Podwójne życie Legnicy, czyli za murem radzieckich koszar

Franciszek Grzywacz jako jedyny Polak otrzymał zezwolenie na fotografowanie radzieckich żołnierzy, którzy stacjonowali w Legnicy. Jak udało mu się wejść za radziecki mur i co tam sfotografował?

© Franciszek Grzywacz

Pochodzi Pan z Legnicy. Jak wyglądało miasto w czasach, gdy stacjonowały tam wojska radzieckie?

Moje miasto niemal w połowie było radzieckie, a w połowie polskie, ponieważ w Legnicy miał swoją siedzibę Sztab Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej. To właśnie Legnicę nazywano przez kilkudziesiąt lat „Małą Moskwą”. Podwójne życie Legnicy, podobnie jak wielu innych miejscowości na zachodzie Polski, stanowiło ich wewnętrzną tajemnicę. Mimo okazjonalnych kontaktów w czasie rocznic i świąt państwowych oba „miasta” – polskie i radzieckie – tętniły własnym życiem. W radzieckiej Legnicy znajdowały się sklepy, kina, teatr, szkoły i przedszkola, działała komunikacja, poczta i straż pożarna. To było niezależne miasto odrębnej społeczności, wojskowej i cywilnej — tysiące rodzin żołnierzy oraz cywili pracujących na rzecz wojska.

Co Polacy wiedzieli o swoich radzieckich współmieszkańcach?

Niewiele wiadomo o tym, co działo się po drugiej stronie muru, tym bardziej, że nie informowała o tym prasa, a najczęściej plotka zastępowała informację. Niekiedy zdarzały się nieszczęśliwe wypadki, szczególnie samochodowe, spowodowane przez niedoświadczonych w ruchu miejskim kierowców sowieckich. Najbardziej dramatyczne wydarzenia to zastrzelenie w 1968 r. przez żołnierza Armii Radzieckiej w Legnicy trzech osób, w tym członków patrolu MO. Głośny w Legnicy był dramat miłosny między piękną Rosjanką i młodym polskim oficerem. Tę historię opowiedział w filmie "Mała Moskwa" związany z Legnicą Waldemar Krzystek.

Bywały też wspaniałe czyny radzieckich żołnierzy, które na trwałe pozytywnie wpisały się w pamięć mieszkańców miasta. Do takich zdarzeń z pewnością należało uratowanie przez rosyjskich strażaków palącej się wieży legnickiego kościoła św. Jana w latach sześćdziesiątych, a także ewakuacja radzieckimi amfibiami polskiego szpitala przy ul. Reymonta podczas powodzi w 1977 r. Wiele dobrego zrobili radzieccy okuliści, którzy leczyli polskich chorych i przeprowadzali nieodpłatnie operacje oczu nieznanymi w naszym kraju metodami.

Oficjalnie Rosjanie mieli zakaz kontaków z polskimi cywilami poza specjalnymi spotkaniami np. w rocznicę Rewolucji Październikowej, 1 Maja itp. Ale potrzeba handlu towarami integrowała ludzi i mnóstwo było przyjaźni i nawet romansów Rosjan z Polakami. Wiele rodzin, szczególnie niższych oficerów, mieszkało poza tzw. "kwadratem" (wydzielonym obszarem dla kadry dowódczej PGW), najczęściej w domkach wybudowanych niedaleko jednostek koszarowych. Pozwalało to im na kontakty i chętnie wieczorami je zawierali, gdy ich KGB szło spać. Dzieci radzieckie często bawiły się lub biły, jak to dzieci, z polskimi rówieśnikami.

