Piotr Pietryga przywraca do życia XIX-wieczną technikę fotograficzną

Piotr Pietryga sięga w swojej twórczości do początków fotografii. Portretuje on modeli techniką kolodionową, lub inaczej - „techniką mokrej płyty”, której tradycje sięgają XIX wieku. Specyficzna estetyka niejednokrotnie buduje nastrój niepokoju oraz wyciąga „zwierzęcą naturę” z portretowanej osoby.

Marcin Watemborski: Piotrek, powiedz proszę – jak długo zajmujesz się fotografią? Ktoś Cię na to nakierował czy była to Twoja wewnętrzna potrzeba?

Piotr Pietryga: Fotografuję od 12 lat. Na samym początku robiłem to po prostu dla siebie. Bez pośpiechu, z osobistym postępem – bez dyskusji z innymi fotografami, bez czytania internetowych forów.
© Piotr Pietryga / collodionprint.com

Marcin Watemborski: Piotrek, powiedz proszę – jak długo zajmujesz się fotografią? Ktoś Cię na to nakierował czy była to Twoja wewnętrzna potrzeba?

Piotr Pietryga: Fotografuję od 12 lat. Na samym początku robiłem to po prostu dla siebie. Bez pośpiechu, z osobistym postępem – bez dyskusji z innymi fotografami, bez czytania internetowych forów.

Co Cię wtedy motywowało?

Skupiałem się przede wszystkim na samym fotografowaniu i oglądaniu inspiracji. Do grona inspirujących mnie twórców szybko dołączyła Ewa Brzozowska, pracująca na Pentaconie Six. Byłem pod wielkim wrażeniem estetyki kwadratowych, analogowych kadrów. Kupiłem identyczny aparat, jakiego używała Ewa. 

Tak zaczęła się moja przygoda z fotografią analogową, która trwa do dzisiaj. Kwestią czasu było uzależnienie się od ciemni i tej wyjątkowej chwili, w której wywoływacz ujawnia obraz.
© Piotr Pietryga / collodionprint.com

Co Cię wtedy motywowało?

Skupiałem się przede wszystkim na samym fotografowaniu i oglądaniu inspiracji. Do grona inspirujących mnie twórców szybko dołączyła Ewa Brzozowska, pracująca na Pentaconie Six. Byłem pod wielkim wrażeniem estetyki kwadratowych, analogowych kadrów. Kupiłem identyczny aparat, jakiego używała Ewa.

Tak zaczęła się moja przygoda z fotografią analogową, która trwa do dzisiaj. Kwestią czasu było uzależnienie się od ciemni i tej wyjątkowej chwili, w której wywoływacz ujawnia obraz.

Jak rozwinęła się ta podróż?

W 2009 roku odkryłem zdjęcia Sary Moon i znowu historia się powtórzyła. Z powodu swojej fascynacji pracami innego fotografa, zapragnąłem nauczyć się nowej techniki. Bylem zahipnotyzowany surowymi kadrami pełnymi estetycznych błędów.

Pierwsze sesje kolodionowe robiłem w swoim pokoju, a ciemnię zrobiłem, ku przerażeniu sąsiadów, w piwnicy. Wszędzie unosił się zapach eteru. Później przeniosłem się na stałe do studia fotograficznego, chociaż trochę trwało znalezienie miejsca, którego właściciel zaakceptuje zapach eteru i octu oraz mnie chodzącego w czarnych od chemii fartuchach, i olbrzymiej, wielkoformatowej Globiki, zostawionej na stałe w studiu.
© Piotr Pietryga / collodionprint.com

Jak rozwinęła się ta podróż?

W 2009 roku odkryłem zdjęcia Sary Moon i znowu historia się powtórzyła. Z powodu swojej fascynacji pracami innego fotografa, zapragnąłem nauczyć się nowej techniki. Bylem zahipnotyzowany surowymi kadrami pełnymi estetycznych błędów.

