Nowoczesny ekosystem fotograficzny Canona. Sprawdzamy, jak działa w praktyce

Firma Canon, prócz rynku profesjonalnego, mocno dąży do spopularyzowania fotografii wśród amatorów. Do naszych testów trafił szereg produktów, które mają to ułatwić - stacja Canon Connect Station CS100, aparat Canon PowerShot G7 X Mark II, drukarka PIXMA MG7750 oraz fotoksiążka hdbook. Testujemy, jak to wszystko sprawdza się razem w praktyce.

Domyślam się, że większość z naszych czytelników nie ma problemów ze zgrywaniem zdjęć i ich w miarę mądrą organizacją. Należy jednak pamiętać, że nie każdy jest zawodowcem, ale zamiast fotografowania smartfonem, sięga po lepszy sprzęt - porządny kompakt, bezlusterkowca lub lustrzankę. Canon, wychodząc im naprzeciw, stworzył cały ekosystem, który ma zapewnić szybką, łatwą i przyjemną obsługę, organizację i wydruk zdjęć, a wszystko ma się odbywać z pominięciem komputera. Japoński producent zaprezentował swój pomysł już na stoisku w czasie targów Photokina 2016 w Kolonii.

Canon na targach Photokina 2016, czyli uwieczniaj, przechowuj i dziel się

Wtedy zobaczyliśmy, jak ekosystem Canona ma działać w teorii. Teraz postanowiliśmy sprawdzić, jak ten cały zestaw działa w praktyce i czy idea firmy jest słuszna.

W nasze ręce trafił zestaw produktów:

Canon Connect Station CS100 — jedno urządzenie, aby połączyć je wszystkie

Zaprezentowane w 2015 roku urządzenie ma wielkość niewielkiej kostki, ale jest główną jednostką ekosystemu. Canon Connect Station CS100 została wyposażona w dysk o pojemności 1TB, a także szereg systemów łączności — Wi-Fi, NFC, złącza kart pamięci SD i CF oraz USB i Ethernet. Stację podłączamy kablem HDMI do telewizora, a całością sterujemy przy pomocy niewielkiego pilota. Stacja, po krótkiej konfiguracji, jest gotowa do przyjęcia materiału oraz przeglądania go na ekranie telewizora.

Podczas testów korzystałem z aparatu Canon PowerShot G7 X Mark II, więc do zgrywania zdjęć wykorzystywałem technologię NFC. Przyzwyczajony do klasycznych czytników kart pamięci muszę przyznać, że inicjowanie importu poprzez dotknięcie dwóch urządzeń, to naprawdę świetne rozwiązanie, mimo że czas zgrywania jest dłuższy. Niemniej jednak, z punktu widzenia osoby wykorzystującej zdjęcia zupełnie prywatnie, nie powinno być to wielką przeszkodą. Fotografie zgrywane są automatycznie do pamięci urządzenia bez żadnych dodatkowych ingerencji i dostępne są od razu na ekranie telewizora. System sprawdza również występowanie duplikatów i nie zgrywa fotografii podwójnie.

Nie mając Wi-Fi ani NFC, możemy skorzystać z czytnika kart pamięci lub podłączyć aparat poprzez USB. Łącząc się przez przeglądarkę internetową ze stacją, możemy wgrywać zdjęcia z komputera, a przy pomocy aplikacji mobilnej — ze smartfona czy tabletu.

Główny ekran Connect Station CS100

Obsługa samej stacji jest bardzo prosta. Interfejs umożliwia przeglądanie zdjęć w różny sposób — możemy je segregować po dacie, urządzeniu lub tworzyć albumy. Zarządzanie treścią jest bardzo intuicyjne, ale co ważne — urządzenie działa dość szybko, szybciej od wielu Smart TV. Nie ma też problemu z obsługą plików RAW z aparatów Canona, a dzięki aktualizacjom, odczytamy również pliki z najnowszych korpusów.

Prócz samego zarządzania treścią i włączania pokazów slajdów, w CS100 czeka na nas jeszcze wiele innych opcji. Jedną z nich jest możliwość podłączenia drukarki Canon i bezpośredni druk. Tak, jak wspomniałem na początku — do testu całego ekosystemu podszedłem jak amator i ta funkcje również sprawdziła się dobrze. Przy pomocy pilota wybrałem zdjęcia do druku, a już po paru chwilach mogłem się cieszyć gotowymi odbitkami. Oczywiście nie mogłem stosować tu wymyślnych korekt, ale do pamiątkowych odbitek ta opcja jest w zupełności wystarczająca.

