Aleksandra Śmigielska: „Myślę, że największą inspiracją jest człowiek”

Na co dzień mieszka w Warszawie i zajmuje się retuszem. Oprócz tego jest studentką trzeciego roku fotografii w Instytucie Twórczej Fotografii w Opawie. Współorganizuje największy festiwal fotograficzny na wschodzie Polski – Białystok Interphoto. Dla siebie tworzy projekty związane z rodziną i poszukiwaniem własnej tożsamości. Poznajcie Aleksandrę Śmigielską.

Marcin Watemborski: Gdzie jest początek Twojej fotograficznej podróży?

Aleksandra Śmigielska: Jak to się zaczęło? Miałam chyba z 15 lat. To taki czas, kiedy chodzisz w różne miejsca, szukasz pewnej przynależności do grona ludzi o podobnych zainteresowaniach, gustach muzycznych, postrzeganiu rzeczywistości.

Starałam się wtedy fotografować wszystko i wszystkich. Miałam taki mały aparacik na kliszę – żaden szał sprzętowy, po prostu zwykła szczekawka. To był chyba najbardziej płodny czas. Robiłam mnóstwo zdjęć, miałam cały karton zawalony odbitkami z portretami przyjaciół i miejsc, w których spotykaliśmy się najczęściej. 

Jakie jest Twoje najmilsze wspomnienie z tamtego okresu?

Pamiętam, że znajomi przychodzili do mnie pożyczać klisze, żeby móc odbić zdjęcia dla siebie, bo tylko ja je robiłam w naszym gronie. To było bardzo piękne. 

Nadszedł jednak moment pożegnania się z tymczasem. Wszystkie odbitki zniszczyłam i na długo porzuciłam fotografowanie. Żałuję tego bardzo. Dziś byłby to niesamowity zapis mojego dojrzewania.
© Aleksandra Śmigielska

Marcin Watemborski: Gdzie jest początek Twojej fotograficznej podróży?

Aleksandra Śmigielska: Jak to się zaczęło? Miałam chyba z 15 lat. To taki czas, kiedy chodzisz w różne miejsca, szukasz pewnej przynależności do grona ludzi o podobnych zainteresowaniach, gustach muzycznych, postrzeganiu rzeczywistości.

Starałam się wtedy fotografować wszystko i wszystkich. Miałam taki mały aparacik na kliszę – żaden szał sprzętowy, po prostu zwykła szczekawka. To był chyba najbardziej płodny czas. Robiłam mnóstwo zdjęć, miałam cały karton zawalony odbitkami z portretami przyjaciół i miejsc, w których spotykaliśmy się najczęściej.

Jakie jest Twoje najmilsze wspomnienie z tamtego okresu?

Pamiętam, że znajomi przychodzili do mnie pożyczać klisze, żeby móc odbić zdjęcia dla siebie, bo tylko ja je robiłam w naszym gronie. To było bardzo piękne.

Nadszedł jednak moment pożegnania się z tymczasem. Wszystkie odbitki zniszczyłam i na długo porzuciłam fotografowanie. Żałuję tego bardzo. Dziś byłby to niesamowity zapis mojego dojrzewania.

Jak dalej potoczyła się Twoja historia?

Kilka lat później poznałam dwójkę przyjaciół, którzy wyruszyli w podróż motocyklową do Mongolii. Jeden z nich, Janek, pokazał mi po powrocie swój reportaż z wyprawy. 

Wszystkie zdjęcia zrobił aparatem analogowym, część z nich była czarno-biała, wykonana własnoręcznie w ciemni. Bardzo mnie to zafascynowało. Postanowiłam, że sama spróbuję, że to nie może być takie trudne. 

Jak się do tego zabrałaś?

W dzieciństwie dużo rysowałam. Pewną wrażliwość na obraz zdążyłam w sobie wypracować. Fotografia to w końcu nic innego jak malowanie. Tylko inna energia maluje ten obraz.

Dostałam swój pierwszy aparat z lustrem. Zaczęła się zabawa w ciemni, ale ciągle nie trafiałam w to, co fotografia powinna pokazywać. Jeszcze nie rozumiałam jakim medium się posługuję. Rozpoczęłam naukę na białostockiej Akademii Fotografii i Przedsiębiorczości. Tam uczyłam się czytać obraz, mówić nim i odczuwać. 

Nie uczono nas wyłącznie używania sprzętu. To było coś więcej.
© Aleksandra Śmigielska

Jak dalej potoczyła się Twoja historia?

