Michał Szlaga: „Używam fotografii jako narzędzia interwencji” [wywiad]

Michał Szlaga od przeszło 15 lat fotografuje Stocznię Gdańską. Dzięki swojej pracy udało mu się powstrzymać wyburzenia cennych budowli na terenie zakładu. Jak tego dokonał?

© Michał Szlaga


MICHAŁ SZLAGA

Michał Szlaga — urodził się 1978 roku w Gdańsku. Zajmuje się fotografią i wideo. Od 2000 roku dokumentuje Stocznię Gdańską i zachodzące na jej terenach zmiany. Publikował w najważniejszych polskich tytułach prasowych. Laureat licznych nagród fotograficznych. W 2015 roku otrzymał tytuł Kulturysty Roku 2014 w plebiscycie Radiowego Domu Kultury – Programu III Polskiego Radia, www.szlaga.com

Dlaczego Stocznia Gdańska?

Kiedy chodziłem pod płotem tego zakładu, widziałem te dźwigi, a nie miałem do nich dostępu, interesowało mnie co tam się dzieje i jak to tam wygląda. W końcu kiedy miałem szansę się tam dostać dzięki aparatowi jako student, skorzystałem z niej. Właśnie przez to, że ludzie z zewnątrz nie mieli możliwości poznania tego zakładu od środka, traktowali ten zakład jak masę: poza historyczną salą BHP, dźwigami, które widać z SKM-ki i bramy wejściowej, można było łatwo zacząć „oczyszczanie“ tego miejsca pod nowe inwestycje. A ja to miejsce poznałem i je pokochałem.

Jak przyjęli Cię stoczniowcy na początku?

Na początku oswajałem się z tym miejscem, poznawałem je, ludzie byli z boku. Ale był też pewien strach przed nimi. Skąd ten strach? Wtedy ich jeszcze nie znałem, nie wiedziałem, jak ich sfotografować, więc się ich bałem. Oni nie specjalnie lubią dziennikarzy i fotografów, bo większość z nich przyjeżdża i odjeżdża, a ja byłem, więc ich przyzwyczaiłem do swojej osoby, z niektórymi nawet się zaprzyjaźniłem. Później nawet przez jakiś czas pracowałem w Stoczni jako robotnik, więc mogłem spokojnie ich fotografować, bo mieli do mnie zaufanie. Oni oczekiwali tego, że te zdjęcia przyniosą jakiś efekt.

W końcu 2013 roku wydałeś książkę, która dokumentuje wyburzenia w Stoczni Gdańskiej, jakie były etapy powstawania tej książki?

Pierwszy pomysł na książkę miałem w 2003 roku, ale kiedy w 2007 roku zaczęły się wyburzenia już wiedziałem, że to będzie musiała być inna książka, niż sobie wymyśliłem na początku. Zrozumiałem, że muszę stworzyć dokument o tym, jak ta przestrzeń, która przez 150 lat była kształtowana, teraz jest zrównywana z ziemią, a na jej miejsce ma powstać coś co odcina się od tej bogatej i ciekawej przeszłości. W między czasie UNESCO wycofało się z wpisania tego terenu na listę światowego dziedzictwa. Dlatego poświęciłem wiele czasu na studiowanie architektury Stoczni, można powiedzieć, że stałem się zabytkoznawcą. Fotografia była tylko narzędziem do zwrócenia uwagi na wartość tego, co się niszczy. Chciałem pokazać, że nowa dzielnica nie będzie dobra, jeśli straci swoją tożsamość.

Jak wyglądała Twoja praca zabytkoznawcza?

Na przykład kiedy burzono jedną z hal Stoczni, dowodzono, że to nic niewarta architektura z lat 50. ubiegłego wieku. Ja natomiast przypadkowo trafiłem na książkę wydaną w 1912 roku, która pokazywała ten sam budynek z datą przy zdjęciu 1893. Dlatego tak ważna jest fotografia. To jest jeden z sensów istnienia fotografii: dokumentacja. Innym razem trafiłem na zdjęcie z 1890 roku pokazujące przygotowanie terenu pod przyszłą stocznię z kałużą na pierwszym planie. Podobne zdjęcie z takim samym motywem wykonałem ja, ale ponad 120 lat później. Wtedy zrozumiałem, że historia zatacza koło. Że zmienia się technika, ale zasady postrzegania świata, estetyka może pozostać ta sama.

Zobacz również: Dlaczego zdjęcia i filmy z miejsc konfliktu nie robią już na nas wrażenia? Mówi Wojciech Grzędziński

Jaki efekt przyniosła Twoja praca?

