Canon EOS 6D - test budżetowej lustrzanki z pełną klatką i Wi-Fi

Canon EOS 6D to najtańsza, nowa pełnoklatkowa lustrzanka tego producenta. Jak aparat poradzi sobie z konkurencją: Nikonem D600/D610 czy droższym Canonem 5D Mark III?

© KB

© KB

Budowa i obsługa

Wykonanie

Pierwsze, co zwraca uwagę po wzięciu Canona 6D w dłonie, to jego stosunkowo nieduże rozmiary. Ta nieduża lustrzanka pełnoklatkowa mierzy 145 x 111 x 71 mm i waży 770 g, jest więc o wiele mniejsza i lżejsza od modelu 5D Mark III, a nawet prawie 100 g lżejsza od 7D. Canon 6D waży i mierzy niemal tyle samo co Nikon D600.

© KB

Mimo to grip z przodu aparatu jest głęboki, komfortowy i pokryty gumą antypoślizgową z przyjemną w dotyku fakturą. Wielki plus dla projektantów, za to, że aparat pewnie trzyma się dłoni, mimo że jest zdecydowanie mniejszy niż 5D Mark III.

© KB

Korpus został w dużej mierze zrobiony ze stopu magnezu i pokryty czarną matową farbą, typową dla tego producenta. Nie mam żadnych zastrzeżeń do jakości wykonania aparatu. Obudowa jest świetnie spasowana, a przyciski wykonano solidnie. Nic nie trzeszczy, a całość sprawia wręcz pancerne wrażenie.

© KB

W aparacie brakuje wbudowanej lampy błyskowej, ale jest gniazdo gorąca stopka. Po lewej stronie korpusu ulokowano komorę złącz, które znajdują się pod dobrze przylegającymi do aparatu gumowymi zaślepkami. Pod nimi jest wyjście HDMI, USB 2.0 z wyjściem A/V, złącze wężyka spustowego oraz gniazdo mikrofonu. Niczego tu nie brakuje. Po prawej stronie korpusu umieszczono gniazdo kart pamięci ze standardowym slotem SD/SDHC/SDXC. Kolejna różnica względem 5D Mark III, który w tym miejscu ma o wiele większą komorę, także na karty typu CF. Canon 6D to pierwsza lustrzanka tego producenta, która została wyposażona w moduł GPS oraz Wi-Fi. O działaniu tych elementów więcej w dalszej części testu.

Zobacz również: Nikon D7100

Ekrany i wizjer

Ważnym punktem jest górny, czarno-biały i podświetlany na pomarańczowo ekran LCD. Wyświetlacz jest nieco mniejszy, niż w 5D MK III i w związku z tym wyświetlane parametry są zupełnie inaczej ułożone. Mimo to całość jest czytelna i przejrzysta. Nie trzeba domyślać się, co oznaczają poszczególne oznaczenia.

© KB

Bardzo dobre wrażenie robi też główny 3,2-calowy wyświetlacz LCD o rozdzielczości 1 040 000 punktów. Ekran jest jasny, klarowny, kontrastowy, dobrze oddaje ekspozycję. Bez problemu można pracować nawet w słoneczne dni. To mocny punkt aparatu. Ekran LCD jest też wykorzystywany do filmowania lub fotografowania w trybie Live View. Tryby te są uruchamiane znanym z 5D Mark III przyciskiem START/STOP, który ulokowano pośrodku tarczy do wybierania trybu Live View/film. To sprawdzone rozwiązanie bardzo dobrze spisuje się też w modelu 6D.

