Proste zdjęcia o prostym życiu? "Boiko" Jana Brykczyńskiego

"Boiko" to opowieść o życiu na wsi, jakiej - zdaje się - już nie ma. A jednak Jan Brykczyński odnalazł i przedstawił własną wizję świata w ukraińskich Karpatach.

W 2009 roku fotograf trafił do wioski w ukraińskich Karpatach. Przez kolejne kilka lat wracał tam regularnie, aby budować relację z jej mieszkańcami i móc opowiedzieć własną historię. "Tematy, które podejmuję, wynikają w moich wewnętrznych potrzeb. Mieszkając całe życie w mieście, czułem, że znam centrum, specyfikę życia w aglomeracji, dlatego chciałem poczuć peryferia, poznać takich ludzi jak oni. Kiedy tam trafiłem, początkowo moi bohaterowie patrzyli na mnie jak na kogoś z innej planety. Dla nich nie do pomyślenia był człowiek, który jedzie samochodem setki kilometrów, żeby porobić sobie zdjęcia" - opowiada fotograf.
© Jan Brykczyński

W 2009 roku fotograf trafił do wioski w ukraińskich Karpatach. Przez kolejne kilka lat wracał tam regularnie, aby budować relację z jej mieszkańcami i móc opowiedzieć własną historię. "Tematy, które podejmuję, wynikają w moich wewnętrznych potrzeb. Mieszkając całe życie w mieście, czułem, że znam centrum, specyfikę życia w aglomeracji, dlatego chciałem poczuć peryferia, poznać takich ludzi jak oni. Kiedy tam trafiłem, początkowo moi bohaterowie patrzyli na mnie jak na kogoś z innej planety. Dla nich nie do pomyślenia był człowiek, który jedzie samochodem setki kilometrów, żeby porobić sobie zdjęcia" - opowiada fotograf.

Z czasem autor zdjęć wszedł w klimat swoich bohaterów. "Słyszałem o pewnej babci, która podobno rzuca urok. Kiedy do niej trafiłem, starałem się jej nie podpaść. Zastanawiałem się, skąd taki skansen niemalże w środku Europy. Odpowiedź jest prosta: bieda, która zakonserwowała ich styl życia. Ale gdyby mieli wybór, zapewne ich życie wyglądałoby inaczej" - wspomina Jan Brykczyński.
© Jan Brykczyński

Z czasem autor zdjęć wszedł w klimat swoich bohaterów. "Słyszałem o pewnej babci, która podobno rzuca urok. Kiedy do niej trafiłem, starałem się jej nie podpaść. Zastanawiałem się, skąd taki skansen niemalże w środku Europy. Odpowiedź jest prosta: bieda, która zakonserwowała ich styl życia. Ale gdyby mieli wybór, zapewne ich życie wyglądałoby inaczej" - wspomina Jan Brykczyński.

"Nie można jednocześnie powiedzieć, że są oni zupełnie odcięci od tego, co dzieje się dookoła. Niemal wszyscy mają komórki, młodzież ubiera się współcześnie, a wiejskimi drogami jeżdżą samochody. Świat dociera do nich za pomocą telewizora, którego jednak świadomie nie chciałem pokazywać".
© Jan Brykczyński

"Nie można jednocześnie powiedzieć, że są oni zupełnie odcięci od tego, co dzieje się dookoła. Niemal wszyscy mają komórki, młodzież ubiera się współcześnie, a wiejskimi drogami jeżdżą samochody. Świat dociera do nich za pomocą telewizora, którego jednak świadomie nie chciałem pokazywać".

Brykczyński tak wspomina pracę z mieszkańcami wioski: "Kiedy pytałem moich bohaterów, czy mogę zrobić im zdjęcie, odpowiadali: »Możesz mnie sfotografować, ale muszę się przebrać«. Oni pozowali do zdjęć, tak jak to się robiło kiedyś. Musieli wyglądać godnie i poważnie. Za każdym razem, gdy do nich wracałem, miałem ze sobą plik odbitek. Dawałem im je w zamian za pozowanie".
© Jan Brykczyński

Brykczyński tak wspomina pracę z mieszkańcami wioski: "Kiedy pytałem moich bohaterów, czy mogę zrobić im zdjęcie, odpowiadali: »Możesz mnie sfotografować, ale muszę się przebrać«. Oni pozowali do zdjęć, tak jak to się robiło kiedyś. Musieli wyglądać godnie i poważnie. Za każdym razem, gdy do nich wracałem, miałem ze sobą plik odbitek. Dawałem im je w zamian za pozowanie".

