"Go home, Polish" to 1900 km fotograficznej podróży w poszukiwaniu domu

Fotograf Michał Iwanowski przebył prawie 2 tysiące kilometrów pieszo poszukując odpowiedzi na pytanie "gdzie jest dom?" Na jednej ze ścian w walijskim mieście, w którym mieszka, przeczytał "Go home, Polish". Spakował więc plecak i poszedł.

W 2013 roku Michał Iwanowski przeszedł ponad 2 tysiące kilometrów pieszo z Kaługi do Wrocławia pokonując drogę, którą w 1945 roku przeszedł jego dziadek z bratem, kiedy uciekali z sowieckiego obozu. 

Dziś na koncie ma kolejną wędrówkę w poszukiwaniu prawdy. Michał 17 lat temu wyjechał do Walii na Erasmusa. Zrobił jeden semestr fotografii i tam już został. W 2008 roku w Cardiff, w którym mieszka, przeczytał na jednej ze ścian napis "Go home, Polish" (do domu Polaku). To był początek kontynuacji jego projektu.
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com

W 2013 roku Michał Iwanowski przeszedł ponad 2 tysiące kilometrów pieszo z Kaługi do Wrocławia pokonując drogę, którą w 1945 roku przeszedł jego dziadek z bratem, kiedy uciekali z sowieckiego obozu.

Dziś na koncie ma kolejną wędrówkę w poszukiwaniu prawdy. Michał 17 lat temu wyjechał do Walii na Erasmusa. Zrobił jeden semestr fotografii i tam już został. W 2008 roku w Cardiff, w którym mieszka, przeczytał na jednej ze ścian napis "Go home, Polish" (do domu Polaku). To był początek kontynuacji jego projektu.

- Właściwie ten projekt jest drugą częścią poprzedniego. Ten sam geograficzny cel, ale inne źródło, oraz inna Europa. Przed i po Brexit. Lecz pytanie znów o dom i o poczucie bezpieczeństwa i przynależności w zmieniającym się klimacie socjopolitycznym. Zmieniły się też nieco zdjęcia - pojawił się w nich protagonista z krwi i kości. W formie ostatecznej projektu tekst będzie również o wiele ważniejszy niż w poprzednim projekcie - opowiada Michał.
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com

- Właściwie ten projekt jest drugą częścią poprzedniego. Ten sam geograficzny cel, ale inne źródło, oraz inna Europa. Przed i po Brexit. Lecz pytanie znów o dom i o poczucie bezpieczeństwa i przynależności w zmieniającym się klimacie socjopolitycznym. Zmieniły się też nieco zdjęcia - pojawił się w nich protagonista z krwi i kości. W formie ostatecznej projektu tekst będzie również o wiele ważniejszy niż w poprzednim projekcie - opowiada Michał.

Projekt "Go home, Polish" porusza temat nastrojów panujących w dzisiejszej Europie. Wędrówka z Cardif do Polski to poszukiwanie odpowiedzi na to, gdzie jest ten dom, do którego, według napisu ma iść. Co znaczy „iść do domu”? 

Fotograf spakował plecak, do którego schował komputer, worek kabli, statyw, namiot, kilka koszulek i szortów, dwie pary butów i dwa paszporty - polski i brytyjski. Aparat niósł w ręce, bo nie chciał brać dodatkowego bagażu. Wyszedł z domu zwrócony na wschód i przemierzył 1900 kilometrów w poszukiwaniu odpowiedzi na zadane sobie pytanie.
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com

Projekt "Go home, Polish" porusza temat nastrojów panujących w dzisiejszej Europie. Wędrówka z Cardif do Polski to poszukiwanie odpowiedzi na to, gdzie jest ten dom, do którego, według napisu ma iść. Co znaczy „iść do domu”?

Fotograf spakował plecak, do którego schował komputer, worek kabli, statyw, namiot, kilka koszulek i szortów, dwie pary butów i dwa paszporty - polski i brytyjski. Aparat niósł w ręce, bo nie chciał brać dodatkowego bagażu. Wyszedł z domu zwrócony na wschód i przemierzył 1900 kilometrów w poszukiwaniu odpowiedzi na zadane sobie pytanie.

Prawie dwa tysiące kilometrów, to nie jest zwyczajny spacer. Podróż trwała ponad 100 dni i prowadziła przez osiem krajów: Walię, Anglię, Francję, Belgię, Holandię, Niemcy, Republikę Czeską i Polskę. 