Connect Station możemy sparować także z serwisami społecznościowymi - Facebook, Flickr czy Irista. Ja podczas testów korzystałem z Iristy, która oferuje darmową przestrzeń na niekompresowane zdjęcia (15 GB). Zdjęcia zaimportowane do CS100 możemy od razu wysyłać do wspomnianych serwisów i dzielić się nimi ze znajomymi i rodziną. Dodatkowo możemy wysyłać nasze zdjęcia bezpośrednio na inną Connect Station.

Możliwości dzielenia się zdjęciami, jak również opcji importowania materiałów do CS100, jest naprawdę mnóstwo. Po odpowiedniej i prostej konfiguracji oraz sparowaniu z interesującymi nas serwisami, użytkowanie CS100 z punktu widzenia amatora, będzie proste i przyjemne. Stacja umożliwia także zrobienie kopii zapasowej na zewnętrznym dysku podłączanym przez USB, więc nasze zdjęcia będą bezpieczne. Z punktu widzenia osoby, która mocniej interesuje się fotografią, szkoda, że zabrakło możliwości podłączenia komputera i korzystania z CS100 jak ze zwykłego dysku zewnętrznego.

Zdjęcia w chmurze — serwisy Irista i Lifecake

Canon zachęca swoich użytkowników do wgrywania swoich zdjęć do chmury. Oferuje do tego dwie platformy - Irista, która przeznaczona jest do wszystkich zdjęć oraz Lifecake, która dedykowana jest rodzicom, którzy tworzą historię swoich pociech.

Zacznijmy od Iristy. Platforma jest rozwijana od 2014 roku i dedykowana jest zarówno amatorom, jak i profesjonalistom. Zakładając konto, zyskujemy 15 GB bezpłatnej przestrzeni, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby wysyłać pliki RAW, a pliki JPG nie są w żaden sposób kompresowane. Co ważne, Irista obsługuje pliki zarówno z aparatów Canona, jak i innych firm, z odczytywaniem RAWów włącznie. Standardowo dzieli zdjęcia według daty, ale w prosty sposób możemy pogrupować je w galerie, a także przypisać inteligentne etykiety. System sam rozpoznaje czy mamy do czynienia ze zdjęciami miasta, ulic, ludzi, czy portretami.

Dzięki temu, przy większej liczbie zdjęć, jesteśmy w stanie bardzo szybko odfiltrować interesujące nas ujęcia. Nie zabrakło także filtrowania po danych exif - modelu aparatu, obiektywie czy przysłonie. Cały interfejs jest niezwykle przejrzysty, wręcz minimalistyczny, a zdjęcia prezentowane są w dobrze dopasowanym układzie, a co ważne — zajmują niemal cały ekran, więc całość wygląda naprawdę świetnie. Pliki do systemu możemy dodawać na kilka sposobów. Pierwszy z nich to po prostu przeciągnięcie do witryny internetowej. Same zostaną umieszczone w odpowiednim miejscu, o ile mieliśmy dobrze ustawiony zegar w aparacie. Druga opcja to stworzenie folderu współdzielonego, z którego dedykowana aplikacja pobiera zdjęcia na platformę.

Canon wypuścił również wtyczkę do Lightrooma, gdzie wystarczy przeciągnąć zdjęcia w odpowiednie miejsce, a zostaną one zsynchronizowane z platformą. Jak widać, opcji jest naprawdę dużo. Oczywiście mamy możliwość udostępniania zdjęć i galerii — tworzyć do nich bezpośrednie linki lub dzielić się nimi w serwisach społecznościowych.

Nie zabrakło także aplikacji mobilnej, która działa dokładnie na tej samej zasadzie, co serwis w przeglądarce - jest ładnie, prosto i przejrzyście. To, co zasługuje na uwagę, to prostota działania, współpraca z różnymi markami aparatów, bardzo dobry system wyświetlania fotografii oraz bogate możliwości importowania i dzielenia się zdjęciami. Serwis oferuje 15 GB darmowej przestrzeni. Pakiet Plus ma kosztować niespełna 2 dolary miesięcznie za 100 GB lub 12 dolarów za 1000 GB. Naprawdę warto spróbować, bo prócz łatwego dzielenia się zdjęciami, robimy w ten sposób kopię zapasową naszych fotografii.

