© Marcin Watemborski / Watemborski

Stroppa – nowa marka pasków premium. Jak sprawują się w praktyce?

Stroppa to ręcznie robione paski do aparatów, wykonane z lin. Charakteryzują się eleganckim minimalistycznym wzornictwem oraz dużą wytrzymałością. Czy jednak sprawdzą się w codziennym użytkowaniu?

Stroppa to firma, której założycielem jest Mateusz Grybczyński, fotograf uliczny, który ceni sobie wyczucie smaku oraz elegancję. Gdy pojawiły się wzmianki o powstaniu nowej marki produktów premium, byłem niezmiernie ciekawy, w jakim kierunku to pójdzie. Poprosiłem więc Mateusza o prezentację jego produktów.

Dla kogo i do czego?


Otrzymaliśmy od producenta 3 paski w różnych długościach i o różnych wzorach. Dwa z nich były czarne, jeden szary - „sweterkowy”. Różnią się one nie tylko wyglądem i długością, ale też fakturą – splot ma różną gęstość, a materiał odmienną twardość. Mnie oraz Krzyśkowi najbardziej przypadły do gustu proste czarne modele – z moją Minoltą XG2 oraz Olympusem PEN-F Krzyśka prezentują się naprawdę rewelacyjnie. Mikołaj wybrał dla siebie i swojego Zenita (specjalna edycja olimpijska) wersję sweterkową, która dodała nostalgii.

Akcesorium jest przeznaczone do aparatów o wadze nieprzekraczającej 1 kg, czyli świetnie sprawdzi się przy lustrzankach w stylu retro, bezlusterkowcach oraz aparatach kompaktowych. W przypadku dużych lustrzanek cyfrowych nie będzie wyglądało to najlepiej, ani nie będzie specjalnie praktyczne. Paski przeznaczone są do noszenia na ramieniu, szyi lub owinięcia sobie ich wokół nadgarstka. Na stronie producenta mamy możliwość zamówienia pasków o różnej długości – w zależności od naszych potrzeb i upodobań.

Wygląd i jakość wykonania


Paski są zakończone ręcznie zszywaną, twardą skórą, która jest roślinnie garbowana. Szew siodełkowy, zastosowany na końcach, jest najtrwalszym szwem, używanym w siodłach jeździeckich od stuleci. Gwarantuje to niezawodność produktu i wysoką wytrzymałość. Dalej spotkamy się z metalowym kółeczkiem, podłożonym innym, miękkim kawałkiem skóry. Ma on na celu ochronienie sprzętu przed otarciami.

Pierwszy pasek jest wykonany z liny, na moje oko nylonowej, o luźniejszym, aczkolwiek grubym splocie. Nie jest za twardy ani za miękki. Nadaje się idealnie do lekkiego aparatu – nie wrzyna się on w ramię, ani nie pozostawia śladów na ubraniu.

Drugi, który otrzymał Olympus PEN-F Krzyśka, jest nieznacznie cieńszy, a jego splot jest mocniejszy, co sprawia, że akcesorium jest sztywniejsze, ale również wytrzymałe. Przy naciągnięciu paska nie zauważymy tego, by zmieniał swoją strukturę. To kawał solidnie wykonanej roboty.

Trzeci, szary pasek, jest wykonany z miękkiego, przyjemnego w dotyku materiału. Nie jest błyszczący i sprawia wrażenie, jakby został wykonany z naturalnych materiałów. Jedyną moją obawą w przypadku tego konkretnego modelu jest to, że w przypadku zalania mogą pojawić się plamy lub z czasem może się delikatnie zmechacić.

Na każdy z pasków po jednej stronie umieszczono niewielką czerwoną metkę, która mocno się odznacza, podkreślając nazwę marki. Jednak jeśli nie chcecie obnosić się z nazwą – bez problemu ją odprujecie, chociaż czy naprawdę jest sens?

Zobacz również: Sony A77 Mark II - test

Co nam się podoba, a co nas boli


Ogromną zaletą pasków Stroppa jest ich wzornictwo. Osobiście uwielbiam produkty proste i praktyczne, bez zbędnych udziwnień. Te akcesoria spełniają moje wymagania pod tym względem w 100 procentach. Szczerze przyznaję, że paski świetnie się prezentują. Co do wytrzymałości – po użytkowaniu paska przez tydzień nie zauważyłem jakiejkolwiek zmiany jego struktury, ani podatności na uszkodzenia. Wykonanie jest na naprawdę wysokim poziomie, a informacja o ręcznym wykonaniu produktu, specjalnie mnie, czule łechta ego.

Jeśli chodzi o minusy – w pierwszej kolejności jest to cena. Pojedynczy pasek kosztuje aż 140 złotych. Mimo tego że są to najtańsze paski tego typu na rynku – wciąż jest to dużo, ale powiedzmy szczerze — za jakość wykonania i piękne wykończenie warto zapłacić parę groszy więcej. Drugą kwestią, która gdzieś tam mnie ugodziła, jest ta czerwona metka. O ile w przypadku aparatów Leica czerwona kropka jest czymś pożądanym, to w przypadku pasków niekoniecznie. Metka mogłaby się mniej rzucać w oczy, chociaż w rzeczywistości natężenie czerwonego koloru jest mniejsze, niż może się wydawać na zdjęciach. Kwestia gustu — jednym to pewnie nie będzie przeszkadzać, innym może.

Werdykt

Użytkowanie pasków Stroppa sprawia przyjemność. Nie ma problemów z mocowaniem, a wizualnie wszystko gra tak, jak powinno. Niezobowiązująca estetyka produktu pasuje zarówno do produktów retro, jak i do współczesnych aparatów. Przyznaję – jest naprawdę dobrze!

Paski znajdziecie na stronie producenta w cenie 140 złotych. Nie zapomnijcie, że możecie dostosować ich długość do własnych potrzeb.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Wyzwalacze radiowe Phottix Odin - i czas synchronizacji przestaje mieć znaczenie [test] Nikon Coolpix P100, czyli ultrazoom bez kompromisów - TEST część 1 Subiektywnie o Leica M Monochrom Typ 246 Voigtländer Ultra Wide Heliar Aspherical II 12 mm f/5.6 - Ultra szeroka maszyna do kreowania równoległej rzeczywistości Tamron SP 90mm F/2.8 Di MACRO VC USD - nasze pierwsze zdjęcia przykładowe iPhone 6 - świetny aparat ze sprytnie ukrytymi wadami [test] Nikkor 24-70 mm f/2.8E ED VR - zoom na maksa? [recenzja] Canon EOS M10 - zdjęcia przykładowe i pierwsze wrażenia Węgiel tanieje! Test statywu Genesis C3 (plus Genesis A3 dla towarzystwa) Canon EF 50 mm f/1.8 STM - niedroga przepustka do poważnej fotografii [recenzja] Casio Exilim EX-G1 ? test [część 2] Sigma 50-100 mm F1.8 DC HSM Art. Jasno – jaśniej – Sigma [test]