Sony A6500 - topowy bezlusterkowiec pełen sprzeczności [test]

Ten artykuł ma 7 stron:

Ergonomia i obsługa

Z aparatami Sony mam do czynienia od dłuższego czasu. W stosunku do poprzedników układ przycisków pozostał niemal niezmieniony. Tak jak wspomniałem wcześniej, dodano jeden przycisk funkcyjny, który umieszczono obok koła trybów. Sam korpus nie obfituje w przyciski i przełączniki, ale ma naprawdę bogate możliwości personalizacji. Zacznijmy od przyjrzenia się poszczególnym elementom sterującym.

Na górnej ścianie aparatu umieszczono spust migawki, który oplata włącznik. Obok znajdziemy wspomniane dwa przyciski funkcyjne, koło trybów, które obsługujemy kciukiem (nie wystaje poza krawędź obudowy) oraz jedno koło nastaw. Szkoda, że wzorem serii A7 zabrakło tarczy nastaw pod spustem migawki.

Na tylnej ścianie umieszczono 3-calowy, panoramiczny, odchylany ekran o rozdzielczości 921 600 punktów, który wreszcie otrzymał funkcję dotyku, choć jest ona ograniczona jedynie do ustawiania punktów AF i wpisywania hasła do routera przy łączeniu przez Wi-Fi. Producent zastosował jednak ciekawą technologię, którą znajdziemy w systemie Mikro Cztery Trzecie. Przy fotografowaniu z użyciem wizjera ekran może zmienić się w panel dotykowy, na którym wybieramy umiejscowienie punktu AF. Dodatkowo mamy możliwość wyboru, jaka część ekranu ma być aktywna do wyboru punktów AF. Niestety, ekran jest dość ciemny i ma kiepskie powłoki antyodblaskowe, więc praca w pełnym słońcu nie należy do przyjemnych.

Obok umieszczono standardowy zestaw przycisków wraz z 4-kierunkowym nawigatorem, który pełni funkcję drugiego koła nastaw. Co ważne, funkcje większości przycisków można zaprogramować. Aparaty Sony mają jedne z najbardziej rozbudowanych możliwości personalizacji aparatów, a do każdego z 10 przycisków na obudowie można przypisać jedną z ponad 60 funkcji.

Zobacz również: Nikon D800 - test

Znając specyfikę poprzednich modeli, przed rozpoczęciem korzystania z aparatu zdecydowanie polecam spędzić kilkadziesiąt minut na dostosowanie aparatu do własnych potrzeb. Z mojego punktu widzenia zaprogramowane przez producenta funkcje niezbyt dobrze pokrywają się z potrzebami fotografów. Dodatkowo, pod przyciskiem Fn znajdziemy w pełni konfigurowalne menu podręczne, któremu przyjrzę się w dalszej części testu.

Gdy pracujemy z aparatem dłuższy czas, nieco denerwujące jest dość głębokie osadzenie przycisków - zbyt mało wystają z obudowy. Szczególnie przyciski C1 i C2 w górnej części oraz przycisk otwierający lampę błyskową. W Sony A7 II zostało to lepiej rozwiązane.

Szkoda, że we flagowym aparacie z matrycą APS-C firma Sony nie zastosowała nieco większej liczby elementów sterujących. Zabrakło dedykowanego koła do zmiany kompensacji ekspozycji i jeszcze jednego koła nastaw - tu za wzór znów będę przywoływał model A7 II. Do zmiany kompensacji ekspozycji możemy stosować jedno z kół nastaw bez konieczności aktywowania tej funkcji przyciskiem, ale należy brać pod uwagę, że niewielki opór tylnego koła nastaw zespolonego z nawigatorem będzie skutkował zmianą parametrów podczas chodzenia z aparatem na szyi. Podczas użytkowania Sony A7 II początkowo miałem do tego koła przypisaną zmianę ISO, ale po godzinnym spacerze po Londynie zorientowałem się, że wszystkie zdjęcia w środku dnia robiłem przy ISO 2500, a następnie po wejściu do muzeum ISO zmieniło się na 50. W przypadku Sony A6500 sytuacja wygląda podobnie, więc tylne koło lepiej zaprogramować tak, aby było aktywne dopiero po włączeniu żądanej funkcji.