© KB

W klasycznych cyfrowych lustrzankach ważniejszym elementem jest wizjer. W Canonie 6D zastosowano nowy (podobno zaprojektowany specjalnie dla tego modelu) wizjer z pryzmatu pentagonalnego, który pokrywa 97% kadru. Fotografowanie za jego pomocą jest komfortowe, a powstały obraz przejrzysty i jasny. Niestety, w Canonie 6D wykorzystano mniejszą muszlę oczną — podobną w konstrukcji do tych stosowanych w tańszych lustrzankach producenta. W Canonie 5D Mark III muszla jest o wiele większa i lepiej układa się przy oku. W wizjerze widocznych jest 11 punktów AF. Na czerwono podświetlany jest jeden punkt AF w chwili ustawienia ostrości lub jego zmiany. W trybie automatycznego wyboru punktów ostrości system podświetla na początku wszystkie punkty, po czym mignięciem na czerwono sygnalizuje, które punkty są ostrzone. W wizjerze wyświetlane są też podstawowe parametry, takie same jak w Canonie 5D Mark III: bateria, czas, wartość przysłony, ekspozycja, czułość ISO. Niestety, podobnie jak w starszym modelu, nie są wyświetlane parametry balansu bieli, trybu pomiaru czy rodzaju AF. Aby je zmienić, trzeba oderwać oko od wizjera i spojrzeć na jeden z ekranów. Szkoda, można było to lepiej rozwiązać.

Obsługa

© KB

Już na pierwszy rzut oka widać, że pod względem ergonomii Canon 6D to zgrabne połączenie Canona 7D i 60D. Zgodnie z tradycją marki w Canonie 6D znajdują się dwie tarcze nastaw: pierwsza u góry, tuż przed spustem, a druga z tyłu, przy nawigatorze. Niestety, zabrakło małego, bardzo przydatnego joysticka stosowanego w Canonach 5D. Jego rolę przejął wybierak ulokowany w tarczy z tyłu, pośrodku którego znajduje się przycisk Set.

© KB

W codziennej pracy takie rozwiązanie zdaje egzamin. Gorzej, jeśli korzysta się z dwóch różnych lustrzanek. Podczas testów fotografowałem na zmianę Canonem 6D oraz 5D Mark III. Brak nawigatora bardzo przeszkadzał — albo szukałem go odruchowo na korpusie 6D, albo po przyzwyczajeniu się do jego braku chciałem sterować wybierakiem, którego nie ma w 5D MK III.

© KB

Nowością jest przypisanie pojedynczych funkcji do przycisków na górnej ściance, tuż nad górnym ekranem. W profesjonalnych korpusach tego producenta zazwyczaj przyciski miały podwójne funkcje. Ogólnie bardzo trudno było mi fotografować raz jednym, raz drugim aparatem. Miałem problem z przestawianiem się i w efekcie obsługa obydwu sprawiała mi trudności. To przestroga dla osób, które chcą dokupić sobie Canona 6D jako drugi korpus.

Canon 6D i 5D Mark III © KB

Jeśli jednak chcesz korzystać z EOS 6D jako głównego i jedynego aparatu, nie powinieneś mieć kłopotów. Ergonomia, mimo że nieco gorsza niż w droższych modelach, jest nadal bardzo dobra – obsługa jest prosta i komfortowa. Przyciski ułożono logicznie, każdy z nich znajduje się tam, gdzie powinien. Brak lewej kolumny przycisków z 5D nie przeszkadza aż tak bardzo, jak myślałem. Pewnie dlatego, że dwa najważniejsze (podgląd oraz przybliżanie) zostały przeniesione tuż nad nawigator w centralnej części korpusu. Trzeci, służący do usuwania zdjęć, znalazł się w tym samym pionie, ale na dole obudowy, pod nawigatorem. Z pozostałych dwóch korzystam w 5D MK III bardzo rzadko, więc w ogóle mi ich nie brakuje. Co więcej, taki układ sprawia, że najważniejsze przyciski są w bezpośrednim zasięgu kciuka. Żadnych zmian nie ma w kwestii wybierania punktów AF. Trzeba wcisnąć przycisk ulokowany w prawym górnym rogu, a potem ustawić nawigatorem.

Menu

Menu w Canonie 6D jest spójne z innymi lustrzankami producenta. Każda zakładka ma osobną ikonkę w menu, więc na pierwszy rzut oka liczba 15 zakładek trochę przytłacza. W Canonie 5D Mark III jest ich aż 21, zakładki podzielono na 6 kategorii. Mnie bardziej odpowiada rozwiązanie z modelu EOS 6D, ale myślę, że to kwestia upodobań.

