Olympus PEN-F – melancholia lat 60. przeniesiona w XXI wiek [test]

Olympus PEN-F to najnowszy, topowy bezlusterkowiec serii PEN w ofercie japońskiego producenta, a zarazem jeden z najdroższych aparatów systemu Mikro Cztery Trzecie. Czy wygląd retro idzie w parze z najnowszą technologią? Sprawdzamy!

Opis i specyfikacja

Olympus PEN-F nie jest kontynuacją żadnej linii w obecnej ofercie. Najbliżej mu do modelu E-P5, który swoją premierę miał 3 lata temu, ale w E-P5 nie było wizjera, który w modelu PEN-F zagościł. Olympus plasuje go między liniami PEN i OM-D, przy czym jego parametry sprawiają, że najbliższym konkurentem w rodzinie Olympusa jest model OM-D E-M5 Mark II.

Olympus PEN-F to model bardzo mocno stylizowany na analogowy model PEN-F z lat 60., który był bardzo ciekawą konstrukcją. Był to aparat półklatkowy, czyli na 36-klatkowym filmie zapisywał 72 zdjęcia. Kolejną ciekawostką był fakt, że trzymając aparat poziomo, robiliśmy pionowe zdjęcia.

Na rynku ciężko znaleźć bezpośrednich konkurentów dla tego modelu. W podobnej cenie znajdziemy wiele modeli, ale decydując się na aparat o takim wyglądzie, trzeba brać również pod uwagę, że potencjalny nabywca nie patrzy tylko w tabelki, ale przede wszystkim na wygląd sprzętu i jego jakość wykonania. PEN-F będzie zatem konkurował z aparatami Fujifilm X-Pro2, X-E2s i Panasonikiem Lumix GX8.

Olympus PEN-F: specyfikacja aparatu
Rodzaj: bezlusterkowiec
Matryca: 4/3" (17,4×13 mm) Live MOS
Rozdzielczość: 20,3 Mpix (efektywne)
Procesor: TruePic VII
Czułość: ISO 200 — 25 600 (roszerzalna od ISO 80)
Zd. seryjne: 11 kl./s (migawka mechaniczna), 12 kl./s (migawka elektroniczna)
Filmy: Full HD, 24, 25, 30, 50, 60 kl./s (IPB, do 52 Mbps) i 30 kl./s (ALL-I, do 77 Mbps)
Obiektyw: M. Zuiko  Digital14–42 mm f/3.5–5.6 EZ lub 17 mm f/1.8
Stabilizacja: 5 osiowa stabilizacja sensora
Migawka: mechaniczna (60 s — 1/8000 s), elektroniczna (do 1/16000)
Formaty zapisu: RAW/ORF, JPEG
Rozdzielczość: 5184 x 3888 px
Pomiar światła: matrycowy, centralnie ważony, punktowy
Autofokus: detekcja kontrastu 81 punktów AF
Tryby AF: pojedynczy, ciągły, śledzący, wykrywanie twarzy i oka, wielopunktowy, strefowy, ręczny
Wizjer: elektroniczny OLED o rozdzielczości 2,36 mln punktów
Wyświetlacz: 3-calowy, odchylany, obracany, dotykowy o rozdzielczości 1,03 mln punktów
Gorąca stopka: tak
Komunikacja: Wi-Fi
Karta pamięci: SD/SDHC/SDXC
Zasilanie: akumulator BLN-1 o wydajności ok. 350 zdjęć
Złącza:

microHDMI (typu D), USB

Uszczelnienia: brak
Wymiary:

124,8 x 72,1 x 37,3 mm

Waga: 427 gramów z akumulatorem i kartą pamięci
Data premiery: 27 stycznia 2016 r.
Cena w dniu premiery: 5500 zł (korpus)

Budowa i obsługa

Korpus PEN’a-F został zaprojektowany na nowo i wykonany z aluminium, dzięki czemu waży 427 gramy z baterią i kartą. Bezlusterkowiec sprawia wrażenie, że jest bardzo solidny, chociaż nie za ciężki.

