Sylwetki naszych czytelników: Kacper Marzoch

Kacper Marzoch zajmuje się głównie fotografią przyrodniczą. Góry i dzikie zwierzęta to motywy, które najczęściej występują na jego zdjęciach. Mieszka na Mazowszu, ale ciągle jest w ruchu. Postanowił podzielić się z wami swoimi zdjęciami, a ja zamieniłam z nim kilka słów.

Monika Homan: Jak często bywasz w górach? Żeby do nich dotrzeć, kawałek musisz przejechać. 

Kacper Marzoch: Staram się jeździć w góry przynajmniej raz w miesiącu. Nie zawsze się to udaje, wiadomo - samo życie. Natomiast w skali roku wychodzi około 10 wypadów, więc nie jest źle, biorąc pod uwagę, że mieszkam pod Warszawą.
© Kacper Marzoch / Facebook

Monika Homan: Jak często bywasz w górach? Żeby do nich dotrzeć, kawałek musisz przejechać.

Kacper Marzoch: Staram się jeździć w góry przynajmniej raz w miesiącu. Nie zawsze się to udaje, wiadomo - samo życie. Natomiast w skali roku wychodzi około 10 wypadów, więc nie jest źle, biorąc pod uwagę, że mieszkam pod Warszawą.

Dlaczego góry, a nie na przykład Mazury, do których masz bliżej? 

Parę lat temu, o ile dobrze pamiętam w Sylwestra 2015 roku, miałem taką chwilę refleksji, moment zastanowienia nad mijającym czasem. Zastanawiałem się, co ważnego i wartego zapamiętania zdarzyło się w tym kończącym się właśnie roku, co mi utkwiło w pamięci. Wyszło, że wyjazdy w góry były takimi błyszczącymi punktami - jak rajskie wyspy na morzu szarej, zwykłej codzienności. Pamiętałem każdy, bardzo szczegółowo i z detalami. Pomyślałem wtedy, że chciałbym mieć takich wspomnień jak najwięcej. Przyszło mi do głowy postanowienie noworoczne: jeździć jak najczęściej w góry - przynajmniej raz w miesiącu.

Podzieliłem się nim z żoną. Wtedy uśmiechnęła się tylko, ale w tym uśmiechu było zrozumienie. Muszę tu powiedzieć od razu: moja Ania jest wspaniałą kobietą, nigdy nie robi mi problemów i doskonale rozumie, co to znaczy mieć pasję. Pierwszy wypad 2016 roku - w Karkonosze - był już drugiego stycznia. Pamiętam, że pogoda nie rozpieszczała, było zimno, szaro i pochmurnie, ale i tak bardzo dobrze go wspominam.
© Kacper Marzoch / Facebook

Dlaczego góry, a nie na przykład Mazury, do których masz bliżej?

Parę lat temu, o ile dobrze pamiętam w Sylwestra 2015 roku, miałem taką chwilę refleksji, moment zastanowienia nad mijającym czasem. Zastanawiałem się, co ważnego i wartego zapamiętania zdarzyło się w tym kończącym się właśnie roku, co mi utkwiło w pamięci. Wyszło, że wyjazdy w góry były takimi błyszczącymi punktami - jak rajskie wyspy na morzu szarej, zwykłej codzienności. Pamiętałem każdy, bardzo szczegółowo i z detalami. Pomyślałem wtedy, że chciałbym mieć takich wspomnień jak najwięcej. Przyszło mi do głowy postanowienie noworoczne: jeździć jak najczęściej w góry - przynajmniej raz w miesiącu.

Podzieliłem się nim z żoną. Wtedy uśmiechnęła się tylko, ale w tym uśmiechu było zrozumienie. Muszę tu powiedzieć od razu: moja Ania jest wspaniałą kobietą, nigdy nie robi mi problemów i doskonale rozumie, co to znaczy mieć pasję. Pierwszy wypad 2016 roku - w Karkonosze - był już drugiego stycznia. Pamiętam, że pogoda nie rozpieszczała, było zimno, szaro i pochmurnie, ale i tak bardzo dobrze go wspominam.

Skąd bierzesz czas na wyprawy? Mi go ciągle brakuje.

