Ania Kłosek: ”Mam naturę nomada, który musi się przemieszczać w poszukiwaniu nowych pastwisk”

Ania Kłosek przemierza ulice świata w poszukiwaniu nowych kadrów - codziennych sytuacji i tych niezwykłych. Miałem okazję zamienić z nią kilka słów na temat jej twórczości oraz charakterystycznego podejścia do fotografowania.

Marcin Watemborski: Co sprawiło, że zaczęłaś fotografować?

Ania Kłosek: Zaczęłam fotografować kilkanaście lat temu. Zanim to się jednak zaczęło, odbyłam kilka podróży, bez których być może moja fotografia byłaby zupełnie inna, albo też nie byłoby jej w ogóle.
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com

Marcin Watemborski: Co sprawiło, że zaczęłaś fotografować?

Ania Kłosek: Zaczęłam fotografować kilkanaście lat temu. Zanim to się jednak zaczęło, odbyłam kilka podróży, bez których być może moja fotografia byłaby zupełnie inna, albo też nie byłoby jej w ogóle.

Uprawiasz fotografię dokumentalną, uliczną. Co w tym widzisz?

Nie chcę się zamykać w schematach i definicjach. Jest dla mnie marginalną kwestią czy to, co robię jest fotografią uliczną, dokumentalną, obiema na raz, a może żadną z nich. Ja lubię o niej myśleć, jako o obrazach z życia. 

Fotografuję wszystko to, co jest dla mnie w jakiś sposób ciekawe i to jest jedyne moje kryterium. Język i próby definiowania zawsze stawiają ograniczenia, a obraz oddziałuje na wielu płaszczyznach, także niewerbalnych, dlatego nie widzę potrzeby, by go ubierać w pojęcia, lub określenia.

Moje fotografowanie zrodziło się z pasji do malarstwa, z przyjemności poznawania nowego i z przemożnej siły, która gna mnie z miejsca na miejsce i nie pozwala bytować w jednym. Mam naturę nomada, który musi się przemieszczać w poszukiwaniu nowych pastwisk. Z wyczekiwaniem wyglądam kolejnych miejsc, nowych ludzi i następnych podróży.
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com

Uprawiasz fotografię dokumentalną, uliczną. Co w tym widzisz?

Nie chcę się zamykać w schematach i definicjach. Jest dla mnie marginalną kwestią czy to, co robię jest fotografią uliczną, dokumentalną, obiema na raz, a może żadną z nich. Ja lubię o niej myśleć, jako o obrazach z życia.

Fotografuję wszystko to, co jest dla mnie w jakiś sposób ciekawe i to jest jedyne moje kryterium. Język i próby definiowania zawsze stawiają ograniczenia, a obraz oddziałuje na wielu płaszczyznach, także niewerbalnych, dlatego nie widzę potrzeby, by go ubierać w pojęcia, lub określenia.

Moje fotografowanie zrodziło się z pasji do malarstwa, z przyjemności poznawania nowego i z przemożnej siły, która gna mnie z miejsca na miejsce i nie pozwala bytować w jednym. Mam naturę nomada, który musi się przemieszczać w poszukiwaniu nowych pastwisk. Z wyczekiwaniem wyglądam kolejnych miejsc, nowych ludzi i następnych podróży.

Co miało wpływ na twoje fotograficzne oko?

Po wielokrotnym odwiedzeniu National Gallery w Londynie i zapamiętaniu chyba większości eksponowanych tam dzieł, a przynajmniej tych, które mi się podobały, postanowiłam odwiedzić najważniejsze galerie malarstwa w Europie i na własne oczy zobaczyć obrazy, które znałam z książek. 

Moim marzeniem było stanąć naprzeciw tych dzieł i chłonąc każdy ich detal, delektować się ich widokiem i zapamiętać chwile, w których to się dzieje. 

To było cudowne doświadczenie. W euforii odwiedzałam te muzea, napełniając głowę kolejnymi obrazami. Ekspresjonizmem, impresjonizmem, kubizmem, malarstwem renesansowym, sakralnym - wszystkie to wirowało mi w głowie. 

Po drodze, gdzieś między tymi podróżami i przesiadkami, pojawiła się w moich rękach pierwsza lustrzanka, która dawała upust temu miksowi wrażeń i obrazów przechodzących mi wówczas przez głowę. 

