Zdjęcie filmu. O fotograficznych portretach

Czy można sfotografować film? Nie chodzi o eksperymenty z pogranicza mediów podejmowane przez konceptualistów z Warsztatu Formy Filmowej czy post konceptualistów, takich jak Hiroshi Sugimoto. Czy możliwy jest przekonujący portret zbiorowy międzynarodowego środowiska tworzącego przemysł filmowy? Inny niż celebrycki i hollywoodzki, który znamy aż za dobrze (czerwony dywan i tłum paparazzich). Chodziłoby raczej o autentyczny zbiorowy portret autorów, którzy stanowią o nowej jakości ambitnego kina.

Tworzony od 2009 roku dla Nowych Horyzontów projekt autorstwa Łukasza Gawrońskiego, Macieja Kulczyńskiego i Rafała Placka jest jedyną w swoim rodzaju próbą stworzenia reprezentatywnej panoramy światowego filmu początku XXI wieku. Grubo ponad dwieście portretów reżyserów, operatorów, producentów, a także artystów wizualnych, to majstersztyk w wykonaniu kreujących całość fotografów. To także niezwykły przekrój realizowanego we Wrocławiu przez Romana Gutka festiwalu, stanowiący jego wizytówkę, zakreślający horyzont i odsłaniający ambicje organizatorów. To również dokument epoki i epicka opowieść o filmie.

Ekspresyjne, inscenizowane portrety rozpatrywać można w kontekście historii fotografii. Od połowy XIX wieku fotografowie, tacy jak Disderi czy Nadar, tworzyli własny panteon postaci istotnych dla kultury i polityki (w owym czasie bracia Lumière byli małymi chłopcami i nikt nie marzył nawet o świecie filmu, jaki dziś znamy). Adresowane do odbiorców z klasy średniej albumy fotograficzne utrwalały i przybliżały oblicza elity paryskiej socjety, ale także artystycznej bohemy. Ambitne początki fotograficznego panteonu szybko rozmienione zostały na wiele realizowanych pod masową publikę projektów celebryckich, akcentujących nie tyle psychologiczną głębię modeli i kreatywność fotografów, ile spłaszczony wizerunek (image) „pięknych i bogatych”.

Fotograficzny cykl Łukasza Gawrońskiego, Macieja Kulczyńskiego i Rafała Placka zdecydowanie nawiązuje do źródeł, sytuując się raczej po stronie prac artystycznych niż medialnych zleceń. Zarówno konsekwentna forma, jak i sposób pracy z modelem oraz ograniczenie do skali szarości, świadczą o pragnieniu uszlachetnienia i ujednolicenia zdjęć, tak by stanowiły zamkniętą, spójną formalnie, a przez to ciekawą dla odbiorcy całość. Zrealizowany przez fotografów projekt portretowy jest systematycznym, rozłożonym na lata, procesem umiejętnie prowadzonym przez autorów.

W fotografii ‒ zwłaszcza polskiej fotografii ‒ niezwykle mało mamy podobnych realizacji. Zwykle fotograf z łapanki realizuje pojedynczy portret lub co najwyżej liczącą kilka, w najlepszym razie, kilkanaście zdjęć sesję i tyle. Długoterminowe projekty wymagają stałej współpracy, zgrania, a nade wszystko pomysłu. Jeśli zostaną zakończone sukcesem, zwykle trafiają do podręczników historii, jak w wypadku słynnych portretów Augusta Sandera (Antlitz der Zeit. Menschen des 20. Jahrhunderts).

Jednocześnie projekt fotografowania ludzi filmu to dobry przyczynek do dyskusji nad kondycją portretu w ogóle. Nie ma co się łudzić, w Polsce tradycja portretu – z braku silnego mieszczaństwa – nie była nigdy aż tak mocna, jak choćby w nieodległych Niemczech. Nie jest jednak tak, że zupełnie nic w tej materii się nie działo. Wyobrażenie Polaków na temat własny chyba najlepiej w ostatnich dekadach oddała słynna wystawa Marka Rostworowskiego, na której nieprzypadkowo znalazło się wprawdzie wiele szlacheckich portretów trumiennych i malarski panteon romantycznych (a także z racji na kontekst historyczny – ludowych) bohaterów, ale za to nie pojawiła się na niej ani jedna fotografia.

