© Marcin Watemborski / Watemborski

Wkłady Fujifilm instax mini Monochrome to gratka dla sentymentalnego minimalisty

Dzięki firmie Fujifilm i jej produktach z serii instax, fotografia natychmiastowa wraca do życia. Materiały nie są tak drogie jak polaroidy, a ich jakość jest dość wysoka. Niedawno producent wypuścił serię czarno-białych wkładów do aparatów instax mini. Oto kilka słów na ich temat.

O co chodzi?

Serii Fujifim instax nie trzeba przedstawiać. Produkty do fotografii natychmiastowej tego producenta bardzo szybko zyskały uznanie na rynku profesjonalistów oraz pasjonatów. Wkłady do aparatów instax mini cieszą się popularnością i w wariancie kolorowym występują wraz z różnymi ramkami i dodatkami. Producent rozwija też intensywnie swoją ofertę aparatów oraz drukarek na wkłady z serii instax mini: instax mini 70, instax mini 90 Neo Classic czy instax SHARE SP-2. Te produkty stają się coraz bardziej popularne także w Polsce, gdzie właśnie dzisiaj został otwarty pierwszy w naszym kraju dedykowany sklep Instax Store.

Nowością na rynku jest seria czarno-białych wkładów do aparatów natychmiastowych instax mini – Fujifilm instax mini Monochrome. Ładunek jest zapakowany w stylowe czarno-szaro-białe kartonowe opakowanie. Wewnątrz znajdziemy kasetkę w hermetycznie zamkniętym woreczku. Sama kasetka wygląda identycznie, jak te znane z wkładów kolorowych. Czułość wynosi ISO 800, a rozmiar odpowiada standardom instaxa mini – 54 mm x 86 mm z ramką, 46 mm x 62 mm sam obraz. Każdy ładunek zawiera 10 zdjęć.

Jak wkłady sprawują się w boju?

Do testów wykorzystałem aparat Fujifilm instax mini 25 o ogniskowej 60 mm i przysłonie f/12.7. Nie miałem żadnego problemu z załadowaniem wkładu, ze względu na jego standardowy dla instaxa format. Jako że jestem wielbicielem fotografowania w czerni i bieli – nie mogłem się doczekać efektów. Od razu poszedłem fotografować.

Wrocławskie Nadodrze i Ołbin to specyficzne miejsca, gdzie można znaleźć wiele tajemniczych zakamarków, co wydało mi się odpowiednie do fotografowania aparatem natychmiastowym, który mogłem bez problemu schować do kieszeni. Musiałem wziąć pod uwagę to, że o tej porze roku jest zimno jak diabli, więc wykonane zdjęcie, podobnie jak z polaroidami, wkładałem od razu do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Z moich obserwacji wynika, że nie ma to większego wpływu na estetykę samego zdjęcia, aczkolwiek w zimnie chemia zdecydowanie wolniej pracuje. W temperaturze pokojowej zdjęcie wywołuje się w pełni, w czasie 3–5 minut.

Charakterystyka filmu

Zobacz również: Canon EOS M5 - pierwsze wrażenia z premiery na targach Photokina 2016

Oglądając zdjęcia z instaxa zwróciłem uwagę na to, że różnią się one estetycznie. Jest to zależne od natężenia światła zastanego, które potrafi być silniejsze od wbudowanej lampy błyskowej aparatu. W takich przypadkach kontrast całej fotografii jest obniżony, lecz nie jakoś krytycznie. Poziom nasycenia czerni i bieli określiłbym jako zadowalający. Jeśli zwrócicie uwagę na zdjęcia zrobione z bliska – kontrast jest znacznie silniejszy dzięki ostremu światłu niewielkiego flesza.

Muszę przyznać, że jestem zachwycony odwzorowaniem czerni i bieli oraz brakiem dominanty kolorystycznej. Na wstępnie założyłem, że zdjęcia nie będą idealnie monochromatyczne i będzie występował zafarb – obstawiałem magentę lub niebieskie tony. Przyglądając się zdjęciom, zwróciłem uwagę, że są one delikatnie ciepłe, co pozytywnie wpływa na ich odbiór. Nadaje to pewnego rodzaju nostalgicznego charakteru takiej fotografii.

Na zdjęciach nie zaobserwowałem żadnych przebarwień w czerniach ani bielach (skany w teście są kolorowe) – plamki, widoczne na niektórych zdjęciach, to śnieg, który jak na ironię musiał padać podczas testów. Mimo śniegu, wilgoci i niskiej temperatury – wkłady wywołały się prawidłowo, nie wystąpiły na nich artefakty, ani się nie rozwarstwiły.

Werdykt

Podsumowując – czy warto? Warto! Każdy miłośnik fotografii natychmiastowej na pewno odnajdzie dzięki wkładom Fujifilm instax mini Monochrome nową radość fotografowania. Melancholijny i nostalgiczny nastrój, gwarantowany przez estetykę tych zdjęć, na pewno odnajdzie niejednego zwolennika. Osobiście czuję, że definitywnie przerzucę się na czarno-białe instaxy. Opakowanie wkładów kosztuje ok. 45 złotych, więc jest droższe od kolorowych, ale moim zdaniem nie jest to duża różnica.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł ma 1 komentarz

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Testy:

Samsung NX10 - TEST część 1 Jak twarda jest karta Sony Tough? Sprawdziliśmy to w praktyce [WIDEO] Olympus OM-D E-M10 - dopracowany, rozsądny i piękny [test] Canon 5Ds - aparat, w którym wszystko jest „bardziej" [cz.1] Canon Powershot SX500 IS - miniaparat z maksizoomem [wideotest] Canon G1X Mark II - aparat pełen sprzeczności [test] Canon PowerShot G12 i SX30 IS - pierwsze zdjęcia [galeria] Voigtländer Heliar 75mm f/1.8 Classic - niedoceniany mistrz portretów Vanguard VEO 235AB - statyw na lekko [test] Subiektywnie o Leica M Monochrom Typ 246 Krótki test: Panasonic Lumix LS85 Zeiss Milvus 50 mm f/1.4 - zdjęcia przykładowe z premiery