Ta trwająca kilka lat malarska podróż podarowała mi fotografię. Ciągle zmieniające się miasta, nowe bodźce, kolory, zapachy, ludzie, energia… Nie sposób było tego wszystkiego nie odbierać i nie chłonąć. 

Pożerałam te bonusy płynące z fascynacji malarstwem. Tysiące obrazów, które przetwarzały się przeze mnie materializują się teraz w jakiś sposób w tym, co zauważam na ulicy. Te obrazy gdzieś we mnie zostały, zakopane w zakamarkach pamięci i choć większości z nich już dziś nie pamiętam, to wpływają na to, w jaki sposób fotografuję i jak patrzę na fotografię.
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com

Co miało wpływ na twoje fotograficzne oko?

Po wielokrotnym odwiedzeniu National Gallery w Londynie i zapamiętaniu chyba większości eksponowanych tam dzieł, a przynajmniej tych, które mi się podobały, postanowiłam odwiedzić najważniejsze galerie malarstwa w Europie i na własne oczy zobaczyć obrazy, które znałam z książek.

Moim marzeniem było stanąć naprzeciw tych dzieł i chłonąc każdy ich detal, delektować się ich widokiem i zapamiętać chwile, w których to się dzieje.

To było cudowne doświadczenie. W euforii odwiedzałam te muzea, napełniając głowę kolejnymi obrazami. Ekspresjonizmem, impresjonizmem, kubizmem, malarstwem renesansowym, sakralnym - wszystkie to wirowało mi w głowie.

Po drodze, gdzieś między tymi podróżami i przesiadkami, pojawiła się w moich rękach pierwsza lustrzanka, która dawała upust temu miksowi wrażeń i obrazów przechodzących mi wówczas przez głowę.

Ta trwająca kilka lat malarska podróż podarowała mi fotografię. Ciągle zmieniające się miasta, nowe bodźce, kolory, zapachy, ludzie, energia… Nie sposób było tego wszystkiego nie odbierać i nie chłonąć.

Pożerałam te bonusy płynące z fascynacji malarstwem. Tysiące obrazów, które przetwarzały się przeze mnie materializują się teraz w jakiś sposób w tym, co zauważam na ulicy. Te obrazy gdzieś we mnie zostały, zakopane w zakamarkach pamięci i choć większości z nich już dziś nie pamiętam, to wpływają na to, w jaki sposób fotografuję i jak patrzę na fotografię.

Czym jest dla ciebie fotografia? Co ci daje?

Fotografując we Lwowie, gdzie uwielbiam być i spędzam tam tak dużo czasu, jak tylko mogę, ”z ulicy” nagle znajduję się mieszkaniu, którego dekoracje ścienne zapewne pamiętają wczesnego Breżniewa. Piję kawę u lwowskiego batiara, gdzie odrzucenie propozycji wychylenia ”100 gram” nawet nie jest dyskutowane, a który z cygarniczki, spod papierosów wyciąga przedwojenny obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej. 

Za chwilę oglądam największe prywatne zbiory lwowskiej przedwojennej fotografii i polskiej pocztówki, jakie są na Ukrainie, a być może nawet w Polsce. Innego dnia siadam naprzeciw biskupa lwowskiego w pierwszym dniu jego urzędowania w Pałacu Arcybiskupów Łacińskich albo jem w ciemnej i zimnej piwnicy placek ziemniaczany, usmażony przez jednego z największych ukraińskich artystów. 

Wszędzie tam doprowadza mnie przypadek i aparat w ręku. Bez pretekstu, jaki daje aparat fotograficzny, zapewne nigdy bym tam się nie znalazła. I to mi się w fotografii bardzo podoba.
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com

Czym jest dla ciebie fotografia? Co ci daje?

Fotografując we Lwowie, gdzie uwielbiam być i spędzam tam tak dużo czasu, jak tylko mogę, ”z ulicy” nagle znajduję się mieszkaniu, którego dekoracje ścienne zapewne pamiętają wczesnego Breżniewa. Piję kawę u lwowskiego batiara, gdzie odrzucenie propozycji wychylenia ”100 gram” nawet nie jest dyskutowane, a który z cygarniczki, spod papierosów wyciąga przedwojenny obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej.

Za chwilę oglądam największe prywatne zbiory lwowskiej przedwojennej fotografii i polskiej pocztówki, jakie są na Ukrainie, a być może nawet w Polsce. Innego dnia siadam naprzeciw biskupa lwowskiego w pierwszym dniu jego urzędowania w Pałacu Arcybiskupów Łacińskich albo jem w ciemnej i zimnej piwnicy placek ziemniaczany, usmażony przez jednego z największych ukraińskich artystów.

