie, za każdym razem, klatka była odpowiednio naświetlona, niezależnie od użytego czasu naświetlania. Dzięki temu mogłem pracować na przysłonach rzędu f/1.2–2.0 i najkrótszymi czasami naświetlania. Moc 500 Ws w mojej ocenie jest w zupełności wystarczająca do większości sytuacji, o ile nie oświetlamy dużej grupy ludzi w pełnym słońcu. Podczas zdjęć w Walencji najczęściej korzystałem z pełnej mocy lampy, ale pracowałem w pełnym, palącym hiszpańskim słońcu. Chcąc jeszcze mocniej przygasić światło słoneczne, musiałbym sięgnąć po lampę o mocy 1200 Ws, i mimo że mam Broncolora Mobil 1200, bez asystenta nawet nie próbuję z nim wychodzić, bo jest zbyt duży i ciężki.

Lampa, niezależnie od mocy, ładuje się naprawdę szybko. Pracując do ¼ mocy, właściwie nie trzeba myśleć o ładowaniu, można wykonywać zdjęcie jedno po drugim. Przy wykorzystaniu maksimum możliwości, na naładowanie trzeba poczekać 1.9 sekundy, więc naprawdę niedługo. Przy pracy na mniejszych mocach, lampa nadąża nad większością aparatów. Kilkakrotnie robiłem zdjęcia z prędkością 15 kl./s z Olympusem OM-D E-M1 i każda klatka była naświetlona. Kolejnym plusem jest bardzo sprawne oddawanie ciepła. Podczas zdjęć w Walencji pracowałem w 30 stopniowym upale, zrobiłem około 280 zdjęć, większość z pełną mocą, a lampa ani razu nie zastrajkowała. W razie potrzeby włącza się cichy wentylator.

W porównaniu do B1, B1X ma poprawione światło pilotujące. Wcześniej narzekałem na jego brzydką barwę i kiepskie oddanie kolorów. To był chyba najsłabszy punkt B1. W B1X jest lepiej — światło jest mocniejsze, a CRI przekracza 90. Jednak nie wyeliminowano poważnego problemu z migotaniem diody. O ile przy pełnej mocy problem nie występuje, o tyle przy każdej innej — problem jest mocno widoczny. Właściwie uniemożliwia to filmowanie, a podczas fotografowania widoczne są pasy. Dodatkowo, takie migotanie ma negatywny wpływ na działanie autofokusu. Tak więc chcąc pracować ze światłem modelującym, to albo z maksymalną mocą, albo wcale.

Utrzymanie parametrów i zamrożenie ruchu

Lampy z najwyższej półki, prócz bogatych funkcji i świetnego wykonania, powinny zapewnić powtarzalność błysków. O ile podczas prywatnych sesji w zmieniających się warunkach, delikatne wahania mocy czy temperatury barwowej nie będą tak mocno widoczne, o tyle w sesjach produktowych, w których robi się setki zdjęć, ma to naprawdę duże znaczenie. Jeśli na 100 zdjęciach każde z nich będzie różne o 400 Kelvinów czy 0.3 EV, to podczas obróbki takich zdjęć, aby wyglądały spójnie, spędzimy nad tym mnóstwo czasu. Poza tym tak naprawdę na każdym zdjęciu powinien znajdować się Color Checker do sprawdzenia naświetlenia i balansu bieli. Testowaną lampę Profoto B1X sprawdziłem, fotografując wzornik Datacolor Spyder Checkr. Pierwszy test to porównanie temperatury barwowej na pełnej i 1/256 mocy w trybie utrzymania temperatury barwowej. Producent zapewnia, że odchyły nie powinny przekroczyć 150 Kelvinów i 20 Kelvinów zdjęcie po zdjęciu.

Tu rzeczywiście należą się wyrazy uznania. Lampa utrzymuje parametry zarówno jasności, jak i temperatury barowej wręcz wzorowo w całym przebiegu mocy, a każde zdjęcie z serii wygląda właściwie identycznie. Oczywiście pojawiają się różnice wynikające z przymykania obiektywu o 1EV, ale lampa bardzo równo rozwija moc i utrzymuje odpowiednią temperaturę barwową. Na zdjęciu poniżej zdjęcie zrobione z 1/256 i pełną mocą.