Nie sposób nie przyjrzeć się bliżej detalom i smaczkom, które zafundowali nam styliści Olympusa. Tak, jak wspomniałem na początku testu, jest to produkt typowo designerski, mniej techniczny. Stylistyka mocno nawiązuje do modelu PEN-F z 1963 roku. Zresztą odziedziczona po nim nazwa sama wskazuje, na które karty historii należy patrzeć, żeby znaleźć analogie. Inne modele Olympusa również stylizowane są na aparaty sprzed lat, ale jeszcze żaden z nich nie został wykonany z taką dbałością o szczegóły.

Przełączniki, koła nastaw, włącznik zostały wykonane z frezowanego aluminium, a elementy styku z dłonią, tworzywem o fakturze skóry. Obracając wyświetlacz, na jego tylnej części również znalazło się to tworzywo, co sprawia, że aparat może wyglądać jeszcze bardziej analogowo. Sam włącznik wygląda, jak rolka do przewijania filmu, a w gwintowany spust migawki możemy wkręcić tzw. miękki spust migawki.

Ja podczas testu korzystałem ze spustu wykonanego z kamienia „tygrysie oko”. Jeśli chodzi o wygląd, aparat w mojej ocenie deklasuje konkurencję, choć oczywiście to zupełnie subiektywne zdanie, każdy ma inny gust. Przyjrzyjmy się bliżej poszczególnym przełącznikom.

Na górze aparatu znajdziemy włącznik, stopkę lampy błyskowej, mikrofon stereo, przełącznik PASM z blokadą, gwintowany spust migawki opleciony jednym kołem nastaw, a także koło korekty ekspozycji i przycisk nagrywania filmów. Blokada koła trybów działa podobnie, jak w innych modelach producenta - jest włączona lub wyłączona. Nie trzeba więc za każdym razem wciskać przycisku, żeby zmienić tryb. Koła pracują z należytym oporem — nastaw z mniejszym, natomiast trybów, korekty ekspozycji i włącznik, z odpowiednio większym. Podczas fotografowania nie zdarzyło mi się obrócić któreś z nich przez przypadek.

Na tylnej ścianie w rogu umieszczono wizjer, stylizowany na dalmierzowy. To konstrukcja OLED zapożyczona z modelu E-M10 Mark II, o rozdzielczości 2.36 mln punktów, o powiększeniu x1,23. Do wizjera w tej części aparatu trzeba się przyzwyczaić, szczególnie jeśli wcześniej fotografowaliśmy aparatami z wizjerem w miejscu pryzmatu pentagonalnego.

Pod wizjerem umieszczono wyświetlacz znany z modelu E-M5 Mark II, o rozdzielczości 1.03 mln punktów. Jest on odchylany, obracany i wyposażony w funkcję dotyku. Do tego dobrze odwzorowuje barwy i jest odpowiednio jasny. Obok niego umieszczono 4-kierunkowy nawigator z przypisanymi domyślnie funkcjami, zestaw standardowych przycisków, a także przycisk funkcyjny. Nad ekranem znajdziemy drugi przycisk funkcyjny, drugie koło nastaw, a także nową dźwignię, która standardowo służy do zmiany krzywej tonalnej.

Nowością jest umieszczone koło kreatywne na przodzie obudowy, przy pomocy którego możemy modyfikować wygląd zdjęć, jeszcze na poziomie aparatu. Mamy do wyboru m.in tryby artystyczne, kreator zdjęć monochromatycznych, możliwość zmiany nasycenia poszczególnych barw, a także wprowadzać dominantę na nasze zdjęcia. Bliżej tym trybom przyjrzę się w dalszej części testu. Prócz tego znajdziemy jeszcze jeden przycisk funkcyjny.

