Drony, małe czołgi, zdalne aparaty. Tak się dzisiaj fotografuje dzikie zwierzęta

© National Geographic

© National Geographic

Parafrazując motto Capy: "Jeśli twoje zdjęcia nie są dostatecznie dobre, to znaczy, że nie wziąłeś ze sobą czołgu". Tak, czołgu, ponieważ fotografowie National Geographic używają małych wozów opancerzonych i dronów uzbrojonych w lustrzanki. Wszystko po to, żeby być bliżej i zrobić lepszy materiał o lwach z Serengeti.

Kiedyś potrafiłem godzinami siedzieć przed telewizorem i oglądać programy przyrodnicze o życiu lwów i innych zwierzaków z sawanny. Przedawkowałem, znudziłem się, rzuciłem to. Niezbyt chętnie więc patrzyłem na nowy projekt NatGeo. Eh, znowu lwy… Ale, ale! Już po kilku pierwszych sekundach wideo otwierające The Serengeti Lion wciąga, chce się więcej i więcej, jest więcej. Zdjęcia są fenomenalne, kamera czasem znajduje się tak blisko, że oglądając filmy, czułem się niemal jak jeden z lwów. Wideo i fotografie są opatrzone komentarzem twórców, silnik projektu działa dobrze, jest prosty i intuicyjny. Możliwość wyboru, przeskakiwania po kategoriach jest super. To o wiele fajniejsze niż oglądanie filmu w TV. Tyle o stronie.

Materiał wizualny jest tworzony za pomocą małego czołgu, który w zabawny, pokraczny sposób podąża za wielkimi kotami. Siły lądowe wspiera kawaleria powietrzna w postaci drona, który z góry śledzi życie zwierząt. Ten zmasowany multimedialny atak jest szczytem podglądactwa. Dzięki tym w sumie prostym zdalnym zabawkom możemy poznać każdy aspekt istnienia drapieżników.

Sceptyk może powiedzieć: "E! Widziałem to…". To fakt, wszystko już widzieliśmy, ale wcześniej używano długich obiektywów, a jeśli zwierzęta uchwycono "na szeroko", to za pomocą fotograficznej pułapki czułej na ruch albo dzięki szaleństwu dziennikarza. Arsenał jest użyty nie bez powodu. Wiadomo — lwy są groźne, o czym przypomina historia opowiedziana w ramach dokumentu. Jeden z tubylców podczas wyprawy na sawannę stracił kończyny w wyniku ataku lwa.

© National Geographic

Drony, czołgi, zdalne sterowanie — to trochę kiepsko brzmi. Automatyzacja, odczłowieczenie pracy dokumentalisty itd. Nie narzekałbym jednak — w wideo dołączonym do tego tekstu widzimy, że chłopaki mają mnóstwo pracy. Ta robota wcale nie przypomina gry na konsoli - to orka i walka ze sprzętem w trudnych warunkach w imię zdobycia materiału. Michael "Nick" Nichols, twórca dokumentu, wraz ze swoim zespołem poświęcił dwa lata na zbieranie materiału dla National Geographic w Serengeti. Mimo minimalizacji ryzyka na pewno nie było tam tylko miło i bezpiecznie.

Zobacz również: Tomasz Lazar opowiada o swojej podróży do Aokigahara - japońskiego lasu samobójców

Jestem fanem tego projektu. Efekt jest fajny, przy czym to nie efekciarstwo, tylko po prostu dobry materiał zrobiony przy użyciu najnowszej techniki. To wciąż fotografia i świetne filmy, mimo że człowiek dotyka spustu z odległości. Nie mogę doczekać się 3D.

Materiał jest dostępny również na iPada.

© National Geographic
© National Geographic
© National Geographic
Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Ciekawostki:

Zobacz, jak wygląda edycja słynnych fotografii bez użycia Photoshopa Rozmiary zdjęć na Facebooku - ile razy tego szukaliście? Teraz wszystko w jednym miejscu Miniaturowy aparat, który nie wymaga używania rąk Książki o fotografii, które warto przeczytać [część 1] Nowy trend w fotografii ślubnej? Animowane GIF-y Kolorowa fotografia przedmiotów w ruchu. Jak powstały te zdjęcia?

Popularne w tym tygodniu:

Urocza opowieść fotograficzna o jeżu, który wybrał się na biwak. Zobacz to przesłodkie stworzenie! Przypadkowo sfotografował zaręczyny na plaży. Postanowił odnaleźć parę Kontroluj Lightrooma z poziomu telefonu dzięki nowej aplikacji Fotograf uciął wizjer w swoim Sony A7. Dlaczego właściwie to zrobił? Od desek do dzieła sztuki. Zobacz, jak w garażu powstaje aparat wielkoformatowy Pierwsze wideo 360 stopni nagrane w przestrzeni kosmicznej. Jest niesamowite! Super odporne karty Sandisk wytrzymają nawet -40°C