Norwidowskiemu z gruntu „autoportretowi narodu” składającemu się z wybitnych osobistości, wieszczów, władców, generałów, bohaterów (rzadziej zdrajców) przeciwstawić można nieobecną tradycję mieszczańskiej fotografii, owej – jak ująłby to francuski socjolog Pierre Bourdieu – „sztuki średniej” z jej oddaniem codzienności, zwyczajności. Nie zagłębiając się w ciekawą skądinąd historię fotograficznego portretu, sięgającą wstecz Karola Beyera, Walerego Rzewuskiego, Witkacego, Jerzego Benedykta Dorysa, warto zastanowić się nad specyfiką polskiego portretu fotograficznego w epoce selfie; epoce przez jednych uznawanej za schyłkową, a przez drugich za szczytową w rozwoju medium, a kto wie, może i cywilizacji.

Zobacz również: Zachowanie faktury i koloru przy obróbce skóry

Codzienność portretu polskiego po 1989 roku z pewnością określają ramy spektaklu medialnego i wzrost znaczenia prasy ilustrowanej, kobiecej oraz tabloidowej. Do historii przejdą z pewnością wybrane z tłumu twarze medialnych gwiazd i gwiazdeczek, reprezentantów kasty celebrytów („znanych z tego, że są znani”), ale także polityków i indywidualności kultury, pisarzy, reżyserów, aktorów, poetów. Najciekawszymi portrecistami epoki są: korzystający z warsztatu fotografii kreacyjnej i fotografii mody Igor Omulecki, Zuza Krajewska, Jacek Kołodziejski, Bartek Wieczorek, Magdalena Wunsche i Agnieszka Samsel, zahaczający o fotoreportaż Rafał Milach, Filip Ćwik, Bogdan Krężel, Jan Brykczyński czy zdeklarowani dokumentaliści, jak Konrad Pustoła, Paweł Bownik, Andrzej Georgiew. Wśród wielu portrecistów rzadko pojawia się twórca skoncentrowany wyłącznie na portrecie lub wykorzystujący portret do uwiecznienia jednej, wybranej grupy społecznej.

W tym kontekście wymienić należy nieistniejący już duet Zorka Project (Monika Bereżecka i Monika Redzisz). Zdjęcia wykonywane przez „Zorki” przedstawiały niczym w tytule najbardziej znanego cyklu Przeciętni zwyczajnych ludzi. Maciej Pisuk poświęcił kilka lat na fotografowanie swoich sąsiadów z ulicy Brzeskiej na warszawskiej Pradze. Szymon Rogiński dał się poznać jako fotograf środowiska artystów współczesnych, a Przemysław Pokrycki założył firmę wykonującą portrety podczas uroczystości chrzcin, pierwszej komunii, ślubu i stypy, tworząc na tej bazie antropologiczny i zarazem artystyczny projekt pt. Rytuały przejścia. Nawet z pobieżnego opisu widać wyraźnie, że stylistycznie i – przede wszystkim – metodologicznie współcześni fotografowie z roczników 1970 i 1980 wiele zawdzięczają wybitnej fotografce i autorce zapisu socjologicznego Zofii Rydet.