Na boku obudowy umieszczono złącza USB i HDMI, natomiast na dole znajdziemy miejsce na baterię i slot karty pamięci. Szkoda, że nie znajdziemy gniazda słuchawkowego ani mikrofonowego. Minus PEN-F dostaje również za brak uszczelnień korpusu.

Obsługa

Nie mam zastrzeżeń do obsługi nowego PEN'a. Dwa koła nastaw i dodatkowe koło do zmiany kompensacji ekspozycji sprawiają, że podstawowe funkcje zmieniamy bez odrywania oka od wizjera. Dodatkowo, prócz trzech standardowych przycisków funkcyjnych, możemy zmienić działanie w sumie 9 przycisków, a także pokręteł, dla każdego z trybów PASM osobno. Możliwości personalizacji jest naprawdę dużo. Do tego dochodzą aż 4 programowalne tryby fotografowania. W porównaniu do poprzednich modeli zabrakło możliwości robienia kolaży i trybu scen. Jednak te tryby możemy przypisać do trybów C3 i C4.

Nowością jest wspomniana dźwignia do zmiany wartości krzywej tonalnej. Szkoda, że nie można jej przeprogramować, bo sam raczej nie korzystam z tej funkcji. Uruchamia się ją przesuwając w prawo lub lewo. Następnie kołami nastaw dostosowuje się krzywą, a z jej edycji wychodzi się dociskając przycisk migawki do połowy. Dźwignia służy również do edycji opcji, które uruchamiamy z poziomu przedniego koła kreatywnego.

Plus należy się za dodaną funkcję wybierania punktów AF przy pomocy ekranu dotykowego w momencie, gdy fotografujemy przy użyciu wizjera. Funkcja ta była dostępna od dłuższego czasu w Panasonikach, natomiast Olympus wprowadził ją wraz z modelem E-M10 Mark II. W przypadku PEN’a-F dla osób fotografujących prawym okiem będzie to bardzo wygodne, bo twarz w ogóle nie zasłania ekranu. Z mojego punktu widzenia ma to mniejsze zastosowanie, bo fotografując lewym okiem punkty AF mogę zmieniać…nosem, co wygodne nie jest. Ciężko jednak mieć pretensje do aparatu, że robię zdjęcia nie tym okiem, co trzeba.

Menu

Układ głównego menu nie zmienił się od lat, choć oczywiście na przestrzeni czasu dodano do niego wiele funkcji. Menu podzielone jest na 5 głównych kart, przy czym czwarta karta menu ustawień własnych zawiera 11 pozycji do zmiany bardziej zaawansowanych funkcji, jak chociażby programowanie przycisków czy ustawienia wizjera.

Mamy również menu podręczne aktywowane przyciskiem OK. Standardowo przysłania ono większość ekranu, ale możemy przełączyć jego wygląd tak, że z prawej wyświetlane są funkcje, a na dolnej belce wartości tych funkcji i jest to zdecydowanie wygodniejsze. Funkcja przełączenia nazywa się jednak „Live SPK” i niewiele mówi o tym, za co odpowiada. Nad tłumaczeniem niektórych oznaczeń Olympus mógłby jeszcze popracować.

Fotografowanie w praktyce

Miałem to szczęście, że Olympusem PEN-F fotografowałem naprawdę sporo. Jeszcze przed premierą zrobiłem nim sesję z Alicją, a potem zabrałem go na urlop do Portugalii. Fotografowałem głównie obiektywem M. Zuiko Digital 17 mm f/1.8, choć również korzystałem z 25 mm f/1.8 i 9–18 mm f/4–5.6. Całość nosiłem w zwykłej torbie Massimo Dutti, do której powkładałem przegródki pozostałe po rozplanowaniu typowo fotograficznych toreb Think Tanka czy Lowepro. Dzięki temu torba była mała, pasowała do aparatu i nie zdradzała wszystkim, że noszę w niej, bądź co bądź, nietani sprzęt.