Drugim testem będzie zrobienie serii 10 zdjęć na ¼ mocy, jedno po drugim i sprawdzenie odchyłów na każdym kolejnym zdjęciu, zarówno jeśli chodzi o moc, jak i temperaturę barwową. Tu różnic właściwie nie ma. Porównując koordynaty RGB na jednym z szarych pól, różnice między zdjęciami wynosiły nie więcej niż 2 dla jednej ze składowych RGB. W praktyce, różnica jest właściwie niezauważalna.

Kolejnym testem jest zamrożenie ruchu, czyli czas błysku. Zrobiłem test wrzucania sztucznej kostki lodu do szklanki z wodą. Tym razem przełączyłem lampę w tryb Freeze, który priorytetowo traktuje czas błysku, a nie jego temperaturę. Tu skoki w balansie bieli były widoczne. Producent mówi o czasie błysku t0.1 na poziomie 1/400 s. na pełnej mocy i 1/8000 s. na 1/256 mocy. Tu przychodzi jednak miłe zaskoczenie, do ¼ mocy wszystkie krople są dobrze zamrożone. Zwiększenie mocy powoduje ich mocniejsze rozmycie, ale nadal pozostają czytelne. Chcąc fotografować szybki ruch, najlepiej korzystać z mocy między 1/256 a 1/8. To naprawdę dobry wynik.

Szybkostrzelność

Kolejną, ważną funkcją jest szybkostrzelność lamp. Założyłem średnią prędkość aparatów na rynku na poziomie 7 kl./s i sprawdziłem, z jaką mocą jest w stanie błyskać lampa, aby nadążyć za tą prędkością. Do 1/16 mocy lampa bez problemu sobie radzi, nadążając za aparatem. Dopiero przy 1/8 mocy poprawnie naświetla 7 klatek, a każda kolejna jest wyraźnie ciemniejsza. Tak więc chcąc fotografować z dużą prędkością, nie powinniśmy przekraczać 1/16 mocy. Co ważne, zmiana mocy potencjometrem odbywa się błyskawicznie. Zmieniając moc z pełnej na minimum, lampa jest od razu gotowa do błysku z najmniejszą mocą, nie ma potrzeby jej wyzwolenia w celu opróżnienia kondensatorów.

Tu wykorzystałem tryb seryjny 15 kl./s w Olympusie OM-D E-M1 Mark II i wykorzystałem 1/64 mocy lampy w trybie Freeze

Podsumowanie

Co nam się podoba

Profoto B1X to naprawdę dopracowany produkt. Jest świetnie wykonana, kompaktowa i mobilna. Jej obsługa jest banalnie prosta, panel czytelny i znakomicie współpracuje z dedykowanym wyzwalaczem, który również nie sprawi nikomu kłopotów. Do tego na plus należy policzyć solidne mocowanie do statywu, jak również bardzo wygodny system mocowania modyfikatorów. Kolejny plus należy się za bardzo dobrze pracujący TTL, który jest bardzo dokładny i przewidywalny. Do tego pokazuje, jaka moc lampy została użyta. Nie sposób nie pochwalić również powtarzalności błysków w całym zakresie mocy, szybkiego ładowania i krótkiego czasu błysku.

Co nam się nie podoba

Minus należy się za nadal niedopracowane światło pilotujące, które bardzo wyraźnie migocze i powoduje, że autofokus wariuje. Szkoda również, że Profoto nie zdecydowało się na wypuszczenie dedykowanego adaptera, który pozwoliłby na pracę lamp w studiu z zasilaniem z sieci. Dzięki temu B1X byłaby jeszcze bardziej uniwersalna.

