Xiaomi Mi 10. Test fotograficznych możliwości tańszej wersji flagowca

Bazowy model Mi 10 ma cztery aparaty, z których największe wrażenie na papierze robi aparat główny z matrycą 1/1.33”, pozwalający wykonać zdjęcie w rozdzielczości 108-megapikseli. Sprawdziliśmy, jak radzi sobie w rzeczywistości.

Materiał powstał przy współpracy z Xiaomi

Na pewno nikomu nie umknęła informacja o tym, że Xiaomi Mi 10 Pro jeszcze przed swoją konsumencką premierą zdobył najwięcej punktów w teście DxOMark.

By oddać sprawiedliwość, w tym momencie Mi 10 Pro jest już parę oczek za konkurentem z rodzimego rynku, ale nadal te 124 punkty elektryzują każdego miłośnika mobilnej fotografii. Specjaliści docenili przede wszystkim szczegółowość obrazu rejestrowaną także w słabych warunkach oświetleniowych, automatykę ekspozycji, dokładny tryb portretowy i stabilizację obrazu.

Mi 10 Pro wygląda niemal identycznie jak Mi 10, ale ma inny zestaw aparatów.

Na pokładzie Mi 10 Pro znalazły się następujące aparaty:

  • główny: 108 MP, f/1.69, matryca 1/1.33" (ekwiwalent 25 mm), OIS
  • ultraszerokokątny: 20 MP, f/2.2, matryca ½.8" (ekwiwalent 16 mm)
  • krótki tele: 12 MP, f/2.0, matryca ½.6" (ekwiwalent 50 mm)
  • długi tele: 8 MP, f/2.0, matryca ¼.4" (ekwiwalent 94 mm), OIS

Trzeba przyznać, że to bardzo sensowny zestaw, ale jego cena może odstraszać tych użytkowników, którzy przyzwyczaili się, że smartfony Xiaomi da się nabyć za połowę tego, co życzy sobie konkurencja. Za Mi 10 Pro musimy obecnie zapłacić 4399 zł. To co prawda ok. 1600 zł mniej niż za konkurencyjny sprzęt o zbliżonych parametrach, ale nadal czwórka z przodu to wartość, której wielu konsumentów nie może zaakceptować w kontekście smartfonu.

Dlatego poza flagowym Mi 10 Pro w ofercie Xiaomi znalazł się także tańszy model. Mi 10 kosztuje 3499 zł (128GB) lub 3999 zł (256 GB), czyli w zależności od wersji pamięci odpowiednio tysiąc lub 400 zł mniej.

Wariant bazowy ma w dużej mierze te same podzespoły, co wersja Pro. Mamy tu zatem identyczny 6,67-calowy wyświetlacz AMOLED o rozdzielczości 2340 x 1080 pikseli z częstotliwością odświeżania na poziomie 90Hz, ośmiordzeniowy procesor Snapdragon 865, 8GB pamięci RAM LPDDR5, przedni aparat 20 MP i dokładnie ten sam aparat główny 108 MP.

Mi 10

Poza różnicą w kontekście baterii (w Mi 10 Pro mamy 4500 mAh z szybkim ładowaniem 50W, w Mi 10 — 4780 mAh z nieco wolniejszym ładowaniem 30W) Mi 10 ma także inny zestaw aparatów:

  • ultraszerokokątny (13 MP, f/2.4, pole widzenia 123 st., ekwiwalent 16 mm)
  • makro (2 MP, f/2.4)
  • sensor głębi (2 MP, f/2.4)

Już na papierze widać, że musimy się w tym przypadku liczyć z gorszej jakości ujęciami szerokokątnymi i zapomnieć o widowiskowych zoomach. Dwumegapikselowe makro niestety też nie powala. Ale niższa cena zawsze wiąże się z pójściem na kompromis. Jak zatem Mi 10 sprawdza się w praktyce? Czy kilkaset złotych oszczędności ma sens, czy może jednak lepiej dopłacić do wariantu Pro?