Samo fotografowanie PEN’em-F jest naprawdę przyjemne, bardzo podobne do E-M5 Mark II. Migawka chodzi z podobną sprężystością, a aparat oferuje niemal takie same parametry. Do tego doceniłem mocno analogowy wygląd, który w połączeniu z małą stałką i odwróconym ekranem nie peszy ludzi na ulicy. Jeśli dodać do tego bezgłośną migawkę elektroniczną, mamy naprawdę ciekawy sprzęt do fotografii ulicznej. Jednak wygląd retro nie zabiera aparatowi funkcjonalności, jak choćby wielu możliwości personalizacji, o których pisałem wcześniej.

Aparat nieźle leży w dłoni, choć nie ma on w żaden sposób zaznaczonego gripa. Porównując do E-M1, na pewno nie jest to tak pewny chwyt, w którym cała dłoń obejmuje pokaźny grip. W Internecie niektórzy narzekają na środkowy palec ocierający się o koło kreatywne. Tu chyba również wiele zależy od fotografia — u mnie ten problem nie występował, choć rzeczywiście coś może być na rzeczy, bo koło znajduje się blisko wspomnianego palca.

Szybkość i wydajność

Olympus PEN-F jest naprawdę szybki. Od włączenia do zrobienia pierwszego zdjęcia mijają niespełna dwie sekundy, wraz z wyostrzeniem. Reakcja na spust migawki jest natychmiastowa (shutter lag to zaledwie 44 ms), a wszystkie inne funkcje działają bez żadnych opóźnień. Dobrze, że Olympus nie zastosował zbyt wielu animacji, które mogłyby spowolnić jego działanie. Po wykonaniu serii zdjęć, bez problemu możemy zmieniać kolejne funkcje, ale zdjęcia możemy oglądać dopiero po zapisaniu całej serii na karcie pamięci. W Internecie pojawiały się również narzekania na dłuższy czas wybudzania wizjera. W momencie, gdy główny ekran jest obrócony, po przyłożeniu oka do wizjera, jego aktywowanie zajmuje nie więcej niż sekundę.

Szybkość wykonywania zdjęć seryjnych wynosi do 11 kl./s, z autofokusem, zablokowaną ostrością na pierwszej klatce i 5 kl./s z ciągłym autofokusem. Wynik jest dobry, choć szkoda, że nie oferuje nieco większej sprawności z ciągłym AF. Pełną prędkość przy zapisie RAW + JPEG aparat utrzymuje przez ok. 2.8 sekundy. Przy zapisie JPEG w najwyższej jakości, maksymalna prędkość utrzymuje się przez ok. 4.3 sekundy. To niezły wynik, choć mogło być lepiej.

Autofokus

Układ AF bazuje na detekcji kontrastu w 81 punktach. Nie od dziś wiadomo, że autofokus w aparatach Mikro Cztery Trzecie jest jednym z najlepszych na rynku, szczególnie w trybie pojedynczym. PEN-F nie rozczarowuje ustawiając ostrość w czasie nieprzekraczającym pół sekundy, w dobrych warunkach oświetleniowych. W gorszym świetle układowi zdarza się kilkakrotnie przejechać skalę ostrości, ale ostrość potwierdzana jest w czasie poniżej sekundy.

Do tego autofokus jest bardzo celny, nietrafione zdjęcia należą do rzadkości i najczęściej tyczy się to szybko poruszających obiektów. Na plus zasługuje świetny system wykrywania twarzy i inteligentnego rozpoznawania bliższego oka. W fotografii portretowej znakomicie się to sprawdza, bo odpada nam zmiana punktów AF - aparat całość robi za nas i robi to naprawdę dobrze.

Autofokus w PEN’ie-F działa naprawdę świetnie, szczególnie patrząc na fakt, że bazuje on jedynie na prostej detekcji kontrastu, a mimo to jest znacznie szybszy, niż w np. Sony A7II, który dysponuje autofokusem hybrydowym. Duży plus!

