ASUS Transformer T100HA - cały ten tekst napisałem właśnie na nim. Do tego, spokojnie obrobiłem kilka zdjęć w Lightroomie.

ASUS Transformer T100HA - cały ten tekst napisałem właśnie na nim. Do tego, spokojnie obrobiłem kilka zdjęć w Lightroomie. (© Marcin Watemborski)

Asus Transformer T100 – czy mobilny notebook 2w1 sprawdzi się w pracy redakcyjnej?

Zabrałem notebooka 2w1 ASUS Transformer T100HA w służbową podróż dziennikarską. Czy mały, tani sprzęt sprawdzi się jako profesjonalne narzędzie pracy w podróży?

Moja praca redaktora naczelnego serwisu o fotografii wiąże się z wieloma służbowymi podróżami. Szczególnie że nasza główna siedziba znajduje się w Warszawie a ja mieszkam i pracuję we Wrocławiu. Kocham to miasto, ale to w stolicy odbywają się wszystkie główne premiery nowych aparatów, wystawy, szkolenia. Regularnie odwiedzam zatem stolicę Polski. Co więcej, od czasu do czasu wybieram się także razem z innymi dziennikarzami na wyjazdy zagraniczne. Wszędzie tam zabieram ze sobą sprzęt do pracy – komputer, tablet, aparat fotograficzny, smartfona. Na szczęście miniaturyzacja technologii umożliwia korzystanie z coraz to mniejszych aparatów i lżejszych laptopów, zatem mój podręczny zestaw narzędzi pracy a zarazem bagaż, stają się coraz lżejsze. I bardzo się z tego cieszę.

ASUS Transformer T100HA

Z chęcią przystałem także na propozycję przetestowania nowego hybrydowego notebooka 2w1 ASUS Transformer T100HA w jednej z moich służbowych podróży[/b]. To sprzęt mały, uniwersalny i przystępny cenowo. Po odczepieniu ekranu staje się fajnym tabletem a razem z modułem klawiatury pełni funkcję małego laptopa. Patrząc na specyfikację nie da się ukryć, że jest to sprzęt nastawiony na mobilność – nie ma potężnych parametrów, ale sprawnie nadrabia to rozmiarami, niską wagą, długim czasem pracy na baterii i poręcznością. Jak ten nietuzinkowy sprzęt sprawdzi się w praktyce, w rękach osoby, która bardzo ceni sobie pracę na produktach firmy Apple?

ASUS Transformer T100HA

Sam tablet Asus Transformer T100HA ma wysokość 8,45 mm i jest o 20% cieńszy niż poprzednik a jego waga to 580 g. Nawet po dołączeniu klawiatury T100HA ma tylko 18,5 mm wysokości i waży poniżej 1 kg. Rozmiar ekranu to 10 cali. To sprawia, że jest w zasadzie niewyczuwalny w torbie czy tym bardziej w plecaku. 13-calowy, ważący 1 kg MacBook Pro sprawia przy nim wrażenie ciężkiej kolumbryny, którą wyciągam z plecaka tylko w czasie dłuższych podróży.

Wracając do tematu tabletu – urządzenie ma wyświetlacz (16:10) dotykowy z panelem IPS o rozdzielczości 1280 x 800. Nie jest to najwyższa rozdzielczość na rynku, ale z drugiej strony nie przeszkadza w pracy. Natomiast jakość samego ekranu jest wysoka – panel ma żywe, soczyste i kontrastowe barwy i szerokie kąty patrzenia jak przystało na matrycę IPS.

Zobacz również: Adobe Photoshop Elements 12 - tańsza alternatywa

ASUS Transformer T100HA - detale

W środku urządzenia znajduje się czterordzeniowy procesor Intel Cherry Trail Quad-Core Z8500, 4 GB pamięci RAM, zintegrowana karta Intel HD Graphics oraz 32–128 GB pamięci eMMC. W testowanym egzemplarzu były to 64 GB. Pojemność można łatwo powiększyć dzięki wbudowanemu czytnikowi kart microSD/SDXC. ASUS Transformer T100HA jest też wyposażony w szereg gniazd i złącz: wejście mikrofonu (minijack) i wyjście słuchawek w jednym, USB 2.0, USB-C, Micro USB oraz Micro HDMI. Bezprzewodową łączność zapewnia moduł Wi-Fi oraz Bluetooth 4.0. Komputer pracuje pod kontrolą systemu Windows 10.

Pierwsze wrażenie: mały i niewygodny. Rzeczywistość: komfortowy, lekki i praktyczny

ASUS Transformer T100HA w podróży

Na co dzień mieszkam i pracuję we Wrocławiu, ale swoją podróż wyjątkowo rozpocząłem w Krakowie, skąd udałem się na jeden dzień do Warszawy. W dawnej stolicy Polski udało mi się spotkać na chwilę ze znanym Wam z Fotoblogii Jackiem Sopotnickim i jego żoną, po czym wyruszyłem do Warszawy. W planach na następny dzień miałem kilka spotkań zarówno poza biurem jak i w naszej siedzibie przy ul. Jutrzenki. Do Warszawy udałem się pociągiem, a powrót był zaplanowany samolotem z Modlina. Korzystając z czasu w podróży miałem zamiar pracować i testować. Cały ten materiał napisałem właśnie na ASUSie T100.

