Sony Cybershot DSC QX-100 - jeszcze nie teraz [test]

Sony QX-100 to przedstawiciel nowej rodziny aparatów, tzw. bezkorpusowców. Czy aparat bez wyświetlacza, który łączy się ze smartfonem przez Wi-Fi, ma szanse stać się hitem?

Podczas berlińskich targów IFA nowe aparaty bazujące na podzespołach popularnych kompaktów wywołały zamieszanie. Nic dziwnego: żadna firma nie pokazała wcześniej podobnego rozwiązania. Sony QX-10 i QX-100 mają zwiększyć możliwości smartfonów, które już teraz wypierają klasyczne aparaty kompaktowe. Jak sprzęt sprawdził się w naszym teście?

Budowa i obsługa

Sony QX-100 to konstrukcja w kształcie walca wykonana z bardzo solidnego plastiku. Wyłączony aparat jest nieco większy niż obiektyw Olympus Zuiko 45/1.8, ale jest od niego znacznie cięższy. Nic dziwnego: umieszczono w nim jasny obiektyw, dużą matrycę, akumulator i odpowiednie układy.

Na obudowie ulokowano przycisk migawki, przełącznik zoomu, pierścień, włącznik oraz miniaturowy wyświetlacz pokazujący stan baterii. Co ważne, znalazło się również miejsce dla gniazda statywowego. Jest także gniazdo kart mikro-SD/M2 i złącze mikro-USB.

Tylna ściana jest w całości demontowana. Pod nią jest klapka baterii oraz dane sieci Wi-Fi, którą tworzy QX-100. Na tylnej ścianie umieszczono także dwa gumowane uchwyty, które służą do montowania aparatu na smartfonie. Niestety, nie jest to najsolidniejsza konstrukcja. Zdecydowanie najlepiej sprawdza się ona w połączeniu z niewielkimi smartfonami. Gdy montowałem aparat do Xperii Z1, miałem wrażenie, że połączenie jest nieco nadwerężone.

Do obsługi aparatu potrzebny jest smartfon lub tablet z aplikacją Sony Play Memories. To za jej pomocą można kadrować zdjęcia i przeglądać je na ekranie. Ja w teście korzystałem z czterech urządzeń: Sony Xperia Z1, Nexux 7, iPhone 4s, iPad Retina. Po zainstalowaniu aplikacji trzeba połączyć się z siecią, którą tworzy aparat, ustanowić połączenie i można działać.

Zobacz również: Canon EOS M5 - pierwsze wrażenia z premiery na targach Photokina 2016

W QX-100 jest technologia NFC, dzięki której po włączeniu aplikacji oraz aparatu i zbliżeniu ich do siebie same ustanawiają one połączenie. W urządzeniach opartych na systemie iOS, które NFC są pozbawione, każdorazowo po wyłączeniu aparatu trzeba w ustawieniach połączyć się z siecią aparatu, włączyć aparat i poczekać na sparowanie urządzeń. Jeśli ma się sprzęt z NFC, parowanie odbywa się zdecydowanie szybciej, ale w moim odczuciu aplikacja na iOS jest szybsza i bardziej stabilna.

Sony powinno skupić się na dopracowaniu tego programu, ponieważ podczas tygodniowych testów kilka razy odmówił współpracy. Buntował się szczególnie podczas zmiany trybu fotografowania. Zacinał się i zawieszał kilkakrotnie. Często również urządzenia się nie wykrywały.Wtedy trzeba było resetować i aparat, i aplikację.

Możliwości zmiany parametrów są bardzo ograniczone. Co najważniejsze, nie da się zmienić czułości ISO i czasu otwarcia migawki. Najbardziej „manualnym” trybem jest tryb preselekcji przysłony. Zrozumiałabym to, gdyby chodziło o typowo amatorski model QX-10, ale w przypadku zaawansowanego QX-100 jest to moim zdaniem nieporozumienie. Nie da się również zapisać plików RAW mimo slotu kart pamięci. Na szczęście Sony zapowiedziało już aktualizację oprogramowania, która umożliwi manualne zmiany parametrów, więc trzymam za słowo.

Najwięcej opcji jest dostępnych przy zapisie fotografii. Można zapisywać je zarówno na karcie pamięci, jak i w smartfonie. Gotowe zdjęcia wyświetlane na smartfonie mogą mieć 2 lub 20 Mpix. Jeśli wybierze się podgląd, zdjęcia 2 Mpix pojawią się na ekranie po około 2–3 s. Po wybraniu pełnej rozdzielczości każdorazowo trzeba odczekać 6–9 s, czyli zdecydowanie za długo. Czas 2–3 s między kolejnymi ujęciami jest również zbyt długi, szczególnie że aplikacja jest wtedy unieruchomiona, a na wyświetlaczu widać jedynie pasek postępu zapisu zdjęcia. Jakość obrazu wyświetlanego na ekranie również nie jest zbyt wysoka — widać artefakty, a ostrość pozostawia wiele do życzenia. Na szczęście jednak nie ma mocno zauważalnych opóźnień, choć drobne lagi się zdarzają.