Każdy podejmuje decyzje odnośnie swojego czasu. Ktoś lubi iść na mecz, kto inny biega maratony, ktoś piecze ciasta lub po prostu śpi do południa. Ja staram się tak organizować swój, żeby móc wyjechać na dwa dni w góry raz na 3-4 tygodnie. To nie jest takie trudne, jak mogłoby się wydawać. Jakiś czas temu znajomy stwierdził, że mi zazdrości tego, że mogę jeździć w góry, kiedy chcę. Powiedziałem mu wtedy, że on też może - to jest kwestia osobistych preferencji. Rzadko kiedy poświęcam na wyjazd w góry więcej niż dwa dni - większość wyjazdów zamyka się w 48 godzinach weekendu. Da się - trzeba tylko być przekonanym, że warto.
© Kacper Marzoch / Facebook

Skąd bierzesz czas na wyprawy? Mi go ciągle brakuje.

Każdy podejmuje decyzje odnośnie swojego czasu. Ktoś lubi iść na mecz, kto inny biega maratony, ktoś piecze ciasta lub po prostu śpi do południa. Ja staram się tak organizować swój, żeby móc wyjechać na dwa dni w góry raz na 3-4 tygodnie. To nie jest takie trudne, jak mogłoby się wydawać. Jakiś czas temu znajomy stwierdził, że mi zazdrości tego, że mogę jeździć w góry, kiedy chcę. Powiedziałem mu wtedy, że on też może - to jest kwestia osobistych preferencji. Rzadko kiedy poświęcam na wyjazd w góry więcej niż dwa dni - większość wyjazdów zamyka się w 48 godzinach weekendu. Da się - trzeba tylko być przekonanym, że warto.

Lubisz zrywać się w środku nocy i maszerować w górę? 

To się wiąże oczywiście z tym czasem, o który pytałaś poprzednio. Jeśli masz do dyspozycji dwa dni - rzeczywiście nie wyśpisz się tak, jakbyś chciała. Zazwyczaj moje wyjazdy w góry wyglądają tak, że w piątek (lub w czwartek, jeśli akurat udało mi się wziąć dzień wolny w pracy) kładę się spać o 20, w swoim łóżku w Ząbkach pod Warszawą. Wstaję o północy, wsiadam do samochodu i jadę w góry. Jestem tam o świcie, wędruję przez całą sobotę, śpię w jakimś schronisku, szałasie czy namiocie na szczycie góry lub w głębi lasu. Pół niedzieli spędzam na wędrówce, potem wracam do samochodu i wieczorem jestem z powrotem w domu. Niewyspany, to fakt, ale wierz mi, bardzo szczęśliwy. 

Jeśli udaje mi się wyrwać na dłuższy wyjazd to i tak zazwyczaj rzeczywiście staram się być o wschodzie słońca na jakimś szczycie aby wykorzystać magię złotej godziny w fotografii. Przecież po to noszę cały ten sprzęt na grzbiecie! Nie ma innego wyboru - trzeba wstać kiedy jest jeszcze ciemno, inaczej nici z wszystkich planów. Na szczęście zawsze traktowałem sen raczej jako przykry obowiązek, z którego chętnie bym zrezygnował, niż jako spełnienie marzeń, więc nie czuję się z tym jakoś bardzo źle.
© Kacper Marzoch / Facebook

Lubisz zrywać się w środku nocy i maszerować w górę?

To się wiąże oczywiście z tym czasem, o który pytałaś poprzednio. Jeśli masz do dyspozycji dwa dni - rzeczywiście nie wyśpisz się tak, jakbyś chciała. Zazwyczaj moje wyjazdy w góry wyglądają tak, że w piątek (lub w czwartek, jeśli akurat udało mi się wziąć dzień wolny w pracy) kładę się spać o 20, w swoim łóżku w Ząbkach pod Warszawą. Wstaję o północy, wsiadam do samochodu i jadę w góry. Jestem tam o świcie, wędruję przez całą sobotę, śpię w jakimś schronisku, szałasie czy namiocie na szczycie góry lub w głębi lasu. Pół niedzieli spędzam na wędrówce, potem wracam do samochodu i wieczorem jestem z powrotem w domu. Niewyspany, to fakt, ale wierz mi, bardzo szczęśliwy.

