Olympus OM-D E-M10 Mark III - krok w stronę amatorów [wideotest]

Firma Olympus zaprezentowała trzecią generację amatorskiej linii E-M10. Czy uproszczenie obsługi to krok w dobrą stronę?

Ten artykuł ma 4 strony:

Opis, specyfikacja i wideotest

Linia E-M10 firmy Olympus jest jedną z najchętniej wybieranych przez amatorów, którzy rozpoczynają swoją przygodę z fotografią, lub myślą o przesiadce z lustrzanki na bezlusterkowca. Sam, przez dłuższy czas fotografowałem pierwszym E-M10 zabierając go na liczne wyjazdy. Druga odsłona wprowadziła wiele usprawnień, takich jak 5-osiowa stabilizacja czy przeprojektowany, wygodniejszy korpus. Jednak między drugą, a trzecią odsłoną tak znaczących różnic już nie znajdziemy.

E-M10 Mark III w niektórych miejscach został uproszczony w stosunku do poprzednika, ale o konkretnych zmianach będę pisał w kolejnych akapitach testu. Szukając analogii w przeszłości, firma Olympus zastosowała podobny zabieg jak Canon w przypadku dwucyfrowej serii, wypuszczając model 60D, który został miejscami uproszczony w stosunku do 50D. Pamiętajmy jednak, że w Canonie ta zmiana odbyła się na bardziej zaawansowanych korpusach.

Konkurentami dla E-M10 Mark III będą przede wszystkim bezlusterkowce innych producentów, takie jak Panasonic GX80, wysłużony Sony A6000 czy podstawowe modele Fujifilm z wizjerem - X-T10 i X-T20. Lustrzankowa konkurencja spod znaku Canona i Nikona również nie śpi, oferując modele 800D i D5600. Paradoksalnie jednak, według mnie, największym konkurentem będzie druga ewolucja E-M10, która mimo ponad dwóch lat na rynku, nadal oferuje dobre parametry.

Olympus OM-D E-M10 Mark III został wyceniony na 3099 zł za korpus, natomiast wersja z podstawowym obiektywem 14–42 mm f/3.5–5.6 RII to wydatek 3399 zł.

Olympus OM-D E-M10 Mark III
ProducentOlympus
RodzinaOlympus OM-D
RodzajBezlusterkowiec
BagnetMikro Cztery Trzecie
Karty pamięciSD/SDHC/SDXC z obsługą UHS-II
Data premiery2017 r.
Cena w dniu premiery3099 zł
Matryca
Maksymalna rozdzielczość4608 x 3456
Liczba pikseli16 Mpix
Rozmiar matycyCztery Trzecie (17.3 x 13 mm)
Rodzaj matrycyLiveMOS
Czułość ISOAuto, 200 — 6400, rozszerzalne do 100–25600
ProcesorTruePic VIII
Optyka
Autofokus121 punktów
Tryby AFdetekcja kontrastu (sensor), wielopunktowy, grupa 9 punktów, pojedynczy, śledzenie, pojedynczy, ciągły, dotykowy, rozpoznawanie twarzy, live view
Pomiar światłamatrycowy, centralnie ważony, punktowy
Fotografia
Formaty zapisuRAW (ORF), JPEG
Minimalny czas naświetlania1/4000 s
Maksymalny czas naświetlania60 s
Korekta ekspozycji±5
Zdjęcia seryjne8,6
Filmy
Formaty zapisuH.264, MOV
Rozdzielczość filmówUHD (30p/25p/24p) , Full HD (60p/50p/30p/25p/24p)
Wyświetlacz i wizjer
Rozmiar wyświetlacza3 cali
Ilość pikseli1.04 mln pikseli
Ekran dotykowytak
Rodzaj wizjeraElektroniczny
Pokrycie kadru100 %
Powiększenie wizjera0.62 x
Lampa błyskowa
Wbudowana lampa błyskowatak
Gorąca stopkatak
Łączność
USBUSB 2.0, mico
HDMItak (micro HDMI)
WiFitak (802.11b/g/n)
NFCnie
GPSnie
Gniazdo mikrofonunie
Gniazdo słuchaweknie
Dodatkowe informacje
Rodzaj bateriiBLS-50 Li-Ion
Wymiary121 x 84 x 50 mm
Waga410 g
Uszczelnienianie

Budowa i obsługa

W porównaniu do poprzednika, przy konstruowaniu korpusu zrezygnowano z metalu. Teraz aparat wykonany jest z chropowatego tworzywa. Nie da się ukryć, że w pewnym sensie jest to mniej „premium”, ale ciężko mieć zastrzeżenia do wykonania aparatu. Korpus wykonany jest bardzo solidnie i jest świetnie spasowany, ale podobnie jak poprzednik, nie jest uszczelniony. Miejsca styku z dłonią pokryte są przyjemną w dotyku gumą o fakturze skóry. W stosunku do E-M10 Mark II znajdziemy kilka znaczących zmian w budowie. Pierwszą z nich jest większe i wygodniejsze miejsce na kciuk. Zmieniono również design tarcz nastaw i trybów. Teraz są nieco bardziej płaskie, a koło trybów, wyraźnie większe. Przełożyło się to na wygodę ich obsługi, choć ciężko było narzekać na nią w poprzedniku.