Funkcja rozpoznawania twarzy działa bardzo dobrze. Podczas robienia zdjęć z Alą, zdałem się na automatykę wykrywania twarzy i tylko kilka zdjęć było nietrafionych. Pełna rozdzielczość

Stabilizacja

Układ stabilizacji PEN-F, podobnie jak ekran, odziedziczył po modelu E-M5 Mark II, który obecnie należy do jednego z najlepszych na świecie. System oferuje 5-osiową stabilizację sensora, a producent zapewnia o skuteczności na poziomie 5 EV. Wystarczy docisnąć do połowy spust migawki, żeby zobaczyć, jak skutecznie aparat niweluje wszystkie drgania dłoni. Podczas wyjazdu wiele fotografowałem z ręki i przy wietrznej pogodzie utrzymanie czasu 0.4 sekundy, przy ekwiwalencie 35 mm, nie było wielkim problemem.

Zdjęcie robiłem z ręki, nie jest poruszone, ale ostrość zdegradowała dyfrakcja.
Pełna rozdzielczość

Zrobiłem również test, w którym robiłem serie 5 zdjęć obiektywem 17 mm f/1.8. Za bazowy czas uznałem 1/40 sekundy, a następnie po każdej serii wydłużałem go o 1EV. Za zaliczony test uznawałem wartość, przy której 3 na 5 zdjęć wyszły ostre. Tu przyszło spore zaskoczenie, bo robiąc zdjęcia, trzymając stabilnie aparat, doszedłem do czasu 1.6 sekundy, gdzie wszystkie zdjęcia były ostre, co daje 6EV. Nawet przy 3.2 sekundy wyglądały nieźle, choć było widać delikatne poruszenie. Były to jednak warunki, w których mogłem trzymać aparat bardzo stabilnie, nie było żadnych podmuchów wiatru. Niemniej jednak 5EV, którymi chwali się, jest jak najbardziej do uzyskania w codziennym fotografowaniu. Świetny wynik!

Nawet przy ekwiwalencie 120 mm i wietrznej pogodzie udało mi się uzyskać nieporuszone zdjęcia przy czasie 0,4 sekundy. Niestety podobnie jak w zdjęciu powyżej, ostrość została zdegradowana przez dyfrakcję. Pełna rozdzielczość

Funkcje dodatkowe

Olympus w modelu PEN-F mocno postawił na zmianę wyglądu zdjęć już na poziomie aparatu. Do tego celu służy przednie koło kreatywne. Mamy do wyboru 4 pozycje:
— dodawanie dominanty (CRT)
— dodawanie filtrów artystycznych (ART)
— zmiana nasycenia barw (COLOR)
— tryb monochromatyczny (MONO)

Tryby zmiany barw działają w każdym z trybów PASM, podobnie jak tryb filtrów artystycznych. Zmiana poszczególnych funkcji jest naprawdę prosta. Zmian dokonujemy przesuwając dźwignię odpowiadającą również za krzywą tonalną, a następnie manipulujemy kołami nastaw.

Zmiany nanoszone są na pliki JPG, natomiast chcąc pracować w RAW’ach, nawet systemowe oprogramowanie Olympus Viewer nie odczytuje zmian wprowadzonych z poziomu aparatu, a szkoda.

Nie sposób jednak nie wspomnieć o kolejnej funkcji dodatkowej, jaką jest High Res Shot, czyli zdjęcia w bardzo wysokiej rozdzielczości. Po raz pierwszy Olympus wykorzystał ją w modelu E-M5 Mark II. Jej zasada działania jest dość prosta, ale bardzo efektywna. Układ stabilizacji przesuwa matrycę ośmiokrotnie, robiąc w sumie 8 zdjęć, a następnie składa je w jedno zdjęcie o znacznie większej rozdzielczości. Przy zapisie zdjęć JPEG, aparat oferuje 50, natomiast przy wykorzystaniu RAW’ów, ponad 80 megapikseli. Korzystałem z tej funkcji przy sesji komercyjnej w modelu E-M5 Mark II i sprawdziła się naprawdę rewelacyjnie. Warunek jest jeden — kadr musi być statyczny, a aparat musi stać na statywie, w przeciwnym wypadku zdjęcia nie wyjdą. Niemniej jednak to bardzo użyteczna funkcja, szczególnie w fotografii produktowej, która rzadko kiedy jest dynamiczna. Wtedy dostajemy możliwość robienia 80 megapikselowych zdjęć, przy cenie niewiele wyższej, niż 5000 zł za korpus.