Kilka lat później poznałam dwójkę przyjaciół, którzy wyruszyli w podróż motocyklową do Mongolii. Jeden z nich, Janek, pokazał mi po powrocie swój reportaż z wyprawy.

Wszystkie zdjęcia zrobił aparatem analogowym, część z nich była czarno-biała, wykonana własnoręcznie w ciemni. Bardzo mnie to zafascynowało. Postanowiłam, że sama spróbuję, że to nie może być takie trudne.

Jak się do tego zabrałaś?

W dzieciństwie dużo rysowałam. Pewną wrażliwość na obraz zdążyłam w sobie wypracować. Fotografia to w końcu nic innego jak malowanie. Tylko inna energia maluje ten obraz.

Dostałam swój pierwszy aparat z lustrem. Zaczęła się zabawa w ciemni, ale ciągle nie trafiałam w to, co fotografia powinna pokazywać. Jeszcze nie rozumiałam jakim medium się posługuję. Rozpoczęłam naukę na białostockiej Akademii Fotografii i Przedsiębiorczości. Tam uczyłam się czytać obraz, mówić nim i odczuwać.

Nie uczono nas wyłącznie używania sprzętu. To było coś więcej.

Czym wtedy była dla Ciebie fotografia?

Fotografia przestała być w moich oczach tylko ładnym obrazkiem – zaczęła korespondować, opowiadać o ludziach, czyli czymś, co według mnie na tym świecie jest najważniejsze. Człowiek przecież jest solą ziemi – nadaje walor istnieniu. 

Pamiętam dokładnie słowa jednego z moich wykładowców, który zawsze na zajęciach powtarzal, że najpierw trzeba być człowiekiem, dopiero potem fotografem. Te słowa brzmią w mojej głowie jak mantra.
© Aleksandra Śmigielska

Czym wtedy była dla Ciebie fotografia?

Fotografia przestała być w moich oczach tylko ładnym obrazkiem – zaczęła korespondować, opowiadać o ludziach, czyli czymś, co według mnie na tym świecie jest najważniejsze. Człowiek przecież jest solą ziemi – nadaje walor istnieniu.

Pamiętam dokładnie słowa jednego z moich wykładowców, który zawsze na zajęciach powtarzal, że najpierw trzeba być człowiekiem, dopiero potem fotografem. Te słowa brzmią w mojej głowie jak mantra.

Skąd czerpałaś energię do fotografowania?

Inspiracji nie szukałam daleko. Okazało się, że to, co było dla mnie najważniejsze pojawiało się blisko mnie. 

Wielką miłością darzę swoją najbliższą rodzinę. Nadszedł moment, gdy zauważyłam, że powoli najstarsze pokolenie zaczyna odchodzić. Zaczęłam fotografować swoją babcię. Początkowo proste fotografie przypominające pietę i kolejne, które doprowadziły mnie do uzmysłowienia sobie mojego strachy przed tym, że już niedługo nie będę miała okazji z nią przebywać.

Fotografia stała się zapisem pamięci, moich uczuć, pewnej odkrytej prawdy i stanu ducha. Dała mi złudzenie posiadania czegoś chociaż na chwilę. 

Myślę, że największą inspiracją jest człowiek. Nosimy w sobie tyle nieodkrytych tajemnic. Najpiękniejsze jest to, że odpowiedzi znajdziemy po prostu w nas samych.
© Aleksandra Śmigielska

Skąd czerpałaś energię do fotografowania?

Inspiracji nie szukałam daleko. Okazało się, że to, co było dla mnie najważniejsze pojawiało się blisko mnie.

Wielką miłością darzę swoją najbliższą rodzinę. Nadszedł moment, gdy zauważyłam, że powoli najstarsze pokolenie zaczyna odchodzić. Zaczęłam fotografować swoją babcię. Początkowo proste fotografie przypominające pietę i kolejne, które doprowadziły mnie do uzmysłowienia sobie mojego strachy przed tym, że już niedługo nie będę miała okazji z nią przebywać.

Fotografia stała się zapisem pamięci, moich uczuć, pewnej odkrytej prawdy i stanu ducha. Dała mi złudzenie posiadania czegoś chociaż na chwilę.

Myślę, że największą inspiracją jest człowiek. Nosimy w sobie tyle nieodkrytych tajemnic. Najpiękniejsze jest to, że odpowiedzi znajdziemy po prostu w nas samych.