Jeśli udaje mi się wyrwać na dłuższy wyjazd to i tak zazwyczaj rzeczywiście staram się być o wschodzie słońca na jakimś szczycie aby wykorzystać magię złotej godziny w fotografii. Przecież po to noszę cały ten sprzęt na grzbiecie! Nie ma innego wyboru - trzeba wstać kiedy jest jeszcze ciemno, inaczej nici z wszystkich planów. Na szczęście zawsze traktowałem sen raczej jako przykry obowiązek, z którego chętnie bym zrezygnował, niż jako spełnienie marzeń, więc nie czuję się z tym jakoś bardzo źle.

Na wyprawy chodzisz sam, czy zabierasz towarzystwo?

Najchętniej chodzę w towarzystwie. Zawsze lepiej i bezpieczniej być w górach z kimś komu ufasz, ale ważne, żeby to była osoba która rozumie twoją pasję i nie będzie bardzo narzekać na to, że stoimy na Kozim Wierchu przy -20 stopniach, przez trzy godziny i czekamy aż zajdzie słońce. 

Cała moja pasja chodzenia po górach wzięła się z rodzinnych wypraw, mam 4 braci, z którymi od dziecka przemierzałem góry. To nam zostało i czasami udaje się zorganizować wspólny wyjazd. Mam też kilku wspaniałych przyjaciół, z którymi tworzymy "tajny" pięcioosobowy klub wysokogórski, istniejący już od podstawówki. Wysokogórski jest już tylko z nazwy, ale nadal lubimy raz na dwa - trzy lata wyjechać gdzieś na weekend w góry i powędrować bez celu, ciesząc się naturą i swoim towarzystwem. 

Zdarzają mi się też oczywiście samotne wyprawy i tutaj ważna dla mnie sprawa - uważam, że każdy, kto kocha wędrówkę, szczególnie górską, powinien przynajmniej raz w życiu pójść na nią samotnie na kilka dni. To zupełnie zmienia odbiór otoczenia, gór, przyrody. Zwracasz uwagę na rzeczy, fragmenty krajobrazu, których nie zauważyłabyś w towarzystwie. To też świetny czas, żeby wsłuchać się w siebie. To doskonała terapia po szaleństwie codziennego pędu, pracy, obowiązków. Szczerze mówiąc, to jest jedna z tych rzeczy, które utrzymują mnie przy w miarę zdrowych zmysłach!
© Kacper Marzoch / Facebook

Na wyprawy chodzisz sam, czy zabierasz towarzystwo?

Najchętniej chodzę w towarzystwie. Zawsze lepiej i bezpieczniej być w górach z kimś komu ufasz, ale ważne, żeby to była osoba która rozumie twoją pasję i nie będzie bardzo narzekać na to, że stoimy na Kozim Wierchu przy -20 stopniach, przez trzy godziny i czekamy aż zajdzie słońce.

Cała moja pasja chodzenia po górach wzięła się z rodzinnych wypraw, mam 4 braci, z którymi od dziecka przemierzałem góry. To nam zostało i czasami udaje się zorganizować wspólny wyjazd. Mam też kilku wspaniałych przyjaciół, z którymi tworzymy "tajny" pięcioosobowy klub wysokogórski, istniejący już od podstawówki. Wysokogórski jest już tylko z nazwy, ale nadal lubimy raz na dwa - trzy lata wyjechać gdzieś na weekend w góry i powędrować bez celu, ciesząc się naturą i swoim towarzystwem.

Zdarzają mi się też oczywiście samotne wyprawy i tutaj ważna dla mnie sprawa - uważam, że każdy, kto kocha wędrówkę, szczególnie górską, powinien przynajmniej raz w życiu pójść na nią samotnie na kilka dni. To zupełnie zmienia odbiór otoczenia, gór, przyrody. Zwracasz uwagę na rzeczy, fragmenty krajobrazu, których nie zauważyłabyś w towarzystwie. To też świetny czas, żeby wsłuchać się w siebie. To doskonała terapia po szaleństwie codziennego pędu, pracy, obowiązków. Szczerze mówiąc, to jest jedna z tych rzeczy, które utrzymują mnie przy w miarę zdrowych zmysłach!