Większa część pracy jaką wykonuję w czasie wielu wyjazdów służbowych, to pisanie i przeglądanie Internetu, a także prosta obróbka zdjęć. Wybierając komputer do pracy zwracam zatem dużą uwagę na wielkość oraz jakość wykonania klawiatury oraz gładzika.

W przypadku notebooka 2w1 ASUS Transformer T100HA pierwsze wrażenie nie było najlepsze – ze względu na swój charakter oba elementy w testowanym komputerze są dosyć małe. Byłem przekonany, że praca na nich, na dłuższą metę, będzie bardzo niekomfortowa.
Już po kilkunastu minutach przekonałem się, że moje nastawienie było niesłuszne. Klawiatura ma odpowiedni skok, klawisze są matowe i mają przyjemną fakturę. Przyciski są małe, ale wystarczające, aby komfortowo pracować w podróży. Co ważne odstępy pomiędzy nimi nie są zbyt małe. Nie zdarzało mi się trafiać w niewłaściwy klawisz i to nawet pomimo przesiadki z makowej klawiatury.

ASUS Transformer T100HA - klawiatura

Nie jest to jednak sprzęt idealny – klawiatura nieco ugina się w czasie pisania, co o dziwo nie przeszkadzało mi w pracy. Denerwuje natomiast fakt, że klawiatura jest lżejsza od tabletu, zatem ekran czasem przeważa i notebook potrafił przewrócić się. Działo się tak dosyć często, kiedy pracowałem z komputerem na kolanach. Przydałoby się także podświetlenie klawiatury, chociaż w sprzęcie z tej półki cenowej nie jest to standardem. Przeszkadza fakt, że komputer trzeba otwierać dwoma dłońmi, a po połączeniu ekranu z klawiaturą nie ma żadnego otworu ułatwiającego otwarcie komputera.

ASUS Transformer T100HA - gładzik

Nie zawiodłem się na gładziku. Jest dużo mniejszy niż uwielbiany przeze mnie touchpad z MacBooka Pro, ma format dostosowany do ekranu (16:10) i przede wszystkim jest bardzo czuły i precyzyjny. Możemy klikać w niego na całej powierzchni, chociaż oczywiście skok jest większy na dole, niż u góry. Gładzik bez problemu zastąpił myszkę w czasie pracy w podróży.

Jestem ogromnym zwolennikiem ekranów dotykowych, które w wielu urządzeniach są skutecznym oraz praktycznym dodatkiem urozmaicającym ergonomię. Podobnie jest w przypadku ASUSa Transformer T100HA pierwszego notebooka z dotykowym ekranem, na którym pracuję. Funkcja dotyku skutecznie uzupełnia niezły gładzik w czasie, kiedy tablet jest podłączony do klawiatury. Przykładem niech będą sytuacje, kiedy notebook znajduje się na kolanach, a dłonią łatwiej jest wskazać pasek adresu strony w przeglądarce na ekranie, niż wybierać go gładzikiem. Podobnych sytuacji odczułem więcej.

Komputer pracuje bardzo płynnie i bez zacinania się w zwykłej codziennej pracy. W czasie testu mogłem komfortowo przeglądać Internet, sprawdzać skrzynki e-mail, przeglądać Facebooka czy oglądać filmy na YouTube. Czytnik kart pamięci sprawia, że można w szybki i prosty sposób zgrywać zdjęcia z aparatu, aby później sprawnie je zgrać. ASUS Transformer T100 HA nie jest sprzętem do pracy ze zdjęciami czy wideo, ale ma na tyle wydajną specyfikację, że w razie potrzeby, w podróży, można spokojnie uruchomić Photoshopa z Camera RAW i na szybko podciągnąć kontrast, światła czy ekspozycję.

Notebook i tablet w jednym

Po odłączeniu ekranu od klawiatury urządzenie może automatycznie przełączyć się w tryb tabletu lub zapytać o to. Podobnie tryb działania jest dostosowywany po podłączeniu do klawiatury. Ekran odłączyłem na czas lotu, kiedy to Asus Transformer T100 HA przemienił się w narzędzie rozrywki. Podłączyłem słuchawki i schowałem klawiaturę. Zrobiłem nawet kilka zdjęć, które pod względem jakości spokojnie nadają się do umieszczenia na Facebooku czy Instagramie. To kolejne praktyczne i uniwersalne rozwiązanie.

To oczywiście tylko mały dodatek, bo chociaż na rynku jest cała masa o wiele lepszych aparatów w urządzeniach mobilnych, to jednak dobrze mieć kamerkę w notebooku – chociażby do sfotografowania dokumentów czy szybkiego uwiecznienia chwili lub przedmiotu i szybkiej obróbki. Sam proces odczepiania i łączenia jest rozwiązany wzorcowo – nie ma żadnych opornych zatrzasków czy blokad. Wystarczy mocniej pociągnąć w odpowiednim kierunku, aby wyciągnąć tablet z prowadnic.

