Nikon 1 AW1 - bezlusterkowy twardziel [test]

Nikon 1 AW1 to pierwszy bezlusterkowiec do zadań specjalnych. Bazujący na modelu 1 J3 został wyposażony w szereg wzmocnień i uszczelnień oraz funkcji specjalnych, które mają sprawdzić się w fotografowaniu w ekstremalnych warunkach. Jak jednak wygląda używanie aparatu na co dzień?

©JK

Nikony serii 1 od początku wzbudzały mieszane uczucia. Chodzi szczególnie o wielkość matrycy — format CX to tzw. crop x 2.7. Niestety, taka wielkość matrycy w połączeniu z niezbyt jasnymi obiektywami uniemożliwia uzyskanie przyjemnej dla oka małej głębi ostrości, ale trudno traktować to jako wadę w przypadku AW1. Bliżej przyjrzę się wszystkim aspektom w dalszej części artykułu.

Test początkowo planowałem przeprowadzić na ośnieżonych stokach naszych południowych sąsiadów, ale wiosna zimą pokrzyżowała mi plany, więc zdjęcia „ekstremalne” wykonałem we wrocławskim aquaparku.

Budowa i obsługa

Nikon 1 AW1 jest zrobiony z solidnego chropowatego plastiku, a przednia ściana została pokryta stalą. Wyglądem nie odbiega on od serii 1, ale wyraźnie inny obiektyw zdradza, że coś jest na rzeczy.

Przyglądając się dokładnie, zobaczymy klapki wyposażone w podwójną blokadę i grubą szybę umieszczoną przed wyświetlaczem. Aparat nie ma klasycznego gripu, a jedynie niewielkie zgrubienie, przez co chwyt nie jest zbyt stabilny.

Po odkręceniu obiektywu (co wymaga niemałej siły) ukazuje się duża szara uszczelka typu o-ring. Podstawowy obiektyw 11–27.5 mm f/3.5–5.6 w większości został wykonany z metalu, a bardzo duży chropowaty pierścień ułatwia zmianę ogniskowej. Oczywiście konstrukcja obiektywu jest w pełni szczelna, a podczas zmiany ogniskowej obiektyw nie zmienia swoich rozmiarów.

Zobacz również: Panasonic Lumix GX1 - test

Producent zapewnia, że obudowa wytrzyma upadek z 2 m i że jest wodoszczelna do głębokości 15 m. Niestety, odkryłem spory mankament tej konstrukcji. Zrzuciłem aparat na podłogę z wysokości około 0,5 m. Po upadku otworzyła się wbudowana lampa błyskowa, która zamocowana jest na bardzo delikatnym mocowaniu. Cudem nie urwała się podczas koziołkowania po podłodze. Akurat ten przycisk powinien znajdować się zdecydowanie głębiej, bo jest duże prawdopodobieństwo, że urwie się po upadku. Lampa dostaje jednak plus za możliwość odchylenia jej do góry i odbicia światła np. od sufitu.

Na górnej ścianie aparatu jest włącznik, spust migawki oraz przycisk nagrywania filmów. Przyciski są duże, choć w moim odczuciu zbyt głęboko osadzone. Tylną ścianę w większości zajmuje wyświetlacz, przyciski powiększania/pomniejszania zdjęć, przycisk zmiany trybów, nawigator i inne standardowe przyciski. Co ważne, wszystkie mają odpowiedni skok i są logicznie rozmieszczone.

Aparat jest pozbawiony klasycznych kół nastaw czy trybów. Tryby można zmieniać na dwa sposoby: przyciskając odpowiedni przycisk na obudowie, a następnie przechylać aparat w prawo lub lewo, tak aby wycelować strzałką w odpowiedni tryb, lub naciskając przycisk nawigatora do góry i następnie z kilku trybów głównych wybrać ten, który nas interesuje. Niestety, nie przekonałem się do tego rozwiązania, zwłaszcza że za każdym razem trzeba wchodzić dość głęboko w menu.

Główne tryby PASM zostały zgrupowane pod jednym trybem głównym „kreatywny”, przez co nawet decydując się na zmianę za pomocą akcelerometru, nie możemy wybrać spośród wspomnianych trybów manualnych/półautomatycznych. Wydaje mi się, że klasyczne koło nastaw, choć mocniej perforowane, byłoby lepszym pomysłem.