Obsługa i interfejs

Mi 10 ma mocno zaokrąglony kształt, a do tego jego przedni i tylny panel pokryty jest szkłem. Choć nadaje mu to estetyczny wygląd, to nie da się ukryć, że urządzenie ślizga się w dłoniach. Nawet w pozycji horyzontalnej, gdy trzymamy smartfon za krawędzie, czuć, że jeździ pod palcami. Bez choćby skromnego, silikonowego etui raczej się nie obejdziemy.

W kontekście obsługi aparatu przycisk głośności możemy ustawić na trzy sposoby: jako migawkę, jako samowyzwalacz i jako regulację powiększenia. Ta ostatnia opcja przesuwa nam skalę zoomu o 0,1x więc żeby wykonać szybkie zbliżenie trzeba się trochę naklikać.

Sam interfejs nie różni się od tego, do jakiego przyzwyczaiły nas modele Xiaomi. Tryby zmieniamy gestem przeciągnięcia palca z lewej do prawej i z prawej do lewej lub klikając w nazwę trybu na dolnym pasku. W zależności od wybranego trybu, na górnym pasku (lub niekiedy przy dolnych krawędziach) pokazują się dodatkowe ustawienia — np. tryb makro, HDR, czy stabilizacja obrazu. Jedyne, czego mi tu brakowało to możliwości usunięcia niektórych trybów z interfejsu.

Interfejs aparatu

W prawym narożniku znajdziemy dostęp do głębszych opcji menu: klasycznych ustawień związanych z pracą kamery, samowyzwalacza (3 lub 5 s), Obiektywu Google, linii siatki i poziomicy. Przybliżenia możemy aktywować na dwa sposoby — klikając w jedną z trzech kropek u dołu ekranu (0,6x, 1x, 2x) lub przytrzymując na nich palec do wywołania skali pozwalającej na dowolny wybór wartości zoomu.

W przeciwieństwie do Mi 10 Pro, w bazowym modelu nie znajdziemy niestety zoomu optycznego. Do dyspozycji mamy jedynie 10-krotny zoom cyfrowy. Cudów nie ma, elektroniczne przybliżenia nie są w stanie zastąpić dobrej optyki. Akceptowalną granicą przyzwoitej jakości jest w przypadku Mi 10 dwukrotne przybliżenie. To właśnie jeden z tych kompromisów, na które powinniśmy być gotowi, gdy zdecydujemy się na ten model.

Fotografowanie w praktyce – o autofokusie i jakości zdjęć

W aparacie głównym pomocą jest laserowy autofokus z detekcją fazy – to już standard wśród współczesnych smartfonów. Ostrość ustawiana jest błyskawicznie, czy to w przypadku fotografowania czy filmowania. Aparat rozpoznaje także twarze i nie ma problemu ze śledzeniem ich w ruchu.

Autofokusa nie uświadczymy za to w trybie makro, podobnie jak w aparacie ultraszerokokątnym. Z punktu widzenia fotografa sam ten tryb jest jednak zbyteczny z uwagi na niską rozdzielczość. O wiele lepszy efekt uzyskuje się, fotografując z bliska obiekty w zwykłym trybie lub ewentualnie portretowym, jeżeli chcemy uzyskać modyfikowalny bokeh.

Przykładowe zdjęcia w trybie makro, 100-proc. rozdzielczość.

Domyślnie zdjęcia w trybie zwykłym zapisują się w rozdzielczości ok. 19 MP. Do wyboru mamy kilka ustawień proporcji: 1:1, 16:9, 3:4 lub 19,5:9. Aparat główny wykazuje tendencję do sztucznego wyostrzania szczegółów — oglądając zdjęcia w pełnym rozmiarze ma się wrażenie, jakby detale były potraktowane jakimś filtrem “malarskim” (popatrzcie na gałęzie drzewa na zdjęciu powyżej). Ale o ile nie zamierzamy robić wielkoformatowych wydruków do oglądania z bliska, to w normalnych warunkach, czyli kiedy będziemy udostępniać zdjęcia w mediach społecznościowych lub wywoływać fotoksiążki, to tej cechy nie zauważymy.

