Co zrobić, jeśli klient prosi nas o pliki RAW?

Pewnie każdy z Was ma jakieś doświadczenie w pracy na zlecenie. Nieważne czy jest to fotografia ślubna, produktowa, czy jakakolwiek inna. Co powinniśmy zrobić, jeśli klient prosi nas o pliki RAW?

Podczas sesji zdjęciowych na zlecenie każdy z nas robi zdecydowanie więcej zdjęć, niż mieliśmy zapisane w umowie. Robiąc zdjęcia na ślubie, do domu przywozimy nie mniej niż 1500 zdjęć, z czego nie więcej niż ¼ finalnie ma trafić do klienta. Przy fotografii innego typu odsetek jest pewnie podobny, czyli klient ma dostać tylko niewielką część zdjęć, którą realnie zrobiliśmy. Najczęściej również to my mamy poddać te zdjęcia obróbce, bo klienci zazwyczaj chcą dostać produkt gotowy, czyli zdjęcia, które mogą wydrukować, umieścić w internecie itd., a jedynymi zmianami, jakie mają na nie nanieść to zmiana rozmiaru, ewentualnie dodanie grafik przy fotografii reklamowej.

Jak ja to robię?

Fotografując konferencje i inne tego typu wydarzenia, zawsze zdaję się na swój gust przy wyborze zdjęć. Umawiając się z klientem na np. 50 zdjęć, to ja dokonuję wyboru i wysyłam klientowi od razu obrobione zdjęcia i zazwyczaj tak kończę zlecenie. Czasem zdarzy się, że klient zapyta czy nie mam przypadkiem jeszcze kilku zdjęć np. prezesa. Wtedy nie widzę problemu, żeby dodać 2 czy 3 zdjęcia bez dodatkowych kosztów. Ja nie zbiednieję od tych kilkunastu minut, które będę musiał poświęcić na ich obróbkę, a klient będzie zadowolony.

Przy fotografii reklamowej wygląda to już zdecydowanie inaczej, bo zdjęć, które klient ma otrzymać, jest dużo mniej — zazwyczaj nie jest ich więcej niż 10, więc klient musi mieć pełny wgląd w zdjęcia, które zrobiłem. Już podczas sesji siedzimy razem przed monitorem, poprawiamy wszystkie elementy kompozycji, ale finalnie i tak mamy przynajmniej 20 zdjęć każdego z ujęć. Wtedy zazwyczaj umawiamy się, że albo na następny dzień przyjeżdżam do biura i tam wybieramy finalne wersje do obróbki, lub ewentualnie przesyłam zmniejszone pliki JPG do wyboru. Ze zmniejszonymi plikami JPG i tak klient za bardzo nic nie zrobi, poza tym zazwyczaj mam zaufanie do stałych klientów.

W przypadku fotografii reklamowej czasem jestem proszony o plik RAW wybranego zdjęcia. Jeśli znam klienta i wiem, że nie oddadzą zdjęcia amatorowi do obróbki, nie mam z tym problemu. Natomiast nigdy nie dzieje się to podczas pierwszej współpracy z danym klientem. Jeśli klient wymaga specyficznej obróbki od danych zdjęć, zdecydowanie wolę wziąć na spotkanie laptopa, posiedzieć z klientem godzinę, wypracować dany styl (np. kolorystykę) i na tej podstawie obrobić resztę zdjęć. Zdarzyło mi się również pracować z agencją, która już na samym początku powiedziała, że interesują ją RAW-y, które następnie sami obrobią. Z tym również nie było problemu, bo była to agencja obsługująca mojego stałego klienta, poza tym chodziło im tylko i wyłącznie o RAW-y wybranych wcześniej zdjęć — nie cała sesja.

Jest jeszcze trzeci typ klienta, z którym najczęściej spotykam się przy okazji zdjęć biznesowych. Często umawiamy się na 3–5 gotowych zdjęć. Tu również klientowi daję możliwość wyboru zdjęć, przy czym wysyłam je zazwyczaj jeszcze mniejsze, ewentualnie opatrzone znakiem wodnym. W moim przypadku to właśnie w tym typie fotografii najczęściej jestem pytany o to, czy udostępnię również pliki RAW. Co prawda nie zdarza się to często, ale jednak.

