Canon EOS 80D - niewielkie zmiany, które zmieniły naprawdę wiele [test]

Ten artykuł ma 6 stron:

Budowa i obsługa

Korpus Canona EOS 80D bardzo przypomina swojego poprzednika. Niedostrzegalną różnicą jest zmiana aluminium na żywicę poliwęglanową w korpusie aparatu, przez co jest on nieznacznie lżejszy od poprzednika (waga 730 gramów). Teraz cały korpus zbudowany jest ze wspomnianej żywicy z włóknem szklanym. Dodatkowo, aparat został uszczelniony, choć gąbczaste uszczelki przy slocie kart pamięci i baterii nie wyglądają zbyt solidnie.

Korpus jest dość słusznych rozmiarów, głęboki, gumowany grip powoduje, że aparat świetnie leży w dłoni. Kciuk trafia automatycznie na swoje miejsce, a guma w porównaniu do np. redakcyjnego 5D Mark III jest bardziej miękka i przyjemniejsza w dotyku. Tu nie mam żadnych zastrzeżeń do 80D.

Jak na korpus z wyższej półki przystało, w 80D znajdziemy szereg przycisków i elementów sterujących. Zacznijmy od jego górnej części. Po lewej umieszczono koło trybów z charakterystyczną blokadą. Aby zmienić tryb, jednym palcem musimy wcisnąć blokujący przycisk w środku koła. Pod nim umieszczono włącznik aparatu. Idąc dalej w prawo, znajdziemy wbudowaną lampę błyskową i gorącą stopkę. Na prawej części umieszczono szereg przycisków (AF, napędu, ISO i pomiaru światła), podświetlenie wyświetlacza monochromatycznego, jedno koło nastaw, spust migawki i nowy przycisk do przełączania trybu wyboru punktów AF. Szkoda, że przyciski wokół monochromatycznego ekranu nie są dwufunkcyjne, jak w wyższych modelach. Przez to nie zmienimy balansu bieli czy kompensacji lampy błyskowej nie wchodząc do menu. Wspomniane przyciski są również nieco zbyt płaskie i mają słabo wyczuwalny skok, przez co ciężko z nich korzystać, nie odrywając oka od wizjera. W 5D Mark III przyciski są lepiej zaprojektowane.

Na monochromatycznym ekranie umieszczono szereg podstawowych informacji - parametry naświetlania, ustawienia AF, napędu, czułości i pomiaru światła. Nie zabrakło również drabinki ekspozycji, wskazań baterii i informacji o statusie Wi-Fi.

Zobacz również: Canon 5D Mark III - test

Tył aparatu również bardzo przypomina poprzednika. W lewej części umieszczono przyciski menu i info, obok nich duży wizjer oparty o pryzmat pentagonalny ze 100% pokryciem kadru, a także przełącznik Live-View i filmowania. Pod kciukiem umieszczono przyciski AF-on, blokady ekspozycji i zmiany punktów AF. Poniżej znajdziemy przycisk Q wywołujący menu podręczne, drugie koło nastaw zespolone z 8-kierunkowym manipulatorem, który zastąpił joystick (zmiana nastąpiła z modelu 50D na 60D), a także przełącznik blokujący koło nastaw i przyciski odtwarzania i kasowania zdjęć. Większą część tylnej ściany zajmuje 3-calowy ekran o rozdzielczości 1,04 mln punktów, który wyposażono w funkcję dotyku. Dodatkowo, ekran umieszczono na przegubie, przez co możemy zrobić np. selfie, jak również fotografować z góry lub z dołu. Wszystko jest solidnie spasowane, nie wystają żadne taśmy i temu podobne. Ekran możemy obrócić na czas transportu, żeby nie uległ porysowaniu. Dobra robota.

Na lewej części korpusu umieszczono szereg złączy pod trzema zaślepkami, a także moduł NFC. Pod nimi znajdziemy gniazdo wężyka spustowego, gniazda mikrofonu i słuchawkowe, a także USB i mini HDMI. Na prawej ścianie umieszczono jedynie slot kart pamięci SD/SDHC/SDXC. Na dole oczywiście umieszczono baterię — model LP-E6N. To unowocześniony akumulator o większej pojemności, ale może być stosowany zamiennie z LP-E6. Na jednym ładowaniu jesteśmy w stanie zrobić bez problemu powyżej 1000 zdjęć. Przy normalnym korzystaniu z podglądu zrobionych zdjęć.

Na froncie aparatu umieszczono włącznik lampy błyskowej, przycisk podglądu głębi ostrości i blokadę obiektywu.

