Sony A6000 - solidny bezlusterkowiec w rozsądnej cenie [test]

Sony po cichu zabiło nazwę NEX, ale nie przestało produkować bezlusterkowców. Czy Sony A6000, czyli następca modelu NEX-6 będzie równie udany?

Ten artykuł ma 6 stron:


Sony to trochę dziwna firma, co chwilę zmienia bowiem oznaczenia swoich aparatów. Żeby być na bieżąco, trzeba było dokładnie śledzić, który aparat jest aktualnym modelem. NEX-y dostawały kolejne litery przypisane do cyfr, np. NEX 5T/N/R itd. Aparaty SLT z kolei otrzymywały kolejne, wyższe oznaczenia, np. A57, A58, ale już następcą A77 jest nie A78, tylko A77 II, a A3000 A3500. Chciałbym poznać klucz, którym kieruje się Sony w nazewnictwie swoich aparatów. Pomijając jednak klasyfikację, bezlusterkowce Sony zawsze cieszyły się dobrą opinią. Konkurencja dla A6000 to z pewnością Olympus E-M10, Fuji X-M1, Samsung NX30, Nikon D5300 i Canon 700D. Sprawdziłem, czy nowy A6000 jest równie dobry jak jego poprzednicy.

Budowa i obsługa

Sony A6000 wykonano ze stopu magnezowego powleczonego tworzywem. Materiał ma przyjemną fakturę i nie jest podatny na zarysowania. Głęboki grip pokryto w całości gumą, a aparat bardzo dobrze leży w dłoni. Mam jedynie obawy o mocowanie szerszych obiektywów; w takim wypadku między obiektywem a gripem może być zbyt mało miejsca, aby komfortowo umieścić palce.

Korpus waży 344 g z baterią i kartą, więc nie należy do ciężkich, ale sprawia wrażenie solidnego i dobrze spasowanego. Nie jest to najwyższa półka, ale też A6000 nie jest tak plasowany.

Na tylnej ścianie znajduje się 3-calowy, ruchomy wyświetlacz o rozdzielczości 921 600 punktów. Szkoda, że nie można go obsługiwać dotykiem. Przydałoby się to w szczególności do określania punktu AF. Ekran można odchylić o 90 stopni do góry i 45 stopni do dołu. Dobrze odwzorowuje on barwy i bez problemu można go używać w słoneczny dzień.

Wizjer ma 1 440 000 punktów i nie można mu zarzucić braku dokładności, ale poprzednik, NEX-6, miał lepszy wizjer o rozdzielczości ponad 2 mln punktów. Szkoda więc, że Sony zrobiło krok do tyłu. Wizjer nie jest zły, choć daleko mu do konstrukcji z A77II, Olympusa E-M1 czy Fuji X-T1.

Zobacz również: Sony A77 Mark II - test

Na lewej ścianie znajduje się klapka kryjąca gniazda HDMI i USB. Nie ma niestety gniazda mikrofonu, które przydałoby się przy filmowaniu. Na dolnej ścianie jest akumulator i gniazdo kart pamięci. A6000 to produkt z wyższej półki, więc moim zdaniem gniazdo kart powinno być umieszczone z boku, niezależnie od akumulatora, szczególnie że znacznie mniejszy NEX-3N ma gniazdo na lewej ścianie. Minusem jest również dziwnie działająca klapka akumulatora, która dość często nie chciała odskakiwać, mimo że jest zamontowana na sprężynie. Mam nadzieję, że to wada tylko egzemplarza testowego.

Akumulator umożliwia wykonanie około 400 zdjęć i jest to dobry wynik. Zaletą jest również bardzo dokładny wskaźnik naładowania. W zestawie brakuje klasycznej ładowarki do akumulatora, więc na czas ładowania nie można korzystać z aparatu. Nie rozumiem, dlaczego Sony chce nas na siłę uszczęśliwić brakiem tak podstawowego akcesorium jak ładowarka akumulatora.

Obsługa

Mimo niewielkiej obudowy aparatu na jego obudowie jest sporo przydatnych przycisków i kół. Na górnej ścianie znajduje się niewielkie koło trybów, a obok niego jedno z dwóch kół nastaw. W sąsiedztwie spustu migawki jest również przycisk funkcyjny. Obok koła trybów umieszczono lampę błyskową, którą można odchylić do góry, aby odbić światło np. od sufitu. Plus za to rozwiązanie.

