Wacom Cintiq 13HD - dotyk jeszcze bliżej [test]

13 cali, rozdzielczość Full HD i 3600 zł - tak najkrócej można opisać to uzależniające urządzenie.

Z tabletów korzystam od około trzech lat. Do dziś pamiętam, jak cieszyłem się jak dziecko, gdy podłączałem pierwszego, najmniejszego Bamboo, którego używam do dziś. Teraz nie wyobrażam sobie pracy bez tabletu. To tak, jakby porównywać precyzyjne rysowanie/maskowanie do bazgrania długopisem trzymanym w garści, co przypomina praca myszką. Po testach nowego Bamboo i Intuosa 5 przyszedł czas na najwyższą serię — Cintiq, która łączy w sobie tablet i ekran.

Dane techniczne

Cintiq 13 HD, jak sama nazwa wskazuje, jest wyposażony w ekran o przekątnej 13 cali i rozdzielczości Full HD. Tablet ma wielkość zbliżoną do 15-calowego laptopa. Do transportu używałem starej torby na komputer właśnie w tym rozmiarze.

Ekran wykonany jest w technologii IPS, co zapewnia dobre odwzorowanie barw i szerokie kąty widzenia. Malkontenci mogą narzekać na pokrycie 75% przestrzeni Adobe RGB, ale dla mnie nie jest to wielka wada, zwłaszcza że tablet jest zazwyczaj narzędziem pomocniczym.
Piórko wykrywa 2048 poziomów nacisku, tablet zaś nie jest wyposażony w funkcję dotyku - obsługuje się go jedynie rysikiem.

Budowa i wykonanie

Nigdy nie miałem zastrzeżeń do wykonania produktów Wacoma. Urządzenie zrobione jest z matowego plastiku wysokiej jakości, dodatkowo gumowanego na krótszych bokach urządzenia.

Podobnie jak w Intuosach po lewej stronie znajdują się cztery przyciski funkcyjne Express Keys oraz nawigator RockerRing. Można im przypisać różne funkcje. Szkoda tylko, że przyciski nie są podświetlane.

Zobacz również: Wideotest Sony Cyber-shot HX200V

Tablet podłącza się jednym kablem z wtyczką przypominającą złącze starszych iPodów. Przewód na końcu rozchodzi się na trzy końcówki: HDMI, USB i zasilania. To bardzo wygodne rozwiązanie, ponieważ nie ma plączących się kabli już przy samym tablecie. Dzięki temu można siedzieć nawet na sofie i obrabiać zdjęcia, trzymając urządzenie na kolanach. Szkoda, że nie ma możliwości wyposażenia Cintiqa w baterię. Pracując na laptopie, bylibyśmy uniezależnieni od źródła prądu. Do zestawu dołączona jest również podstawka pozwalająca na pracę pod trzema różnymi kątami (22, 35 i 50 stopni). O ile jej wykonanie jest naprawdę dobre, o tyle mocowanie i operowanie kątem kiepskie. Muszę przyznać, że musiałem się z nią siłować.

Prócz podstawki otrzymujemy w komplecie zgrabne etui zawierające piórko, dodatkowe rysiki, kolorowe nakładki i szczypczyki do wymiany rysików. Wacom Cintiq 13HD z wyglądu bardzo przypomina Intuosa 5 w rozmiarze M. Kiedy Cintiq jest wyłączony, można go pomylić właśnie z Intuosem. Jakość wykonania poszczególnych elementów zestawu nie budzi żadnych zastrzeżeń.

Obsługa

Po podłączeniu tabletu trzeba zdecydować, czy ma on wyświetlać obraz osobnego biurka, czy ma być klonowany z głównym ekranem. Ja wybrałem pierwszą opcję, bo klonowany obraz musi mieć tę samą rozdzielczość co ekran główny, a ponieważ ekran jednego mojego komputera ma rozdzielczość 1280 x 800, a drugi 2560 x 1440, musiałem obniżać rozdzielczość albo na tablecie, albo na dużym monitorze, co w obydwu przypadkach mijało się z celem.

Najlepiej byłoby, gdyby ekran miał taką samą rozdzielczość jak tablet, czyli Full HD.

Kolejnym krokiem jest prosta kalibracja. Na tablecie wyświetlają się cztery znaczniki, których należy po kolei dotknąć. Dzięki temu tablet precyzyjnie kalibruje położenie piórka.

Express Keys / RockerRing

Trudno było mi się przyzwyczaić do odłożenia klawiatury na większą część obróbki. Co ważne, każdy przycisk można zaprogramować właściwie dowolnie.

Ja przypisałem klawiszom funkcje m.in. powiększania, włączania pędzla, przesuwania obrazu, cofania czy kliknięcia prawym klawiszem myszki. Taki zestaw przycisków da się zaprogramować dowolnie dla różnych aplikacji. W Lightroomie zaprogramowałem dodatkowo przyciski do tagowania zdjęć.