Dlaczego nie?

Osobiście jestem zdania, że nie powinniśmy udostępniać swoich plików RAW klientom, chyba że dostaniemy zlecenie, w którym klient wyraźnie zaznaczy, że interesują go tylko RAW-y. Często jednak wygląda to tak, że podczas sesji robimy np. 100 zdjęć, z czego klient wybiera 5 do obróbki, a dodatkowo chce otrzymać pliki RAW, skoro i tak już powstały.

Uważam, że my fotografowie najczęściej sprzedajemy gotowy produkt po określonej cenie, czyli klient po sesji ma otrzymać 5 gotowych zdjęć, a nie 5 gotowych zdjęć i 95 surowych. To, że te 95 zdjęć za jakiś czas pójdzie do kosza nie oznacza, że nie była to wykonana praca, za którą de facto nie dostaniemy pieniędzy.

Zobacz również: Wyrównanie kolorytu skóry

Kolejnym powodem, dla którego nigdy nie udostępniam swoich zdjęć w formacie RAW jest fakt, o którym wspominałem już wcześniej - sprzedajemy gotowy produkt, a RAW w żadnym wypadku takim nie jest. Klient decydując się na nasze usługi ogląda zdjęcia w portfolio, które są zdjęciami zrobionymi i obrobionymi przez nas (lub sprawdzonych retuszerów). W momencie, gdy oddamy plik RAW, a obrobi go wujek z kradzionym Photoshopem, nasza reputacja może zostać poważne zszargana. To tak, jakbyśmy poszli do Pizza Hut i poprosili o surową pizzę do wypieczenia w domu. Owszem — będzie to pizza, ale bez użycia odpowiednich narzędzi nie będzie smakowała tak samo i trudno jest winić za to Pizza Hut. Podobnie jest ze zdjęciami - co z tego, że nasz będzie składnik (RAW), skoro źle obrobiony, przestanie być naszym produktem.

Z tego, co wiem, w środowisku fotografów ślubnych często występuje z tym problem. Fotografowie udostępniają RAW-y, po czym na Facebooku pojawiają się zmasakrowane przez wujków zdjęcia podpisane nazwiskiem fotografa. To chyba najgorsze, co może się zdarzyć, szczególnie, że wiele osób zupełnie nie ma wyczucia i gustu. Jeśli pod naszym nazwiskiem pojawią się zdjęcia obrobione zupełnie poza naszą kontrolą, może wiązać się to z brakiem kolejnych zleceń, gdy potencjalni klienci zobaczą takie zdjęcia.

Co, jeśli klient nalega?

Na szczęście z taką sytuacją nie miałem do czynienia, natomiast uważam, że nie powinniśmy ulegać. Jeśli klient chce otrzymać więcej zdjęć, niż zamówione wcześniej 5, najlepiej jeszcze przed zleceniem ustalić cenę za każde dodatkowe zdjęcie. Sytuacja będzie jasna. Jeśli jednak klient będzie nalegał na pliki RAW, argumentując, że zdjęcia i tak już zostały zrobione, trzeba wytłumaczyć, że w określonej cenie zamówił określoną ilość zdjęć i koniec. Można przytoczyć przykład surowej pizzy i nie ulegać. Jeśli klient zaproponuje 50 czy 100 zł za pliki RAW, nie idźcie na to - wierzcie mi, że chcecie mieć kontrolę nad tym, co dzieje się dalej z Waszymi zdjęciami.

