© Tomek Albin / tomekalbin.com

Tomek Albin pokazuje, o co naprawdę chodzi w fotografii reklamowej

Jego portfolio jest bogate w znane twarze i marki, a styl fotograficzny nie odstaje na krok od tego, znanego z największych czasopism i reklam renomowanych marek. Tomasz Albin prezentuje naprawdę światowy poziom fotografii komercyjnej. Mieliśmy okazję zamienić z nim kilka słów.

Tomek Albin

Tomek Albin urodził się w 1981 roku w Warszawie. Jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Artysta reprezentuje młode pokolenie polskich fotografów. Jego ścieżka edukacji przeprowadziła go od postaw fotografii reporterskiej aż do tajników fotografii reklamowej.

Marcin Watemborski: Opowiesz o swoich początkach? Jak zaczyna się Twoja historia?

Tomek Albin: Zacząłem dość wcześnie, bo jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Tak naprawdę decyzję podjęła za mnie moja siostra. Jestem jedyną osobą w rodzinie, która nie potrafi rysować, a przynajmniej nie wychodzi mi to najlepiej. Z tego powodu zdecydowano za mnie.

Jak to wyglądało?

Usłyszałem, że musze mieć jakiś talent plastyczny i rodzina wysłała mnie do technikum fototechnicznego na Spokojną. Była to ryzykowna decyzja. Na wczesnym etapie życia postawiliśmy wszystko na jedną kartę.

W trzeciej klasie szkoły średniej zetknąłem się z profesjonalną fotografią i zacząłem na niej zarabiać pieniądze. Spędziłem rok w Niemczech na wymianie. Pracowałem w redakcji gazety Die Tageszeitung TAZ Bremen. Spotkałem tam fotografów z całego świata i zobaczyłem, jaka to piękna dziedzina sztuki.

Jak Ci to pomogło?

Mieszkałem u jednego z nich. Po godzinach pracy przez wiele godzin oglądałem różne albumy fotograficzne. To ukształtowało mój późniejszy gust i estetykę.

Po powrocie do Polski przez kolejne 3 lata pracowałem w gazecie codziennej jako fotoreporter. Z czasem poszedłem na ASP w Poznaniu i dzięki jednemu z kolegów trafiłem po raz pierwszy do studia fotograficznego. Przez 5 lat pracowałem jako asystent z przeróżnymi ludźmi i przy wielu dużych projektach. Tak nauczyłem się fachu.

I to wszystko? Praktyka czyni mistrza?

Oczywiście po godzinach robiłem zdjęcia, bo jak każdy młody pracownik studia, chciałem zostać fotografem mody. Splot różnych zbiegów okoliczności spowodował, że w miarę szybko dostałem swoje pierwsze duże zlecenie. Była to głośna kampania dla Volvo.

Następnie wszystko potoczyło się jeszcze szybciej i zanim się zorientowałem, byłem fotografem reklamowym, reprezentowanym przez jedną z największych agencji w kraju.

Mówisz, że było ciężko?

W dzisiejszych czasach każdy uważa, że może zostać fotografem. Wystarczy aparat cyfrowy, blog i już się o tobie mówi. Prawda wygląda trochę inaczej. Obok zdjęć komercyjnych, które są podstawą mojego zawodu oraz prac autorskich, uczę na łódzkiej Filmówce.

Zobacz również: Sposób na naturalny wygląd portretu w Photoshopie

Dość często spotykam się z szokiem u młodych ludzi, chcących uprawiać ten zawód, kiedy dowiadują się, jak realnie wygląda rynek. Konkurencja jest olbrzymia. By zaistnieć i zacząć zarabiać, trzeba spełnić kilka podstawowych warunków.

Czyli jakich?