© KB

Na szczęście, jak w każdej lustrzance Canona, także w modelu 6D nie zabrakło zakładki Moje Menu po prawej stronie. To w niej zawsze umieszczam skróty do wszystkich najczęściej używanych funkcji, co bardzo ułatwia pracę.

Nie mogę nie wspomnieć o innym rozwiązaniu, które również usprawnia pracę. To skrócone menu, które uruchamia się przyciskiem Q. W skróconym menu wyświetlanym na całym ekranie można ustawić wszystkie najważniejsze funkcje i parametry. Jego wygląd i układ są niemal takie same jak w większości nowych lustrzanek tego producenta.

Fotografowanie w praktyce

Fotografowanie w praktyce

Canon 6D to bardzo fajny aparat, a fotografowanie nim daje dużo radości. Mimo że korpus jest stosunkowo nieduży jak na sprzęt tej klasy, dobrze i pewnie leży w dłoni. W zestawie z moim ulubionym „naleśnikiem” 40 mm f/2.8 świetnie sprawdza się jako aparat do fotografii ulicznej, reportażu czy w podróży.

© KB

Canon 6D z tym leciutkim szkłem waży naprawdę niewiele — można go spokojnie nosić przez wiele godzin na ramieniu bez poczucia zmęczenia.Jednocześnie zestaw ten gwarantuje bardzo wysoką jakość zdjęć, wytrzymałość i jest ergonomiczny. Niestety, w czasie testów nie miałem okazji zabrać Canona 6D w podróż, ale kilka miesięcy wcześniej byłem na tygodniowej wycieczce z EOS-em 5D Mark III i 40 mm. Zdjęcia miały świetną jakość, aparat obsługiwało się kapitalnie, ale… kręgosłup bolał. O wiele lżejszy 6D może tego oszczędzić, zachowując przy tym pozostałe, kluczowe cechy.

 

Szybkość

Przy szybkości 4,5 kl./s Canon 6D nie jest sprinterem, ale z drugiej strony Canon 5D Mark II był jeszcze wolniejszy ( 3,9 kl./s), a korzysta z niego wielu fotoreporterów. Canon 6D zachowuje pełną szybkość przez około 2 s i od razu zwalnia do ok. 1,5 kl./s. W czasie zgrywania zdjęć aparat nie zacina się i można nim płynnie wykonywać wszystkie czynności. Warto wspomnieć, że jeśli będziesz fotografować w formacie JPEG.

© KB

Twoim jedynym ograniczeniem długości serii będzie pojemność karty, za co przyznają Canonowi duży plus. Mogą to docenić szczególnie fotoreporterzy, którzy do gazet czy Internetu wysyłają pliki JPEG, czasem nawet bez obróbki.

Autofokus

Wygląda na to, że producent chce oddzielić Canona 6D grubą kreską od profesjonalnych korpusów (Canon 7D czy 5D Mark III), stosując w kilku elementach o wiele słabsze podzespoły. Niestety, jednym z nich jest właśnie czujnik autofokusu. Canon 6D został wyposażony w nowy, 11-polowy moduł AF, skonstruowany specjalnie dla tej matrycy. Niestety, układ ten ma tylko jeden centralny punkt krzyżowy, który jednak ostrzy jak brzytwa w ułamku sekundy. Całkiem dobrze sprawują się też punkty pojedyncze, chyba że włączymy tryb ciągłego śledzenia obiektu. Wówczas niestety wychodzi brak większej liczby punktów krzyżowych.

Z jednej strony to o wiele lepszy i celniejszy AF niż krytykowany przez wszystkich moduł w Canonie 5D Mark II. Wierzcie mi — różnica jest naprawdę spora. Z drugiej strony AF w Canonie 6D jest dosyć ubogi w zestawieniu nie tylko z 61-punktowym modułem w EOS-ie 5D Mark III i 1D X, ale nawet z 39-punktowym (z 9 punktami krzyżowymi) w konkurencyjnym Nikonie D600. Punkty AF są wystarczająco gęste w okolicach centrum kadru, ale trochę brakuje ich dalej od centrum.