O ile do budowy nie mam większych zastrzeżeń, o tyle obsługa aparatu, zaczynając od parowania urządzeń, przez użytkowanie, do zapisu zdjęć, kuleje. Nie ma szans na błyskawiczne uchwycenie ciekawej sytuacji; parowanie zarówno przy użyciu NFC, jak i w klasyczny sposób trwa zbyt długo.

W poniższym materiale zobaczycie, jak wygląda parowanie i robienie zdjęć przy użyciu Sony Xperii Z1 i iPhone'a 4s. Co ciekawe, z iPhone'em udało mi się połączyć dopiero przy czwartej próbie.

Fotografowanie w praktyce

Zdjęcia

Tak jak wspomniałem w pierwszej części testu, fotografowanie odbywa się za pomocą urządzenia z aplikacją Sony Play Memories. Można również fotografować „na ślepo” bez smartfona, a zdjęcia zapisywane są na karcie pamięci. W niektórych sytuacjach jest to jedyne rozwiązanie umożliwiające uchwycenie ciekawych momentów, choć wtedy nie mamy wpływu na żaden parametr prócz zoomu.

Sam obiektyw zasługuje na uwagę, ponieważ jest to podobna konstrukcja jak w przypadku Sony RX-100. Ekwiwalent ogniskowych wynosi 28–100 mm przy jasności f/1.8–4.9. Połączenie jasnego obiektywu z dużą matrycą (o której więcej w dalszej części) umożliwia wykonywanie zdjęć dobrej jakości w marnych warunkach oświetleniowych oraz osiągnięcie przyjemnego rozmycia.

Szybkość/autofokus

Autofokus działa na zasadzie detekcji kontrastu. Punkt może zostać wybrany automatycznie lub ręcznie: należy dotknąć ekranu w miejscu, w którym obraz ma być ostry. Da się również ręcznie zmienić ostrość.

Olympus E-P5 + 45/1.8 i Sony Xperia Z1 + QX100

Wtedy pierścień wokół obiektywu zmienia funkcję z zoomu na ustawienie ostrości. Niestety, nie ma możliwości powiększenia obrazu ani peakingu, więc ręczne ustawianie ostrości traktuję raczej jako ciekawostkę. Sony QX-100 jest pozbawiony trybu zdjęć seryjnych, a maksymalna prędkość uzyskana przy aparacie odłączonym od smartfona to około 1 kl./s.

Filmowanie

Filmy zapisywane są w formacie MP4 w rozdzielczości Full HD i 30 kl./s. Bitrate wynosi około 12 Mb/s. Nie mam zastrzeżeń do jakości filmu — nie ma nadmiernego efektu rolling shutter czy mory. Autofokus działa sprawnie i celnie. Podczas filmowania da się zmienić jedynie zoom — jakakolwiek ingerencja w pozostałe parametry nie jest możliwa. Niestety, w końcowej fazie testu karta pamięci się zepsuła, co uniemożliwiło zgranie materiału.

Jakość zdjęć — szumy

W Sony DSC-QX100 umieszczono matrycę CMOS z kompaktu RX100 o rozdzielczości 20 Mpix w rozmiarze 1”. To dużo, zwłaszcza że większość kompaktów ma matryce wielkości ½.3”, a te bardziej zaawansowane 1/1.7” lub 2/3”. Większa fizycznie matryca pozwala na uzyskanie lepszej jakości zdjęć.
Niestety, jak wspomniałem w pierwszej części testu, aparat nie pozwala na manualne ustawienie czułości ISO, co za tym idzie — nie ma możliwości zrobienia klasycznego testu szumów. Kartę X-Rite fotografowałem przy różnych ustawieniach przysłony i światła, aby wymusić zmianę czułości. Stąd różna jasność kolejnych zdjęć.

Najwyższa wartość, jaką udało mi się uzyskać, to ISO 3200. Jakość zdjęć jest dobra mimo delikatnych artefaktów, które powstały przy odszumianiu i kompresji JPG. Najlepszą jakość uzyskamy do ISO 400, ale nawet przy wyższych czułościach jej spadek nie jest mocno odczuwalny. W połączeniu z jasnym obiektywem QX-100 dobrze sprawdza się w trudnych warunkach oświetleniowych.

