Sony A7R III - król bezlusterkowców [test]

Ten artykuł ma 6 stron:

Budowa, wykonanie i ergonomia

Ulepszony korpus ze świetną ergonomią, większym gripem i kartami UHS-II

Przy rozmiarach 126.9 x 95.7 x 73.7 mm i wadze 657 gramów, aparat Sony A7R III ma praktycznie taką samą wielkość, co jego poprzednik. Magnezowy, uszczelniany korpus ma nieco powiększony grip, który mieści większy akumulator z modelu A9. Dzięki temu wyraźnie pewniej leży w dłoniach, ale też potrafi wykonać do 650 zdjęć na jednym ładowaniu. W gripie znajdziemy również komorę z gniazdem kart pamięci SD: SDHC UHS-II i SDHC UHS. Obok ulokowano dźwignię do otwierania pokrywy komory tych portów. U góry jest gorąca stopka do podłączenia np. lampy błyskowej.

Nowy bezlusterkowiec ma też dwa porty USB  -  jeden klasyczny, USB 2.0 i drugi USB-C, czyli USB-3.1. Pierwszy umożliwia zdalne sterowanie, tymczasem drugi daje możliwość tetheringu i ładowania aparatu. Z obu można korzystać jednocześnie, co umożliwia bardzo szybkie zgrywanie materiałów przez wydajny port USB-C przy jednoczesnym ładowaniu z komputera.

Naprawdę trudno narzekać na jakość wykonania aparatu. To sprzęt z najwyższej półki, który nie odbiega od profesjonalnych korpusów Canona czy Nikona.

Odmieniona ergonomia sprawia, że fotografowanie to przyjemność

Wiele zmian można dostrzec w ergonomii aparatu. Wprawdzie góra pozostała bez zmian, to z tyłu mamy nowy aparat. Przede wszystkim dodano znany z Sony A9 joystick do wybierania punktów AF. Chwaliłem go w A9, pochwalę i w A7R III. Joystick to kapitalne usprawnienie i krok naprzód w kwestii ergonomii. Ulokowano go w odpowiednim miejscu — jest tuż pod kciukiem, dzięki czemu ustawianie punktów AF to przyjemność. Joystick działa precyzyjnie, z dużą kulturą, ma też przyjemny skok. Dobrze sprawdza się w scenach, gdy potrzebujemy samemu ustawiać punkt ostrzenia. Można go bez problemu wyczuć kciukiem bez patrzenia i odrywania wzroku od wizjera.

Zobacz również: Canon 7D Mark II - test

To nie koniec nowości. Przyciski mają nieco inny kształt, niektóre też inne ułożenie. Przycisk funkcyjny "C3", który może posłużyć np. do nadawania ocen wykonanym zdjęciom, jest teraz ulokowany z tyłu, w górnym rogu, obok przycisku "Menu". Po przeciwnej stronie znajdziemy przycisk "AF-On”, który jednak jest nieco zbyt płaski i trudno go wyczuć bez patrzenia. Zmieniono też wielkość i miejsce przycisku do sterowania nagrywaniem wideo, co zdecydowanie ułatwia pracę z filmami. Tylna tarcza jest większa i razem z joystickiem oraz przyciskiem Fn jest nieco wysunięta do góry, odstaje od ścianki, ma pewniejszy klik, dzięki czemu jest też bardziej precyzyjna.

Mam wrażenie, że wszystkie elementy sterujące pracują nieco lepiej, niż w A7R II — mają specyficzną haptykę (wciskając mamy pewność, że przycisk zadziała, że został rzeczywiście wciśnięty), jak w modelu A9, co należy zdecydowanie policzyć na plus. Jest to odczuwalne w szczególność na tylnej tarczy przy wciskaniu, która jest bardziej precyzyjna i przystępna.

Podobnie, jak w innych bezlusterkowcach serii Sony A7, aparat ma dwie tarcze: do ustawiania czasu naświetlania i wartości przysłony. Jedna znajduje się z tyłu, obok tarczy ekspozycji, a drugi z przodu pod spustem migawki. Na górnej części aparatu nie zabrakło też dużej, czytelnej tarczy do zmiany trybów P, A, S, M, AUTO, S&Q, wideo i trzech trybów własnych.

Projektanci japońskiej firmy zrobili kawał dobrej roboty, a trzecia wersja aparatu Sony A7R III w końcu jest aparatem, który nie ma czego się wstydzić w kwestii obsługi.

Ekran i wizjer wzięte z flagowca

Zarówno ekran, jak i wizjer to dwie następne nowości w A7R III. Oba elementy pochodzą z flagowca Sony A9.

Wizjer elektroniczny OLED Tru-Finder ma rozdzielczość ok. 3,686 mln punktów (poprzednik: 2,36 mln punktów), wysoki kontrast, jasność i powiększenie 0,78x. Praktycznie nie widać w nim smużenia, a odświeżanie jest bardzo skuteczne. Nie zauważyłem również efektu blackout. Poprawiono też opóźnienie przy przełączaniu pomiędzy wizjerem, a ekranem lub odwrotnie. W A7R III tego problemu nie doświadczymy.

Z tyłu wyróżnia się 3-calowy, dotykowy i odchylany ekran LCD o rozdzielczości 1,44 mln punktów. To postęp w porównaniu do poprzednika, który nie miał funkcji dotyku i oferował gorszą rozdzielczość 1 228 800 punktów. Z drugiej strony konkurencyjne lustrzanki oferują nieco lepsze parametry — większe ekrany o większej rozdzielczości, jasności i przejrzystości. Można mieć także uwagi do mocno ograniczonej użyteczności funkcji dotyku, która umożliwia jedynie wybór punktu AF czy przybliżanie i oglądanie wykonanych zdjęć. Nie możemy sterować skróconym czy normalnym menu, co jest standardem u konkurencji. Szkoda.

Wyświetlacz w Sony A7R III jest odchylany w górę i w dół. Po odchyleniu wyłączany jest czujnik oka, co sprawia, że możemy swobodnie fotografować bez obaw, że wyświetlacz zgaśnie, gdy aparat jest blisko naszego ciała czy innego obiektu.

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy bezlusterkowców

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Olympus E-PL1 - TEST część 2 Nikon ED Nikkor AF-S 35 mm f/1,8G - zdjęcia testowe Canon EOS 760D - bardzo dobry, ale nie celujący [test] Olympus OM-D E-M10 Mark II - dobry krok naprzód [test] Trzydziestka piątka kontra trzydziestka piątka czyli Sony A7 + Sony Zeiss Sonnar T* FE 35 mm f/2,8 ZA i Canon FD 35 mm f/2,8 Olympus OM-D E-M1 Mark II - najszybszy na rynku [test] Funkcja ePrint - ulepszony współczesny faks dla fotografów [test] Fujifilm Instax Share SP-1 - kieszonkowa drukarka do fotografii natychmiastowej [test] Canon EOS M3 - zdjęcia przykładowe Tanie drukowanie zdjęć z Epson L800 - wrażenia z użytkowania WD My Cloud EX2 Ultra - bezpieczne dane w domowej chmurze [recenzja] Leica M Edition 60 - pierwsze wrażenia

Popularne w tym tygodniu:

Nikon Z50 – czego musi nauczyć się młodszy brat Z6 i Z7? [test]