Taka sytuacja trwała aż do 1992 roku…

Kilka dni po 22 maja 1992 r., kiedy prezydent Lech Wałęsa podpisał w Moskwie opcję zerową wycofania jednostek Armii Radzieckiej z terytorium Polski, dotarło do mnie, że nie będzie już drugiej Legnicy. Ta oczekiwana wtedy sytuacja nagle uświadomiła mi, że jest to wielka zmiana nie tylko w sytuacji kraju, ale także każdej miejscowości, która „gościła” wojska radzieckie. Wtedy uświadomiłem sobie, że nagle oblicze miasta zmieni się zasadniczo. Znikną z ulic radzieckie patrole i ciężarówki, ucichnie lotnisko. Pojawił się żal, gdzie później opowiemy nasze najsłynniejsze dowcipy tamtych czasów: że Legnica z lotu ptaka wygląda jak miska pierogów, połowa ruskich, połowa leniwych, a drugi – opowiadany przy każdej przebudowie drogi czy wodociągu – badają, jak głęboko Rosjanie się zakorzenili. Pomyślałem wówczas, że trzeba tę drugą, nieznaną nam Legnicę zachować dla historii.

Zobacz również: Tomasz Lazar opowiada o swojej podróży do Aokigahara - japońskiego lasu samobójców

Co Pan zrobił, aby móc wejść z aparatem za mury radzieckich koszar?

Do tego czasu można było tylko fotografować pojazdy i przemarsze oddziałów radzieckich na terenie miasta. Zwróciłem się do Dowództwa PGW z prośbą o umożliwienie mi wykonania fotografii. Niestety, mimo wielu prób, nie uzyskałem zgody. Dopiero pół roku później, gdy zmarł nagle w Moskwie przedostatni dowódca PGW gen. Wiktor Dubynin, otrzymałem telefon z biura prasowego PGW, że w legnickiej cerkwi prawosławnej odbędzie się uroczyste nabożeństwo żałobne za pamięć generała, w którym będę mógł uczestniczyć i zrobić zdjęcia. Na pytanie, czy pozwolą mi tam wejść, oficer odpowiedział przyjaźnie, że „z domu Bożego nikt nikogo nie wygoni”. Zdjęcia z tego nabożeństwa zostały oprawione w album i poprzez biuro prasowe dotarły do ostatniego dowódcy PGW gen. Leonida Kowaliowa, dzięki czemu otworzyły się przede mną wszystkie radzieckie drzwi koszar, klubów i mieszkań. Nigdy nie spytałem, dlaczego tylko ja dostałem zgodę na fotografie.

Jakie dostał Pan ograniczenia w fotografowaniu, a co mógł Pan fotografować bez przeszkód?

Wstępnie omawiałem w biurze prasowym PGW, co chciałbym sfotografować, a biuro uzgadniało to z konkretnym dowódcą danej jednostki wojskowej lub cywilnej (np. szkolnej) i ich samochodem wjeżdżałem do tych jednostek. Tajnych rzeczy nie udostępniano mi. W czasie wykonywania zdjęć zawsze towarzyszył mi pracownik biura prasowego PGW w randze oficera lub podoficera.

Czy zdjęcia były w jakiś sposób cenzurowane, musiał Pan pokazać zrobione zdjęcia?

Nikt z biura prasowego nie życzył sobie, abym przedstawiał zebrany materiał fotograficzny do cenzury.

Jakie ma Pan wspomnienia z kontaktów z radzieckimi żołnierzami podczas zdjęć?

W czasie, gdy fotografowałem, oni wszyscy mieli już świadomość nieuchronnego terminu wyjazdu wojsk radzieckich z Polski i pogodzili się z tym i chętnie pozowali do pamiątkowych zdjęć. Zobaczyłem codzienne, normalne życie po drugiej stronie radzieckiego muru dzielącego Legnicę na dwie części. Niewiele różniło się od moich wyobrażeń, a wszyscy Rosjanie byli bardzo przyjaźnie nastawieni do mojej fotograficznej misji.

Więc jak wyglądało to życie po drugiej stronie muru?