Oddanie barw, ekspozycja, balans bieli

Tak jak w większości swoich lustrzanek w modelu EOS 6D Canon zastosował 63-punktowy moduł pomiaru światła Focus Colour Luminance (iFCL). System świetnie sobie radzi, zwykle prawie idealnie oddaje ekspozycję. Prawie, ponieważ zdarza się, że ręczna korekcja ekspozycji jest potrzebna w bardzo kontrastowych sytuacjach. Do wyboru są 4 tryby pomiaru: wielosegmentowy, skupiony, punktowy oraz centralnie ważony uśredniony. Dobrym rozwiązaniem jest połączenie trybu wielosegmentowego z wybranym punktem AF. Dzięki temu aparat może naświetlać identyczny kadr na różne sposoby, bazując na tym, który punkt na zdjęciu ma być ostry. Do odwzorowania barw nie mam zastrzeżeń. Kolory na zdjęciach są wiernie oddane, nawet na zdjęciach prosto z aparatu. Nie zawiodłem się też na pracy balansu bieli.

Filmy

Canon 6D umożliwia nagrywanie filmów w rozdzielczości Full HD 1920 x 1080 przy prędkości 30, 25 i 24 kl/s, a także 1280 x 720 px przy 60 i 50 kl/s. Aparat korzysta z formatu MOV H.264. Jak na zaawansowaną lustrzankę przystało, w czasie filmowania mamy możliwość pełnych manualnych ustawień. Autofokus działa bardzo kiepsko, więc trudno na nim polegać. Obszerną oceną jakości filmów z Canona 6D pozostawimy serwisom specjalistycznym z dziedziny wideo. Tymczasem tutaj możecie obejrzeć nasze próbki wideo.

Moduł Wi-Fi oraz GPS

Najbardziej pokochałem Canona 6D za GPS i Wi-Fi. Funkcje te do tej pory były dostępne dla użytkowników lustrzanek japońskiego producenta tylko poprzez specjalne, drogie zewnętrzne adaptery. W praktyce korzystali z nich głównie profesjonalni fotoreporterzy prasowi. Teraz obydwu technologii mogą używać mniej zamożni fotografowie.

GPS jest przydatny głównie w czasie podróży. Każde wykonane Canonem 6D zdjęcie ma zapisane dane dotyczące jego lokalizacji. Potem fotografie te będą się odpowiednio wyświetlać na mapie, np. w Aperture czy Lightroomie. Powstanie w ten sposób świetna mapa podróży.

Do gustu przypadł mi przede wszystkim moduł Wi-Fi. Aparat może korzystać z zastanej sieci lub sam ją stworzyć. Sieć ta może posłużyć do połączenia się ze smartfonem lub tabletem, jeśli na danym urządzeniu zainstaluje się darmową aplikcję EOS Remote (iOS oraz Android). Można też sterować aparatem przez program EOS Utility, przesłać zdjęcia do innego lub z innego aparatu, wydrukować na drukarce z Wi-Fi czy podejrzeć na telewizorze. W praktyce działa to świetnie.

Aplikacja ma pikselozę, ale wykonane zdjęcie już nie.

W aparacie trzeba włączyć moduł Wi-Fi i w osobnej funkcji nadać mu własny nick. Potem wybrać funkcję połączenia. Jeśli korzysta się ze smartfona lub tabletu (nie ma dedykowanej aplikacji, więc program będzie powiększany na iOS), trzeba sparować je z aparatem. Wystarczy to zrobić raz, o ile zawsze będzie się używało tej samej sieci Wi-Fi. Jeśli np. smartfon jest podłączony do sieci domowej, a aparat korzysta z własnej, to urządzenia się nie połączą. Obydwa muszą być podpięte do tej samej sieci. 

