Wyzwalacze radiowe Phottix Odin - i czas synchronizacji przestaje mieć znaczenie [test]

Na rynku jest mnóstwo modeli wyzwalaczy radiowych. Ceny podstawowych zaczynają się od około 100 zł, a najbardziej zaawansowane urządzenia to wydatek nawet 2000 zł. Oczywiście poszczególne modele różnią się od siebie wykonaniem, zasięgiem, a przede wszystkim możliwościami.

Już jakiś czas temu trafiły do mnie wyzwalacze Phottix Odin w wersji do Canona. Przez ten czas użyłem ich kilka razy, ale po kolei…

Budowa i wykonanie

Zestaw składa się z dwóch urządzeń: wyzwalacza i odbiornika. Wielu producentów tworzy tzw. transceiver (każde urządzenie może działać zarówno jako wyzwalacz, jak i odbiornik). Phottix to jednak dwa zupełnie różne urządzenia. Wyzwalacz jest wyposażony w szereg podświetlanych przycisków i spory wyświetlacz, odbiornik zaś ma na obudowie jedynie gniazdo jack do synchronizacji z lampami studyjnymi oraz trzy przełączniki (włącznik, kanały, grupy). Za to należy się plus, bo przełączniki są dobrze wyeksponowane i bardzo łatwe w obsłudze. Obydwa elementy zestawu mają tradycyjną blokadę stopki działającą na zasadzie dociskowej śruby.

Szkoda, że nie zastosowano blokady takiej jak na przykład w lampie Canon 580EXII, która jest zdecydowanie szybsza niż dokręcanie śruby. Stopka nadajnika została zrobiona z metalu, ta w odbiorniku to już niestety plastik. Całość obudowy wykonana jest z dobrej jakości tworzywa i równie dobrze spasowana. Naciskanie obudowy nie powoduje żadnych trzasków czy skrzypień. Mimo wspomnianych braków zestaw Odin jest dobrze wykonany i jako całość oceniam go pozytywnie.

Obsługa

Wyzwalacze wyposażone w przeniesienie automatyki TTL obsługuje się na dwa sposoby: albo z poziomu menu w aparacie, albo za pomocą przycisków na samym wyzwalaczu. Moim zdaniem to drugie rozwiązanie jest o wiele wygodniejsze, bo nawet ustawianie sterowania lampą w menu podręcznym jest dość uciążliwe.

W przypadku zestawu Odin większość interesujących nas funkcji została przeniesiona na moduł wyzwalacza. Do wyboru są 3 grupy i 4 kanały, co pozwala na sterowanie aż 12 niezależnie działającymi lampami. To oczywiście skrajny przypadek, ale praca w 3 grupach wcale nie należy do rzadkości, a przełączanie między mocą poszczególnych grup jest bardzo łatwe.

Interfejs wyzwalacza składa się z 11 przycisków, ale jest bardzo prosty. Można sterować korekcją ekspozycji poszczególnych grup przy zastosowaniu pomiaru TTL, jak również stosować kombinację pomiaru TTL dla jednej grupy i ustawień manualnych kolejnych grup. Oczywiście jest możliwość ustawienia stosunków mocy poszczególnych grup.

Zobacz również: Fotoblogia.pl - największy blog o fotografii w Polsce

Co ważne, Odin obsługuje tryb HSS, czyli lampa synchronizuje się z każdym czasem synchronizacji (do 1/8000 s) bez ryzyka pojawienia się czarnych pasów. Ten tryb polubią przede wszystkim osoby, które interesują się fotografią high speed, ale również strobiści.

1/8000s, f/2.8

Jeśli chce się używać klasycznych lamp w plenerze, tak aby ich błysk był widoczny na zdjęciu, zazwyczaj trzeba korzystać z wysokich mocy, a co za tym idzie — dużej wartości przysłony, co z kolei zabija małą głębię ostrości. W przypadku wyzwalaczy z funkcją HSS nie ogranicza nas czas otwarcia migawki, więc przysłona może być otwarta zdecydowanie szerzej. Co za tym idzie — mała głębia ostrości jest łatwa do uzyskania.

1/800, f/2.8, ISO 400, Canon 5D mark III + Sigma 35/1.4. Phottix Odin + Canon 580EXII, HSS

Użytkowanie

Zdjęcia z zestawem wyzwalaczy Odin to duży komfort i przyjemność. Łatwa obsługa, duży, czytelny wyświetlacz i podświetlane przyciski. Producent deklaruje zasięg 100 m — ja odszedłem 160 (!!!) m od odbiornika, a zestaw był w 100% sprawny. Na plus zasługuje obsługa z poziomu nadajnika, co oszczędza dużo czasu przy wchodzeniu w menu aparatu. Ogólnie trudno doszukać się większych minusów, ale należy pamiętać, że nie wszystkie zmiany dokonywane na wyzwalaczu będą miały odzwierciedlenie na ekranie lampy. Gdy włącza się tryb HSS na nadajniku, ikonka nie jest wyświetlana na ekranie lampy, ale już zmiany zoomu jak najbardziej.