Do zmiany parametrów w trybach manualnych służą przyciski do powiększania/zmniejszania zdjęć. Początkowo sceptycznie podchodziłem do tego rozwiązania, ale po dłuższym użytkowaniu okazało się całkiem wygodne.

Menu

W testach aparatów Nikona zazwyczaj piszę, że „to klasyka”. AW1 stanowi jednak wyjątek. Podstawowe menu zawiera 6 ikon, które po wybraniu jednej z nich przekształcają się w bardziej klasyczne karty umieszczone w lewej części ekranu.

Niestety, zmiana np. czułości ISO czy balansu bieli wiąże się ze żmudnym przechodzeniem po poszczególnych opcjach w menu. W menu jest dość dużo skrótów. AW1 nie ma tzw. podręcznego menu, z poziomu którego można byłoby wybrać najczęściej zmieniane parametry. Producent zadbał jedynie o przypisanie funkcji zmiany napędu, trybu lampy błyskowej i korekty ekspozycji do klawiszy nawigatora.

Fotografowanie w praktyce

Zdjęcia

Do kadrowania służy 3-calowy wyświetlacz o rozdzielczości 921 tys. punktów. Jest on pokryty solidną warstwą plastiku, przez co widać, że umieszczono go dość głęboko w obudowie. Nie mam zastrzeżeń do jakości obrazu, bo jest odpowiednio ostry, zauważyłem natomiast duże rozbieżności w kolorystyce obrazu podczas kadrowania i po zrobieniu zdjęcia. Podczas podglądu na żywo obraz ma tendencje do wpadania w delikatną zieleń, której nie widać po wciśnięciu przycisku migawki.

Aparat testowałem ze wspomnianym obiektywem 11–27.5 mm f/3.5–5.6. Nie mam większych zastrzeżeń do jakości obrazu, ale już zakres ogniskowych jak na podstawowy obiektyw jest mało uniwersalny. Ekw. 30 mm dla szerokiego kąta to zbyt duża ogniskowa. Często przeszkadzało mi to, gdy robiłem zdjęcia architektury na wrocławskim rynku.

Warto zaznaczyć, że jedyny szerszy obiektyw z uszczelnieniami ma 10 mm. Myślę, że dobrym pomysłem byłoby zrobienie obiektywu o ogniskowej ok. 5 mm typu fisheye.

Szybkość/autofokus

Sercem Nikona 1 AW1 jest procesor Expeed 3A, który odpowiada za działanie urządzenia i obróbkę obrazu. Aparat włącza się niespełna dwie sekundy, co jest dobrym wynikiem. Mam jednak zastrzeżenia do szybkości przechodzenia między kolejnymi opcjami w menu. W związku z utrudnionym dostępem np. do zmiany ISO często zaglądałem do menu, które uruchamiało się z nieznacznym, ale drażniącym opóźnieniem. Podobnie wygląda zmiana trybów, która opatrzona jest mało efektowną animacją, co spowalnia aparat.

Nikon 1 AW1 został wyposażony w dużo opcji zdjęć seryjnych. Co ważne, wszystkie tryby są umieszczone pod przyciskiem napędu i wybór pożądanej prędkości jest łatwy. Do dyspozycji są: 5, 15, 30 i 60 kl./s. Pomiary prędkości odbywały się przy użyciu trybu RAW na karcie SanDisk Extreme Pro 95mb/s 8GB.
W najwolniejszym trybie praca z maksymalną prędkością trwa 7 s (35 zdjęć). Po wyborze 15 kl./s aparat przestaje robić zdjęcia po 1,5 s. Prędkość 30 kl./s zapełnia bufor w ciągu nieco ponad 0,5 s, a w najszybszym trybie w niespełna 0,5 s.
Co ciekawe, bez względu na to, czy wybierzemy tryb zapisu RAW czy JPG, seria trwa tak samo długo. Dobra wiadomość jest taka, że Nikon 1 AW1 nie zawiesza się i nie odmawia współpracy, nawet gdy zapisuje długie serie plików RAW. To duża zaleta. Na uwagę zasługuje również minimalny czas otwarcia migawki 1/16 000 s.