Często spotykasz na swojej drodze dzikie zwierzęta? Nie obawiasz się, że coś mogą ci zrobić? Może jenot nie jest najstraszniejszym zwierzęciem, ale już takie żubry, czy jelenie budzą respekt.

Rzeczywiście dużo chodzę po lasach i różnych kniejach. Jeśli nie mogę być w górach, idę do lasu, do którego mam bliżej.  Zawsze przy spotkaniu z dzikim zwierzęciem trzeba zachować zdrowy rozsądek - nie podchodzić do niego, zostawić mu miejsce i czas na podjęcie decyzji. To one są panami kniei, my jesteśmy w lesie gośćmi - przynajmniej takie jest moje zdanie na ten temat. Jelenie najczęściej uciekają, gdy tylko cię zwęszą, łosie są dużo bardziej ufne i mniej skłonne do ucieczki. Nawet z takimi, z pozoru łagodnymi łosiami trzeba uważać, bo można trafić na matkę z młodym, która potraktuje cię jak potencjalne zagrożenie. 

Żubry z mojego doświadczania są bardzo spokojne, ale nigdy nie wiadomo co akurat w danym momencie zrobią. Najmniej przewidywalne są dla mnie dziki. Słabo je widać w gęstych krzakach, nigdy nie wiadomo ile ich jest. Dlatego bardzo uważam, żeby nie wejść im w drogę. Tym bardziej, że jak wiadomo, zdarzyły się sporadyczne przypadki, gdy dziki atakowały ludzi. Nigdy nie spotkałem niedźwiedzia, ani wilka - oczywiście marzę o takiej chwili. Może kiedyś się przytrafi.
© Kacper Marzoch / Facebook

Często spotykasz na swojej drodze dzikie zwierzęta? Nie obawiasz się, że coś mogą ci zrobić? Może jenot nie jest najstraszniejszym zwierzęciem, ale już takie żubry, czy jelenie budzą respekt.

Rzeczywiście dużo chodzę po lasach i różnych kniejach. Jeśli nie mogę być w górach, idę do lasu, do którego mam bliżej. Zawsze przy spotkaniu z dzikim zwierzęciem trzeba zachować zdrowy rozsądek - nie podchodzić do niego, zostawić mu miejsce i czas na podjęcie decyzji. To one są panami kniei, my jesteśmy w lesie gośćmi - przynajmniej takie jest moje zdanie na ten temat. Jelenie najczęściej uciekają, gdy tylko cię zwęszą, łosie są dużo bardziej ufne i mniej skłonne do ucieczki. Nawet z takimi, z pozoru łagodnymi łosiami trzeba uważać, bo można trafić na matkę z młodym, która potraktuje cię jak potencjalne zagrożenie.

Żubry z mojego doświadczania są bardzo spokojne, ale nigdy nie wiadomo co akurat w danym momencie zrobią. Najmniej przewidywalne są dla mnie dziki. Słabo je widać w gęstych krzakach, nigdy nie wiadomo ile ich jest. Dlatego bardzo uważam, żeby nie wejść im w drogę. Tym bardziej, że jak wiadomo, zdarzyły się sporadyczne przypadki, gdy dziki atakowały ludzi. Nigdy nie spotkałem niedźwiedzia, ani wilka - oczywiście marzę o takiej chwili. Może kiedyś się przytrafi.

Zobacz również: Gorące piksele - wideoporadnik

Jakie jest ulubione sfotografowane prze ciebie zwierzę?

Zdecydowanie kozice - to najwdzięczniejsze stworzenia, jakie miałem okazję podziwiać na wolności. Kozice mają w sobie naturalną grację i szyk. Myślę że światowej sławy modelki mógłby się uczyć od nich stylu i wdzięku w poruszaniu się.
© Kacper Marzoch / Facebook

Jakie jest ulubione sfotografowane prze ciebie zwierzę?

Zdecydowanie kozice - to najwdzięczniejsze stworzenia, jakie miałem okazję podziwiać na wolności. Kozice mają w sobie naturalną grację i szyk. Myślę że światowej sławy modelki mógłby się uczyć od nich stylu i wdzięku w poruszaniu się.