Zdjęcie w rozdzielczości 80 megapikseli. Zapis z jakością 8 z poziomu Adobe Photoshop.
Pełna rozdzielczość

Prócz tego aparat oczywiście wyposażono w moduł Wi-Fi, za pomocą którego możemy połączyć się z urządzeniami mobilnymi i z ich poziomu sterować aparatem.

Filmy

Olympus PEN-F funkcje filmowe odziedziczył po modelu E-M5 Mark II. Oferuje zapis w rozdzielczości Full HD z prędkością do 60 kl./s. Aparat dysponuje czterema poziomami kompresji (ALL-I, Super Fine, Fine, Normal (IPB)). Przy wykorzystaniu kompresji ALL-I, w której każda klatka kompresowana jest osobno, mamy możliwość wykorzystania jedynie zapisu przy 30 kl./s. Pozostałe jakości kompresowane są metodą IPB, która kompresuje wiele klatek jednocześnie. Bitrate dla kompresji ALL-I wynosi 77 Mbps, przy IPB dla jakości Super Fine — 52 Mbps. Mamy możliwość wyboru ilości klatek na sekundę — 24, 25, 30, 50 i 60, a także 120 przy rozmiarze filmu 640×480.

Podczas filmowania możemy korzystać z ciągłego autofokusu, ale jeśli filmujemy krajobrazy czy inne statyczne sytuacje, lepiej zdać się na pojedynczy AF lub ręczne ustawienie ostrości. Przy ciągłym AF aparat po złapaniu ostrości i tak nadal jej szuka, co wiąże się z nieprzyjemnym rozostrzaniem filmu i jego lekkim pływaniem.

Podczas filmowania działa również stabilizacja. Możemy wybrać czy decydujemy się na użycie jedynie stabilizacji sensora, czy dodatkowo ma być wspomagana cyfrowo, co wiąże się ze zwiększeniem ekwiwalentu ogniskowej ze względu na konieczność pozostawienia marginesów do stabilizowania obrazu.

Układ radzi sobie naprawdę dobrze, choć widoczne jest delikatne pływanie i „galaretkowatość” obrazu podczas szybszych ruchów czy większych drgań. Niemniej jednak przy statycznych ujęciach bardzo dobrze amortyzuje mniejsze drgania dłoni.

Jakość filmów stoi na wysokim poziomie, są ostre, nie widać na nich nadmiernej kompresji. Podczas filmowania dachów Porto zauważyłem jednak delikatną morę na dachówkach, a efekt rolling shutter jest widoczny.

Podczas nagrywania filmów mamy możliwość zmiany parametrów ekspozycji, natomiast musimy uaktywnić ją z poziomu dotykowego ekranu. Dopiero wtedy możemy korygować parametry, zarówno dotykiem, jak i kołami nastaw. Na plus zasługuje zmiana przysłony, która domykana i otwierana jest płynnie podczas nagrywania — nie ma problemu z przeskakiwaniem ekspozycji i migotaniem obrazu.

Szkoda jednak, że producent nie dodał gniazd mikrofonu i słuchawkowego, a także usunął tryb zapisu barwnego flat, który zastosował w E-M5 Mark II. Dzięki niemu późniejsza postprodukcja jest bardziej efektywna. Olympus powinien również pomyśleć o 4K (choć ostatnio wprowadził tę funkcję w jednym z kompaktów), bo konkurencja w postaci Sony i Panasonika oferuje 4K od dłuższego czasu.

