Fujifilm X-T2 i ja. Miało być na zawsze, ale rozum wygrał i kupiłem Sony A7 III

Przez prawie 3 lata fotografowałem bezluseterkowcem Fujifilm X-T2 i powiem szczerze – kochałem ten aparat. Pracowało mi się nim znakomicie, ale życie idzie do przodu i technologia również. Przed wami historia o tym, jak rozum wygrał z sercem i rozstałem się z Fujifilm.

Ten tekst jest dla mnie zakończeniem pewnego etapu twórczości. Fujifilm X-T2 był moim pierwszym bezlusterkowcem oraz dziwnym przeskokiem z pełnej klatki na matrycę APS-C. To był dobry wybór, ale wszystko kiedyś się kończy. Myślałem, że Fujifilm będzie moim aparatem pierwszego wyboru już na zawsze, ale czasem serce musi ustąpić zdrowemu rozsądkowi.

Niczego nie żałuję, a ten tekst nie jest sponsorowany przez Sony.

Fujifilm X-T2 zmienił moje podejście do fotografii

3 lata temu pisałem artykuł o przejściu na bezlusterkowca i odrzuceniu lustrzanki cyfrowej. Był to przełomowy moment w moim poznawaniu i rozumieniu współczesnego sprzętu fotograficznego. Wówczas zamieniłem Canona EOS 5D Mark III na Fujifilm X-T2 i zainwestowałem w odpowiedniki obiektywów, które miałem do Canona: Fujinon XF 23 mm F/2 R WR (35 mm dla FF), Fujinon XF 35 mm f/1.4 R (50 mm dla FF) oraz Fujinon XF 90 mm f/2 R WR (135 mm FF).

Fotografuję bezlusterkowcem od 1,5 roku. Co się zmieniło przez ten czas?

Pamiętam, jak w kwietniu 2017 roku pisałem artykuł ”Lustrzanka? A na co to komu?…”. To był dla mnie naprawdę przełomowy moment. Przez ten czas…

W trakcie tych 3 lat zrealizowałem 4 pełne projekty fotograficzne i pół kolejnego, zacząłem robić zdjęcia z lampą błyskową w studio i wyszedłem z nią w plener oraz zbudowałem małe domowe studio do fotografii portretowej. Nie wiem nawet ile imprez sfotografowałem, ani ile sesji fotograficznych łącznie wykonałem. Wiem, że był to intensywny czas. Co zabawne – samych zdjęć nie było aż tak dużo, bo niecałe 20 tysięcy według licznika na jednej ze stron internetowych.

Naprawdę pokochałem ten sprzęt za jego ergonomię – wyciągnięcie gałek z czasem oraz czułością ISO na górę korpusu było bardzo wygodne, podobnie pierścień przysłony na obiektywach. Korzystanie z Fujifilm X-T2 to była przyjemność. Oczywiście nie samym używaniem aparatu człowiek żyje. Kupujemy aparaty cyfrowe, by robić nimi zdjęcia i mieć dobrą jakość obrazka. Stale uważam, że kolory z aparatów Fujifilm są po prostu świetne. Ich symulacje filmu to bajka, zwłaszcza ”Classic Chrome”.

Dlaczego odszedłem od Fujifilm?

Wybrałem Fujifilm X-T2 i matrycę APS-C świadomie. Chciałem mieć większą głębię ostrości bez domykania obiektywu i utraty światłosiły, ale zatęskniłem za tym. Kompensowanie sobie płytkiej głębi na cyfrze aparatami tradycyjnymi nie zadziałało. W związku z tym, że zacząłem dużo fotografować po zmroku, ba nawet w prawie zupełnej ciemności, mała matryca i szumy dały o sobie znać. Autofokus również. Wtedy przypomniałem sobie o jakości obrazu, jaką otrzymywałem z pełnoklatkowego leciwego już Canona EOS 5D Mark III.

Pomijając kwestię samego obrazka, zwróciłem uwagę na dość istotną rzecz. Sprzęt Fujifilm bardzo traci na wartości na rynku wtórnym – niezależnie od jego stanu. Widziałem ludzi, którzy odsprzedawali topowe modele po dwóch miesiącach użytkowania za 60–70 procent ceny. Nie spotkałem się z tym w przypadku innych systemów bezlusterkowych z segmentów mniejszych niż pełna klatka. Olympusy świetnie trzymają cenę, Sony z mniejszymi matrycami również.

Zobacz również: Fotoblogia.pl - największy blog o fotografii w Polsce

Nie rozumiem również polityki wypuszczania nowych modeli przez Fujifilm. We wrześniu 2018 roku zobaczyliśmy Fujifilm X-T3, a Fujifilm X-T30 (sukcesora X-T20) 14 lutego 2019 roku. Kluczowymi zmianami w tych korpusach było pokazanie nowej matrycy X-Trans w technologii BSI, przez co używalne ISO znacznie wzrosło; nowy procesor; funkcje filmowania 4K/30p; powiększenie rozdzielczości do 26 Mpix oraz zmiana układu AF, który urósł z 325 punktów do 425. Przyznaję, że działa on naprawdę szybko i celnie.