Inspiracja i oglądanie milionów zdjęć – trzeba wiedzieć, gdzie szukać dobrej fotografii; mieć pomysł na siebie, czyli znaleźć sobie niszę, w której młody fotograf będzie czuł się dobrze i będzie robił prace charakterystyczne – wypracuje sobie swój własny, rozpoznawalny styl. Upór i pracowitość – ze względu na to, że początki są dość trudne. Nie ma się kontaktów – nie zna się odpowiednich ludzi. Trzeba walczyć o swoje i nie poddawać się. Porażki powinny motywować, a nie podcinać skrzydła. Nie jest to rynek dla ludzi słabych psychicznie. Łatwy dostęp do sprzętu może wprowadzać w błąd i być zgubny. Niestety, jak to w każdej branży, żeby zacząć zarabiać – trzeba najpierw zainwestować.

Ja przeszedłem drogę od samych podstaw. Od etapu szkoły fotograficznej, przez studia, pracę jako asystent, do pierwszego portfolio. Doświadczyłem wielu chwil drobnego zwątpienia zanim wszystko zaczęło się układać po mojej myśli.

Obecnie, jako wykładowca, staram się przekazać to wszystko swoim studentom tak, by nie byli zaskoczeni, wchodząc do zawodu, a jednocześnie byli przygotowani na nadchodzące utrudnienia i konieczne inwestycje.

Dlaczego zająłeś się fotografią reklamową?

Przez kilka lat przeszedłem przez kilka etapów fotografowania różnych motywów – byłem fotoreporterem, pracowałem w studio jako asystent, a po godzinach robiłem portfolio modowe. Nie był to rynek dla mnie. Nie czułem się wiarygodnie. Portfolio poszło do śmieci, a kolejne dwa lata pracowałem nad tym, co sprawia mi obecnie najwięcej przyjemności.

Znalazłem niszę, w której potrzeba bardzo dużo umiejętności technicznych, cierpliwości, precyzji i wyobraźni przestrzennej – martwa natura, motoryzacja, krajobraz, fotografia lifestyle’owa i portret.

Jak podchodzisz do tematu?

Jakość prac ma dla mnie duże znaczenie – jestem perfekcjonistą. Na moim planie zdjęciowym wszystko jest przygotowane i zaplanowane na 200%. Jedno zdjęcie potrafi powstawać przez kilka godzin – dwadzieścia osób na planie wie, co ma robić. Każdy ma przypisaną funkcję: są ludzie od światła, od kabli, od przygotowania planu, producent, kierownik. Nad wszystkimi i wszystkim trzeba zapanować i mieć kontrolę. Niestety, trzeba się zmieścić w określonym czasie. Bez wcześniejszego planowania byłoby to niemożliwe.

Gdzie w tym wszystkim znajdujesz czas dla siebie?

Obecnie aspektem promocji zajmuje się głównie moja agencja i to przede wszystkim agent dba o moje interesy. Nie oznacza to jednak, że mogę się wyłączyć z myślenia o przyszłych projektach o charakterze bardziej artystycznym. Są one elementem promocji oraz sprawiają mi olbrzymią satysfakcję, chociaż nie wiążą się z bezpośrednimi korzyściami finansowymi i to nie tylko na polu artystycznym, ale również organizatorskim.

Jak wygląda praca nad osobistymi projektami?

Fotograf musi spełniać wówczas kilka funkcji. Na chwilę staję się producentem, art directorem, kierownikiem planu, oczywiście fotografem oraz niestety sponsorem. Podejrzewam, że w tym momencie jest setka młodych fotografów, którzy chętnie wskoczyliby na moje miejsce. Trzeba kochać ten zawód i cały czas ciężko pracować, by przynosił korzyści i satysfakcję.

Zastanawiam się – jak w ogóle określiłbyś fotografię w swoim życiu?

Fotografia jest dla mnie poniekąd medytacją – szczególnie gdy pracuję w nocy nad krajobrazem. Często spędzam po kilka zimnych godzin na dworze, aby przygotować materiał pod projekt. Wcześniej spędzam czas w pracowni na planowaniu, spotykaniu się z ludźmi, a na końcu jeszcze nad postprodukcją. Coraz częściej zajmuję się nią sam.

Jeśli spojrzeć na to z boku, to jeden projekt fotograficzny potrafi zająć cały miesiąc – od początku do końca.

Jak jest z inspiracjami w Twojej pracy?