Brykczyński świadomie zdecydował się na autorską wizję rzeczywistości, którą tam zastał. "Zdjęcia, które robiłem moim bohaterom, nie są wykonane z bliskiej odległości. Są statyczne, centralnie komponowane - to świadomy wybór. Te fotografie nie są po prostu zapisem rzeczywistości, nie mają też pokazywać tamtejszego folkloru. Są subiektywną, wyidealizowaną wizją. Jeśli chodzi o edycję, to nie ma tu też linearnej opowieści. Najważniejsze jest wrażenie, jakie robią zdjęcia. Chciałem, żeby odbiorca uwierzył w historię, którą mu opowiadam, nawet jeśli istnieje ona tylko w mojej głowie".
© Jan Brykczyński

Brykczyński świadomie zdecydował się na autorską wizję rzeczywistości, którą tam zastał. "Zdjęcia, które robiłem moim bohaterom, nie są wykonane z bliskiej odległości. Są statyczne, centralnie komponowane - to świadomy wybór. Te fotografie nie są po prostu zapisem rzeczywistości, nie mają też pokazywać tamtejszego folkloru. Są subiektywną, wyidealizowaną wizją. Jeśli chodzi o edycję, to nie ma tu też linearnej opowieści. Najważniejsze jest wrażenie, jakie robią zdjęcia. Chciałem, żeby odbiorca uwierzył w historię, którą mu opowiadam, nawet jeśli istnieje ona tylko w mojej głowie".

Brykczyński docenia możliwość, jaką dało mu obcowanie z Bojkami. "Dzięki nim nabrałem dystansu do życia i spraw, za którymi codziennie gonimy. Pozbyłem się wrażenia, jakie miałem jeszcze niedawno, żyjąc w mieście: że żyję pod kloszem".
© Jan Brykczyński

Brykczyński docenia możliwość, jaką dało mu obcowanie z Bojkami. "Dzięki nim nabrałem dystansu do życia i spraw, za którymi codziennie gonimy. Pozbyłem się wrażenia, jakie miałem jeszcze niedawno, żyjąc w mieście: że żyję pod kloszem".

Zobacz również: Fotoblogia.pl - największy blog o fotografii w Polsce

BOIKO
Zdjęcia: Jan Brykczyński
Teksty: Taras Prokhasko
Projekt: Ania Nałęcka / Tapir Book Design
85 stron, 37 kolorowych zdjęć
Twarda oprawa
230 x 210mm
Nakład całkowity w języku angielskim: 600 egzemplarzy
Wydanie specjalne książki: 50 numerowanych egzemplarzy z sygnowaną odbitką 
Cena wersji regularnej książki: 45 euro/190 zł + koszty wysyłki
www.janbrykczynski.com
© Jan Brykczyński

BOIKO
Zdjęcia: Jan Brykczyński
Teksty: Taras Prokhasko
Projekt: Ania Nałęcka / Tapir Book Design
85 stron, 37 kolorowych zdjęć
Twarda oprawa
230 x 210mm
Nakład całkowity w języku angielskim: 600 egzemplarzy
Wydanie specjalne książki: 50 numerowanych egzemplarzy z sygnowaną odbitką
Cena wersji regularnej książki: 45 euro/190 zł + koszty wysyłki
www.janbrykczynski.com

Artykuł jest relacją z premiery książki, która odbyła się 12 czerwca w Warszawie.
© Jan Brykczyński

Artykuł jest relacją z premiery książki, która odbyła się 12 czerwca w Warszawie.

W 2009 roku fotograf trafił do wioski w ukraińskich Karpatach. Przez kolejne kilka lat wracał tam regularnie, aby budując relację z jej mieszkańcami, opowiedzieć własną historię:
— Tematy, które podejmuję wynikają w moich wewnętrznych potrzeb. Mieszkając całe życie w mieście, czułem, że znam centrum, specyfikE życia w aglomeracji, dlatego chciałem poczuć peryferia, poznać takich ludzi, jak oni. Kiedy tam trafiłem, początkowo moi bohaterowie patrzyli na mnie, jak na kogoś z innej planety. Dla nich nie do pomyślenia był człowiek, który jedzie samochodem setki kilometrów, żeby porobić sobie zdjęcia — opowiada fotograf.