Czym jest fotografia?

Fotografia stała się narzędziem odkrywcy. Jest też trudną drogą, trzeba być w niej totalnie szczerym. To droga do prawdy, do poznawania. Jest bardzo silnym medium, które musimy szanować.
© Aleksandra Śmigielska

Czym jest fotografia?

Fotografia stała się narzędziem odkrywcy. Jest też trudną drogą, trzeba być w niej totalnie szczerym. To droga do prawdy, do poznawania. Jest bardzo silnym medium, które musimy szanować.

Przy okazji narzędzi – czym fotografujesz?

Sprzęt, na którym pracuję to Mamiya C220. Miłość od pierwszego spojrzenia w kominek.
© Aleksandra Śmigielska

Przy okazji narzędzi – czym fotografujesz?

Sprzęt, na którym pracuję to Mamiya C220. Miłość od pierwszego spojrzenia w kominek.

Zobacz również: 10 rzeczy, których fotograf nie powinien robić

Opis do zdjęć:

„Ona w kwiatach”

Leżała w kwiatach kiedy, weszłam do pokoju. Oddawała resztki swojego
ciepła białej otulinie okalającej jej więdnące ciało. Oddychała spokojnie we śnie
całkowicie uległa innym światom. Pokój stał się jej jedyną namacalną przestrzenią,
w którym wyczuwalne było „nieuniknione”. Ona jednak była spokojna i pogodzona…
W tym domu kiedyś roznosiła zapach ciasta drożdżowego, którego smaku,
rozpoznawalnego z dzieciństwa, nie jestem w stanie zapomnieć. Czuła i jednocześnie
stanowcza wobec dzieci skupionych wokół niej. Wakacje na wsi, złote
zboża, świeże mleko – wszystko podpisane jej obecnością. Światło popołudniowego
słońca padało na leżące w kuchni jabłka zebrane z sadu, na ścianach
tańczyły cienie poruszonych od wiatru liści drzew. Obserwuję zegar, który leniwie
przesuwa wskazówkę na tyle nieznacząco, jakby stał w miejscu. Przyglądam
się jej rytmicznie poruszającej się klatce piersiowej – czasami wydaje z siebie
pomruk, jakby ze zrozumieniem interpretowała swój sen. Obserwuję i szukam
potwierdzenia, że jeszcze jest. Jej dłonie przypominają ziemię dla splatających
się ze sobą nici żył, wyglądających jak rzeki oglądane z lotu ptaka. Patrzę na jej
włosy, które nadal czarne, mieszają się ze srebrem zmartwień noszonych przez
całe życie. Skóra jest biała, ale już popękana jak wysuszona z braku życiodajnej
wody ziemia.

Próbuję zrozumieć, zinterpretować sens bycia i niebycia, kiedy do świadomości
dociera nasza bezradność wobec cykli narzuconych przez samo stworzenie.
Kiedy posiadanie równoznaczne jest z oddaniem. Wszystko w dłoniach
niegdyś trzymane zanika, rozpływa się w przestrzeni. Nic nie zostało nam dane
na wieczność, niczego nie będziemy posiadać. Przywitanie równoznaczne z pożegnaniem…

Aleksandra Śmigielska
© Aleksandra Śmigielska

Opis do zdjęć:

„Ona w kwiatach”

Leżała w kwiatach kiedy, weszłam do pokoju. Oddawała resztki swojego
ciepła białej otulinie okalającej jej więdnące ciało. Oddychała spokojnie we śnie
całkowicie uległa innym światom. Pokój stał się jej jedyną namacalną przestrzenią,
w którym wyczuwalne było „nieuniknione”. Ona jednak była spokojna i pogodzona…
W tym domu kiedyś roznosiła zapach ciasta drożdżowego, którego smaku,
rozpoznawalnego z dzieciństwa, nie jestem w stanie zapomnieć. Czuła i jednocześnie
stanowcza wobec dzieci skupionych wokół niej. Wakacje na wsi, złote
zboża, świeże mleko – wszystko podpisane jej obecnością. Światło popołudniowego
słońca padało na leżące w kuchni jabłka zebrane z sadu, na ścianach
tańczyły cienie poruszonych od wiatru liści drzew. Obserwuję zegar, który leniwie
przesuwa wskazówkę na tyle nieznacząco, jakby stał w miejscu. Przyglądam
się jej rytmicznie poruszającej się klatce piersiowej – czasami wydaje z siebie
pomruk, jakby ze zrozumieniem interpretowała swój sen. Obserwuję i szukam
potwierdzenia, że jeszcze jest. Jej dłonie przypominają ziemię dla splatających
się ze sobą nici żył, wyglądających jak rzeki oglądane z lotu ptaka. Patrzę na jej
włosy, które nadal czarne, mieszają się ze srebrem zmartwień noszonych przez
całe życie. Skóra jest biała, ale już popękana jak wysuszona z braku życiodajnej
wody ziemia.