W lewej części korpusu producent umieścił duży wizjer o przekątnej 1 cm i rozdzielczości 2,36 mln punktów i z powiększeniem 1,07 x. Dodatkowo jego odświeżanie może wynosić nawet 120 kl./s. Jest duży, wyraźny i bardzo szczegółowy. Wielkością przypomina ten zastosowany w A7 II, przy czym lepiej oddaje barwy. Nowa muszla oczna dobrze osłania go od warunków zewnętrznych. Dobra robota.

Przyglądając się dalej obsłudze Sony A6500, z jednej strony wiele rzeczy mogę pochwalić (jak choćby możliwości personalizacji), ale z drugiej strony było w aparacie kilka rzeczy, które mocno mnie irytowały. Zmiany niektórych parametrów, np. ISO czy napędu, wiążą się z wysunięciem listwy w lewej części ekranu i animacją przechodzenia przez kolejne wartości. To dość znacząco spowalnia obsługę. O ile animację zmiany czasu naświetlania i przysłony można wyłączyć, to przy zmianie ISO jest ona wyświetlana za każdym razem. Co ciekawe, w A7 II zmiana ISO nie jest połączona z żadną animacją i działa to zdecydowanie szybciej.

Kolejną, nieco dziwną rzeczą jest podejście do zmiany punktów AF za pomocą przycisków. Tu znów posłużę się analogią z A7 II. Wybierając pojedynczy punkt w A7 II, zmiany jego położenia dokonuję wciskając jeden przycisk, po czym od razu przechodzę do zmiany położenia punktu. Niestety w A6500 nie ma takiej funkcji, więc chcąc zmienić położenie punktu, należy uaktywnić wybór stref, potwierdzić wybór elastycznego punktu i dopiero zmieniać jego położenie. Tak więc każdorazowa zmiana punktu AF jest dość niewygodna. Celowo w tym miejscu przywołuję porównanie do modelu A7 II, bo producent doskonale wie, jak zrobić, żeby obsługa była wygodniejsza, a jednak nie stosuje tych rozwiązań w A6500. Szkoda.

Menu

W stosunku do poprzednich modeli firma Sony zdecydowała się przeprojektować menu. Główne karty umieszczone są w górnej części ekranu, a poszczególne opcje poniżej. W każdej z kart znajdziemy informację o liczbie zakładek, natomiast obok zobaczymy, czego dotyczą funkcje umieszczone w danej karcie. To dobre posunięcie. Dodatkowo zastosowano tu różne kolory, przez co menu stało się bardziej czytelne. Mam jednak zastrzeżenia do rozmieszczenia poszczególnych opcji. W menu filmowym zabrakło mi asystenta gamma czy zmiany profilu obrazu, które w moim odczuciu są funkcjami stosowanymi tylko przy filmowaniu. Zmianę profilu znajdziemy w karcie obróbki obrazu, natomiast asystenta wyświetlania gamma- w ogólnych ustawieniach aparatu. Według mnie brakuje w tym konsekwencji.

Tu jednak z pomocą przychodzi menu podręczne, aktywowane przyciskiem Fn. Składa się z 12 pozycji, które możemy zaprogramować w dowolny sposób. Menu podręczne zajmuje jedynie niewielką część ekranu, przez co nie przeszkadza przy fotografowaniu. Ja skonfigurowałem je w ten sposób, żeby mieć szybki dostęp do profili obrazu i asystenta wyświetlania gamma.

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy bezlusterkowców

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Panasonic Lumix LX5 - test [część 2] Sony SLT-A57 - pierwsze zdjęcia nowej lustrzanki [galeria] Uchwyt Peak Design Capture Pro – część II. Tym razem turystycznie Sony A99 II - pierwsze wrażenia Tamron SP 35 mm f/1.8 Di VC USD - na rynku dzieje się coraz ciekawiej [recenzja] Fujifilm X-T10 - zdjęcia przykładowe i porównanie szumów Nikon Coolpix P500 - pierwsze zdjęcia [galeria] Wideotest nowych akcesoriów firmy Peak Design, która uzbierała już ponad 15 mln dolarów na Kickstarterze The Best Camera - fotografowanie iPhonem stało się przyjemnością Adobe Lightroom CC i Classic - recenzja nowych programów do obróbki zdjęć Profoto A1 - sprawdziłem tę lampę w terenie [wideotest] Niewielki może bardzo dużo! Voigtländer Nokton 50 mm f/1,5