Pierwsze sesje kolodionowe robiłem w swoim pokoju, a ciemnię zrobiłem, ku przerażeniu sąsiadów, w piwnicy. Wszędzie unosił się zapach eteru. Później przeniosłem się na stałe do studia fotograficznego, chociaż trochę trwało znalezienie miejsca, którego właściciel zaakceptuje zapach eteru i octu oraz mnie chodzącego w czarnych od chemii fartuchach, i olbrzymiej, wielkoformatowej Globiki, zostawionej na stałe w studiu.

Z tego, co pamiętam, Moon nie fotografuje techniką mokrej płyty. Jak to wszystko wyglądało?

Po pół roku intensywnego fotografowania na mokrym kolodionie, dowiedziałem się, że Sarah Moon nie fotografuje tą techniką, ale używa zupełnie innych, na przykład polaroidów. Było już za późno – zostałem kompletnie pochłonięty przez ten proces.

Wielu ambrotypistów wciąga się w kolodion, bo ekscytuje ich retro-otoczka sesji. Używają rekwizytów, by stylizować za ich pomocą pozujące osoby. Nawet sami przebierają się za XIX-wiecznych fotografów w trakcie sesji. 

Mnie nie pociąga ta strona fotografii kolodionowej. Jestem pragmatykiem i podobają mi się praktyczne aspekty, idące za wykorzystaniem tego medium.
© Piotr Pietryga / collodionprint.com

Z tego, co pamiętam, Moon nie fotografuje techniką mokrej płyty. Jak to wszystko wyglądało?

Po pół roku intensywnego fotografowania na mokrym kolodionie, dowiedziałem się, że Sarah Moon nie fotografuje tą techniką, ale używa zupełnie innych, na przykład polaroidów. Było już za późno – zostałem kompletnie pochłonięty przez ten proces.

Wielu ambrotypistów wciąga się w kolodion, bo ekscytuje ich retro-otoczka sesji. Używają rekwizytów, by stylizować za ich pomocą pozujące osoby. Nawet sami przebierają się za XIX-wiecznych fotografów w trakcie sesji.

Mnie nie pociąga ta strona fotografii kolodionowej. Jestem pragmatykiem i podobają mi się praktyczne aspekty, idące za wykorzystaniem tego medium.

Co konkretnie sprawia, że jest to wyjątkowa technika?

Pociąga mnie przede wszystkim specyfika pracy kolodionisty. Jest dużo spokojniejsza. Sesje bardziej mnie relaksują. 

Gdy robi się tylko jedno zdjęcie na 20 minut, można, a nawet trzeba, maksymalnie skupić się na kompozycji.
© Piotr Pietryga / collodionprint.com

Co konkretnie sprawia, że jest to wyjątkowa technika?

Pociąga mnie przede wszystkim specyfika pracy kolodionisty. Jest dużo spokojniejsza. Sesje bardziej mnie relaksują.

Gdy robi się tylko jedno zdjęcie na 20 minut, można, a nawet trzeba, maksymalnie skupić się na kompozycji.

Co Cię najbardziej „kręci” w mokrej płycie?

Jednym z powodów, dlaczego nigdy nie zrezygnuję kompletnie z wykonywania ambrotypów jest mienienie się srebra w jasnych partiach obrazu. Jakby nie patrzeć – obraz na płycie kolodionowej jest stworzony z czystego srebra, które osiada na kawałku szkła. 

Kolejnym czynnikiem, dla którego ta technika jest dla mnie fascynująca, to moja „teoria dwóch twarzy”.
© Piotr Pietryga / collodionprint.com

Co Cię najbardziej „kręci” w mokrej płycie?

Jednym z powodów, dlaczego nigdy nie zrezygnuję kompletnie z wykonywania ambrotypów jest mienienie się srebra w jasnych partiach obrazu. Jakby nie patrzeć – obraz na płycie kolodionowej jest stworzony z czystego srebra, które osiada na kawałku szkła.