Premiera książki miała miejsce we wrześniu 2013 roku. I dla mnie najważniejsze było, że książka stała się dokumentem, który zwrócił uwagę polityków na problem. Chciałem też sprawę wyprowadzić poza Gdańsk i to się udało. Udało się zainteresować sprawą decydentów w stolicy. To wszystko objawiło się tym, że wojewódzki konserwator zabytków postanowił wpisać na swoją listę ochronną 60 obiektów. W pierwotnej wersji w rejestrze zabytków miały zostać tylko trzy z nich. Teraz za każdym razem, kiedy nowi inwestorzy chcą ingerować w tą przestrzeń, konserwator jest na miejscu i wymaga to jego aprobaty. O to chodziło. Myślę, że udało się osiągnąć w tej kwestii bardzo dużo. Choć oczywiście w sprawie działało też wiele innych osób. Udało się to też z tego względu, że nie byłem do końca związany zawodowo z Gdańskiem. To znaczy, że przez cały czas swojej pracy zawodowej staram się dbać o niezależność i to pozwala mi samemu finansować swoje autorskie projekty.

A dlaczego właściwie powinniśmy chronić to miejsce, czy tylko ze względu na historyczne porozumienia sierpniowe, które tam zostały podpisane?

Według mnie właśnie wcale nie z tego względu. To przede wszystkim wysokiej jakości architektura i historia. To miejsce powstawało, było kształtowane przez 150 lat, kawał miasta w mieście. Dlaczego ma powstawać nowe miasto na gruzach, jeśli mamy ciekawe stare miasto? To miejsce przetrwało Bismarcka, Hitlera i Stalina, a teraz w ciągu 10 lat miało to zostać zniszczone?

Jak Twój stosunek emocjonalny do Stoczni ewoluował na przestrzeni tych lat?

Miłość zamieniła się w złość na tą sytuację, że doprowadzono to miejsce do ruiny. A doprowadziła do tego obojętność ludzi, zarówno pracowników stoczni, jak mieszkańców Gdańska. Kiedyś pewien stoczniowiec opowiedział mi taką historię, która pasuje do tej sytuacji. Jeśli wrzucisz żabę do wrzątku, to z niego wyskoczy, ale jeśli wrzucisz ją do ciepłej wody i będziesz stopniowo podnosił temperaturę, to ją ugotujesz. Tak samo ze Stocznią. Pojedyncze wyburzenia budynków, które nie są zapisane w zbiorowej świadomości mieszkańców, nie robią na nich wrażenia. Ja natomiast od początku uważnie przyglądałem się Stoczni, potem ją dokumentowałem, żeby następnie dowiedzieć się więcej o jej historii i podzielić się tą wiedzą z innymi. Od tego jesteśmy my, twórcy, żeby zapisać tę historię tego miejsca i ludzi i przekazać ją dalej.

Jak często bywasz teraz na terenie Stoczni?

Wciąż dokumentuję wszelkie zmiany w krajobrazie Stoczni. Ponieważ zamieszkałem zaraz przy bramie, tworzę od kilku lat cykl zdjęć o tym, jak zmienia się jej okolica z Europejskim Centrum Solidarności na czele, delegacjami, wycieczkami i turystami, którzy to miejsca odwiedzają.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z fotografią?

Mój wujek, który jeszcze w komunie pracował za granicą, kupił mi na komunię aparat Smiena, zamiast roweru. Od tamtego czasu to była fascynacja do tego stopnia, że uciekałem z lekcji, żeby przesiadywać w ciemni w domu kultury w Kartuzach, skąd pochodzę. Potem miałem kilkuletnią przerwę w fotografii, a kiedy trzeba było wybrać co dalej po maturze, postanowiłem iść na ASP. Kiedy skończyłem studia w 2003 roku zacząłem pracować dla prasy, robić różne chałtury. I właśnie praca rzemieślnicza, zawodowa nauczyła mnie sprawnego wykorzystywania narzędzi. Jeśli nie trzymasz codziennie aparatu w dłoni, to nie nauczysz się szybkiego i sprawnego posługiwania się nim. To pozwala też nauczyć się pracować z ludźmi, z modelami i świadomie używać obiektywy, akcesoria itp. To wszystko pozwoliło mi rozwinąć się autorsko.

A kto to jest według Ciebie dobry fotograf?

Czym dłużej fotografuję tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że dobry fotograf to ten, który jest radosnym fotografem. Dopóki cieszy cię to i widzisz tego sens, to jest wszystko w porządku. Według tej definicji nawet ojca, który fotografuje swoje dzieci uznałbym za takiego.