Są one kluczowym elementem. Przy praktycznie każdym komercyjnym projekcie klienci wymagają „treatmentu”. Polega to na dokładnym przygotowaniu, opisaniu i pokazaniu inspiracji oraz projektu do danej reklamy.

W przypadku prac artystycznych – niekomercyjnych koncepcji szukam wszędzie. Bardzo często są to muzyka i kino, ze względu na studia, na które wróciłem po 13 latach. Dzięki nauce produkcji filmowej, otwieram się powoli na nowy rynek.

Co robisz, by odreagować?

Raz w roku wyjeżdżam do Azji, by złapać oddech, popatrzeć na inną kulturę i architekturę. Biorę wtedy swoją Mamiyę 7 i jeden obiektyw. Minimalizacja sprzętu, który w takiej podróży trzeba ze sobą nosić, uczy pokory.

Nie byłbym w stanie pojechać na taką wyprawę z cyfrowym Canonem. Nie wiem, kiedy miałbym po powrocie znaleźć czas na przeglądanie miliona zdjęć. A tak mam 15 negatywów po 10 klatek na każdym i w ten sposób muszę planować motywy, które fotografuję.

Dla mnie sprzęt ma drugorzędne znaczenie. Liczy się zawsze pomysł, a do zrobienia dobrego zdjęcia wystarczy telefon.

Jakie są Twoje plany na najbliższy czas?

Mam nadzieję zrealizować kilka zaplanowanych projektów. Jednym z nich jest pełnometrażowy film dokumentalny, do którego przygotowuję się od roku.

Chciałbyś coś przekazać młodym fotografom?

Moja rada dla młodych ludzi jest prosta: podążajcie za swoimi pasjami. Żyjemy w takich czasach, gdzie świat stoi otworem. Trzeba marzyć, ciężko pracować, a życie się odwdzięczy.

Fotografia to najlepszy zawód na świecie. No… może poza filmem.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Inspiracje:

Znamy nazwiska nominowanych do World Press Photo 2020. Jest wśród nich Tomek Kaczor Fotografia mody i ochrona środowiska, czyli afrykańskie portrety modelek ubranych w śmieci Oto podróż po najpiękniejszych zamkach Europy Nowe oblicze fotografii mody w zdjęciach Jana Mielke Liczą się możliwości, nie ograniczenia! Bierz przykład z Achmada Zulkarnaina "Daily Overview" prezentuje codziennie genialne zdjęcia satelitarne Kampania Gucci zrealizowana bez fotografów. Modele robili zdjęcia sobie sami Współczesna, pompatyczna architektura na terenie byłego ZSRR Japoński artysta tworzył i fotografował miniaturowe scenki każdego dnia przez 5 lat Cenzura Facebooka nie zna granic. Ban dla fotografki, która pokazała nagie manekiny Nagrody fotograficzne stowarzyszenia BIAZA przyznane. Zobacz piękno natury Sylwetki naszych czytelników: Paulina Skonieczna

Popularne w tym tygodniu:

Po 50 latach małżeństwa postanowili odświeżyć zdjęcia z wyjątkowego dnia. Wyszło pięknie! Wystrzałowy dziadek podbija internet. Wszystko dzięki odtwarzaniu zdjęć celebrytów Wleciał dronem do wulkanu. Można było to przewidzieć Tak brzmi wulkan. Przepiękny film z Islandii w 4K Perseverance robi zdjęcie z Ingenuity. Najlepsze selfie z Marsa, jakie powstało Zdjęcia skaczących wiewiórek oznaczają jedno. Wiosna zadomowiła się na dobre! Bajkał, czyli raj dla łowców selfie. Podczas pandemii przeżywa prawdziwe oblężenie Kosmiczny welon w nowym wydaniu. NASA przyjrzało się ponownie świetnemu zdjęciu Chcesz nauczyć się fotografii? Graj w gry wideo! Poruszający materiał o dziecięcych rybakach znad Wolty. Pokazuje trud ich pracy Niesamowite osobowości Nowego Jorku. Fotograf spotkał ich w metrze Konkurs na najzabawniejsze zdjęcie zwierzaka wraca! Można składać zgłoszenia