Werdykt

Profoto to górna półka wśród producentów lamp, a szwedzki producent potwierdza to jakością nowej lampy, która sprawdza się naprawdę wyśmienicie. Zwiększona liczba błysków na maksymalnej mocy rzeczywiście się przydaje, szczególnie pracując w słoneczny dzień. Dobrze, że firma Profoto nie zdecydowała się na współpracę z chińskimi firmami. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się na rynku — Elinchrom współpracuje z Phottixem, lampa plenerowa od Bowensa była klonem Quadralite Atlas w innej obudowie za dwukrotnie większą cenę, a wyzwalacze Broncolora wyglądają identycznie jak Quadralite, bo robi je chiński Godox. Profoto trzyma jakość, czego dowodem jest testowany B1X. Szkoda, że światło pilotujące nadal niedomaga, bo fotografując z klasycznymi lampami studyjnymi, część zdjęć lubiłem zrobić w ciepłym świetle halogenowym, w przypadku B1Xa, LED migocze zbyt mocno.

Cena lampy to niespełna 9000 zł, przy czym należy do tego doliczyć około 1600 zł na dedykowany wyzwalacz. To dość pokaźna suma, ale Profoto nigdy nie była marką dla amatorów, a profesjonalistów, którzy robią tysiące zdjęć i oczekują najwyższej jakości. Jak sprawdziłem w teście B1X i podczas prawie dwuletniej pracy na modelu B1, lampy są rzeczywiście niezawodne i robią to, co do nich należy. Ciężko więc traktować cenę jako wadę, a raczej cechę produktu z najwyższej półki.

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy akcesoriów

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Huion Inspiroy Q11K - obiecujący, duży i niedrogi tablet z dalekiego wschodu [test] Voigtländer 21 mm f/4 Color Skopar P-Typ, czyli małe zaskoczenie [test] Olympus TG-5 - wakacyjny test. Twardziel na sterydach: z filmami 4K i zapisem RAW Voigtlander 10 mm f/5.6 Hyper Wide Heliar Aspherical - test spektakularnego hiperobiektywu Islandia, ja oraz pojedynek flagowców Fujifilm: X-Pro2 kontra X-T2 Peak Design Everyday Backpack to plecak fotograficzny, z którego chcę korzystać każdego dnia Więcej światła z Chin. Mitakon Speedmaster 85 mm f/1.2 Fujifilm Instax Square SQ10 - kwadratowo, cyfrowo i natychmiastowo [test] Sony A9 - test praktyczny okiem fotografów Olympus M.Zuiko Premium ED 30 mm f/3.5 Macro, czyli mikre makro do Micro 4/3 [test] Canon EOS 200D - najlżejsza lustrzanka z odchylanym ekranem w naszych rękach Canon EOS 6D Mark II - budżetowa pełna klatka powraca. Pierwsze wrażenia Laptop dla fotografa - jak sprawdzi się Microsoft Surface Pro 4? 2 miesiące z Fujifilm X100F. Zabrałem go do Chin i pokochałem [test] WD My Passport SSD - 256 GB pamięci na 41-gramowym dysku [test] Voigtländer 40 mm F 2,8 Heliar - zadziwiający obiektyw! Impossible I-1 – czy współczesny Polaroid jest chociaż zbliżony do oryginałów? [test] Canon EOS M6 - zdjęcia przykładowe z młodszego brata EOS-a M5 Trzydzieści pięć milimetrów najlepszej klasyki dla bezlusterkowców - Zeiss Biogon ZM 35 mm f/2 Panasonic Lumix GH5 - Mikro Cztery Trzecie z profesjonalnym zacięciem [test] Torba Cosyspeed Camslinger 160, czyli Wyatt Earp się kłania! (test) Instax Square SQ10 - byliśmy na imprezie Instaxa. Oto nasze pierwsze wrażenia Sony FE 16-35 mm f/2.8 GM oraz Sony FE 12-24 mm f/4 G - zdjęcia przykładowe wykonane A9 i pierwsze wrażenia Eizo CG2420 - świetne parametry i rewelacyjne wyniki [test]

Popularne w tym tygodniu:

Nikon D7500 - przepustka do poważnej fotografii czy drogi gadżet? [test] Canon 6D Mark II zbadany przez DxO. Nie jest aż tak źle, jak myśleliśmy Samsung Galaxy S8+: praktyczny, fotograficzny test aparatu w podróży Fujifilm X-E3 - bezlusterkowiec dla zaawansowanych amatorów w naszych rękach