Sam korpus, mimo że mały i lekki (410 gramów z baterią) dość mocno został upakowany elementami sterującymi. Na górnej ścianie znajdziemy włącznik z dźwignią podnoszącą lampę błyskową, przycisk wywołania skróconego menu/sceny, koło trybów, dwa koła nastaw, przycisk nagrywania wideo i dwa przyciski funkcyjne. Nie zabrakło stopki lampy błyskowej i przełącznika wizjera.

Zobacz również: Tani, chiński bezlusterkowiec, Yi M1 w naszych rękach

Na tylnej ścianie umieszczono 3-calowy, odchylany ekran o rozdzielczości 1,04 mln punktów. Nie zmieniono w nim przegubu na ten, który znamy z wyższych modeli. Szkoda, że nadal nie licuje się zbyt dobrze z resztą korpusu, mimo że w modelu sprzed kilku lat — E-P5 udało się to zrobić niemal perfekcyjnie. Obok ekranu umieszczono 4-kierunkowy, wygodny nawigator z przyciskiem środkowym, przycisk menu, info, odtwarzania i kasowania zdjęć. Pod zaślepką w prawej części korpusu znajdziemy gniazdo micro-USB i micro-HDMI. Szkoda, że producent stosuje w swoich aparatach aż 3 rodzaje gniazd. Teraz chcąc podłączyć do komputera modele E-M10 III, E-M1 II i PEN-F, muszę mieć 3 różne przewody.

Zastosowany wizjer nie został zmieniony w stosunku do poprzednika. To OLED-owa konstrukcja o rozdzielczości 2,36 mln punktów i powiększeniu x0,62. Jest nieco mniejszy niż we flagowym E-M1 II, i delikatnie większy niż w PENie-F. Przyciskiem Info zmieniamy liczbę pojawiających się informacji, ale szkoda że nie ma możliwości zmiany stylu ich wyświetlania. Obraz jest jasny, dobrze nasycony, szczegółowy i nie smuży. Firma Olympus powinna jednak popracować nad wygładzeniem czcionek.

W dolnej części korpusu, pod klapką znajdziemy akumulator, który wystarczy na zrobienie około 350 zdjęć i slot kart pamięci SD z wsparciem UHS-II. Dobrze, że teraz wskaźnik ma 4 stopnie, dzięki czemu łatwiej ocenić poziom naładowania baterii. Szkoda, że nadal nie dostaliśmy wskaźnika procentowego.

Aparat, mimo małych rozmiarów i niezbyt dużego gripa naprawdę dobrze leży w niewielkich dłoniach. Palce trafiają od razu na swoje miejsce, przez co chwyt jest pewny. Wszystkie tarcze pracują z odpowiednim oporem, przyciski mają dobry skok i są wyczuwalne pod palcami. Mimo zastosowanego tworzywa, naprawdę ciężko znaleźć słabe elementy konstrukcji, prócz wspomnianego ekranu, który trochę odstaje od korpusu.

Obsługa

W porównaniu do poprzedników, obsługa została uproszczona. Olympus, pozycjonuje aparat nieco niżej, co według mnie nie jest do końca złym zabiegiem. Nie da się ukryć, że możliwości personalizacji np. E-M1 Mark II są ogromne, ale odszukanie niektórych funkcji czasem bywa utrudnione. Ja co prawda po wielu latach obcowania z tym sprzętem, przyzwyczaiłem się, ale totalny amator może mieć z tym problem.

Z drugiej strony patrząc, fotograf korzystający wcześniej z modelu E-M10 pierwszej generacji, może poczuć się zawiedziony. Wszystko zależy od punktu widzenia.

Co ważne jednak, na korpusie nadal mamy naprawdę dużo elementów sterujących — dwa koła nastaw bardzo przydają się podczas zmiany parametrów w trybie M. Nie zabrakło dwóch programowalnych przycisków, do których możemy dodać jedną z wielu funkcji. Szkoda jednak, że nie ma możliwości wywołania konkretnego punktu AF, co często wykorzystuję w moim PENie-F. W E-M10 III nie zaprogramujemy również przycisków na nawigatorze — nadrukowane funkcje są przypisane na stałe, choć ciężko traktować to jako wadę w podstawowym korpusie.

Tak, jak wspomniałem — obsługa została przeprojektowana w porównaniu do pozostałych aparatów w systemie. Teraz większość funkcji specjalnych, takich jak cicha migawka, HDR, Live Composite i innych, włączamy z poziomu trybu AP, wybierając odpowiednią funkcję poprzez wciśnięcie dedykowanego przycisku przy włączniku. W pozostałych modelach np. cicha migawka umieszczona jest jako kolejna opcja w wyborze napędu, natomiast Live Time i Live Composite znajdziemy obracając koło czasu naświetlania za wartość 60 s.