Przykładowe zdjęcie w trybie 108 MP (25 mm, 1/900 s, f/1.7, ISO 50)

Na życzenie możemy wykonywać zdjęcia w trybie 108-megapikseli (wyłącznie o proporcjach 3:4). W zależności od sceny potrafią one ważyć nawet 38 MB, ale ich jakość docenimy wyłącznie wtedy, gdy zdecydujemy się na wielkoformatowy wydruk lub oglądanie ich na kilkudziesięciocalowych ekranach, tudzież kiedy chcemy bez większych strat lepiej wykadrować obraz.

To, co warto podkreślić, to na pewno naturalna kolorystyka. Kolory są znacznie bliższe rzeczywistości niż w przypadku kamer konkurencji, które lubują się w jaskrawych barwach. No chyba, że włączymy wspomaganie SI, które lubi podkręcać saturację, ale to akurat normalne. Świetna jest także rozpiętość tonalna.

Rodzaje trybów i zdjęcia przykładowe

Zacznijmy trybu, który jest najbardziej interesujący z perspektywy miłośnika fotografii. Tryb Pro pozwala nam zapisać pliki albo w formacie JPEG albo RAW (DNG), zarówno w rozdzielczości ok. 25 MP jak i 108 MP. Z poziomu interfejsu możemy ustawiać wszystkie możliwe parametry obrazu: czas naświetlania, korektę ekspozycji, czułość ISO (50–6400), tryb AF, balans bieli (ustawienia predefiniowane lub wartości w Kelvinach), a także pomiar światła (matrycowy, centralnie ważony lub punktowy).

Po lewej zdjęcie w formacie RAW wywołane w Adobe Lightroom, po prawej zdjęcie z trybu zwykłego (25 mm, 1/400 s, f/1.7, ISO 63)

Nie brakuje tu także rzadziej spotykanych rozwiązań, jak oddzielenia ustawienia ostrości od pomiaru ekspozycji (przeciągamy okrąg ekspozycji i możemy osobno wyregulować obydwa parametry) oraz dwóch bardzo przydatnych funkcji – weryfikacji czasu naświetlania (niedoświetlone obszary podświetlone są na niebiesko, a prześwietlone na czerwono) oraz focus peaking (krawędzie w polu ostrości podświetlają się na czerwono). Trochę szkoda, że z obydwu rzeczy nie da się skorzystać równocześnie.

Interfejs - tryb pro.

W trybie Pro dostępne są także filtry — kilkanaście kolorowych i trzy czarno-białe. Poza wykonywaniem zdjęć możemy też w tym miejscu nagrać wideo z wybranymi przez nas ustawieniami.

Przykładowe zdjęcie w trybie panoramy.

Kolejny tryb to Panorama. Tu sprawa jest taka, jak w przypadku innych smartfonów — efekt będzie dobry, o ile odpowiednio powoli będziemy przesuwać smartfon i o ile w scenerii nie będzie poruszających się obiektów. Na przykładowym zdjęciu smartfon dobrze połączył zdjęcia w całość, ale poruszająca się na wietrze trzcina uległa delikatnemu rozmyciu.

Trybem, który szczególnie zdobył moje uznanie, okazał się tryb nocny. Przykładowe zdjęcia, jakie widzicie, udało się osiągnąć bez żadnej stabilizacji zewnętrznej. Takie fotografie aparat przetwarza dłużej niż zwykłe — od naciśnięcia spustu migawki musimy przez ok. 2–5 sekund trzymać nieruchomo smartfon, ale efekt jak na aparat w telefonie jest godny podziwu.