Na koniec

Wychodzę z założenia, że powstanie pliku RAW to 70–80% pracy. Nie można jednak zapominać, że plik RAW jest zupełnie surowy i rzadko kiedy nadaje się do publikacji po standardowym wywołaniu, bez nakładania żadnych zmian. Należy przy tym pamiętać, że plik RAW rzadko kiedy wygląda, jak JPG prosto z aparatu. JPG zawsze jest w większym lub mniejszym stopniu przetworzony przez procesor w aparacie, a profile takie, jak „picture style” w Canonie, czy „picture control” w Nikonie, zazwyczaj powodują, że zdjęcie wygląda całkiem dobrze już po wyjściu z aparatu. Oczywiście pod warunkiem, że nie włączymy przygaszonych kolorów czy CineStyle.

Dla mnie największą przeszkodą przed udostępnianiem plików RAW jest fakt, że nie mam kontroli nad tym, co dalej stanie się z moimi zdjęciami, a to może negatywnie odbić się na moim wizerunku. Drugą sprawą jest fakt, że jeśli klient zamówił 5 czy 10 zdjęć, to w określonej cenie ma dostać taką a nie inną ilość. A Wy, jakie macie podejście do oddawania swoich plików RAW Waszym klientom?

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Aktualności:

Sygnały Wi-Fi sfotografowane dzięki mobilnej aplikacji i długiej ekspozycji Kapcie, gazety i obrazki, czyli o powstającej w Poznaniu galerii fotografii Post powitalny workshopx i najciekawsze dokumentalne projekty fotograficzne Elliott Erwitt uhonorowany nagrodą Sony World Photography Awards 2015 za wybitny wkład w fotografię III edycja Projektu Przetwórnia: konsultacje z Tomaszem Wiechem Nowości Wacom: Cintiq Companion 2 i flagowy 27-calowy Cintiq 27QHD Czy BPG będzie nowym JPEG-iem? Tak wygląda X edycja Kalendarza Fujifilm Najdroższa fotografia na świecie sprzedana za 6,5 mln dolarów Oto najlepsze zdjęcia zgłoszone dotychczas w Sony World Photography Awards 2015 Fotoreporter PAP w areszcie. Czy dziennikarz w pracy narusza mir domowy? 80% dofinansowania z UE na zdalne szkolenia informatyczne – ostatnie miejsca w 2014 roku! Adobe Lightroom 5.7 i DNG Converter 8.7: wsparcie dla Nikona D750 i Canona 7D MK II Portret - siła prostoty. Warsztaty z Arcadiusem Mauritzem Tablet Wacom z Biedronki za 119 zł, czyli must have każdego fotografa !ART COME OUT! z Wojciechem Wilczykiem BEiKS Roadshow 2014 – dziewiąta edycja rozpoczęta! Zwycięzcy 4. etapu konkursu fotograficznego „Portrety z drogi” Dzięki Lenstag odnaleziono skradziony sprzęt 10. edycja Kalendarza Fujifilm - autorem może być każdy Zmarł niepełnosprawny Piotr Radoń, któremu w zbiórce pieniędzy pomógł fotograf i internauci Cenne zdjęcia Polaków. 80,5 tysiąca za zdjęcie Witkacego! Kurs „Oświeć się!” - oświetlenie studyjne w praktyce Ruszyła II edycja Warsaw Photo Days

Popularne w tym tygodniu:

Z okładki National Geographic trafiła do aresztu. Oto historia „Afgańskiej dziewczyny” Koniec Digart.pl. Onet zamyka legendarny polski serwis dla artystów Zostań fotoedytorem serwisów Grupy Wirtualna Polska Znamy ceny i dostępność obiektywów Sigma Art 24-70 mm f/2.8 oraz Sigma Art 14 mm f/1.8 Legendy w Berlinie – przed nami wystawa zdjęć Helmuta Newtona, Mario Testino oraz Jeana Pigozzi Eastreet 4 – rozpoczął się nabór do czwartej edycji projektu o fotografii dokumentalnej i ulicznej VSCO Mobile Presets 01 (MP1) - 58 mobilnych filtrów symulujących analogowy efekt Ruszył konkurs na najlepsze zdjęcie natychmiastowe wykonane aparatem instax Pokaż swoje zdjęcia w ramach 7. Opolskiego Festiwalu Fotografii