Jakość zdjęć

Szumy

Testy przeprowadziliśmy na plikach JPEG przy wyłączonym odszumianiu i przy ustawieniu starndardowym. Aplikacje Adobe, z których korzystamy przy wywoływaniu RAW’ów w naszych testach, jeszcze nie obsługują plików z PEN’a-F, który jest nowością na rynku i jeszcze nie ma go w sprzedaży.

Producent w nowym Olympusie umieścił nową, 20.3-megapikselową, matrycę Live MOS. Do tej pory Olympus oferował sensory 16-megapikselowe, ale tu również konkurencja wymusiła zwiększenie rozdzielczości. Matryca obsługiwana jest przez procesor TruePic VII i pracuje w zakresie czułości ISO 200–25600. Jakość zdjęć jest dobra, zauważalne zaszumienie pojawia się przy ISO 1600, ale do ISO 3200 jakość należy uznać za niezłą. ISO 6400 wprowadza mocniejsze zaszumienie, a zdjęcia tracą część nasycenia. Czułości rozszerzalne mocno degradują jakość obrazu i korzystanie z nich będzie wiązała się z bardzo mocnym zaszumieniem.

Wyłączone odszumianie

Włączone odszumianie — standard

Szczegóły

Obrazy produkowane przez Olympusa PEN-F są pełne detali, szczególnie na niższych ISO. Pierwszą degradację szczegółów dostrzeżemy przy ISO 800, ale to nadal dobra jakość. Wyraźniejsza degradacja następuje przy zwiększeniu ISO do 1600 i postępuje z każdym krokiem ISO. Chcąc fotografować szczegółowe obrazy, najlepiej nie przekraczać ISO 1600, choć wartości do ISO 800 oferują jeszcze wyższą szczegółowość.

Wyłączone odszumianie

Włączone odszumianie — standard

Zdjęcia przykładowe

Zdjęcia zostały zrobione w formacie JPG w trybie kolorów Neutral przy wyłączonym odszumianiu. W momencie publikacji testu, aplikacje Adobe nie obsługują plików RAW z tego aparatu.

Zdjęcia po korektach i konwersji do czerni i bieli

Podsumowanie

Co nam się podoba

Olympus PEN-F zachwyca przede wszystkim swoim wyglądem i dopracowaniem detali. Aparat dopracowany jest w najmniejszych szczegółach, wygląda wręcz biżuteryjnie. Jednak Olympus nie zapomniał o tym, że to aparat cyfrowy i musi chować najnowszą technologię. W jego obudowie znajdziemy nową matrycę oferującą dobrą jakość obrazu, duży i wygodny wizjer, a także dobry wyświetlacz. Na plus zasługują możliwości personalizacji, a także przemyślana, jak na tak niewielki korpus, ergonomia.

Nie można zapominać również o stabilizacji, która obecnie jest najlepszym układem na rynku. Robienie zdjęć z czasem dłuższym o 5EV nie stanowi większego problemu. Na plus zasługuje również szybki i skuteczny układ autofokusu z dobrym wykrywaniem twarzy. Ostatni plus PEN-F zgarnia jeszcze za tryb High Res Shot, oferujący nawet 80 megapikselowe RAW’y.

Co nam się nie podoba

Na minus należy policzyć obcięte możliwości filmowe w stosunku do E-M5 Mark II, brak gniazda mikrofonowego, a także brak uszczelnień. Olympus powinien przede wszystkim skupić się na dogonieniu konkurencji w filmowaniu - widoczna mora, efekt rolling shutter czy błądzący autofokus — nad tym warto popracować.