Obywatele Związku Radzieckiego żyli wprawdzie obok Polaków, ale korzystali z zupełnie innej infrastruktury socjalnej i komunalnej, z własnych sklepów i placówek usługowych. Mieli w mieszkaniach zainstalowane służbowe telefony, odbierali poprzez legnickie centrum wojskowe i studio telewizyjne moskiewskie programy telewizyjne. Codziennie samolot z Moskwy przywoził im świeże gazety i pocztę. Na legnicki dworzec kolejowy codziennie przyjeżdżały też pociągi towarowe i jeden pasażerski Legnica – Moskwa, przeznaczony wyłącznie dla Rosjan. Oddzielono również fragment stacji kolejowej i urządzono tam osobne kasy i poczekalnie.

Niemal dla wszystkich oficerów i członków ich rodzin spotkanie z Legnicą było pierwszym wyjazdem poza granicę ZSRR i pierwszym kontaktem z Europą. Oczywiście po przyjeździe korzystali z możliwości poznania miasta. Wiele rzeczy ich tutaj zadziwiało i nawet zachwycało. Dziwili się wąskim uliczkom, starannie wyłożonym jednakowo oszlifowaną kostką granitową, żółtemu nocnemu oświetleniu, czerwonym dachom budynków i gęstym kłębom czarnego dymu nad nimi. Jedną z największych atrakcji dla wielu było spotkanie na ulicy miasta kominiarza, który dla większości ludzi ze Wschodu był raczej postacią z bajki.

Urzekała ich architektura kościołów gotyckich, dlatego – nie bacząc na powszechny ateizm – po kryjomu, by nie wpaść w oczy służb wojskowego bezpieczeństwa państwowego, zaglądali do kościołów, wsłuchując się w niezrozumiałe słowa modlitwy i kazań oraz w przepiękne melodie organowe. W maju przyglądali się świątecznie ubranym dzieciom: chłopcom w garniturach i dziewczynkom, „małym narzeczonym” w białych długich sukienkach, nie pojmując sensu tego obrzędu i dziwiąc się jego wzniosłości i urodzie

Inni mieszkańcy Legnicy też doszli do wniosku, że wraz z odejściem radzieckich żołnierzy skończy się pewien rozdział w historii miasta…

Znajomości i przyjaźnie zrodzone w tym czasie skłoniły mnie, aby w trudnej dla Rosjan sytuacji okazać im ludzką chęć porozumienia i sympatii. I tak zrodziła się idea Pikniku pożegnalnego, który odbył się w Legnicy 16 maja 1993 r. pod nazwą "Legnickaja wiesna". Było to jedyne takie przedsięwzięcie w Polsce. W legnickim Parku Miejskim po raz pierwszy na wspaniałym koncercie spotkały się dwie społeczności żyjące dotąd obok siebie w swoich częściach Legnicy. Koncert orkiestr rosyjskiej i polskiej, pokazy polskiego karate i rosyjskich sztuk walki, pierogi ruskie były dla polskich i rosyjskich mieszkańców Legnicy – razem ponad 10 tys. osób – okazją do wspaniałego spotkania i pożegnania. Gazeta Legnicka wydała okazjonalny numer po polsku i rosyjsku i ostatni numer wojskowej gazety „Znamia pobiedy- Sztandar zwycięstwa” zawierał teksty także polskich dziennikarzy.

Przyjaźnie nawiązane z wieloma osobami pozwoliły na organizację spotkania po latach byłych pracowników PGW z mieszkańcami Legnicy, które zorganizował legnicki Teatr Modrzejewskiej i Wydawnictwo EDYTOR w dniach 13–15 września 2013 pod nazwą „20 lat po”. Spotkanie to było największą imprezą w Polsce świętującą wyprowadzenie wojsk radzieckich z Polski. Przyjechało na nie ponad 250 osób ze wszystkich dawnych republik radzieckich.

Książkę ze swoimi zdjęciami zza radzieckiego muru wydał Pan dopiero kilka lat temu, czemu ta publikacja czekała tak długo? Gdzie, jak ją można kupić?