Właściwie oprócz tego niewiele się zmieniło – wciąż widzieliśmy te same bryły, podobną wydajność baterii. Nie odczułem wtedy rewolucji w systemie, a powolną ewolucję. Niebawem możemy zobaczyć Fujifilm X-T4, które może (ale nie musi) mieć wbudowaną stabilizację matrycy (IBIS), czyli coś, co w przypadku Sony jest od dawna.

W ciągu 3 lat fotografowania na Fujifilm X-T2 nie odczuwałem potrzeby zmiany korpusu na inny w tym systemie. Nie rozważałem nawet przejścia na GFX ze względu na cenę. To nie mój budżet, ani potrzeby. Czy mogę powiedzieć, że ten aparat mi się znudził? Trochę tak, a trochę będę za nim tęsknił. Wiem, że trafił w dobre ręce i na pewno posłuży nowemu właścicielowi jeszcze przez długi czas.

Sony, czyli jak z niechęci zrodziło się zainteresowanie

Sony zaprezentowało swojego pierwszego pełnoklatkowego bezlusterkowca w 2013 roku. Sony A7 to był korpus, na który ludzie nie byli gotowi. Mimo tego, że na rynku w tamtym czasie były już Olympusy i Panasoniki, wielu użytkowników nie chciało zaufać nowemu graczowi na rynku, na dodatek z pełną klatką.

Panowało przekonanie, że wizjer elektroniczny będzie kiepski i będzie niszczył wzrok, a działanie autofokusa będzie po prostu kiepskie. Nie było najlepsze — to fakt. Co mnie zaskoczyło to to, że Sony A7 pierwszej generacji wciąż można kupić w wielu sklepach fotograficznych, a firma dopiero niedawno zaprzestała produkowania tego modelu.

mod. Nikola Kikowska

Interesujący był podział, który Sony wprowadziło do swoich bezlusterkowców. Były 3 wersje: zwykła A7-ka (bez dodatkowych oznaczeń) była do ogólnego zastosowania, A7S była korpusem dla filmowców, natomiast A7R miała dużą rozdzielczość matrycy. Druga generacja korpusów przyniosła wielkie zmiany i rzeszę miłośników. Do dzisiaj aparaty trzymają wysokie ceny – często wyższe niż nowe, współczesne korpusy konkurencji.

Gdy przechodziłem z lustrzanki Canona na bezlusterkowca, brałem pod uwagę 2 aparaty: Sony A7 II oraz Fujifilm X-T2. Wówczas korpus Sony po prostu nie podobał mi się wizualnie, jak również nie odpowiadała mi ergonomia. Fujifilm X-T2 był bliższy mojemu sercu i podobały mi się ustawienia wyciągnięte na korpus. Był retro i po prostu fajny. Nie żałuję wyboru, bo myślę, że musiałem po prostu sprawdzić, co dobrze leży mi w ręce.

mod. Mateusz Bednarczuk

Gdy na rynku pojawił się korpus Sony A7R III, okrzyknięty ”królem bezlusterkowców” zrobiło się ciekawie. Chwilę później do naszej redakcji trafił aparat Sony A7 III. Był to czas, gdy mogłem na spokojnie pobawić się tym bezlusterkowcem. Obrazek był naprawdę świetny: niskie szumy, interesujące odwzorowanie kolorów, doskonały automatyczny balans bieli. Do tego 693 punkty autofokusa, które zachowywały się precyzyjnie i szybko. Zaczynałem dostrzegać sporą różnice między moim Fujifilm X-T2 a Sony A7 III. Z czasem pojawiły się: Sony A7R IV, Sony A9 II, Sony A6600 i A6100. Rodzina ”alf” szybko się powiększała i rozwijała. Do wszystkiego można było dobrać obiektywy z oznaczeniem Carl Zeiss, gwarantujące najwyższa jakość obrazu.

Była jeszcze jedna kwestia – nakręciliśmy redakcyjnie kilka materiałów wideo używając Sony A7 III, a ich jakość była świetna. Korpusowi nie można było nic zarzucić. Prywatnie używałem wtedy do nagrywania Panasonika Lumix G7 i ponownie – zacząłem porównywać mój aparat do tego służbowego. Ponownie szala przeważyła na rzecz Sony.

mod. Natalia Regulska

Obudziłem się pewnej niedzieli z decyzją w głowie: ”Sprzedaję Fuji i Panasa, biorę siódemkę trójkę”. Tego samego dnia wystawiłem sprzęty na aukcje internetowe. Dobrze się złożyło, bo bardzo szybko je sprzedałem – oczywiście ze znaczną stratą. Akurat Sony miało u siebie promocję cashback, która dawała 700 złotych zniżki na korpus A7 III. Potraktowałem to jako znak.