Nie można pozwolić znudzić się fotografią. Dlatego ja na przykład często zmieniam sprzęt, od wielkiego formatu, przez cyfrę i analog. Poza tym nie przepadam za efekciarstwem, czym więcej fotografuję, tym bardziej uważam, że największa siła jest w prostocie. Na przykład staram się nie fotografować obiektywem szerszym niż 35 mm, bo jak nie masz nic ciekawego do opowiedzenia na zdjęciu, to sięgasz po szeroki kąt, bo on robi ci efekt, a nie o to chodzi. Dobry fotograf musi wiedzieć po co sięga po aparat.

STOCZNIA SZLAGA
Wydawca: FUNDACJA KARRENWALL,
Gdańsk 2013,
Zdjęcia Michał Szlaga.
Teksty: Jacek Dominiczak, Michał Szlaga, Adam Mazur, Waldemar Affelt.
Projekt graficzny Olga Łebkowska.
Format 305 x 235 mm, 272 str., oprawa twarda, obwoluta, 300 zdjęć.
Cena: 110 zł


"Najpierw treść, potem forma. Najpierw człowiek, potem aparaty". Będę starał się, by moje teksty były odpowiedzią na pytania, które do tej pory bałem się zadać…

WIĘCEJ: www.piotrkala.pl | Facebook
Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Inspiracje:

Najbardziej absurdalne prawa w USA zostały sfotografowane Współczesna, pompatyczna architektura na terenie byłego ZSRR Mroźny reportaż z najzimniejszego miejsca na świecie, gdzie temperatura sięga -71.2 C Inspiracje dokumentalne #1 Moonlighting - w ciemności też jest światło Czy Macduff Everton to Ansel Adams fotografii podróżniczej? Kolorowa stylistyka berlińskiego metra 200 orbów na jednym zdjęciu - nowy rekord Guinnessa w malowaniu światłem Sony World Photography Awards 2015 - przegląd najlepszych finałowych zdjęć Kropki na twarzy dają fotograficzną wolność Rodzina jako uniwersalny archetyp wspólny dla różnych kultur Modele zatopieni w miodzie jak w bursztynie Magdalena Wasiczek z nagrodą Grand Prix konkursu International Garden Photographer of the Year 2015 Mike Stimpson dobrze się bawi i składa świetne zdjęcia z klocków Lego Cecil Beaton - dandys fotografii brytyjskiej Oskarowe portrety wykonane na przyjęciu Vanity Fair Sześcioro polskich fotografów na liście finalistów Sony World Photography Awards Mistrzowskie fotografie plenerowe w konkursie Outdoor Photographer of the Year 2014 Francuskie latające domy, które opowiadają niezwykłe historie Zobaczyć świat z lotu ptaka. Zrealizowane marzenie z dzieciństwa Piotra Krupy Imponujący film poklatkowy wykonany średnim formatem w 10K Nastrojowe zdjęcia Eleny del Palacio z pogranicza sennych marzeń Polak wśród zwycięzców konkursu Lensculture Exposure Awards 2014 Polacy wśród nagrodzonych w prestiżowym konkursie fotografii górskiej Memorial Maria Luisa

Popularne w tym tygodniu:

Daniel Kordan i jego bajeczna gwiezdna tęcza, którą sfotografował na odludnych terenach Boliwii Zobacz najlepsze zdjęcia wykonane iPhone'ami w 2017 roku Sonda Cassini jest w kosmosie już od 20 lat. Oto najlepsze zdjęcia Saturna, które zarejestrowała ”Słabe żarty i mocne zdjęcia” to specjalność Elżbiety Adamskiej vel "Nieśmigielskiej" Portretowanie z mocą natury. Fotografka wykonała zdjęcia obiektywem z... wody Kolorowa fotografia ma już 110 lat. Zobaczcie, jak wyglądały pierwsze autochromy Najbardziej absurdalne prawa w USA zostały sfotografowane Malarskie prace Pawła Klareckiego przeniosą was w nowy wymiar fotografii krajobrazowej Fotograf spędził 3 tygodnie z kłusownikami... mamutów Oto najbardziej urocze zdjęcia psów w konkursie The Kennel Club Dog Photographer of the Year Łukasz Bożycki jedynym Polakiem nagrodzonym na prestiżowym konkursie fotografii przyrodniczej ASFERICO 2017 Czy rozwój technologii fotograficznej osiągnął już swój szczyt? Czy wymyślimy coś nowego?