Gdy już przebrnie się przez proces łączenia, pozostaje czysta przyjemność. Aplikacja EOS Remote ma dwie główne funkcje: przesyłanie zdjęć lub sterowanie aparatem.

Przesyłanie zdjęć

Program wyświetla wszystkie fotografie w formacie JPEG dostępne na karcie. Aby zaznaczyć fotografie do przesłania, należy klikać w poszczególne ikony. W tym trybie dostępne są dwa rodzaje widoku: same ikony oraz ikony z podstawowymi parametrami. Można też wybrać spośród trzech różnych metod sortowania fotografii. Niestety, nie ma możliwości przesyłania plików RAW, co jest pewnym minusem.

Zdalne sterowanie aparatem

W tym trybie użytkownik ma dostęp nie tylko do podglądu na żywo oraz sterowania punktem ostrości przez dotyk, ale także ustawiania wartości przysłony, czasu i czułości i ich stałego podglądu. Jednym przyciskiem  można też włączyć lub wyłączyć Live View. Najważniejszy jest jednak główny duży, okrągły przycisk, czyli spust. Plusem jest też możliwość podglądu wykonanych zdjęć oraz powiększenia do 100%, aby precyzyjnie ocenić ostrość czy szumy.

Główny minus aplikacji to dosyć szybkie rozłączanie się. Aparat wyłącza Live View po mniej więcej minucie, a smartfon przechodzi w stan uśpienia, tracąc połączenie kilka minut po ostatnim użytku. Niestety, nie da się wznowić tego połączenia bez kilku kliknięć w menu aparatu. Szkoda, że ustanowienie nowego połączenia nie jest możliwe z poziomu mobilnego urządzenia. Może to stanowić spore utrudnienie, kiedy np. aparat znajduje się daleko od Ciebie w studiu, a Ty stoisz gdzieś z boku, co chwilę poprawiając rozbudowaną scenę na fotografowanym stole. Smartfon co chwilę gaśnie, a Ty co chwilę musisz lecieć do aparatu.

Podsumowując, aplikacja jest przejrzysta, bardzo prosta i stabilna, więc spełnia swoją rolę. Możliwość sterowania aparatem jest świetna — wykorzystałem ją, wykonując zdjęcie grupowe, na którym sam byłem; aparatem sterowałem za pomocą iPada mini. Może też przydać się do prezentowania zdjęć klientowi w czasie sesji tuż po ich wykonaniu czy sterowania aparatem przy wykonywaniu fotografii krajobrazowych czy nocnych. Szkoda jedynie, że program nie pozwala na inicjowanie połączenia z aparatem. Znacząco usprawniłoby to pracę.

Jakość zdjęć — szumy

Pod obudową znajduje się pełnoklatkowa matryca CMOS o rozdzielczości 20,2 megapikseli oraz procesor obrazu Digic 5+. Sensor to wielki plus aparatu. Canon 6D wykonuje zdjęcia pozbawione szumów do czułości ISO 800. Pierwsze, ale bardzo delikatne oznaki cyfrowego ziarna są zauważalne przy ISO 1600. Zdjęcia wykonane z czułością na poziomie ISO 3200 oraz 6400 mają podobne, bardzo niskie szumy. Przy ISO 12800 szumy są już o wiele mocniejsze, jednak ziarno jest dosyć przyjemne dla oka. Wszystkie wyższe czułości raczej nie nadają się do zdjęć wysokiej jakości.

ISO 100
ISO 200
ISO 400
ISO 800
ISO 1600
ISO 3200
ISO 6400
ISO 12800
ISO 25600
ISO 51200
ISO 102400

Jakość zdjęć — oddanie szczegółów

Nowa matryca w Canonie 6D bardzo dobrze oddaje szczegóły na zdjęciach. Aż do czułości ISO 1600 nie ma zmian w oddaniu szczegółów. Minimalnie gorzej jest przy ISO 3200 i ISO 6400. Przy ISO 12800 reprodukcja detali jest już zauważalnie słabsza, jednak to nadal w pełni użyteczna wartość. Fotografie wykonane przy ISO 25600 dobrze wyglądają w mniejszych rozmiarach, np. w Internecie. Ogólnie jestem pod dużym wrażeniem jakości zdjęć z Canona 6D.