Drugim z serwisów jest Lifecake, który dedykowany jest rodzicom rejestrującym postępy swoich pociech. Co prawda ciężko testować coś takiego, mając jedynie kota, ale na potrzeby testów założyłem konto właśnie mojej kotce. Jego działanie jest jeszcze prostsze niż w przypadku Iristy. Całość bazuje na osi czasu, do której dodajemy zdjęcia. Oczywiście system sprawdza datę wykonania zdjęć i dodaje je w odpowiednim miejscu. Na górze zobaczymy także dokładną liczbę lat, miesięcy i dni, które ukończyła nasza pociecha. Do każdego zdjęcia możemy dopisać tytuł, udostępnić je mailem, pobrać na dysk lub dodać do ulubionych, aby móc szybko odfiltrować nasze najlepsze zdjęcia. Dodatkowo, mamy możliwość pisania różnych historii, które będą dodane do osi czasu.

Aplikacja mobilna działa dokładnie tak samo, jak z poziomu przeglądarki. Możliwości samego serwisu nie są zbyt duże, ale to dobrze, bo serwis jest przeznaczony dla amatorów. Dzięki ograniczonej liczbie opcji, osoby o znikomym pojęciu o fotografii i komputerach poradzą sobie z nim bez żadnego problemu. Co prawda sam nie będę użytkownikiem Lifecake'a jeszcze przez jakiś czas, ale według mnie, to dobra opcja na dzielenie się zdjęciami dzieci i ułożenie zdjęć w jedną historię. To także zabezpieczenie naszych zdjęć na wypadek awarii dysku czy smartfona.

Rozwijanie tego typu platform to według mnie bardzo dobry pomysł. Iristę docenią niemal wszyscy fotografowie, szczególnie ze względu na przyjmowanie wszystkich formatów zdjęciowych, sporą przestrzeń w chmurze, a także łatwy dostęp. Lifecake to z kolei dobra opcja dla wszystkich rodziców. To, co łączy oba serwisy, to podobna, niesamowicie intuicyjna obsługa i naprawdę ładny wygląd, co ma bardzo duże znaczenie w przypadku prezentacji zdjęć.

Canon PIXMA MG7750 — domowe drukowanie wysokiej jakości

Kolejnym elementem całego ekosystemu jest drukarka — w tym wypadku była to PIXMA MG7750. To jeden z wyższych modeli drukarek użytku do domowego wyposażony w 6 atramentów. Zapewnia rozdzielczość druku do 9600×2400 dpi, a jakość uzyskiwanych odbitek jest naprawdę dobra. Podczas testów wykonałem serię różnych odbitek, drukując z wielu źródeł. Drukarkę połączyłem bezpośrednio z moim kontem na Facebooku, korzystałem z druku z CS100, bezpośrednio z karty SD włożonej w slot drukarki, jak również przy użyciu zaawansowanej aplikacji Canon Print. Przy jej użyciu w bardzo prosty sposób możemy sprawdzać stan drukarki, jak również drukować dokumenty i zdjęcia. Z poziomu samej drukarki możemy także drukować z serwisów, takich, jak: Facebook, Instagram, Twitter, Dropbox, Evernote, Google Drive, OneDrive, OneNote czy innych. To bardzo wygodne.

Z punktu widzenia amatora fotografii najważniejsza będzie możliwość drukowania ze stacji CS100, jak również bezpośrednio z karty. Drukarka wyposażona jest również w NFC, dzięki czemu po przyłożeniu aparatu lub smartfona w odpowiednim miejscu, możemy wydrukować zdjęcia również w ten sposób. Cały proces jest niezwykle prosty. Wystarczy wybrać zdjęcia, ustawić ich wielkość, a resztą zajmie się drukarka.

Wydruki są naprawdę wysokiej jakości, kolory żywe i zbieżne z tymi na ekranie komputera czy smarfona, nawet bez wgłębiania się w odpowiednie ustawienie profili ICC. Tu znów odnoszę się do zastosowania amatorskiego. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby drukować również przy użyciu komputera, czy za pośrednictwem Wi-Fi lub USB. Tu możliwości jest naprawdę wiele. Sam zazwyczaj korzystam z druku obrobionych zdjęć z poziomu Lightrooma lub Photoshopa, natomiast drukując pamiątkowe zdjęcia z wakacji, bez problemu możemy zdać się na automatykę drukarki, która sama również może zastosować korekcję barwną i działa ona naprawdę dobrze. Wtedy ingerencja użytkownika w przygotowanie plików do druku jest minimalna i o to w tym wszystkim chodzi.