Pochwal się jakimś zdjęciem kozicy.

Moje ulubione zdjęcie udało się zrobić podczas wędrówki w Tatrach Wysokich na Słowacji we wrześniu 2016 roku. Szliśmy wtedy we dwóch, razem z moim przyjacielem, szlakiem na Kôprovský štít. Kozicę zobaczyłem już z daleka, pozującą na skale. Trudno to inaczej nazwać: stała na wysokiej wystającej z grani skale i spoglądała leniwie w dolinę. Była daleko, ledwo można było ją dostrzec. Mój obiektyw, 100-400 mm, był za krótki, by ją zadowalająco sfotografować. 

Ruszyliśmy dalej, szlak piął się coraz wyżej, klucząc między załomami skalnymi. W pewnym momencie kozica zniknęła mi z oczu, a ja skupiłem się na wędrówce. Po około 20 minutach zorientowałem się, że jesteśmy już mniej więcej na wysokości, na której stała, ale szlak poprowadził nas bardziej na prawo od miejsca, w którym ją widziałem. Zdjąłem plecak, wziąłem ze sobą aparat i niewiele myśląc, zacząłem piąć się, trawersując zbocze w nadziei, że będzie czekała tam, gdzie była kilkadziesiąt minut wcześniej. W pewnym momencie, gdy wyjrzałem zza skały, ujrzałem ją całkiem blisko. Stała w posągowej pozie i spoglądała w przestrzeń, obok niej siedział mały koziołek i żuł trawę. Zachwycił mnie ten widok uśmiechniętej kozicy, wydawało mi się że ona, podobnie jak ja sam, cieszy się pięknem otaczającego nas miejsca.
© Kacper Marzoch / Facebook

Pochwal się jakimś zdjęciem kozicy.

Moje ulubione zdjęcie udało się zrobić podczas wędrówki w Tatrach Wysokich na Słowacji we wrześniu 2016 roku. Szliśmy wtedy we dwóch, razem z moim przyjacielem, szlakiem na Kôprovský štít. Kozicę zobaczyłem już z daleka, pozującą na skale. Trudno to inaczej nazwać: stała na wysokiej wystającej z grani skale i spoglądała leniwie w dolinę. Była daleko, ledwo można było ją dostrzec. Mój obiektyw, 100-400 mm, był za krótki, by ją zadowalająco sfotografować.

Ruszyliśmy dalej, szlak piął się coraz wyżej, klucząc między załomami skalnymi. W pewnym momencie kozica zniknęła mi z oczu, a ja skupiłem się na wędrówce. Po około 20 minutach zorientowałem się, że jesteśmy już mniej więcej na wysokości, na której stała, ale szlak poprowadził nas bardziej na prawo od miejsca, w którym ją widziałem. Zdjąłem plecak, wziąłem ze sobą aparat i niewiele myśląc, zacząłem piąć się, trawersując zbocze w nadziei, że będzie czekała tam, gdzie była kilkadziesiąt minut wcześniej. W pewnym momencie, gdy wyjrzałem zza skały, ujrzałem ją całkiem blisko. Stała w posągowej pozie i spoglądała w przestrzeń, obok niej siedział mały koziołek i żuł trawę. Zachwycił mnie ten widok uśmiechniętej kozicy, wydawało mi się że ona, podobnie jak ja sam, cieszy się pięknem otaczającego nas miejsca.

Jest coś, co przebije ta sytuację? Opowiedz o najbardziej ekscytującej przygodzie, jaka cię spotkała.

Chyba był to moment podczas rykowiska w zeszłym roku, gdy udało mi się uchwycić w blasku wschodzącego słońca ryczącego jelenia w posągowej pozie. Niedzielny poranek na początku października, poszedłem do lasu, miałem bardzo mało czasu, gdyż tego dnia akurat mieliśmy gości. W lesie brodziłem po pas w wodzie rozlewisk, rozglądając się za ryczącymi w okolicy jeleniami. W pewnym momencie zobaczyłem kilka łani przechodzących przez łąkę. Kilka metrów za nimi, w cieniu drzew stał piękny byk. Po chwili wahania, gdy łanie schowały się już w krzakach po drugiej stronie polany, wyszedł powoli na jej środek, podniósł głowę i potężnie ryknął. To była czysta magia, nie mógłbym lepiej sobie tego wymarzyć.
© Kacper Marzoch / Facebook

Jest coś, co przebije ta sytuację? Opowiedz o najbardziej ekscytującej przygodzie, jaka cię spotkała.