Wszędzie tam doprowadza mnie przypadek i aparat w ręku. Bez pretekstu, jaki daje aparat fotograficzny, zapewne nigdy bym tam się nie znalazła. I to mi się w fotografii bardzo podoba.

Czym ”grozi” fotografowanie?

Fotografowanie niesie ze sobą doświadczenie poznania drugiego człowieka i wzbogaca nas o to, co pozwalamy sobie z tych spotkań wynieść. Sama fotografia jest cudownym narzędziem do obcowania z ludźmi, jest biletem w pierwszym rzędzie. Jeśli tylko pozwolimy - będzie otwierać przed nami drzwi i ludzkie serca.

Podczas dłuższych przerw, kiedy nie fotografuję, tak jak teraz zimą, czuję, jak zaczyna mi tego brakować. Czuję, jak rośnie ciśnienie, które można zbić tylko łapiąc za aparat i rzucając się w wir miasta. To kilka godzin biegania, wzmożonej uwagi i koncentracji, a jednak relaksuje i odpręża.
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com

Czym ”grozi” fotografowanie?

Fotografowanie niesie ze sobą doświadczenie poznania drugiego człowieka i wzbogaca nas o to, co pozwalamy sobie z tych spotkań wynieść. Sama fotografia jest cudownym narzędziem do obcowania z ludźmi, jest biletem w pierwszym rzędzie. Jeśli tylko pozwolimy - będzie otwierać przed nami drzwi i ludzkie serca.

Podczas dłuższych przerw, kiedy nie fotografuję, tak jak teraz zimą, czuję, jak zaczyna mi tego brakować. Czuję, jak rośnie ciśnienie, które można zbić tylko łapiąc za aparat i rzucając się w wir miasta. To kilka godzin biegania, wzmożonej uwagi i koncentracji, a jednak relaksuje i odpręża.

Jak wygląda twój proces twórczy?

Nie tworzę gotowych obrazów w głowie. Nie wymyślam zdjęć, zanim ich nie dostrzegę. Podążam za rytmem miasta i chwytam, co przynosi, a obserwując otoczenie można przewidzieć pewne sytuacje i być na nie przygotowanym. 

Czasem fotografuję subtelnie, czasem bardziej ostentacyjnie. Czasem zrobię jedno bądź dwa ujęcia, a czasem fotografuje aż mi się temat skończy. Nie ma w tym żadnej prawidłowości. Każda scena jest inna i wymaga indywidualnego podejścia. Czasem można fotografować do oporu, a czasem lepiej szybciej się ulotnić, aby nie dostać czego się nie chce.
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com

Jak wygląda twój proces twórczy?

Nie tworzę gotowych obrazów w głowie. Nie wymyślam zdjęć, zanim ich nie dostrzegę. Podążam za rytmem miasta i chwytam, co przynosi, a obserwując otoczenie można przewidzieć pewne sytuacje i być na nie przygotowanym.

Czasem fotografuję subtelnie, czasem bardziej ostentacyjnie. Czasem zrobię jedno bądź dwa ujęcia, a czasem fotografuje aż mi się temat skończy. Nie ma w tym żadnej prawidłowości. Każda scena jest inna i wymaga indywidualnego podejścia. Czasem można fotografować do oporu, a czasem lepiej szybciej się ulotnić, aby nie dostać czego się nie chce.

Zobacz również: Cytaty fotografów, które warto znać

Jaki jest przepis na udaną fotografię?

Lubię kiedy zdjęcie jest harmonią, kiedy jest zbalansowane między swoją  formą i treścią. Wyważony miks tych dwóch to najlepszy przepis na zdjęcie.

Poszukuję obrazów w zatłoczonych przestrzeniach, w chaosie. W takich sytuacjach odnajduję się najlepiej i wycinam z nich te małe fragmenty. Przyciągają mnie nieoczywistości, absurdalne sceny, rozgrywające się pomiędzy ludźmi, ale fotografuję też zwyczajność, która nas otacza.
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com

Jaki jest przepis na udaną fotografię?

Lubię kiedy zdjęcie jest harmonią, kiedy jest zbalansowane między swoją  formą i treścią. Wyważony miks tych dwóch to najlepszy przepis na zdjęcie.