Wydruki z Pixmy MG7750 są naprawdę wysokiej jakości.

Canon hdbook — fotoksiążka z bardzo wysoką jakością druku

Często zwieńczeniem wakacyjnego wyjazdu jest fotoksiążka lub album. Canon pomyślał również i o tym aspekcie, uruchamiając usługę hdbook, z której można skorzystać za pośrednictwem firm cyfrowe.pl i fotoplus.pl. Przygotowanie fotoksiążki jest dziecinnie proste. Przechodzimy przez kolejne kroki wygodnego kreatora, zaczynając od ustalenia formatu i rozmiaru. Następnie możemy skorzystać z gotowych szablonów lub zaprojektować ją od A do Z według własnego uznania. [b]Ja skorzystałem z tej drugiej opcji, bo nie jestem fanem clipartów, ramek i temu podobnych. Zdjęcia po prostu zajmują całą poziomą stronę A3, bo na taki format się zdecydowałem. Postanowiłem przygotować krótkie wspomnienie z urlopu na Maderze. W związku z prostym układem zaprojektowanie całości zajęło mi około 30 minut.

Fotoksiążka przygotowywana jest na maszynach DeamLabo5000, które w porównaniu do konwencjonalnych labów wykorzystują druk pigmentowy (nie naświetlanie), co w połączeniu z wykorzystaniem 7 pigmentów (obok CMYK zastosowano fotograficzny cyjan i purpurę, a także szary) daje szerszy gamut i gładsze przejścia tonalne.

Karty rozkładają się na płasko, a efekt jest naprawdę świetny.

Tę różnicę widać gołym okiem. Jakość wydruków jest świetna, zdecydowanie lepsza niż w przypadku większości fotoksiążek, z którymi miałem do czynienia. Zdjęcia są bardzo ostre, odpowiednio nasycone, a sam papier o wykończeniu półmatowym jest również wysokiej jakości. Na kartach nie pozostają ślady odcisków palców, nie ma też obaw o rozerwanie czy rozklejenie się książki. Same strony są również wodoodporne. Hdboook rozkłada się na płasko, a każde łączenie stron jest dodatkowo wzmocnione. Biorąc książkę do rąk, widać, że mamy do czynienia z produktem premium. Szkoda, że Canon nie udostępnia profili ICC, a sugeruje załączanie zdjęć w przestrzeni sRGB. Z punktu widzenia amatora to dobre rozwiązanie, natomiast profesjonaliście może pozostawić mały niedosyt.

Nawet drobne detale są wiernie odwzorowane, a jakość wydruku jest naprawdę świetna.

Książkę zamówiłem w poniedziałek, a w piątek kurier dostarczył gotowy produkt, więc czas realizacji jest naprawdę krótki, szczególnie że po drodze mieliśmy dzień świąteczny, a wysyłka odbywa się z Niemiec. Cena książki w formacie A3 z 24 stronami to 499 zł.

Ekosystem Canon jako całość

Ze wspomnianymi w artykule elementami miałem do czynienia przez około 3 tygodnie i starałem się wykorzystać wszystko w taki sposób, w jaki korzystałby amator. Sama konfiguracja wszystkich elementów jest dość czasochłonna — choćby sparowanie z drukarką i Connect Station z serwisami społecznościowymi. Najważniejsze jednak, że robi się to tylko raz. Potem wszystko działa z automatu. Cały system działa naprawdę dobrze, szczególnie że możliwości połączenia ze sobą wszystkich urządzeń w domu jest całe mnóstwo. Connect Station to ciekawe rozwiązanie dla osób, które robią wiele zdjęć i chcą mieć do nich szybki dostęp na dużym ekranie telewizora. Wygodne zarządzanie zasobami na 1TB dysku to kolejna zaleta CS100, a także możliwość wgrywania ich do serwisów społecznościowych, w tym dedykowanej Iristy. Bardzo wygodną opcją jest możliwość bezpośredniego wydruku zdjęć na drukarce Canon będącej w tej samej sieci. Dzięki temu nawet totalny amator poradzi sobie z bezramkowym drukiem, bo cały proces jest niezwykle intuicyjny. To, co najbardziej przypadło mi do gustu, to możliwość importowania materiałów z wykorzystaniem NFC.