Co ma Sony, czego nie ma Fujifilm?

Właściwie Fujifilm X-T2 i Sony A7 III to kompletnie inne aparaty. Obrazek i ergonomia różnią się diametralnie. Ale stety-niestety muszę stwierdzić, że Sony A7 III to aparat uniwersalny – jest bardzo wszechstronny. Z powodzeniem można zrobić nim sesję w studio, a za chwilę iść na zawody sportowe, by zakończyć wieczór w ciemnym klubie i robić cały czas zdjęcia. Żywotność 2280-miliamperogodzinowej baterii wystarcza na około 800 zdjęć, a nie na 350 jak Fujfilm X-T2 (1080 mAh).

Zdjęcia, które robię, a raczej warunki oświetleniowe bardzo się zmieniały prze te 3 lata i nie ukrywam, że czasem brakowało mi gładkich zdjęć na ISO 12 800. Co do plastyki pełnej klatki i jej ”magii” to kwestia drugorzędna. W końcu nawet korzystając z aparatów z matrycą Mikro Cztery Trzecie można osiągnąć przyjemną dla oka nieostrość.

Jestem pod wrażeniem trybu filmowego w Sony. W końcu mogę powiedzieć, że mam aparat, który sprawdzi się przy kręceniu oraz fotografowaniu. Dzięki krzywej S-Log mogę niemal dowolnie bawić się obrazem, czego brakowało mi w Panasoniku Lumix G7. Jedyne, czego brakuje mi w Sony to odwracany ekran, ale i z tym sobie poradziłem, montując na gorącej stopce smartfona. Regulacja poziomów głośności działa dobrze, autofokus jest genialny. Nie mam się właściwie do czego doczepić.

Żeby zachować lekkość korpusu nie inwestowałem w grip, ani droższe, cięższe obiektywy. Zdecydowałem się na szkła: Sony FE 35 mm f/1.8, Sony FE 50 mm f/1.8 oraz Sony FE 85 mm f/1.8. Te lekkie konstrukcje z tworzywa sztucznego są dobre optycznie, a praca nimi jest dość szybka. Do kręcenia wybrałem szkło Samyang AF 24 mm f/2.8 ED FE, który jest dość mały. Nie oczekiwałem też od niego tak dobrej jakości obrazu. Jestem mile zaskoczony tanim południowokoreańskim tworem, będący tańszą alternatywą dla systemowych szkieł Sony lub nawet Sigmy. Za 1,5 tys. złotych zyskujemy obiektyw lekki, mały i dający dobry obrazek.

Co przyniesie przyszłość?

System Sony bardzo szybko się rozwija. Moja decyzja o zmianie sprzętu Fujifilm na Sony była świadoma, poparta ponad 1,5-rocznym użytkowaniem wspomnianego wcześniej korpusu. Wiem, że ten aparat mnie nie zawiedzie i z powodzeniem będzie mi służył przez kilka najbliższych lat.

Podejrzewam, że przy odsprzedaży korpusu nie stracę tyle, ile ubyło mi z portfela w przypadku X-T2 i obiektywów. Obserwuję strategię rozwoju Sony od dłuższego czasu i podoba mi się to, co widzę. Podobają mi się aktualizacje oprogramowania, które zamieniają kilkuletni sprzęt w coś nowego i interesującego. To, czym teraz jest Sony A7 III praktycznie nijak ma się do tego, czym było w dniu premiery – zwłaszcza pod kątem autofokusa.

Na tę chwilę jestem zdecydowany zostać w systemie Sony i poznawać go coraz lepiej. Myślę, że to początek pięknej przygody w korzystaniu z bezlusterkowców tego producenta w mojej twórczości – nie tylko w pracy.

P.S. Wciąż uważam, że bezlusterkowcom Sony daleko do Miss Piękności, ale wiecie — liczy się wnętrze.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Canon EOS 6D kontra 7D Mark II - który aparat powinienem wybrać? Canon 7D Mark II - zdjęcia przykładowe i porównanie ISO Canon EF 70-200 mm f/2.8L IS III USM - odświeżona wersja świetnego obiektywu [test] Leica 100-400 mm f/4.0-6.3 - kompaktowy superteleobiektyw do systemu Mikro 4/3 w naszych rękach Canon G3 X w naszych rękach, pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe Photokina 2010, czyli największe targi fotograficzne na świecie - fotorelacja Test: Lustrzanka Olympus E-450, dla artystów-amatorów Canon EOS 6D Mark II - budżetowa pełna klatka powraca. Pierwsze wrażenia Wyzwalacze radiowe Phottix Odin - i czas synchronizacji przestaje mieć znaczenie [test] Nikon D5600 - test lustrzanki z Wi-Fi i Bluetooth dla entuzjastów fotografii Fujifilm X-M1 – szturm na bezlusterkową konkurencję [test] Fujifilm Instax mini 70 - pierwsze wrażenia z premiery