Teraz, te dodatkowe funkcje rzeczywiście łatwiej odnaleźć i aktywować, choć tryby Live możemy włączać na dwa sposoby — zarówno z nowego menu, jak i w opisany wcześniej sposób. Z drugiej strony, funkcjonalność niektórych opcji została ograniczona — tryb cichy działa tylko w trybie automatycznym. Z kolei tryb HDR wygeneruje jedynie wynikowy plik JPG, bez obrazów źródłowych. Z punktu widzenia fotografa — szkoda. Choć dla kogoś, kto dopiero rozpoczyna przygodę z fotografią, raczej nie będzie miało to większego znaczenia.

Menu również zostało przeprojektowane w stosunku do poprzednika, choć tu znajdziemy więcej nawiązań do profesjonalnego E-M1 II. Najczęściej używane opcje ułożone są w 5 zakładkach — fotografowania, filmowania, odtwarzania i ustawień. Natomiast głębszych zmian możemy dokonać w zakładce menu własnego, gdzie poszczególne opcje zostały przyporządkowane literom od A do I, a do każdej z liter przypisany jest konkretny dział. To wygodniejsze niż w poprzedniku.

Prócz tego, możemy uruchomić menu podręczne w formie dwóch belek ułożonych na prawej i dolnej części ekranu. Na pionowej wybieramy konkretne funkcje, a na poprzecznej — ich wartości. To według mnie najwygodniejsze menu podręczne, bo jest czytelne, ale jednocześnie nie zasłania dużej części kadru.

Będąc w którymś z trybów PASM, po wciśnięciu przycisku zmiany scen, aktywuje się inny wygląd menu podręcznego — w formie kafelków. Poszczególne opcje możemy wybierać przy pomocy dotyku, ale zmiany wartości dokonujemy już przyciskami i kołami nastaw.

Zmieniono również układ menu scen, z których korzysta wielu amatorów. Teraz rozpisane są bardziej przejrzyście i rzeczywiście sprawdzają się dobrze. Co prawda rzadko sprawdzam te funkcje, bo na co dzień korzystam tylko z trybów PASM, ale w związku z tym, że to aparat dla początkujących, sprawdziłem ich działanie.

Tak, jak wspomniałem — E-M10 III wyposażony jest w funkcję dotyku, choć szkoda że wciąż bez obsługi multitouch. Powiększanie zdjęć nadal jest wygodniejsze przy pomocy koła nastaw, bo nie ma możliwości powiększania ich rozciągając palcami na ekranie. Myślę, że w 2017 roku powinien być to standard.

Podsumowując, E-M10 III jest naprawdę wygodny w obsłudze. Ergonomia została dobrze zaprojektowana — dobrze leży w dłoni, a zmiana kolejnych funkcji nie przysparza trudności. Patrząc z punktu widzenia amatora, na pewno doceni wygodną obsługę i łatwy dostęp do interesujących funkcji. Z kolei bardziej zaawansowani fotografowie mogą poczuć niedosyt, więc im poleciłbym wybór wyższego modelu.

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy bezlusterkowców

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Wideotest nowych akcesoriów firmy Peak Design, która uzbierała już ponad 15 mln dolarów na Kickstarterze Zabrałem Fujifilm X-E3 w podróż po Europie. Mój subiektywny i praktyczny test Peak Design Everyday Sling – torba fotograficzna, którą nosisz tak, jak lubisz Olympus M.Zuiko Digital ED 12-100 mm f/4 IS PRO to mistrz! Test uniwersalnego obiektywu Instax Share SQ SP-3 - drukuje natychmiastowo w kwadracie i daje mnóstwo frajdy Sprawdziłem MeFoto Backpacker - tani, lekki i praktyczny statyw dla podróżników Quadralite A1 - recenzja małej lampy o dużych możliwościach Olympus M. Zuiko Digital 45 mm f/1.2 PRO - moje pierwsze zdjęcia przykładowe + wideo Canon EOS 6D Mark II - test następcy popopularnej pełnoklatkowej lustrzanki Loupedeck – zostań DJ-em w świecie fotografii. Test kontrolera do Lightrooma Adobe Lightroom CC i Classic - recenzja nowych programów do obróbki zdjęć Sony FE 24-105 mm f/4 G OSS - nasze zdjęcia przykładowe Sony A7R III - wszystko, co o nim wiemy. Pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe Feiyu Tech A2000 - wideotest nowego gimbala z dalekiego wschodu Fujifilm X-E3 - nasze pierwsze zdjęcia przykładowe Sony A9 - test bezlusterkowca, który ma być zabójcą lustrzanek Subiektywnie o Leica M Monochrom Typ 246 Czy Nikon D850 to rzeczywiście lustrzanka kompletna? Sprawdzamy w praktyce [test + wideo] Canon 6D Mark II zbadany przez DxO. Nie jest aż tak źle, jak myśleliśmy Samsung Galaxy S8+: praktyczny, fotograficzny test aparatu w podróży Nikon D7500 - przepustka do poważnej fotografii czy drogi gadżet? [test] Fujifilm X-E3 - bezlusterkowiec dla zaawansowanych amatorów w naszych rękach Nikon D850 to najbardziej kompletna lustrzanka na rynku. Nasze pierwsze wrażenia z premiery DJI Mavic Pro - mały, zwinny, ale nie bez wad [recenzja]