Werdykt

17 mm, 1/1000 s, f/7.1, ISO 200, 0.3

Z nowym PEN’em-F spędziłem sporo czasu i dobrze to wspominam. Robienie nim zdjęć po prostu sprawia przyjemność. Do tego aparat cieszy oko, bo to jeden z najładniejszych sprzętów na rynku. Nie obeszło się bez kilku wpadek, szczególnie w kwestii filmowania, ale ciężko do czegokolwiek mocniej się przyczepić. Spore emocje wywołuje cena - 5500 zł za korpus i 6900 zł za zestaw z obiektywem 17 mm f/1.8 oraz 6500 zł za zestaw z obiektywem 14–42 mm f/3.5–5.6 EZ.

Nie ma co ukrywać — nie jest to okazja roku, ale też nikt nie ukrywa, że PEN-F miał być taką okazją. Poza tym warto zwrócić uwagę na ogólnie rosnące ceny na rynku. Panasonic GX8 to koszt 5000 zł, Fujifilm X-Pro 2 — 7800 zł, a nowość od Sony, model A6300, wyceniany jest na 1250 euro.

Najrozsądniejszą opcją jest zakup z obiektywem 17 mm f/1.8, który w sprzedaży detalicznej kosztuje około 2300 zł, co w zestawie za niespełna 7000 zł robi się całkiem rozsądną opcją.

PEN-F jest bardzo udanym aparatem, który trudno ocenić jedynie przez pryzmat ilości funkcji, wygody chwytu czy najbardziej zaawansowanej ergonomii. Olympus w model PEN-F tchnął ducha sprzed 50 lat i czuć to, ale dopiero w momencie, gdy weźmiemy aparat w dłonie, a to taka wartość, której nie sposób opisać.

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy bezlusterkowców

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Zeiss Batis 85 mm f/1,8 [test] Jak działa Sony A7 II z obiektywami Canona? Sprawdzamy adaptery Metabones i Commlite [test] Test jakości zdjęć iPhone'a 6s. Czy Apple nadal jest królem fotograficznych smartfonów? Canon EOS–1D X Mark II - najszybsza lustrzanka świata w naszych rękach Fujifilm X-Pro2 - test flagowca łączącego tradycję z nowoczesnością Olympus PEN-F - pierwsze wrażenia i zdjęcia po jednym dniu spędzonym z aparatem Panasonic GX8, daj się przetestować! [test] Nikkor 24-70 mm f/2.8E ED VR - zoom na maksa? [recenzja] Zeiss Batis 85 mm f/1.8 - test portretówki do Sony A7 3 poradniki o fotografii portretowej M.Zuiko Digital ED 300 mm 1:4 PRO - moje pierwsze wrażenia z fotografowania w terenie Fujifilm X70, czyli kieszonkowe APS-C. Moje pierwsze wrażenia i zdjęcia Fujifilm X-Pro2 - współczesny dalmierz w naszych rękach Test Sony Xperia Z5 - sprawdzamy możliwości fotograficzne flagowca Pentax K-3 II - twardy zawodnik do fotografowania w plenerze [test] Test obiektywu Nikkor AF-S 85mm f/1.8G Zeiss ExoLens Mutar - pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe DJI Osmo - jak sprawuje się kamera ze zintegrowanym gimbalem? Pierwsze wrażenia Sony Action Cam HDR-AS50 - pierwsze wrażenia o nowej kamerze sportowej Pentax-D FA 24-70 mm f/2.8 ED SDM WR - pierwsze wrażenia i przykładowe zdjęcia z nowego obiektywu Nikon D5 - pierwsze wrażenia z premiery Nikon D500 - pierwsze wrażenia z Las Vegas Leica 100-400 mm f/4.0-6.3 - kompaktowy superteleobiektyw do systemu Mikro 4/3 w naszych rękach Panasonic Lumix TZ100 i TZ80 - nowe, kieszonkowe kompakty klasy premium w naszych rękach

Popularne w tym tygodniu:

Robimy oficjalny unboxing Canona EOS R, jako pierwsi w Polsce Feiyutech AK2000 i SPG2 to porządne gimbale o sporych możliwościach