Bardzo ważna jest dla mnie niezawodność. Mimo niezbyt długich testów nie miałem żadnych problemów z Odinem. Lampa błyskała za każdym razem, gdy była naładowana, nic nie wariowało, nie pojawiały się zakłócenia, lampa nigdy nie błyskała samoczynnie. Moje pierwsze wyzwalacze Phottixa, których używałem 6 lat temu (model PT-04), były bardzo zawodne — wyzwolenie lamp było wielką loterią i wymagało to w pełni naładowanych baterii. W przeciwnym razie ich zasięg spadał do kilkudziesięciu centymetrów. Odin to jednak znacznie nowszy produkt z wyższej półki. Przez te kilka lat firma nabrała doświadczenia i przygotowała dopracowany produkt.

Warto wspomnieć, że Phottix wypuścił niedawno na rynek lampę Mitros +, która wyposażona jest w odbiornik systemu Odin, więc jeśli zdecydujecie się na taki zestaw, nie będzie konieczne stosowanie zewnętrznego odbiornika do lampy. Użytkownicy systemu Strato również powinni być zadowoleni, ponieważ Odin współpracuje ze wspomnianymi wyzwalaczami.

Podsumowanie

Co nam się podoba

Wyzwalacze radiowe Phottix Odin to kawał dobrego sprzętu. Dobrze wykonane, łatwe w obsłudze i niezawodne. Odiny mają wszystkie funkcje potrzebne fotografowi: TTL HSS i wspomaganie AF, co zwiększa możliwości i skraca czas obsługi.

Cieszy mnie również, że wyzwalacze pracują na standardowych, tanich bateriach AA, które można kupić w każdym kiosku. Miłym zaskoczeniem jest także zasięg, ponad 50% większy niż deklarowany przez producenta.

Co nam się nie podoba

Nie podoba mi się mocowanie stopki; śruba to już przestarzałe rozwiązanie. Stopka odbiornika mogłaby być również metalowa, jak w nadajniku. Dobrze by było, gdyby wszystkie ustawienia z nadajnika były przenoszone na wyświetlacz samej lampy, bo gdy włączy się tryb HSS w nadajniku, na początku nie jest jasne, czy ten tryb rzeczywiście został uruchomiony, skoro informacje na wyświetlaczu lampy sugerują, że tak nie jest.

Werdykt

Podstawowe wyzwalacze obsługujące TTL kosztują niespełna 400 zł. Ich obsługa wymaga jednak każdorazowego wchodzenia do menu, co podczas dynamicznych sesji jest uciążliwe. Zestaw Phottix Odin to wydatek rzędu 1200 zł, co plasuje go na górnej półce cenowej. Z drugiej strony to świetny, dopracowany, profesjonalny produkt. Jeśli robiłbym dużo sesji plenerowych z wykorzystaniem lamp, z pewnością znalazłby się w mojej kolekcji sprzętu.

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy akcesoriów

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Uliczny test aparatu Sony RX1 Samsung NX30 - solidny, wygodny, ale nie bez wad [test] Poznaj Sony! Subiektywny test bezlusterkowca A7R „Efekty uboczne” obecności człowieka w naturze w pięknym albumie Kacpra Kowalskiego Panasonic Lumix GH4 - pierwsze wrażenia i ceny [aktualizacja] Olympus OM-D E-M10 - dopracowany, rozsądny i piękny [test] Nikon ED Nikkor AF-S 35 mm f/1,8G - zdjęcia testowe Olympus Stylus 1 na nartach - subiektywny test Fujifilm X-T1 – wyrachowany profesjonalista bez lustra [test] Canon G1 X Mark II – pierwsze wrażenia Canon EOS 1200D - pierwsze wrażenia i zdjęcia Nikon Df - niesamowicie piękny i piekielnie niewygodny [test] Sprawdzamy książki fotograficzne z drukarni KrukBook Olympus OM-D E-M10 - pierwsze zdjęcia Sony RX1R - subiektywny test Olympus OM-D E-M10 - pierwsze wrażenia Fujifilm X-T1 – pierwsze wrażenia i zdjęcia Statyw Manfrotto Compact - przyjaciel tanich linii lotniczych [test] 3 w 1, czyli Olloclip - poręczny obiektyw do smartfonów [test] Nikon 1 AW1 - bezlusterkowy twardziel [test] Sony RX10 sprawi, że zapomnisz o wymiennych obiektywach [test] Sony Cyber-shot RX10 - zdjęcia testowe Sony Cybershot DSC QX-100 - jeszcze nie teraz [test] Nikon D5300 - solidny krok naprzód [test]

Popularne w tym tygodniu:

Feiyu Tech A2000 - wideotest nowego gimbala z dalekiego wschodu