Może nie zawsze wszystkie elementy na zdjęciu są super ostre, a szumy na niebie są widoczne raz mniej, raz bardziej, ale jeżeli nie mamy czasu na zabawę w trybie manualnym, to tryb nocny może być naprawdę dobrą alternatywą. Kolorystyka jest jednak wierna rzeczywistości, a drobne niedostatki da się zawsze poprawić w postprodukcji. Niestety w tym trybie nie wykonamy zdjęcia o rozdzielczości 108 MP.

Następny tryb to właśnie wspominane 108 MP. Poza włączeniem tych samych filtrów, co w trybie Pro i ustawieniem zbliżenia, nic innego nie możemy tutaj ustawić. Pełna automatyka.

Kolejnym trybem, który na pewno spodoba się użytkownikom fotografującym swoich bliskich jest tryb portretowy. Wykorzystuje on dane z sensora głębi, by rozmywać tło. Efekt jest naprawdę dobry – rzadko kiedy widać uchybienia pomiaru ostrości, nawet na tak trudnych miejscach jak włosy.

Aparat nieźle symuluje zdjęcia wykonane lustrzanką.

Bardzo ten tryb polubiłam również dlatego, że można w nim manipulować przysłoną już po wykonaniu zdjęcia. Dzięki temu w momencie naciśnięcia spustu nie musimy nawet myśleć o tym parametrze. Tylko w tym trybie uzyskamy też dostęp do funkcji ślady światła, która pozwala w bardziej kreatywny sposób pobawić się bokehem, zmieniając kształt smug świetlnych oraz funkcji studia oświetlenia. Ta ostatnia działa jednak tylko w przypadku kadrów, gdzie twarz modela zajmuje większy obszar zdjęcia.

Jeżeli chodzi o zdjęcia z przedniego aparatu, to nie mają one dedykowanego trybu. Kamerę do selfie włączamy z menu zwykłego trybu zdjęć lub trybu portretowego. 20-megapikselowy aparat przedni również nie ma autofokusu – ostrzy nam na nieskończoność. Ich jakość jest ok – selfie przesyłamy i tak w skompresowanej formie znajomym przez komunikator, czy też wrzucamy na Instagram.

Selfie - tryb portretowy.

Panie ucieszą się na pewno z szeregu opcji retuszujących (większe oczy, szczuplejszy podbródek, węższy nos, gładka cera itd.). Tak jak wspominałam, można też uruchomić tryb portretowy i uzyskać bardziej przyjemną dla oka głębię. Studio oświetleniowe działa tak, jak widzicie na przykładowym obrazku – dzięki sensorowi głębi procesor obrazu może “odciąć” twarz modela od tła i dodać smugi światła układające się w kilka wzorków. Najlepiej działa to wtedy, gdy ma się albo super krótkie włosy, albo mocno związane, inaczej efekt wygląda nie najlepiej.

Reszta trybów dotyczy nagrywania wideo.

Filmowanie

W standardowym trybie wideo do wyboru mamy kilka rozdzielczości i klatkarzy: 720p/30 FPS, 1080p/30 FPS, 1080p/ 60 FPS, 4K/30 FPS, 4K/60 FPS oraz, czym może się pochwalić, póki co niewiele smartfonów na rynku – 8K/30FPS.

Tu należą się jednak drobne wyjaśnienia. Choć oficjalnie jest to rozdzielczosć 8K, to tak naprawdę, jak wynika z danych zastosowanego sensora Samsung ISOCell S5KHMX, jest to 6K w upscalingu. Jak wiemy, nic co jest sztucznie podnoszone cyfrowo, nie będzie miało takiej jakości jak oryginalny plik źródłowy w wyższej rozdzielczości. Nie zmienia to jednak faktu, że obraz i tak jest bardziej szczegółowy niż 4K i warto nagrywać w tym trybie, jeżeli myślimy później o konkretnej postprodukcji. Takie interpolowane 8K pozwoli bezstratnie wykadrować ujęcie czy zapisać zdjęcie z klatki o rozdzielczości 33-megapikseli.

