Mały aparat o dużych możliwościach - Panasonic Lumix DC-GX9 [recenzja]

Panasonic Lumix GX9 oferuje nam spore możliwości, zarówno podczas fotografowania, jak i filmowania. Oto pierwsze wrażenia z użytkowania tego małego aparatu.

Pierwsze, co rzuca się w oczy kiedy patrzę na Panasonica Lumix GX9, to jego kompaktowy korpus. (124 mm x 72.1 mm x 46.8 mm, 450 g). Niewielki aparat swoim wyglądem przypomina nieco klasyczne aparaty dalmierzowe, czyli według mnie, nie należy do najładniejszych, ale nie oceniajmy książki po okładce. Obudowa jest solidna i dość dobrze leży w ręce.

Panasonic Lumix GX9 trafił do mnie na kilka dni i mogłam zobaczyć, jak sprawdza się w praktyce. Duży wybór programów tematycznych (naprawdę bardzo duży) nasuwa mi od razu na myśl grupę docelową, w jaką celuje producent. W trybie automatycznym mamy możliwość wyboru z ponad 20 różnych programów scenicznych. Aparat oferuje równie dużo różnych filtrów – kilka czarno-białych, hi i low key, oraz wymyślne, barwne filtry. Nieco zdezorientowana tym faktem, szybko przełączyłam na tryb manualny i zabrałam się za testowanie.

Pomimo małych rozmiarów, na górnym panelu, poza pokrętłami nastaw, znalazło się miejsce na wbudowaną lampę błyskową, której nie było w poprzednim modelu – Panasonic Lumix GX8. Oczywiście nie wykorzystałam jej ani razu, bo kto używa wbudowanych lamp?

Z lewej strony aparatu znajduje się elektroniczny wizjer, który możemy uchylać o 90 stopni. 2760 tys. punktów pozwala na wyraźne obserwowanie tego, co dzieje się przed obiektywem. Charakterystyczna dla tej serii możliwość uchylenia wizjera do góry, wydaje się być niepotrzebnym bajerem, jednak muszę przyznać, że okazała się całkiem wygodnym rozwiązaniem. Obawiam się jednak o trwałość tej konstrukcji. Sam wizjer nieco wystaje poza bryłę aparatu, co też może być uciążliwe.

Na 3-calowym, dotykowym wyświetlaczu możemy, podczas patrzenia w wizjer, wybierać aktywne pola autofokusa. To rozwiązanie może być naprawdę wygodne, jeśli tylko nie ma się dominującego lewego oka (jak ja) i nie zmienia tych pół nosem! Sam ekran jest jedynie uchylany, a nie tak jak w poprzednim modelu – obrotowy. Duży minus.

Na tylnej ścianie, poza przyciskami nawigującymi i funkcyjnymi, znajdziemy jeszcze jedno, programowalne pokrętło, którym możemy sterować parametrami. Pokrętło jest dosyć małe i kilka razy zdarzyło mi się ustawić kciuk nie tam gdzie trzeba i przekręcałam pokrętło odpowiedzialne za ekspozycję.

Zobacz również: Sony A99 - test

Sercem aparatu jest matryca Mikro Cztery Trzecie o rozdzielczości 20,3 miliona pikseli, która pozbawiona jest filtra dolnoprzepustowego. Matryca wyposażona jest w 5-osiową stabilizację, która sprawdza się naprawdę dobrze. 49-punktowy autofokus, oparty o technikę detekcji kontrastu i technikę DFD jest bardzo szybki. Ostrość ustawiana jest niemal natychmiast. Aparat oferuje również funkcję wykrywania twarzy, jednak w moim przypadku nie sprawdziła się ona najlepiej – aparat, co prawda, bardzo szybko ustawia ostrość, jednak nie zawsze dokładnie.

Mówiąc o szybkości warto wspomnieć o tym, że aparat może zapisać do 9 kl./s w serii – to naprawdę dużo, jak na aparat tej klasy. Specjalny tryb 4K Photo pozwoli nam zwiększyć liczbę klatek na sekundę do 30, zmniejszając jednak rozdzielczość zdjęć do 8 megapikseli.

Aparat nagrywa filmy w standardzie 4K, w rozdzielczości 3840×2160 z szybkością 30p/25p (50 Hz) lub 24p w formacie MP4. Niewiele jednak mogę powiedzieć na temat filmów w praktyce, bo nie jest to mój konik.

Uchwyt w Panasoniku GX9 został zdecydowanie zmniejszony w stosunku do poprzedniego modelu. Nie daje już tak pewnego chwytu, ale pozwoliło to znacznie ograniczyć gabaryty aparatu.

Bateria niestety pozostawia wiele do życzenia. Przy intensywnej pracy wyraźnie się grzeje i nie wystarcza na zbyt długo. Trudno zresztą tego od niej wymagać — aby zmieściła się do aparatu musi być niewielka, a bezlusterkowce znane są z tego, że są energożerne. Warto już na wstępie wyposażyć się w drugi akumulator.

Kolejną konsekwencją zmniejszenia korpusu jest brak uszczelnień w GX9, które jego poprzednik posiadał. Szkoda, bo ogranicza to możliwość korzystania z aparatu w każdej sytuacji, a to mogłyby sugerować jego małe rozmiary.

Panasonic Lumix GX9 to naprawdę sprytny i zdolny aparat. Odnoszę jednak wrażenie, że producent za bardzo chciał zmniejszyć jego rozmiary i zamiast na tym zyskać, nieco na tym traci. Naprawdę duże możliwości i nowoczesne rozwiązania zamknięte zostały w nieco nieporadnej obudowie.

Świetnie sprawdzi się dla osób, które zawsze chcą mieć aparat przy sobie, zwłaszcza w połączeniu z małymi stałkami z systemu Mikro Cztery Trzecie. Jego niepozorny wygląd i ukryte w środku spore możliwości mogą też przypaść do gustu zwolennikom fotografii ulicznej.

Aparat kosztuje ponad 3,5 tysiąca złotych. Biorąc pod uwagę to, że wyposażony jest w naprawdę świeże technologie, cena wydaje się być sensowna.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Samyang AF 14 mm f/2.8 FE - ultraszeroko, jasno i w przystępnej cenie [recenzja] Ściągamy lampę z sanek, czyli studio na lampach systemowych [poradnik cz. II] Tamron SP 70-200 mm f/2.8 Di VC USD z Canonem w tle [test] Test Fotoksiążki od Saal Digital Olympus OM-D E-M10 Mark III - test nowego bezlusterkowca dla amatorów Canon EOS 5D Mark IV - test trybu filmowego Fuji X100S - S jak solidnie, szybko i świetnie [test] Olympus OM-D E-M5 Mark II – dojrzały rozwój w dobrym stylu [test] 3 w 1, czyli Olloclip - poręczny obiektyw do smartfonów [test] Panasonic Lumix GX1 - pierwsze zdjęcia tajemniczego bezlusterkowca z wyższej półki Leica M - pierwsze wrażenia [galeria] Panasonic Lumix GX1 – najlepszy w swojej rodzinie [wideotest]

Popularne w tym tygodniu:

Canon EOS 90D: Kilka chwil z zaawansowaną lustrzanką APS-C [recenzja] Sony RX100 VII w podróży - recenzja i zdjęcia przykładowe