Doceniłem również czas pracy na baterii. W czasie testu przepracowałem spokojnie cały dzień, ok. 10h bez ładowarki, która jest bardzo mała jak na notebooka. To identyczny model, który jest dostarczany do zasilania smartfonów, chociażby Asus ZenFone Zoom. Po rozładowaniu urządzenie ładuje się ok. 2 godzin, aby mieć pełną baterię.

Mobilność Asusa sprawia, że w czasie całej mojej podróży miałem ochotę trzymać go w rękach i z niego aktywnie korzystać. To aspekt nie bez znaczenia, szczególnie dla osób, które pokonują kilka stosunkowo krótkich odcinków podróży na raz, jak ja w drodze z biura na południu Warszawy na lotnisko w Modlinie ulokowane na północy nad stolicą. W czasie 4 godzin jechałem taksówką, pociągiem, autobusem, leciałem samolotem a następnie znów taksówką. W międzyczasie czekałem na peronie stacji Warszawa Zachodnia i poczekalni lotniska w Modlinie. Asus T100 sprawił, że nie zmarnowałem tego czasu. Mając komputer w rękach pisałem tę recenzję prawie cały czas. Nie musiałem co chwilę wyciągać z plecaka 1-kilogramowego laptopa. Czułem się komfortowo.

To, czego zdecydowanie zabrakło mi w czasie podróży z Asusem Transformer T100HA, to wbudowany modem LTE. Notebook 2w1 to urządzenie mobilne, które dobrze sprawdza się w pracy z Internetem. W tym egzemplarzu w czasie testów i mojej podróży musiałem łączyć się z Wi-Fi, które było dostępne w większości miejsc lub parować sprzęt ze smartfonem. ASUS T100 powinien być niezależny, przynajmniej do takiego zastosowania.

Jeden dzień z T100: czas spędzony produktywnie

ASUS Transformer T100HA

Nieduży notebook 2w1 ASUS Transformer T100HA bardzo mnie zaskoczył. I to pozytywnie, bo byłem do niego nastawiony raczej sceptycznie – to sprzęt mały i tani. Przede wszystkim cenię sobie jego ogromną mobilność i uniwersalność, którą trudno pobić. Pomimo swoich niedużych rozmiarów ma niezłą klawiaturę i wystarczający gładzik. Mógłby być nieco lepiej wykonany, ale z drugiej strony sprzęt nadrabia bardzo atrakcyjną ceną (ok. 1200 zł). Za takie pieniądze trudno kupić topowego smartfona, a co dopiero tablet i mobilnego notebooka. To wszystko sprawiło, że mój służbowy wyjazd był bardziej produktywny. Szczerze i chętnie zabiorę T100 w kolejną taką podróż.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

ASUS ZenFone Zoom – fotograficzny test smartfona z 3-krotnym zoomem optycznym Ricoh Theta S - test kamerki 360 stopni Czy mobilny notebook ASUS ZenBook UX305UA sprawdzi się w produkcji wideo? Sprawdzam w praktyce Nikon Coolpix P900 – dwumetrowy zoom! ASUS Transformer T100HA w podróży fotografa Canon EOS-1D X Mark II - test najszybszej lustrzanki na świecie Canon G7X Mark II - test kieszonkowego kompaktu premium Paryż z szerszej perspektywy - Voigtländer Super Wide Heliar 15 mm f/4.5 Aspherical III Nikon D500 - test profesjonalnej lustrzanki z matrycą APS-C Canon EOS-1D X Mark II - pierwsze zdjęcia przykładowe Asus ZenBook UX305 - czy mobilny laptop sprawdzi się jako jedyny komputer dla fotografa? Canon G7X Mark II - pierwsze zdjęcia przykładowe Leica X Vario - test kompaktu klasy premium Vanguard Havana 33 – recenzja wygodnej torby fotograficznej w miejskim stylu Tamron 15-30 mm f/2.8 – superszeroko i ze stabilizacją [test] Apoteoza czterdziestu milimetrów, czyli Voigtländer Nokton 40 mm f/1,4 Classic Lowepro Streetline BP 250 - stylowy plecak przeznaczony do miejskiej dżungli [recenzja] Canon EOS 80D - niewielkie zmiany, które zmieniły naprawdę wiele [test] Pentax K-1 - test plenerowej pełnej klatki, na którą czekaliśmy wiele lat Nikon D500 - pierwsze w Polsce zdjęcia testowe i porównanie szumów Sony RX10 III - nasze pierwsze zdjęcia testowe z premiery Sony FE 50 mm f/1.8 - zdjęcia przykładowe Sigma 30 mm f/1.4 DC DN - recenzja jasnego obiektywu stworzonego z myślą o bezlusterkowcach Canon EOS 1300D - lustrzanka dla każdego [test]

Popularne w tym tygodniu:

2 miesiące z Fujifilm X100F. Zabrałem go do Chin i pokochałem [test] Voigtländer 40 mm F 2,8 Heliar - zadziwiający obiektyw! Laptop dla fotografa - jak sprawdzi się Microsoft Surface Pro 4? WD My Passport SSD - 256 GB pamięci na 41-gramowym dysku [test]