Dzięki precyzyjnemu, technicznemu medium możliwe stało się pokazanie tych, którzy do tej pory byli „niewidzialni” (czy też raczej wykluczeni z „Polaków portretu własnego”). O nieobecności w „autoportrecie narodu” klasy średniej, o niższej nie wspominając, decydować musiały względy ideologiczne, przekładające się na sądy estetyczne. Jak pisał francuski filozof Jacques Rancière: „żeby sztuki mechaniczne mogły obdarzyć masy – a raczej anonimową jednostkę – widzialnością, muszą być najpierw same traktowane jak sztuki. To znaczy muszą być najpierw rozpoznane jako coś więcej niż tylko technika reprodukcji lub rozpowszechniania. Ta sama zasada, która zapewnia rozpoznawalność zwykłemu człowiekowi, sprawia też, że fotografia lub kino mogą być sztukami”. Tak rozumiany demokratyczny portret społeczeństwa zakłada spojrzenie techniczne i nietworzące hierarchii, ale też równoznaczność każdego z uchwyconych na obrazie obszarów. Zakłada jeśli nie zniesienie, to na pewno naruszenie szeregu opozycji: tego, co wysokie i niskie, elitarne i popularne, artystyczne i komercyjne.

Dopiero w ostatnich latach można powiedzieć, że mamy do czynienia z odejściem w przeszłość paradygmatu romantycznego, który określał specyfikę kultury polskiej od pierwszej połowy wieku XIX, a więc okresu – o czym warto pamiętać – gdy pojawiła się fotografia. Nawet ten krótki przegląd polskiej fotografii portretowej dowodzi, że w ostatnich dwóch dekadach mieliśmy do czynienia ze znaczącym ożywieniem. W tym kontekście rozpatrywać można portretowy projekt Łukasza Gawrońskiego, Macieja Kulczyńskiego i Rafała Placka jako uzupełnienie i rozszerzenie swoistego imaginarium współczesnej kultury wizualnej. Także rozszerzenie na świat. Ważne, gdyż polscy fotografowie ‒ niczym fotografujący od niemal półwiecza inteligencję klasyk portretu Krzysztof Gierałtowski ‒ skłonni są interesować się, widzieć i fotografować niemal wyłącznie Polskę i Polaków.

Łukasz Gawroński, Maciej Kulczyński i Rafał Placek nie stanowią kolektywu i pracując nad portretami, mogli „grać na siebie”. A jednak udało im się powściągnąć artystyczne ego i podporządkować nadrzędnej idei. Było to możliwe przede wszystkim przez koncentrację na modelu, a nie na sobie, co ‒ paradoksalnie ‒ jest dość typowe w środowisku portrecistów, którzy bardziej niż modelem/modelką zainteresowani są własnym ja.

Przeglądając zdjęcia, można zauważyć, jak Rafał Placek poszukuje w portretowanych szczególnego charakteru oraz intensywności, z kolei Łukasz Gawroński jest ‒ jak sam o sobie mówi ‒ „ironicznym dokumentalistą”. Maciej Kulczyński, starając się uchwycić elementy osobowości filmowych, chętnie wykorzystuje wodę jako element scenografii. Woda, jak zauważa, pozwala wprowadzić do fotografii dynamikę, co w ostateczności powoduje, że otrzymujemy zaskakujący obraz. Wszystkie elementy wyróżniające poszczególnych autorów łączą się ze sobą, tworząc nową, syntetyczną jakość.

Portrety Łukasza Gawrońskiego, Macieja Kulczyńskiego i Rafała Placka są różnorodne, tak jak fotografowani modele. Każdy znajdzie tu coś dla siebie ‒ od prostych, wręcz minimalistycznych zdjęć psychologicznych po zaskakujące scenografią obrazy nawiązujące i często interpretujące twórczość lub konkretny film danego reżysera. W pewnym sensie autorzy „reżyserują” swój własny film. Ustawiają, pozują, reinterpretują i fotografują. To jednocześnie projekt wielowarstwowy i wielokulturowy. Z jednej strony mamy gwiazdy kina i łatwo rozpoznawalne nawet dla laika ikony, z drugiej efemerydy, artystów, zdolnych debiutantów. Jest w tym demokratycznym w gruncie rzeczy ujęciu coś z ducha wrocławskiego festiwalu. Film ‒ podobnie jak fotograficzna sesja ‒ jest pretekstem do rozmowy, lepszego poznania, zrozumienia, przełamania barier kulturowych, emocjonalnych blokad, estetycznych uprzedzeń.