ISO 100
ISO 200
ISO 400
ISO 800
ISO 1600
ISO 3200
ISO 6400
ISO 12800
ISO 25600
ISO 51200
ISO 102400

Przykładowe zdjęcia

Zobacz wszystkie zdjęcia w pełnej rozdzielczości

1/100, f/4, ISO 640, 105 mm, JPEG
1/100, f/4, ISO 640, 105 mm, RAW
1/40, f/4.5, ISO 800, 47 mm, JPEG
1/200, f/4, ISO 640, 24 mm, JPEG
1/400, f/2.8, ISO 200, 25 mm, RAW
1/80, f/4, ISO 200, 70 mm, RAW
1/80, f/8, ISO 1600, 24 mm, JPEG
1/80, f/8, ISO 1600, 24 mm, RAW
1/250, f/2.8, ISO 400, 24 mm
1/500, f/4.5, ISO 400, 24 mm, RAW
1/160, f/4, ISO 640, 40 mm, JPEG
1/640, f/4, ISO 800, 105 mm, JPEG
1/80, ƒ/2.8, ISO 400, 70 mm, RAW
1/200, f/2.8, ISO 100, 28 mm, JPEG
1/200, f/5, ISO 1250, 50 mm, RAW
1/80, f/4, ISO 1600, 105 mm, JPEG
1/200, f/5.6, ISO 1000, 70 mm, JPEG
1/80, f/5.6, ISO 640, 65 mm, JPEG
1/100, f/4.5, ISO 400, 57 mm, JPEG
1/400, f/2.8, ISO 320, 67 mm, RAW
1/160, f/2.8, ISO 320, 70 mm, RAW
1/160, f/2.8, ISO 640, 24 mm, JPEG

Zobacz wszystkie zdjęcia w pełnej rozdzielczości

Podsumowanie

© KB

Co nam się podoba

Canona 6D można pochwalić za świetną pełnoklatkową matrycę CMOS o rozdzielczości 20,2 Mpix i bardzo wysoką jakość zdjęć. Fotografie mają piękne kolory, dobrą dynamikę tonalną, bardzo niskie szumy i świetne oddanie szczegółów. Aparat jest sporo mniejszy i lżejszy od Canona 5D Mark III, ale mimo to bardzo dobrze leży w dłoni, a jego ergonomia — chociaż gorsza — w zupełności wystarcza do komfortowego fotografowania. Celnie i szybko pracuje też nowy 11-punktowy autofokus, który wyprzedza pod tym względem moduł AF z Canona 5D Mark II o lata świetlne. Zakochałem się też w funkcji Wi-Fi i bardzo dobrej aplikacji do przesyłania zdjęć z aparatu oraz sterowania nim zdalnie za pomocą smartfona czy tabletu. Canon 6D ma w zasadzie wszystko, czego potrzebuje zaawansowany amator. Czy mógłby mieć więcej?

Co nam się nie podoba

Pewnie, że mógłby. W szczególności moduł AF z większą liczbą punktów, w tym więcej niż jeden (!) punkt krzyżowy. Szkoda, że w wizjerze nie są wyświetlane wszystkie podstawowe informacje. Pozwoliłoby to nie odrywać oka od aparatu podczas zmiany ustawień. W zestawieniu z Nikonem D600 czynnikiem zniechęcającym do zakupu Canona 6D jest… cena. Jego konkurent z żółtej stajni kosztuje ok. 6500 zł, czyli o blisko 1000 zł mniej niż EOS 6D.