Chyba był to moment podczas rykowiska w zeszłym roku, gdy udało mi się uchwycić w blasku wschodzącego słońca ryczącego jelenia w posągowej pozie. Niedzielny poranek na początku października, poszedłem do lasu, miałem bardzo mało czasu, gdyż tego dnia akurat mieliśmy gości. W lesie brodziłem po pas w wodzie rozlewisk, rozglądając się za ryczącymi w okolicy jeleniami. W pewnym momencie zobaczyłem kilka łani przechodzących przez łąkę. Kilka metrów za nimi, w cieniu drzew stał piękny byk. Po chwili wahania, gdy łanie schowały się już w krzakach po drugiej stronie polany, wyszedł powoli na jej środek, podniósł głowę i potężnie ryknął. To była czysta magia, nie mógłbym lepiej sobie tego wymarzyć.

Które zdjęcie ze wszystkich, jakie zrobiłeś jest twoim ulubionym? Tylko nie mów, że trudno się zdecydować.

To rzeczywiście nie jest łatwe pytanie, ale wydaje mi się, że najbardziej lubię zdjęcia z Tatr Niżnych na Słowacji z 2015 roku. Pierwszy raz byłem tam rok wcześniej, w listopadzie 2014 roku. Przeszliśmy wówczas cały główny szlak granią, ale przez trzy dni nie zobaczyliśmy prawie nic. Góry pokryte były chmurami, padał deszcz i wiał silny wiatr. Po roku, w listopadzie 2015 pojechaliśmy tam znowu. Pierwszego dnia wędrówka do Chaty Durkovej obyła się w identycznej aurze, deszcz padał, szczyty gór pokryte były chmurami, niewiele było widać. Jak możesz się domyślić - nie mieliśmy dobrych humorów po dotarciu do schroniska.

Na szczęście wszystko zmieniło się następnego dnia. Obudziłem się około godziny przed wschodem słońca, wyjrzałem przez okno - zapowiadała się piękna pogoda. Szybko wybiegłem na zewnątrz z aparatem w dłoni. Wtedy powstały zdjęcia, które bardzo lubię do dziś. Jest w nich magia tych gór, chmury przewalające się po szczytach rozświetlane przez złoty blask wschodzącego słońca. Od nich też, tak naprawdę zacząłem poważniejszą zabawę z fotografią górską. Nie znałem jeszcze filtrów połówkowych, nie miałem statywu, robiłem zdjęcia drżącymi dłońmi, ale poczułem że to coś, co daje mi wielką radość. 

Ta wyprawa pozostaje jednym z moich najlepszych wspomnień, pogoda nas zaskakiwała, mieliśmy morze chmur pod stopami, widzieliśmy widmo Brockenu, obserwowaliśmy bardzo malowniczy zachód słońca na Dunbierze. Do dziś z nostalgią wracam do tych zdjęć.
© Kacper Marzoch / Facebook

Które zdjęcie ze wszystkich, jakie zrobiłeś jest twoim ulubionym? Tylko nie mów, że trudno się zdecydować.

To rzeczywiście nie jest łatwe pytanie, ale wydaje mi się, że najbardziej lubię zdjęcia z Tatr Niżnych na Słowacji z 2015 roku. Pierwszy raz byłem tam rok wcześniej, w listopadzie 2014 roku. Przeszliśmy wówczas cały główny szlak granią, ale przez trzy dni nie zobaczyliśmy prawie nic. Góry pokryte były chmurami, padał deszcz i wiał silny wiatr. Po roku, w listopadzie 2015 pojechaliśmy tam znowu. Pierwszego dnia wędrówka do Chaty Durkovej obyła się w identycznej aurze, deszcz padał, szczyty gór pokryte były chmurami, niewiele było widać. Jak możesz się domyślić - nie mieliśmy dobrych humorów po dotarciu do schroniska.