Książkę – album chciałem wydać na wyjazd Armii Rosyjskiej z Polski we wrześniu 1993 r. Jednak polityka zmieniła te zamiary. W czerwcu 1993 prezydent Wałęsa rozwiązał parlament, zaczął się czas wyborczy, straciłem wielu potencjalnych sponsorów i zaczął się przewijać bardzo negatywny stosunek do Rosjan. Dlatego dopiero po 15 latach udało się wielu ludziom zatrzeć negatywne skojarzenia z pobytu Rosjan i raczej wspomnienia pozytywne wychodziły na wierzch.

Książkę „Legnica za radzieckim murem” i inne publikacje związane z pobytem Rosjan zakupić obecnie można w legnickich księgarniach oraz z naszej strony
www.edytor.legnica.pl

"Najpierw treść, potem forma. Najpierw człowiek, potem aparaty". Będę starał się, by moje teksty były odpowiedzią na pytania, które do tej pory bałem się zadać…

WIĘCEJ: www.piotrkala.pl | Facebook
Podziel się:

Także w kategorii Inspiracje:

Najbardziej absurdalne prawa w USA zostały sfotografowane Współczesna, pompatyczna architektura na terenie byłego ZSRR Portrety twardzieli z największego, nowozelandzkiego gangu Mroźny reportaż z najzimniejszego miejsca na świecie, gdzie temperatura sięga -71.2 C „Timestack", czyli esencja filmów poklatkowych w jednym zdjęciu Kreatywne i ekspresyjne zdjęcia podwodne Lorenzo Mittiga Wyniki VII edycji Konkursu Fotograficznego Empiku „Jak najdalej od ludzi” - fotograficzna historia tułaczki z rosyjskiej niewoli do domu w Polsce Wspaniałe zdjęcia architektury Tobiasa Gawrischa Nieznane zdjęcia ze sztabu antykryzysowego z 11 września 2001 r. Photo Shanghai 2015 - 15 galerii i ponad 500 prac w sercu Azji Zdjęcia z wycieczki na Marsa? Czym jest fotografia? 10 inspirujących cytatów Leniwe, długie ekspozycje na zdjęciach krajobrazowych Mike'a Prince'a Ciekawe połączenie: kaligrafia i malowanie światłem na zdjęciach Niewidoczni bezdomni na ekspresyjnych portretach Lee Jefferiesa David Chancellor obnaża prawdę o turystyce myśliwskiej Inspiracje dokumentalne #5 Salvatore Matarazzo - bezpośrednia fotografia uliczna prosto z Włoch Swobodne i beztroskie dzieciństwo na zdjęciach Denisa DeHarta Codzienne przedmioty w nietypowych rolach Nielegalne walki bokserskie w czerni i bieli Surrealistyczne krajobrazy z geometrycznymi odbiciami Nastrojowe portrety Adriana Błachuta

Popularne w tym tygodniu:

Zobacz najlepsze zdjęcia wykonane iPhone'ami w 2017 roku Daniel Kordan i jego bajeczna gwiezdna tęcza, którą sfotografował na odludnych terenach Boliwii Sonda Cassini jest w kosmosie już od 20 lat. Oto najlepsze zdjęcia Saturna, które zarejestrowała ”Słabe żarty i mocne zdjęcia” to specjalność Elżbiety Adamskiej vel "Nieśmigielskiej" Portretowanie z mocą natury. Fotografka wykonała zdjęcia obiektywem z... wody Kolorowa fotografia ma już 110 lat. Zobaczcie, jak wyglądały pierwsze autochromy Najbardziej absurdalne prawa w USA zostały sfotografowane Malarskie prace Pawła Klareckiego przeniosą was w nowy wymiar fotografii krajobrazowej Fotograf spędził 3 tygodnie z kłusownikami... mamutów Oto najbardziej urocze zdjęcia psów w konkursie The Kennel Club Dog Photographer of the Year Łukasz Bożycki jedynym Polakiem nagrodzonym na prestiżowym konkursie fotografii przyrodniczej ASFERICO 2017 Czy rozwój technologii fotograficznej osiągnął już swój szczyt? Czy wymyślimy coś nowego?