fot. Tomasz Woźny
- To młody weźmie trzysetkę i pójdzie zrobić te rowery – zawyrokował kiedyś szef działu foto pewnej lokalnej gazety. Młody, czyli ja, nie miał więc wyboru: wyjął z redakcyjnej szafy teleobiektyw-smoka ze statywem i zatargał całe to żelastwo na konkurs skoków do wody na bicyklach. Żar lał się z nieba, był środek lata, a na turnieju taki tłok, że igły byś nie wcisnął, a co dopiero reportera obwieszonego obiektywami jak Rambo bronią. Ale są sytuacje, kiedy bez dobrego teleobiektywu fotograf jest w przysłowiowej… kropce.