Autofokus oparty jest na detekcji fazy i kontrastu, co przekłada się na celne i szybkie ustawianie ostrości. Nie mogę narzekać na jego pracę, ale w porównaniu z układem w Olympusie E-P5 z obiektywem 14–42 mm wypadł gorzej (testy przeprowadziłem w identycznych warunkach). Przedstawiciel systemu M4/3 jest o dwa kroki do przodu, mimo że opiera się tylko na detekcji kontrastu. Z drugiej strony Nikon 1 AW1 to prawdziwy sprinter w porównaniu z np. Nikonem Coolpix A lub Canonem EOS M.

Funkcje dodatkowe

Jak przystało na aparat przeznaczony do pracy w trudnych warunkach, AW1 ma m.in. GPS i kompas. GPS może geotagować zdjęcia i zapisywać ścieżkę, co przyda się w podróżach np. w lasach. Warto wspomnieć również o opcji spowolnienia obrazu, która pozwala wykonać do 20 zdjęć seryjnych i jednocześnie wyświetlić je w zwolnionym tempie na wyświetlaczu LCD, aby można było wybrać ujęcie, które ma zostać zachowane.

Oczywiście jest dostępna również funkcja panoramy czy efekt tilt-shift, ale są to tak często spotykane dodatki, że nie warto przyglądać się im dokładniej. Jest też możliwość stworzenia ruchomego zdjęcia z podkładem muzycznym, choć dla mnie to raczej jako zbędny dodatek niż opcja, która zainteresowałaby fotografa.

Filmowanie

Funkcje filmowe to kolejna ciekawostka. Standardowo filmy zapisywane są w rozdzielczości Full HD i HD z prędkością 30 i 60 kl./s. Można również wybrać filmy ze spowolnieniem w proporcji boków 8:3 i prędkością zapisu 400 kl./s dla rozdzielczości 640 x 240 i 1200 kl./s dla 320 x 120.

Filmy są dobrej jakości, ale niestety zmiana ekspozycji odbywa się skokowo, co może zepsuć nagranie. Jednak AW1 zaskoczył mnie pozytywnie możliwością manualnego ustawienia parametrów ekspozycji i ich zmiany podczas filmowania. Nawet D610 nie pozwala na zmianę przysłony podczas filmowania.

Autofokus niestety lubi płatać figle. Niechętnie wyostrza obiekty wypełniające zdecydowaną część kadru mimo wyraźnego skierowania na nie obiektywu. Nad tym Nikon powinien popracować. Do zalet należy z kolei zaliczyć niemal całkowity brak efektu rolling shutter i mory.

Z jednej strony Nikon ma naprawdę dobrze rozbudowane funkcje filmowe, z drugiej — skacząca ekspozycja i kiepski AF mogą skutecznie zepsuć nagranie.

Jakość zdjęć — szumy

Matryca zainstalowana w Nikonie AW1 to ten sam sensor co w modelach V2 i J3. Ma on [b]14 megapikseli i został wykonany w technologii CMOS.[/b] Matryca pracuje w zakresie od ISO 160 do 6400. Muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczony jakością zdjęć i ich rozpiętością tonalną. Aparat testowałem w dość trudnych warunkach oświetleniowych, sceny miały bardzo dużą rozpiętość tonalną. Bez problemu udało mi się wyciągnąć większość szczegółów z cieni i świateł.

Do ISO 400 szum właściwie nie występuje. Przy ISO 800 pojawia się dość przyjemne dla oka cyfrowe ziarno i do ISO 1600 zdjęcia uważam za w pełni używalne. Dwie ostatnie wartości wypadają zdecydowanie gorzej ze względu na sporo plam kolorystycznych, ale można z nich w ostateczności skorzystać.

Jakość zdjęć — oddanie szczegółów

Podobnie jak w przypadku szumów Nikon 1 AW1 najlepiej pracuje do ISO 400; reprodukuje wszystkie najdrobniejsze detale. ISO 800 i 1600 degradują drobniejsze szczegóły, a dwie najwyższe czułości niszczą szczegółowość zdjęcia.

Zdjęcia przykładowe

Wszystkie zdjęcia zostały wywołane w programie Lightroom 5.3 przy standardowych ustawieniach. Więcej fotografii znajdziecie na naszym profilu w serwisie Flickr.

Podsumowanie

Co nam się podoba

Nikon 1 AW1 to pierwszy „wszystkoodporny” aparat z wymienną optyką. Podoba mi się, że wreszcie pojawiła się na rynku nowa linia aparatów tego typu, które dostały coś więcej niż tylko szereg możliwości mobilnych. Doceniam również jakość zdjęć, którą jesteśmy w stanie uzyskać z tak małej matrycy, a także szybkość zdjęć seryjnych i niezłe możliwości filmowe.