Poszukuję obrazów w zatłoczonych przestrzeniach, w chaosie. W takich sytuacjach odnajduję się najlepiej i wycinam z nich te małe fragmenty. Przyciągają mnie nieoczywistości, absurdalne sceny, rozgrywające się pomiędzy ludźmi, ale fotografuję też zwyczajność, która nas otacza.

Jak, według ciebie, najlepiej robić takie zdjęcia?

Najprościej wtopić się w tłum i pozostaje się niezauważonym, w szczególności, jeśli fotografuje się małym bezlusterkowcem. Jesteśmy w takim pędzie, że nie widzimy tego, co wokół nas i często fotograf pozostanie niedostrzeżony.
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com

Jak, według ciebie, najlepiej robić takie zdjęcia?

Najprościej wtopić się w tłum i pozostaje się niezauważonym, w szczególności, jeśli fotografuje się małym bezlusterkowcem. Jesteśmy w takim pędzie, że nie widzimy tego, co wokół nas i często fotograf pozostanie niedostrzeżony.

Jeśli już o sprzęcie, to czym fotografujesz?

Na razie opieram się pokusie przejścia na coś małego i cichego, i ciągle jeszcze podrywam ptaki do lotu klapiącym lustrem niemałej lustrzanki. Najczęściej fotografuję obiektywem 35 mm. Nie lubię ciągnąć ze sobą niezliczonego sprzętu.

Jeśli potrzebuję większej elastyczności, korzystam z 24-105 mm. Daje on dużą swobodę.
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com

Jeśli już o sprzęcie, to czym fotografujesz?

Na razie opieram się pokusie przejścia na coś małego i cichego, i ciągle jeszcze podrywam ptaki do lotu klapiącym lustrem niemałej lustrzanki. Najczęściej fotografuję obiektywem 35 mm. Nie lubię ciągnąć ze sobą niezliczonego sprzętu.

Jeśli potrzebuję większej elastyczności, korzystam z 24-105 mm. Daje on dużą swobodę.

Zdjęcia wykorzystane za zgodą autorki.
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com

Zdjęcia wykorzystane za zgodą autorki.

© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com
© Ania Kłosek / www.aniaklosek.com
Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Inspiracje:

800-letni kościół na tle wschodzącego Księżyca wygląda bajecznie Najlepsze zdjęcia humbaków, jakie widzieliśmy. To czysta sztuka Nie uwierzysz, że to widać z Ziemi. Oto najlepsze zdjęcia Drogi Mlecznej Mathieu Stern chciał mieć unikatowy obiektyw, wydrukował go na drukarce 3D Techno i dragi, czyli jak wyglądają ludzie po wyjściu z najsłynniejszego klubu w Berlinie "Śniadaniowe" portrety muzycznych gwiazd Sander Meisner - łowca geometrii w miejskich krajobrazach Fotograficzny prezent mamy dla córki: 5-latka w rolach słynnych kobiet Czarnogóra 4x4 - 4 minuty w 4K „Nie można być tylko fotografem – musisz dowiedzieć się, kim jesteś”. Te słowa widać w zdjęciach Kilimanjaro Błażejewskiego 365 portretów w 365 dni. Projekt fotograficzny Tomasza Janusza Szeremety Sztuka fotografowania uśmiechniętych niemowlaków

Popularne w tym tygodniu:

Kosmiczna gigapanorama Drogi Mlecznej to zasługa Polaka Zrobił jej zdjęcia, gdy karmiła piersią. Oburzona kobieta zbiera teraz podpisy Tak się kręci filmy na weselach! Ten przelot dronem to jedno ujęcie Kruk biorący kąpiel mrówkową. Taki widok zdarza się ekstremalnie rzadko Cztery oberwania chmury na jednym zdjęciu. Wyglądają jak mistyczne drzewo Wyjątkowe zdjęcia ślubne z psami w rolach głównych Jak wyglądało zaćmienie Słońca z kosmosu? Widać to na zachwycającym filmie Dziwne fale z gałęzi sfotografowane w niemieckim lesie. Skąd się tam wzięły? Gdy usłyszysz ten dźwięk, lepiej uciekaj. Oto, jak brzmi gorejąca lawa Genialne zdjęcie zaćmienia Słońca. Fotograf zrobił je dokładnie tak, jak zaplanował Orki pokazały piękne zachowanie. Udało się uchwycić je z drona Tajemnicza kolekcja w Grodzisku Mazowieckim. Dzisiaj niszczeje zapomniana przez świat