Minusem nagrywania w 8K jest niestety brak jakiejkolwiek stabilizacji. Bez gimbala czy statywu raczej się nie obejdzie. Stabilizacja obrazu działa najlepiej w rozdzielczości Full HD. Co parę sekund da się zauważyć lekkie drżenie obrazu, nawet w centralnej części kadru, ale dla przeciętnego użytkownika (tj. nie-profesjonalisty) taka stabilizacja będzie w pełni wystarczająca.

W menu aparatu znajdziemy jeszcze tryb krótkiego wideo, który ogranicza nasz klip do 15 sekund (maksymalna rozdzielczość to Full HD przy klatkarzu 30 FPS), a także slow-motion. Tu również maksymalna rozdzielczość to Full HD, a do dyspozycji mamy klatkarz 120 FPS.

Tryb poklatkowy schowany jest w ustawieniach głównego trybu wideo. Pozwala zarejestrować film nawet w rozdzielczości 4K przy 30 kl./s. Jeżeli chodzi o interwały czasu to jest ich naprawdę sporo: od 0,06-sekundy do 60 sekund.

W ustawieniach głównego wideo znajdziemy też dwa ciekawe tryby, ale raczej stworzone z myślą o amatorskiej rozrywce i mediach społecznościowych. Jest to tryb poruszającego się obiektu, który automatycznie zoomuje nam na poruszający się obiekt oraz tryb VLOG, który na podstawie wybranego schematu przejść, kolorów i muzyki (7 motywów do wyboru), składa automatycznie 12 sekundowy klip.

Podsumowanie

Mocnymi stronami aparatu w Xiaomi Mi 10 są na pewno tryb profesjonalny z opcją zapisu plików RAW, satysfakcjonujące zdjęcia z trybu nocnego, a także wysoki poziom szczegółowości i kolorystyka. Przydatny może okazać się tryb filmowania 8K, o ile pomyślimy o zewnętrznej stabilizacji.

Mi 10 może z powodzeniem zastąpić kompaktowy aparat fotograficzny np. na wycieczkach, m.in. dzięki aparatowi ultraszerokokątnemu i bardzo dobrej automatyce. Szereg kreatywnych trybów ucieszy także miłośników mediów społecznościowych. Choć osobiście wolałabym zobaczyć tu jeden dobry teleobiektyw zamiast sensora głębi obrazu, ale to właśnie ten rodzaj kompromisu, o jakim pisałam na wstępie. Użytkownicy profesjonalni powinni spoglądać raczej w kierunku Mi 10 Pro – ale wszyscy inni nie będą rozczarowani po zakupie bazowej wersji.

(Wszystkie zdjęcia bez maseczki na twarzy zostały wykonane w przestrzeni niepublicznej.)

Materiał powstał przy współpracy z Xiaomi

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Fotografia mobilna:

Kolorowe kredki w smartfonie noszę, czyli Repix Kiedyś i dziś na jednym zdjęciu, czyli układanki fotograficzne z aplikacją Timera Huawei Honor V8 - podwójny aparat w tańszym modelu Fotograficzne inspiracje z Instagrama [cz. 3] Dobry design i prostota, czyli VSCO CAM w akcji [recenzja] Lume by Lichtfaktor - aplikacja do malowania światłem na iPada Afterlight - edytor, który warto przetestować FiLMiC Firstlight: świetna aplikacja fotograficzna z analogową duszą Nowa technologia budowy obiektywów zoom już niedługo nawet w najcieńszych smartfonach Czy smartfon nadaje się do fotografii czarno-białej? „Smartfonowy Zawrót Głowy” - premiera książki Jacka Boneckiego na Warszawskich Targach Książki HTC Re - wodoodporna kamerka dla każdego (smartfona)

Popularne w tym tygodniu:

Photoshop na iPada zyskuje czułość na nacisk pióra i narzędzie Krzywe iPhone 12: Czy będzie miał dużo lepszy aparat? Sharejoy AR animuje zdjęcia psów, by dać radość dzieciom