Jakość zdjęć — odwzorowanie szczegółów

Jakość zdjęć jest bardzo dobra, zarówno jeśli chodzi o szumy, jak i odwzorowanie szczegółów. Najlepsze ich odwzorowanie osiągniemy do ISO 800, potem widać spadek, a degradacji ulegają tylko najmniejsze z nich. Niestety, obiektyw jest wyraźnie nieostry na brzegach kadru, więc największą szczegółowością będą się charakteryzować obiekty w centrum kadru. Co ważne, Sony nie zastosowało bardzo mocnego algorytmu odszumiającego, co pozytywnie przekłada się na ilość reprodukowanych szczegółów.

Zdjęcia przykładowe

W związku z brakiem możliwości zapisu plików RAW zdjęcia zostały zrobione w maksymalnej rozdzielczości 20 megapikseli w najlepszej jakości. Nie były poddawane żadnej obróbce.

Podsumowanie

Co nam się podoba

W QX-100 najbardziej podoba mi się jakość wykonania i dobra jakość zdjęć. Niestety, na tym plusy tego innowacyjnego produktu się kończą.

Co nam się nie podoba

QX-100 ma mnóstwo wad. Parowanie urządzeń trwa za długo, nawet jeśli używa się NFC. Jeśli ktoś korzysta ze sprzętu z systemem iOS, ma dwa wyjścia: albo każdorazowo parować urządzenia (wymaga to wejścia w ustawienia), albo nie wyłączać aparatu, co z kolei błyskawicznie rozładowuje akumulatory.

Kolejnym minusem jest niestabilne działanie aplikacji. Urządzenia często nie chciały się łączyć lub aplikacja zawieszała się, co wymuszało restart całego zestawu.

Możliwości kontrolowania parametrów ekspozycji są ubogie. Brak trybu manualnego czy niemożliwa do zmiany czułość ISO to tylko niektóre z drażniących ograniczeń. Z kolei brak zapisu RAW skutecznie utrudnia ocenę jakości obrazu.

Na tym nie koniec. Szybkość działania zestawu również pozostawia wiele do życzenia. Używając maksymalnej rozdzielczości, każdorazowo musimy odczekać 6–9 s lub 2–3 s przy generowaniu 2-megapikselowej miniatury. To zdecydowanie za długo, aby komfortowo korzystać z aparatu.

Werdykt

Mam wrażenie, że Sony, prezentując „bezkorpusowce” QX-10 i QX-100, zrobiło to na pokaz. Brak dopracowanej aplikacji sugeruje, że projektanci po prostu nie wyrobili się przed IFA, a nie chcieli zwlekać z premierą.

Testy QX-100 nie należały do najprzyjemniejszych — każdorazowe czekanie zniechęca do korzystania z tego rozwiązania. Mimo niewielkich rozmiarów QX-100 nie jest aż tak bardzo mobilny z uwagi na walcowaty kształt; o noszeniu go w kieszeni spodni można zapomnieć. Cena również nie zachęca do jego zakupu. Kosztuje 1600 zł. Wystarczy dołożyć ponad 200 zł i można kupić pełnoprawny, stabilnie działający kompakt RX-100 z zapisem RAW i trybem manualnym. Na razie QX-100 to dla mnie drogi i niewygodny w użyciu gadżet o bardzo ograniczonej funkcjonalności.


Zobacz więcej artykułów z serii: Testy aparatów kompaktowych

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Nikon D5300 - solidny krok naprzód [test] Sony A7 - pełnoklatkowy bezlusterkowiec pełen kontrastów [test] Wacom Cintiq 13HD - dotyk jeszcze bliżej [test] Nikon D610 - ale to już było [test] Samsung Galaxy NX – test pierwszego bezlusterkowca z Androidem, Wi-Fi i LTE [test] Nikon D5300 - przykładowe zdjęcia Panasonic Lumix G 12-32 mm f/3,5-5,6 - nowy rozdział wśród obiektywów [test] Nikon Df - pierwsze wrażenia Sony A7 – pierwsze wrażenia i zdjęcia testowe Fujifilm X-E2 i XQ1 - pierwsze wrażenia i zdjęcia Fujifilm Instax mini 90 Neo Classic - natychmiastowa zabawa w stylu retro [test] Panasonic Lumix GX7 - mistrz personalizacji [test] Olympus OM-D E-M1 - profesjonalista w swojej klasie [test] „Fotografowanie ludzi – o tworzeniu prawdziwych portretów“ – recenzja książki Zalamo.com - internetowe narzędzie dla fotografów do pracy z klientami [recenzja]

Popularne w tym tygodniu:

Impossible I-1 – czy współczesny Polaroid jest chociaż zbliżony do oryginałów? [test] 2 miesiące z Fujifilm X100F. Zabrałem go do Chin i pokochałem [test] Voigtländer 40 mm F 2,8 Heliar - zadziwiający obiektyw! Laptop dla fotografa - jak sprawdzi się Microsoft Surface Pro 4? WD My Passport SSD - 256 GB pamięci na 41-gramowym dysku [test]