Użytkowanie w praktyce

Muszę przyznać, że w małym Cintiq zakochałem się od pierwszego użycia, choć drażni mnie jedna rzecz, i od niej właśnie zacznę. Na co dzień korzystam z dwóch monitorów, pomaga mi to np. w pracy na Fotoblogii. Na jednym ekranie przeskalowuję zdjęcia do artykułu, na drugim go piszę albo na jednym obrabiam zdjęcia, a na drugim mam włączoną przeglądarkę internetową. Tak też używałem Cintiqa: czasem nie korzystałem z możliwości rysowania piórkiem, a jedynie służył mi jako drugi ekran. Niestety, brak możliwości postawienia go pod większym kątem niż 50 stopni utrudniał pracę. Myślę, że podstawka mogłaby być nieco lepiej dopracowana.

Cintiq przyjechał do mnie w idealnym momencie — tuż po dość dużej sesji packshotowej dla producenta zabawek. Niestety, zabawki bardzo niechętnie poddawały się szparowaniu. Ich kształty były bardzo skomplikowane, mnóstwo było jasnych elementów, które przy użyciu różdżki zaznaczały się razem z tłem. Innymi słowy, twardy orzech do zgryzienia. Musiałem zatem użyć piórka i lassa, co — jak wiadomo — jest czasochłonne. Na szczęście praca z Cintiq niesamowicie usprawniła ten proces. Tablet położyłem płasko na biurku i ponad dwukrotnie szybciej udawało mi się zaznaczać te skomplikowane produkty.

Obróbka zdjęć, szczególnie pod kątem dodge&burn czy dokładnego maskowania, to również bułka z masłem. O ile w przypadku tabletów bez ekranu praca jest bardzo efektywna, o tyle w przypadku Cintiqa zaczyna być superefektywna. Praca z Cintiqiem najzwyczajniej uzależnia. Wcześniej uruchomienie Photoshopa i szparowanie zdjęć było niemal karą, po podłączeniu Cintiqa kara zamieniła się w niezłą zabawę.

Podsumowanie

Co nam się podoba

Na uwagę zasługuje przenośna wielkość urządzenia. To świetne rozwiązanie dla osób obrabiających zdjęcia poza domem/biurem. Wykonanie to również najwyższy poziom. Największym plusem jest dla mnie wygoda użytkowania i skrócenie dystansu fotograf-zdjęcie. Po prostu muska się piórkiem to, co widać na ekranie - to niesamowicie wygodne.

Co nam się nie podoba

Nie przypadła mi do gustu dołączona podstawa, która jest niewygodna w mocowaniu i nie pozwala na ustawienie tabletu w pionie, kiedy wykorzystuje się go jako drugi monitor. Zabrakło mi również podświetlenia przycisków: gdy patrzy się w świecący ekran, giną.

Werdykt

Od początku pracy z tabletami bardzo je sobie chwaliłem. Nie ma znaczenia, czy korzystamy z tańszych czy droższych rozwiązań, obróbka zawsze będzie dokładniejsza niż w przypadku operowania myszką. Wacom Cintiq 13 jest tym, czego brakuje na moim biurku: nie zajmuje połowy pokoju, przyspiesza pracę, bez problemu mieści się w etui na laptopa i umożliwia dokładną obróbkę zdjęć poza domem. Nie jest pozbawiony drobnych wad, ale nie psują one bardzo dobrego wrażenia. Cena urządzenia, czyli około 3600 zł, jest wysoka, ale jeśli na co dzień obrabiałbym naprawdę dużo zdjęć lub zajmowałbym się tylko packshotami, byłby to uzasadniony wydatek. Po cichu liczę, że Wacom szybko się po niego nie zgłosi :).

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Nikon D610 - ale to już było [test] Samsung Galaxy NX – test pierwszego bezlusterkowca z Androidem, Wi-Fi i LTE [test] Nikon D5300 - przykładowe zdjęcia Panasonic Lumix G 12-32 mm f/3,5-5,6 - nowy rozdział wśród obiektywów [test] Nikon Df - pierwsze wrażenia Sony A7 – pierwsze wrażenia i zdjęcia testowe Fujifilm X-E2 i XQ1 - pierwsze wrażenia i zdjęcia Fujifilm Instax mini 90 Neo Classic - natychmiastowa zabawa w stylu retro [test] Panasonic Lumix GX7 - mistrz personalizacji [test] Olympus OM-D E-M1 - profesjonalista w swojej klasie [test] „Fotografowanie ludzi – o tworzeniu prawdziwych portretów“ – recenzja książki Zalamo.com - internetowe narzędzie dla fotografów do pracy z klientami [recenzja]

Popularne w tym tygodniu:

Feiyu Tech A2000 - wideotest nowego gimbala z dalekiego wschodu