Co nam się nie podoba

Podczas testów nieustannie drażniła mnie obsługa tego bezlusterkowca: brak koła trybów, kół nastaw i konieczność przebijania się przez kolejne karty menu w poszukiwaniu często zmienianych opcji. Poza tym przechodzenie między kolejnymi funkcjami jest nadzwyczaj toporne mimo mocnego procesora zapisującego serię RAW-ów w okamgnieniu. Nie podoba mi się również brak szerszego obiektywu, ekw. 30 mm to zdecydowanie zbyt wąski kadr jak na obiektyw podstawowy. Producent powinien również pomyśleć o lepszym zabezpieczeniu lampy błyskowej.

Werdykt

Nikon 1 AW1 to bezlusterkowiec ze średniej półki, ale jeśli traktować go jako aparat „wszystkoodporny”, znajduje się w czołówce. Wyróżnia się zwłaszcza jakością zdjęć. Kompaktowe aparaty mają kilkakrotnie mniejsze matryce niż niewielka (jak na bezlusterkowca) matryca formatu CX.

Muszę przyznać, że dawno nie testowałem aparatu, który tak by mi się podobał, a jednocześnie miał tyle znaczących wad. Z jednej strony to przeciętny bezlusterkowiec z niewygodną obsługą, z drugiej — nie trzeba się martwić, że zaszkodzi mu woda czy piasek, a to niezwykle ważne szczególnie podczas wyjazdów. Mamy zapewniony komfort psychiczny, wiedząc, że gdy przewrócimy się z aparatem w rękach albo przypadkowo wrzucimy go do morza, nic złego mu się nie stanie. Pytanie, czy nie będziemy mieć ochoty na celowe wrzucenie go do wody czy ciśnięcie nim o ścianę podczas kolejnej zmiany ISO…

Cena aparatu to około 3000 zł za zestaw z obiektywem 11–27.5 mm. Jeśli spadnie ona tak szybko jak w przypadku Nikona 1 V1, który w dniu premiery kosztował niespełna 4000 zł, a półtora roku później tylko 999 zł, z pewnością Nikon 1 AW1 trafi do mojej kolekcji.

Nikon 1 AW1 to zdecydowany faworyt wśród „niezniszczalnych” aparatów i zupełny przeciętniak wśród bezlusterkowców.

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy bezlusterkowców

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Sony RX10 sprawi, że zapomnisz o wymiennych obiektywach [test] Sony Cyber-shot RX10 - zdjęcia testowe Sony Cybershot DSC QX-100 - jeszcze nie teraz [test] Nikon D5300 - solidny krok naprzód [test] Sony A7 - pełnoklatkowy bezlusterkowiec pełen kontrastów [test] Wacom Cintiq 13HD - dotyk jeszcze bliżej [test] Nikon D610 - ale to już było [test] Samsung Galaxy NX – test pierwszego bezlusterkowca z Androidem, Wi-Fi i LTE [test] Nikon D5300 - przykładowe zdjęcia Panasonic Lumix G 12-32 mm f/3,5-5,6 - nowy rozdział wśród obiektywów [test] Nikon Df - pierwsze wrażenia Sony A7 – pierwsze wrażenia i zdjęcia testowe Fujifilm X-E2 i XQ1 - pierwsze wrażenia i zdjęcia Fujifilm Instax mini 90 Neo Classic - natychmiastowa zabawa w stylu retro [test] Panasonic Lumix GX7 - mistrz personalizacji [test] Olympus OM-D E-M1 - profesjonalista w swojej klasie [test] „Fotografowanie ludzi – o tworzeniu prawdziwych portretów“ – recenzja książki Zalamo.com - internetowe narzędzie dla fotografów do pracy z klientami [recenzja]

Popularne w tym tygodniu:

Impossible I-1 – czy współczesny Polaroid jest chociaż zbliżony do oryginałów? [test] 2 miesiące z Fujifilm X100F. Zabrałem go do Chin i pokochałem [test] Voigtländer 40 mm F 2,8 Heliar - zadziwiający obiektyw! Laptop dla fotografa - jak sprawdzi się Microsoft Surface Pro 4? WD My Passport SSD - 256 GB pamięci na 41-gramowym dysku [test]