Obok wyświetlacza ulokowano kontroler, który pełni jednocześnie funkcję drugiego koła nastaw. Do dyspozycji są jeszcze dwa dedykowane przyciski funkcyjne, ale łącznie można przypisać własne funkcje do aż 7 klawiszy - za to należy się duży plus.

Na uchwycie u góry umieszczono przycisk do nagrywania filmów. Potrzeba trochę czasu, żeby się do niego przyzwyczaić, ale moim zdaniem jest w dobrym miejscu - łatwo go odnaleźć, ale trudno wcisnąć przez przypadek. Minusem jest jednak mnogość oznaczeń przy przyciskach, które raczej dezorientują, niż pomagają.

Zmiana ustawień aparatu jest bardzo wygodna, ale warto poświęcić kilkadziesiąt minut na dostosowanie go do własnych potrzeb. Funkcji personalizacyjnych jest dużo, więc jeśli obsługa standardowego zestawu przycisków nie będzie komfortowa, na 99% da się to zmienić.

Menu

W nowej Alfie znajduje się menu znane z nowych aparatów Sony. Można ustawić, żeby pierwszy ekran menu był w układzie kafelkowym, lub od razu korzystać z klasycznego menu. Podzielone jest ono na 6 zakładek, w których znajduje się od 1 do 7 kart. To dobry pomysł, który stosuje Canon. Po dłuższym użytkowaniu dobrze wiemy, gdzie umieszczone są konkretne funkcje. Minusem jest liczba skrótów i brak ich rozwinięcia. O ile „wybierz kat. nagr.” jestem w stanie rozszyfrować, o tyle takie skróty jak „odz. bazę dan. obr." lub „el. piew. kur. mig.” sprawiają niemałą trudność. To dziwne rozwiązanie, bo na wyświetlaczu jest miejsce na bardziej rozwinięte opisy.

Na ekranie głównym można wyświetlić również menu podręczne, które jest czytelne i bardzo proste w obsłudze. W moim przekonaniu Sony miałoby jedno z lepiej zaprojektowanych menu, gdyby nie zbyt duża liczba skrótów.

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy bezlusterkowców

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Nikon D3300 - test popularnej amatorskiej lustrzanki z Wi-Fi i GPS [wideo] Sony A77 II - przykładowe zdjęcia testowe Sony A77 II - pierwsze wrażenia Leica T – pierwsze wrażenia i zdjęcia testowe Phottix Mitros+ - błyskający kombajn w rozsądnej cenie Canon EOS 1200D - budżetowa lustrzanka dla niewymagających [test] Wyzwalacze radiowe Phottix Odin - i czas synchronizacji przestaje mieć znaczenie [test] Uliczny test aparatu Sony RX1 Samsung NX30 - solidny, wygodny, ale nie bez wad [test] Poznaj Sony! Subiektywny test bezlusterkowca A7R „Efekty uboczne” obecności człowieka w naturze w pięknym albumie Kacpra Kowalskiego Panasonic Lumix GH4 - pierwsze wrażenia i ceny [aktualizacja] Olympus OM-D E-M10 - dopracowany, rozsądny i piękny [test] Nikon ED Nikkor AF-S 35 mm f/1,8G - zdjęcia testowe Olympus Stylus 1 na nartach - subiektywny test Fujifilm X-T1 – wyrachowany profesjonalista bez lustra [test] Canon G1 X Mark II – pierwsze wrażenia Canon EOS 1200D - pierwsze wrażenia i zdjęcia Nikon Df - niesamowicie piękny i piekielnie niewygodny [test] Sprawdzamy książki fotograficzne z drukarni KrukBook Olympus OM-D E-M10 - pierwsze zdjęcia Sony RX1R - subiektywny test Olympus OM-D E-M10 - pierwsze wrażenia Fujifilm X-T1 – pierwsze wrażenia i zdjęcia

Popularne w tym tygodniu:

Huion Inspiroy Q11K - obiecujący, duży i niedrogi tablet z dalekiego wschodu [test] Voigtländer 21 mm f/4 Color Skopar P-Typ, czyli małe zaskoczenie [test] SanDisk Extreme 510 Portable SSD 480 GB - test przenośnego dysku, który wytrzyma zalanie i upadki Olympus TG-5 - wakacyjny test. Twardziel na sterydach: z filmami 4K i zapisem RAW