Obsługa

Każdy, kto wcześniej miał do czynienia z lustrzankami z wyższej półki Canona, nie będzie miał problemu z obsługą 80D. Wiele elementów zostało wyciągniętych na fizyczne przełączniki, więc wchodzenie do menu będzie raczej rzadkością. Nowością jest przycisk wyboru stref AF. Możemy się przełączać między wyborem jednego punktu AF, strefy 9 punktów, jednej z trzech stref (od prawej do lewej) lub z automatycznym wyborem ze wszystkich punktów. To dobre rozwiązanie, szczególnie mając do wyboru 45 punktów.

Dobrym posunięciem jest umożliwienie wyświetlenia większej liczby informacji na głównym ekranie po naciśnięciu przycisku info. Wtedy na ekranie pojawi się szereg szczegółowych informacji, poziomica lub podstawowe informacje, z których większość wyświetlana jest również na górnym wyświetlaczu.

W kwestii konfigurowania aparatu do swoich potrzeb i programowania przycisków, opcji nie ma zbyt dużo. Możemy zmienić działanie niektórych przycisków (AF-on, przycisku podglądu głębi ostrości) i kół nastaw, ale do wyboru mamy tylko kilka podobnych funkcji. Najbardziej programowalnym przyciskiem jest „set”, do którego możemy przypisać szereg funkcji. Niemniej jednak obsługa jest wygodna za sprawą wielu przycisków i przełączników, które zostały dobrze zaprojektowane przez inżynierów Canona.

Menu

W porównaniu do starszych Canonów, menu doczekało się delikatnego przeprojektowania i nabrało cech szeroko rozumianego „flat designu”, co wygląda nowocześnie, przejrzyście i estetycznie. W 70D menu było inaczej zbudowane, bo nie miało kart w zakładkach, a składało się z samych zakładek. To, w 80D jest wygodniejsze w obsłudze.

Układ menu w 70D był mniej przejrzysty

W górnej części ekranu znajdziemy 5 zakładek, w której umieszczono po kilka kart. Dodatkowo, ostatnia karta przeznaczona jest do skonfigurowania do swoich potrzeb. To bardzo dobre rozwiązanie, którego nie mają konkurenci. Podczas kilkuletniej pracy z Canonem korzystałem niemal wyłącznie z tej zakładki, gdzie umieściłem opcję formatowania karty, włączania sygnału potwierdzania ostrości czy innych, potrzebnych na co dzień funkcji. To, co jednak trochę dziwi, to brak możliwości zmiany funkcji filmu w trybie fotografowania, co z kolei jest możliwe np. w 5D Mark III. Menu możemy obsługiwać również dotykowo, tak jakbyśmy korzystali ze smartfona. Obsługa dotyku działa bardzo dobrze — za to plus.

Nie zabrakło również menu podręcznego, które uruchamiamy przyciskiem Q. Znajdziemy w nim szereg przydatnych funkcji, które w części są dublowane z tymi, które umieszczono na przyciskach. Niemniej jednak jego obsługa również jest bardzo wygodna. Poszczególne funkcje aparatu możemy zmieniać również w trybie Live-View. Wyciskając przycisk Q, aktywujemy możliwość zmiany funkcji z prawej i lewej części ekranu, dzięki czemu kadr pozostaje widoczny. Jak widać, opcji jest naprawdę dużo, ale na szczęście wszystko jest wygodne w obsłudze.

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy lustrzanek

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Czy można jaśniej? Sprawdzam obiektyw Voigtlander Nokton 35 mm f/1.2 Aspherical II Sony A9 II to definicja dwóch słów: jakość i ergonomia Profoto A1 - zabierz błysk ze sobą [wideotest] Superzoom wagi ciężkiej, czyli Sony FE 24-240 mm f/3,5-6,3 [test] Lowepro Streetline BP 250 - stylowy plecak przeznaczony do miejskiej dżungli [recenzja] Kompaktowy superzoom Panasonic Lumix DMC-FZ100 ? test [część 2] Canon EOS M5 - test bezlusterkowca, na którego długo czekaliśmy Sony Action Cam HDR-AS50 - pierwsze wrażenia o nowej kamerze sportowej Olympus 8 mm f/1.8 Pro Fisheye - nasze pierwsze wrażenia i zdjęcia Zalamo.com - internetowe narzędzie dla fotografów do pracy z klientami [recenzja] Nikon D5 - pierwsze wrażenia z premiery Sigma 20 mm F1.4 DG HSM - zdjęcia przykładowe