Z czasem autor zdjęć wszedł w klimat swoich bohaterów.
— Słyszałem o pewnej babci, która podobno rzuca urok. Kiedy do niej trafiłem, starałem się jej nie "podpaść". Zastanawiałem się skąd taki skansen niemalże w środku Europy i odpowiedź jest prosta: bieda, która zakonserwowała ich styl życia. Ale gdyby mieli wybór, zapewne ich życie wyglądałoby inaczej.

— Nie można jednocześnie powiedzieć, że są oni zupełnie odcięci od tego, co dzieje się dookoła. Niemal wszyscy mają komórki, młodzież ubiera się współcześnie, a wiejskimi drogami jeżdżą samochody. Świat do nich dociera za pomocą telewizora, którego jednak świadomie nie chciałem pokazywać.

Autor zdjęć wspomina pracę z mieszkańcami wioski:
— Kiedy prosiłem moich bohaterów o możliwość zrobienia im zdjęcia, odpowiadali: "Możesz mnie sfotografować, ale muszę się przebrać". Oni pozowali do zdjęć, jak to się robiło kiedyś. Musieli wyglądać godnie i poważnie. W zamian za pozowania za każdym razem, gdy do nich wracałem, miałem ze sobą plik odbitek, które im dawałem.

Autor świadomie zdecydował się na autorską wizję rzeczywistości, którą tam spotkał.
— Zdjęcia, które robiłem moim bohaterom nie są zrobione ze zbyt bliskiej odległości, zdjęcia są statyczne, a kompozycja często centralna, to świadomy wybór. Nie chciałem też pokazywać konkretnych ludzi, zdjęcia te nie są po prostu zapisem rzeczywistości, są subiektywną, wyidealizowaną wizją. Jeśli chodzi o edycję, wybór zdjęć, to nie ma tu też linearnej opowieści, najważniejsze są tu doznania wrażeniowe. Zdjęcia nie mają pokazywać folkloru, sielankowego wiejskiego życia. Chciałem, żeby odbiorca uwierzył w historię, którą mu opowiadam, nawet jeśli istnieje ona tylko w mojej głowie.

Jan docenia możliwość, jaką dało mu obcowanie z Bojkami:
— Dzięki nim nabrałem dystansu do życia i spraw, za którymi codziennie gonimy. Pozbyłem się wrażenia, jakie miałem jeszcze niedawno żyjąc w mieście, że żyję pod kloszem.

BOIKO
Zdjęcia: Jan Brykczyński
Teksty: Taras Prokhasko
Projekt: Ania Nałęcka / Tapir Book Design
85 stron, 37 kolorowych zdjęć
twarda oprawa
230 x 210mm
Nakład całkowity w języku angielskim: 600 egzemplarzy
Wydanie specjalne książki: 50 numerowanych egzemplarzy z sygnowaną odbitką
Cena wersji regularnej książki: 45 EUR/190 zł + koszty wysyłki
www.janbrykczynski.com
Tekst artykułu jest relacją z premiery książki.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł ma 1 komentarz

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Aktualności:

Aplikacja wideo zmienia jej twarz na żywo. Zobacz różnicę Kodak Ektachrome - legenda w średnim i wielkim formacie już niedługo Www sieci: Agencja Magnum Rockie Nolan vs. Reserved - wieści z placu boju Fotograficzny przegląd sieci - linki dnia Znamy zwycięzców kategorii otwartej oraz młodzieżowej SWPA 2016. Filip Wolak najlepszym fotografem architektury na świecie Grand Press Photo 2018 – rusza największy w Polsce konkurs fotografii prasowej Nik Collection wraca do gry. Nowa wersja od DxO już dostępna Wzruszające zdjęcie noworodka z prochami zmarłego brata bliźniaka Hakerzy, którzy odzyskali stare zdjęcia NASA 13. łódzki Fotofestiwal już w czerwcu! CorelDRAW Graphics Suite X6 – nowe wydanie pakietu dla grafików

Popularne w tym tygodniu:

Chłopiec wisiał nad przepaścią. Ojciec ryzykował życie dziecka dla zdjęcia Kodak sprzedany Chińczykom. Chodzi o papiery i chemię fotograficzną