Werdykt

Nie mam wątpliwości, dla kogo został zaprojektowany Canon 6D.. Ta pełnoklatkowa, budżetowa lustrzanka ma garść elementów z profesjonalnych korpusów, ale to aparat dla entuzjastów fotografii oczekujących zdjęć bardzo wysokiej jakości. I w tej roli sprawdzi się świetnie. Powinien też zaspokoić potrzeby części mniej wymagających lub dysponujących mniejszym budżetem profesjonalnych fotografów. W szczególności podróżników czy fotografów ślubnych. Trzeba mieć jednak świadomość, że nie jest to w pełni profesjonalny korpus.

Canon 6D kosztuje mniej więcej tyle, co Canon 5D Mark II w chwili chwały. Mark II był wtedy lustrzanką przełomową, innowacyjną, wyjątkową. Canon 6D nią nie jest — to sprzęt bardzo dobry, ale z niższej półki. Aby kupić następcę legendarnego Marka II, trzeba obecnie wydać ok. 11 000 zł, czyli o dobre 2–3 tys. więcej. Wniosek z tego jest prosty. Producent nie stworzył nagle o wiele tańszej lustrzanki z pełną klatką. Wręcz przeciwnie — cena lustrzanki klasy 5D mocno wzrosła, a Canon po prostu zapełnił lukę cenową tworząc prostszy model, w cenie podobnej, do aparatu z półki o klasę wyżej. Co nie zmienia faktu, że dzięki temu, mimo wzrostu cen, lustrzanki z pełną klatką nie będą wcale mniej dostępne.


Zobacz więcej artykułów z serii: Testy lustrzanek

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Canon EOS 7D Mark II - szybki, wytrzymały i bez konkurencji [test] iPhone 6 - świetny aparat ze sprytnie ukrytymi wadami [test] Olympus Stylus TOUGH TG-3 – trzecie życie twardziela [test] Fujifilm X30 - retro i premium jeszcze lepiej połączone [test] Panasonic Lumix LX100 - wszystko, czego potrzebujesz od aparatu kompaktowego [test] One by Wacom - jak sprawuje się tani tablet z Biedronki [pierwsze wrażenia] Nikon D750 - współczesna lustrzanka pełną klatką [test] Olympus PEN E-PL7 - godny kontynuator serii [test] Olympus M. Zuiko Digital 40-150 mm PRO - pierwsze wrażenia Sony A7S - postrach ciemności i mistrz kinematografii [test] Fujifilm X100T – 7 ważnych zmian, które mogliście przeoczyć Zeiss Otus 85mm f/1.4 - zdjęcia przykładowe Sony A5100 - pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe Fujifilm X-T1 Graphite Silver. Czy ma coś więcej, niż nowy kolor obudowy? FujiFilm FinePix X30 - zdjęcia przykładowe Canon EOS 7D Mark II - sprawdzamy Live View AF i prędkość 10 kl./s Panasonic Lumix CM1 - najlepszy smartfon fotograficzny? Nasze pierwsze wrażenia Olympus PEN E-PL7 - pierwsze wrażenia Srebrny Olympus OM-D E-M1 i nowy obiektywy 40-150 mm f/2,8 PRO na zdjęciach Panasonic Lumix GM5 - pierwsze wrażenia Nikon D750 - przykładowe zdjęcia Panasonic Lumix LX100 - pierwsze wrażenia Samsung NX1 - pierwsze wrażenia + wideo Leica M Edition 60 - pierwsze wrażenia

Popularne w tym tygodniu:

Fujifilm GFX 50S - pierwsze zdjęcia i wrażenia Nowe portretówki Sony FE 100 mm f/2.8 i 85 mm f/1.8 - pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe Thule Aspect DSLR - plecak fotograficzny na każdą okazję [test] Pentax KP - zaawansowana lustrzanka z matrycą APS-C na nowo Canon EOS 77D i 800D w naszych rękach. Zobacz główne różnice i poznaj polskie ceny Canon EOS M6, czyli bezlusterkowiec z opcjonalnym wizjerem w naszych rękach Sony A6500 - test trybu filmowego Fujifilm X-T20 - pierwsze przykładowe zdjęcia i porównanie szumów Fujifilm X100F - pierwsze zdjęcia i porównanie szumów