Testowana drukarka to również bardzo dobry, elegancki produkt, oferujący wysoką jakość wydruków w rozsądnej cenie. Jego obsługa przy pomocy niemal 9-centymetrowego, dotykowego ekranu, jest równie prosta, co reszty urządzeń w ekosystemie. Wydruk zdjęć z karty pamięci, serwisów społecznościowych czy smartfona, to kwestia kilku kliknięć.

Hdbook to wisienka na torcie, bo oferuje niezwykle wysoką jakość, a zdjęcia opakowane w elegancką oprawę wyglądają naprawdę świetnie. W porównaniu do standardowych, choć tańszych fotoksiążek, Canon ewidentnie postawił na jakość, wykorzystując typowo fotograficzne 7-pigmentowe maszyny DreamLabo5000, i bardzo dobrze.

Z punktu widzenia amatora, którym stałem się na czas trwania testu, Canon oferuje kompleksowe, nowoczesne rozwiązanie: aparaty z Wi-Fi i NFC, system zarządzania zdjęciami, zarówno w domu, jak w i sieci, a także dedykowane drukarki i ofertę druku wysokiej jakości fotoksiążek hdbook. Całość dobrze komunikuje się z zewnętrznymi serwisami, ale opiera się o jeden system, przez co zarządzanie całością jest naprawdę proste. Możliwość importowania, przeglądania, udostępniania i druku zdjęć, jest bardzo dopracowana. Mając do dyspozycji podobny zestaw, amator może skupić się na samym fotografowaniu i oglądaniu zdjęć, bo w wielu innych kwestiach wyręcza go ekosystem i to rzeczywiście działa.

Artykuł został przygotowany przy współpracy z firmą Canon.

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy akcesoriów

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Testy:

Canon EOS 5D Mark IV - test lustrzanki dla profesjonalistów Leica S (Typ 007) - królowa średniego formatu w akcji [test] Sigma 50-100 mm F1.8 DC HSM Art. Jasno – jaśniej – Sigma [test] Canon EOS 5D Mark IV - jak sprawuje się w terenie? Oto zdjęcia przykładowe Leica X-U (Typ 113) - subiektywny test podróżniczego all-roundera DJI Osmo+ - test poręcznego stabilizatora do filmowania w 4K Fujifilm X-T2 - test bezlusterkowego profesjonalisty Sony RX100 Mark V - pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe Voigtländer Ultron 21 mm f/1,8 ASPHERICAL - czarny koń ze stajni Cosina [recenzja] Samyang AF 14 mm f/2.8 FE - ultraszeroko, jasno i w przystępnej cenie [recenzja] Sony A68 - test aparatu pełnego kontrastów QNAP TS-451A - domowy NAS dedykowany fotografom [test] Fujifilm GFX 50S - nasze pierwsze wrażenia Yi M1 – tani, chiński bezlusterkowiec w naszych rękach [wideo] Olympus M. Zuiko Digital 25 mm f/1.2 PRO - zdjęcia przykładowe Sony A99 II - pierwsze wrażenia Olympus OM-D E-M1 Mark II - pierwsze wrażenia [wideo] Canon EOS M5 - pierwsze wrażenia [wideo] Panasonic Lumix LX15 - kieszonkowy kompakt premium z 4K w naszych rękach Panasonic Lumix G80 - pierwsze wrażenia i zdjęcia z nowego bezlusterkowca z matrycą 16 Mpix i filmami 4K Thule Perspektiv - recenzja plecaka dla aktywnych fotografów Canon EOS 1300D – lustrzanka bez zadęcia i zobowiązań [test] „Władca barw" - recenzja pierwszego w Polsce VOD o fotografii Tamron 16-300 mm f/3.5-6.3 Di II VC PZD Macro, czyli superzoom nie do pobicia [test]

Popularne w tym tygodniu:

Nowe portretówki Sony FE 100 mm f/2.8 i 85 mm f/1.8 - pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe Thule Aspect DSLR - plecak fotograficzny na każdą okazję [test] Tamron SP 70-200 mm f/2.8 Di VC USD z Canonem w tle [test] Canon EOS 77D i 800D w naszych rękach. Zobacz główne różnice i poznaj polskie ceny Canon EOS M6, czyli bezlusterkowiec z opcjonalnym wizjerem w naszych rękach Sony A6500 - test trybu filmowego