Kolejnym czynnikiem, dla którego ta technika jest dla mnie fascynująca, to moja „teoria dwóch twarzy”.

Zobacz również: Co jest kluczem do dobrego portretu? Opowiada Szymon Szcześniak

Na czym polega ta teoria?

Każdy z nas ma dwie twarze. Pierwszą widzimy na naszych zwykłych zdjęciach, natomiast druga pojawia się na emulsji kolodionowej. Oprócz bycia lustrzanym odbiciem, twarz ta utrwalona jest na materiale nieczułym na czerwone pasmo światła oraz wyczulonym na niebieski. Wygląda ona zupełnie inaczej – dumniej, bardziej demonicznie i nieoczywiście. To jedna z kwestii, która może przekonać do zapozowania do takiej fotografii.

Wspomniałem o wrażliwości emulsji na niebieski kolor. Dzięki tej właściwości, osoby o niebieskich oczach wyglądają na fotografiach wręcz „wilczo”.
© Piotr Pietryga / collodionprint.com

Na czym polega ta teoria?

Każdy z nas ma dwie twarze. Pierwszą widzimy na naszych zwykłych zdjęciach, natomiast druga pojawia się na emulsji kolodionowej. Oprócz bycia lustrzanym odbiciem, twarz ta utrwalona jest na materiale nieczułym na czerwone pasmo światła oraz wyczulonym na niebieski. Wygląda ona zupełnie inaczej – dumniej, bardziej demonicznie i nieoczywiście. To jedna z kwestii, która może przekonać do zapozowania do takiej fotografii.

Wspomniałem o wrażliwości emulsji na niebieski kolor. Dzięki tej właściwości, osoby o niebieskich oczach wyglądają na fotografiach wręcz „wilczo”.

Jakiego sprzętu używasz do uprawiania swojej fotografii?

Do tworzenia ambrotypów, wedle klasycznych XIX-wiecznych założeń, używam przede wszystkim starego studyjnego aparatu Globica, do zadań w plenerze – Mentora Studio. Oba aparaty są wielkoformatowe i naświetlają obraz o wymiarach 13 x 18 cm.

W studio używam przede wszystkim światła błyskowego – pozwala ono na większą kreatywność przy naświetlaniu. Błysk musi być wyzwolony wielokrotnie. Nie używam „headrestów”, czyli specjalnych statywów na kark, których używają niektórzy kolodioniści. W moim odczuciu zbyt ogranicza to swobodę twórczą – zawęża możliwości ustawienia pozy fotografowanej osoby.
© Piotr Pietryga / collodionprint.com

Jakiego sprzętu używasz do uprawiania swojej fotografii?

Do tworzenia ambrotypów, wedle klasycznych XIX-wiecznych założeń, używam przede wszystkim starego studyjnego aparatu Globica, do zadań w plenerze – Mentora Studio. Oba aparaty są wielkoformatowe i naświetlają obraz o wymiarach 13 x 18 cm.

W studio używam przede wszystkim światła błyskowego – pozwala ono na większą kreatywność przy naświetlaniu. Błysk musi być wyzwolony wielokrotnie. Nie używam „headrestów”, czyli specjalnych statywów na kark, których używają niektórzy kolodioniści. W moim odczuciu zbyt ogranicza to swobodę twórczą – zawęża możliwości ustawienia pozy fotografowanej osoby.

Jakie są Twoje plany na dalszy rozwój?

Obecnie skupiam się przede wszystkim na rozwijaniu swojej techniki - „Collodion Print”, przy pomocy której naświetlam pliki cyfrowe i skany negatywów jako ambrotypy. Dzięki temu fotografie te uzyskują spektakularność kolodionu. Błysk czystego srebra i kontrolowaną niedoskonałość obrazu. 

Niedawno wykonałem dużą wystawę, która polegała na naświetleniu osiemnastu wielkoformatowych ambrotypów ze zdjęć znanych, w świecie polskiej fotografii, portrecistów. Można było ją zobaczyć podczas Targów w Łodzi. Na jesień będzie ona pokazywana ponownie w Warszawie.