Na szczęście wszystko zmieniło się następnego dnia. Obudziłem się około godziny przed wschodem słońca, wyjrzałem przez okno - zapowiadała się piękna pogoda. Szybko wybiegłem na zewnątrz z aparatem w dłoni. Wtedy powstały zdjęcia, które bardzo lubię do dziś. Jest w nich magia tych gór, chmury przewalające się po szczytach rozświetlane przez złoty blask wschodzącego słońca. Od nich też, tak naprawdę zacząłem poważniejszą zabawę z fotografią górską. Nie znałem jeszcze filtrów połówkowych, nie miałem statywu, robiłem zdjęcia drżącymi dłońmi, ale poczułem że to coś, co daje mi wielką radość.

Ta wyprawa pozostaje jednym z moich najlepszych wspomnień, pogoda nas zaskakiwała, mieliśmy morze chmur pod stopami, widzieliśmy widmo Brockenu, obserwowaliśmy bardzo malowniczy zachód słońca na Dunbierze. Do dziś z nostalgią wracam do tych zdjęć.

Chyba nie zawsze wszystko się udaje? Jaka jest twoja największa fotograficzna porażka? 

Szczerze mówiąc ciężko mówić o porażce, bo nie traktuję fotografii zadaniowo. To nie jest mój jedyny cel, a raczej część pasji, jaką jest obcowanie z przyrodą. Wiele razy zdarzyły mi się wyjazdy w góry, kiedy nie zrobiłem ani jednego zdjęcia, pomimo tego że miałem cały plecak wypełniony sprzętem - po prostu pogoda na to nie pozwalała. Przez dwa, albo trzy dni padał deszcz. W lutym tego roku przechodziłem Tatry Zachodnie - to były trzy dni spędzone w mrozie, przy dużym śniegu, w zagrożeniu lawinowym, gęstej mgle. Aparat wyjąłem z plecaka dosłownie na jedną chwilę, nie mam z tego wyjazdu pięknych zdjęć - ale czy to była porażka? Nie. Raczej przygoda!
© Kacper Marzoch / Facebook

Chyba nie zawsze wszystko się udaje? Jaka jest twoja największa fotograficzna porażka?

Szczerze mówiąc ciężko mówić o porażce, bo nie traktuję fotografii zadaniowo. To nie jest mój jedyny cel, a raczej część pasji, jaką jest obcowanie z przyrodą. Wiele razy zdarzyły mi się wyjazdy w góry, kiedy nie zrobiłem ani jednego zdjęcia, pomimo tego że miałem cały plecak wypełniony sprzętem - po prostu pogoda na to nie pozwalała. Przez dwa, albo trzy dni padał deszcz. W lutym tego roku przechodziłem Tatry Zachodnie - to były trzy dni spędzone w mrozie, przy dużym śniegu, w zagrożeniu lawinowym, gęstej mgle. Aparat wyjąłem z plecaka dosłownie na jedną chwilę, nie mam z tego wyjazdu pięknych zdjęć - ale czy to była porażka? Nie. Raczej przygoda!

Masz chwile kiedy ci się po prostu nie chce? Kiedy zamiast przemierzać kilometry w mrozie, z kilogramami sprzętu, po prostu masz ochotę zostać w domu? Jak sobie z tym radzisz?

Oglądam zdjęcia i zniechęcenie mija. Wystarczy że spojrzę na fotografie i chcę znowu być w tych miejscach, poczuć wiatr, odetchnąć pełną piersią. Myślę, że każdy, kto ma jakąś pasję - wie o czym mowa. To po prostu cię napędza, zmusza do ruchu, działania. Czujesz to całą sobą, po czubki palców - takie mrowienie, jakby mrówki chodziły.
© Kacper Marzoch / Facebook

Masz chwile kiedy ci się po prostu nie chce? Kiedy zamiast przemierzać kilometry w mrozie, z kilogramami sprzętu, po prostu masz ochotę zostać w domu? Jak sobie z tym radzisz?

Oglądam zdjęcia i zniechęcenie mija. Wystarczy że spojrzę na fotografie i chcę znowu być w tych miejscach, poczuć wiatr, odetchnąć pełną piersią. Myślę, że każdy, kto ma jakąś pasję - wie o czym mowa. To po prostu cię napędza, zmusza do ruchu, działania. Czujesz to całą sobą, po czubki palców - takie mrowienie, jakby mrówki chodziły.