Próbuję zrozumieć, zinterpretować sens bycia i niebycia, kiedy do świadomości
dociera nasza bezradność wobec cykli narzuconych przez samo stworzenie.
Kiedy posiadanie równoznaczne jest z oddaniem. Wszystko w dłoniach
niegdyś trzymane zanika, rozpływa się w przestrzeni. Nic nie zostało nam dane
na wieczność, niczego nie będziemy posiadać. Przywitanie równoznaczne z pożegnaniem…

Aleksandra Śmigielska

Zdjęcia wykorzystane za zgodą autorki.
© Aleksandra Śmigielska

Zdjęcia wykorzystane za zgodą autorki.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Inspiracje:

Sebastian Janicki tłumaczy, jak dostrzec niedostrzegalne Turecka incepcja Aydina Büyüktasa Kreatywny przekręt: 6 fotografów, 1 model - zobacz zaskakujący rezultat sesji Uroczy dziecięcy świat w oczach Iwony Podlasińskiej Niepokojące wizje paraliżu sennego na zdjęciach Nicolasa Bruno Portrety twardzieli z największego, nowozelandzkiego gangu Mroźny reportaż z najzimniejszego miejsca na świecie, gdzie temperatura sięga -71.2 C Portret telefonem? Dlaczego nie! – prezentujemy fragment projektu „i like my i” Łukasza Gawrońskiego Katarzyna Nizinkiewicz: „Szczęśliwie nie jestem zawodowym fotografem i mogę swobodnie robić to, co chcę" Hipnotyzujące kinografiki 4K uchwycone z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej Eric Paré tworzy niezapomniane obrazy malując światłem tło za modelkami Tracy Johnson ma dar śpiewnia, ale także przyciągania i fotografowania kolibrów Kimmo Metsäranta prezentuje nową odsłonę zimnej Finlandii Filmowcy wprowadzili „Incepcję” do prawdziwego świata za pomocą drona Rene Koster mówi o sensie fotografowania: „Chodzi o ten moment, w którym wiesz, że wszystko składa się w całość” Inspiracje dokumentalne #14 Artysta przekształca znane widoki w scenki z bajek Disneya Wspomnienie powojennej architektury Berlina w projekcie Malte Brandenburga Joanna Rogala: „Tworząc, dążę do tego, by widz poczuł to samo, co ja. Tylko i aż.” Czy w Paryżu można być samemu? „Yssah”, czyli jakucki rytuał oczyszczenia w obiektywie Ayar Kuo Fotografia jako odskocznia od korporacyjnej codzienności, czyli krajobrazy Pawła Pardały Vincent Munier pokazuje czym jest arktyczne piękno „Americana” Garroda Kirkwooda to minimalistyczny obraz wyluzowanej Kalifornii

Popularne w tym tygodniu:

Cała prawda o tym, jak powstają zdjęcia, które zachwycają Internet Sebastian Janicki tłumaczy, jak dostrzec niedostrzegalne Co jest kluczem do dobrego portretu? Opowiada Szymon Szcześniak Jak wyglądaliby ludzie, gdyby mieli symetryczne twarze? Karolina Piórkowska łapie wyjątkowe chwile z życia dzieci w dokumentalnym stylu Prawie 100 zdjęć ze wschodu. Alexander Petrosyan opowiedział nam o fotografowaniu na ulicach Rosji Najstarsza fotografia Paryża jest również pierwszym w historii zdjęciem, na którym widać ludzi Jesteś dobrym fotografem? Sprawdź, czy potrafisz poprawnie rozpoznać kolory w 4 testach Niewiarygodne rysunki, które wyglądają bardziej realistycznie niż zdjęcia Z aparatem w pogodni za tornadami. I tak od 7 lat Stary MacInnis farmę miał, czyli piękne zdjęcia zwierząt hodowlanych Szef kuchni sfotografowany w kostiumach z produktów, które wykorzystuje do gotowania