Planuję również eksperymentowanie ze sposobem prezentacji kolodionów na wystawach poprzez ich kreatywne oświetlanie – tworzenie swoistych instalacji przestrzennych z ambrotypów i chwilowym odejściu od płaskiej powierzchni szkła, w kierunku bardziej trójwymiarowych form.
© Piotr Pietryga / collodionprint.com

Jakie są Twoje plany na dalszy rozwój?

Obecnie skupiam się przede wszystkim na rozwijaniu swojej techniki - „Collodion Print”, przy pomocy której naświetlam pliki cyfrowe i skany negatywów jako ambrotypy. Dzięki temu fotografie te uzyskują spektakularność kolodionu. Błysk czystego srebra i kontrolowaną niedoskonałość obrazu.

Niedawno wykonałem dużą wystawę, która polegała na naświetleniu osiemnastu wielkoformatowych ambrotypów ze zdjęć znanych, w świecie polskiej fotografii, portrecistów. Można było ją zobaczyć podczas Targów w Łodzi. Na jesień będzie ona pokazywana ponownie w Warszawie.

Planuję również eksperymentowanie ze sposobem prezentacji kolodionów na wystawach poprzez ich kreatywne oświetlanie – tworzenie swoistych instalacji przestrzennych z ambrotypów i chwilowym odejściu od płaskiej powierzchni szkła, w kierunku bardziej trójwymiarowych form.

Zdjęcia wykorzystane za zgodą autora.
© Piotr Pietryga / collodionprint.com

Zdjęcia wykorzystane za zgodą autora.

© Piotr Pietryga / collodionprint.com
© Piotr Pietryga / collodionprint.com
© Piotr Pietryga / collodionprint.com
Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Inspiracje:

Fotoopa, czyli foto-dziadek z kosmicznym systemem do makro fotografii Spojrzenie na ulice i decydujący moment według Arka Rataja Ari Seth Cohen przedstawia modne... babcie Islandia to prawdziwy raj dla minimalistów. Również tych krajobrazowych "Duchy Czarnobyla” widziane przez aparat otworkowy Grzegorza Sawy-Borysławskiego Codzienne życie w Kioto zachwyca różnorodnością. To Japonia, którą chcecie poznać Dokumentalne portrety pokazują zwyczaje ludzi podczas kolacji w dni powszednie H-artcollective - mobilna fotografia uliczna Kuba to miejsce mieszanych uczuć. Piękne i mroczne jednocześnie Ognie, wybuchy i całująca się para. To zdjęcie to naprawdę jedno ujęcie! Formuła Drift niczym miniaturowa makieta dzięki efektom tilt-shift [wideo] Erotyka sprzed 100 lat, czyli bez gorsetu, turniury i pantalonów

Popularne w tym tygodniu:

Nur-Sułtan, stolica Kazachstanu, to miasto z przyszłości. Pokazał je Patryk Biegański Tak widzi nas cały świat, czyli Polska w Google Street View Profesjonalna sesja zdjęciowa kota podbija serca internautów. Wyszła świetnie! Hiszpanka - historia najbardziej śmiertelnej pandemii XX wieku ONZ apeluje do artystów: Prześlij swoje prace i pomóż w walce z koronawirusem Pijane słonie z prowincji Junnan, delfiny w Wenecji i inne. Obalamy fake newsa Kwarantanna – dla jednych przymus, dla innych raj. Skejterzy opanowują miasta Ludzie z całego świata odtwarzają klasyczne obrazy. Podejmiesz wyzwanie? Artystka odwiedza zamarznięty Bajkał od lat. Jej zdjęcia są zachwycające Humor na kwarantannie to podstawa. Te zdjęcia podnoszą na duchu Zdjęcia wesołych piesków poprawią ci humor na kwarantannie Czym grozi złamanie kwarantanny? To jedna z humorystycznych wizji