Przygotowywany przez te wszystkie lata album jest dziełem, które przeciwstawić można zalewającej Internet fali popularnych selfie i dominującym w prasie popularnym fotkom celebryckim. Jest w tym także wiele z przekory i dystansu, poczucia humoru, które składają się na dziwną, niespotykaną gdzie indziej mieszankę. Te zdjęcia mogły być wykonane tylko we Wrocławiu. W przysłowiowym Berlinie i Londynie byłyby komercyjnymi migawkami wrzucanymi pospiesznie na FTP-y i dodawanymi do press-packów. Zdjęcia Łukasza Gawrońskiego, Macieja Kulczyńskiego i Rafała Placka proponują nieco inne spojrzenie, z ukosa, bez niepotrzebnej spinki. Można oczekiwać, że również dla fotografowanych przez wrocławski tercet gwiazd portrety wykonane przy okazji Nowych Horyzontów będą ciekawym, innym spojrzeniem na ich własną twórczość i na nich samych.

Autor: Adam Mazur

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Ciekawostki:

Książę Dubaju stworzył niesamowite zdjęcia swojego miasta Nieznane zdjęcia znanych ludzi pokazują ich w zupełnie innym świetle Niesamowite zdjęcie "białej tęczy” Melvina Nicholsona hitem Internetu Ile megapikseli ma ludzkie oko? Najbardziej zwariowane i niebezpieczne zdjęcie ślubne, jakie widzieliśmy 48 obiektywów złączonych w jeden, czyli jak astronomowie szukają nowych galaktyk Poznajcie historię "Śniadania na szczycie drapacza chmur" - jednego z najbardziej znanych zdjęć na świecie Teksty, których nigdy nie powinieneś usłyszeć od profesjonalnego fotografa YOSO – aplikacja, która przypomni tradycyjny styl pracy fotografa z 12, 24 lub 36 klatkami Sony stawia kolejny krok w dziedzinie miniaturyzacji cyfrowych matryc Te zdjęcia przypominają, dlaczego męska moda lat 70. powinna zostać zapomniana Klimatyczne zimowe zdjęcia Manny'ego Ortiza uchywcone nowym bezlusterkowcem Sony a6500 (sphere) - nowy obiektyw, który zamieni twój aparat w kamerę 360 stopni Filtr STC Astro-Multispectra Clip pozwoli fotografować rozgwieżdżone niebo bez zanieczyszczeń świetlnych Klucz francuski, który wygląda jak przysłona, to idealne narzędzie dla fotografa-majsterkowicza Co za moc! Ten dron jest w stanie unieść człowieka Czy wiedzieliście, że Olympus miał aparat do fotografii natychmiastowej? Oto Olympus Camedia C-211 GoPro poleciało w powietrze. Ustabilizowany obraz pokazuje interesującą perspektywę Nie tylko młodość Wydawca reedycji książki "O kompozycji w fotografii" Witolda Dederki, potrzebuje waszego wsparcia Wystarczy zrobić zdjęcie smartfonem, aby wiedzieć o człowieku niemal wszystko Obiektyw z obustronnym mocowaniem - nietypowy patent zgłoszony przez Canona Przypadkowy mężczyzna wszedł umyślnie w kadr fotoreporterom podczas robienia zdjęć RED Weapon kontra iPhone 7 Plus – potraficie rozróżnić, który film powstał z której kamery?

Popularne w tym tygodniu:

Poznajcie ludzi, którzy sfotografowali się ze swoimi podobiznami sprzed… kilkuset lat Nowy Zenit będzie bazować na pełnoklatkowym bezlusterkowcu Leica? Zobaczcie film oświetlony tylko... dronami Stary motor Harley-Davidson, podróże i ciemnia. Oto mobilne studio mokrego kolodionu Powstała mapa praw regulujących loty dronami Profesjonalny portret prosto z budki fotograficznej. To współczesne spojrzenie na dawny trend