Najlepsza chwila, o której mówisz związana jest ze zwierzętami, a ulubione zdjęcie to krajobraz górski. Gdybyś musiał wybierać, to na co być postawił? Góry czy dzika zwierzyna? 

Zdecydowanie na fotografię górską - od niej się wszystko zaczęło.
© Kacper Marzoch / Facebook

Najlepsza chwila, o której mówisz związana jest ze zwierzętami, a ulubione zdjęcie to krajobraz górski. Gdybyś musiał wybierać, to na co być postawił? Góry czy dzika zwierzyna?

Zdecydowanie na fotografię górską - od niej się wszystko zaczęło.

Zdjęcia wykorzystane za zgodą autora.
© Kacper Marzoch / Facebook

Zdjęcia wykorzystane za zgodą autora.

© Kacper Marzoch / Facebook
© Kacper Marzoch / Facebook
© Kacper Marzoch / Facebook
© Kacper Marzoch / Facebook
© Kacper Marzoch / Facebook
© Kacper Marzoch / Facebook
© Kacper Marzoch / Facebook
© Kacper Marzoch / Facebook
© Kacper Marzoch / Facebook
© Kacper Marzoch / Facebook
© Kacper Marzoch / Facebook

Paweł Dutka jest pasjonatem górskich podróży i robi fantastyczne zdjęcia Tatr

Do konkursu „Zima w obiektywie”, organizowanego przy współpracy z firmą QNAP, wpłynęło wiele niesamowitych zdjęć. Naszym redakcyjnym faworytem…

Oto co się dzieje, kiedy świetny fotograf krajobrazu zabiera się za zdjęcia ślubne

Karol Nienartowicz jest znany z fotografowania górskich widoków w naprawdę świetny sposób. Postanowił jednak spróbować swoich sił w nowej dziedzinie…

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Inspiracje:

Piotr Czerski: Za większością zdjęć kryje się ryzyko, trud, a nawet cierpienie Mathieu Stern znów sięga po obiektyw od projektora. Efekty są świetne! „Przez 4 miesiące panuje tutaj totalna ciemność, a latem słońce w ogóle nie zachodzi” - opisuje swój ostatni materiał Dominika Gęsicka Prawda o tym, jak powstają piękne zdjęcia. Fotograf zdradza swoje sekrety Rozbite - marzenie #1 / miejsce pamięci Uliczne rozmowy: Artur Pławski Andrew McCarthy zrobił doskonałe zdjęcie wybuchu na Słońcu ze swojego podwórka Zamrożone piękno kwiatów na zdjęciach Olgi Kulakovej Formuła Drift niczym miniaturowa makieta dzięki efektom tilt-shift [wideo] Kocha podróże i fotografię. Takie wspaniałe obrazy przywozi ze swoich wypraw! Pushkar Raj Sharma pokazuje na swoich zdjęciach ulicznych, czym jest utrata tożsamości Portrety ze świata marzeń Rosie Hardy

Popularne w tym tygodniu:

Konkurs Big Picture rozwiązany. Zobacz najpiękniejsze zdjęcia dzikiej przyrody Matki ze swoimi młodymi, czyli jak zwierzęta dbają o potomstwo Beztroskie dzieciństwo ukazane dzięki miłości do zwierząt Artystka odtwarza renesansowe dzieła sztuki. Wychodzi jej to genialnie! Kampania Gucci zrealizowana bez fotografów. Modele robili zdjęcia sobie sami Kwitnąca lawenda to dla niej pole do popisu Artystka przerobiła Lomo Instant, by robić zdjęcia techniką mokrej płyty Kwarantamoda, czyli jak wyglądamy podczas izolacji Eksperymentowały z kolorami, by dodać otuchy podczas kwarantanny Pomysł na zdjęcia dzieci. Potrzebujesz tylko kredy i smartfona! Były inżynier NASA zbudował budki fotograficzne dla wiewiórek. Wyszło świetnie! Nietypowe morskie stworzenia uchwycone na doskonałych zdjęciach