- Nie byłem pewny, czy kolana to zniosą, bo przez lata dalem im popalić, ale z natury jestem optymistą, poszedłem więc na żywioł licząc na to, że i tym razem mi się po prostu uda. Miałem też pewne obawy, co do reakcji napotkanych ludzi, byłem nastawiony na konfrontacje, a tego akurat zazwyczaj unikam jak ognia. Zarówno kolana jak i ludzie nie zawiedli.
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com

Prawie dwa tysiące kilometrów, to nie jest zwyczajny spacer. Podróż trwała ponad 100 dni i prowadziła przez osiem krajów: Walię, Anglię, Francję, Belgię, Holandię, Niemcy, Republikę Czeską i Polskę.

- Nie byłem pewny, czy kolana to zniosą, bo przez lata dalem im popalić, ale z natury jestem optymistą, poszedłem więc na żywioł licząc na to, że i tym razem mi się po prostu uda. Miałem też pewne obawy, co do reakcji napotkanych ludzi, byłem nastawiony na konfrontacje, a tego akurat zazwyczaj unikam jak ognia. Zarówno kolana jak i ludzie nie zawiedli.

Po drodze Michał natknął się na wielu ciekawych, fascynujących ludzi. Pomimo obaw byli życzliwi, a na jego pytanie o dom odpowiadali prosto z serca, rozmawiali z nim jak z człowiekiem, a nie jak z obcokrajowcem. Sam zakładał, że spotka się z negatywnymi reakcjami, jednak tak się nie stało. Ludzie chętnie dzielili się swoim czasem, sercem, a nawet noclegiem.
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com

Po drodze Michał natknął się na wielu ciekawych, fascynujących ludzi. Pomimo obaw byli życzliwi, a na jego pytanie o dom odpowiadali prosto z serca, rozmawiali z nim jak z człowiekiem, a nie jak z obcokrajowcem. Sam zakładał, że spotka się z negatywnymi reakcjami, jednak tak się nie stało. Ludzie chętnie dzielili się swoim czasem, sercem, a nawet noclegiem.

Poza chwilą zupełnej niemocy fizycznej oraz przepędzeniem przez niemieckiego działkowca, reakcje były tylko pozytywne. 

- Poznałem w Belgii fascynującą osobę, pisarkę Aleksandra Lun, z którą do końca podróży nagrywaliśmy do siebie krótkie monologi i prowadziliśmy w ten sposób rozmowę przez cala drogę - oboje emigranci wyrażający się w innym języku, niż ten, którym mówią nasi rodzice, oboje w drodze do czegoś. Te rozmowy pomagały mi fizycznie, ale również dawały możliwość obserwowania projektu oczami drugiej osoby, dawały dystans, który był niezbędny, a którego czasami mi brakowało - powiedział mi Michał.
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com

Poza chwilą zupełnej niemocy fizycznej oraz przepędzeniem przez niemieckiego działkowca, reakcje były tylko pozytywne.

- Poznałem w Belgii fascynującą osobę, pisarkę Aleksandra Lun, z którą do końca podróży nagrywaliśmy do siebie krótkie monologi i prowadziliśmy w ten sposób rozmowę przez cala drogę - oboje emigranci wyrażający się w innym języku, niż ten, którym mówią nasi rodzice, oboje w drodze do czegoś. Te rozmowy pomagały mi fizycznie, ale również dawały możliwość obserwowania projektu oczami drugiej osoby, dawały dystans, który był niezbędny, a którego czasami mi brakowało - powiedział mi Michał.

Zobacz również: Przyszłość fotografii. Premiera Huawei P30

Poznał też Cacile, 94-letnią kobietę, która urodziła się tam gdzie on, ale w 1945 roku podczas fali wysiedleń Niemców szła na piechotę w podobny sposób, choć w innym kierunku i innych warunkach. 

- Spotkałem dziennikarkę, Claudie Kuhland, która zrobiła materiał o "Go home, Polish" dla TV Arte. Ona opowiedziała mi historie swojej mamy, Ursuli, której wioska została zalana, gdy zbudowano tamę. Ursula była małą dziewczynka, kiedy to się stało. Ludzi przesiedlono. Sześćdziesiąt lat później Claudia z bratem zabrali mamę nad to jezioro, a ona bezbłędnie wskazała, gdzie pod tafla wody znajduje się jej dom, gdzie młyn, gdzie droga do kościoła. Dzieci wówczas weszły do wody i popłynęły w to wskazane miejsce. Claudia opisała to jako bardzo intensywne przeżycie. Ja sam znalazłem to jezioro, nadrobiłem trochę drogi, ale było warto. Płynąc nad tym domem znalazłem idealną metaforę domu - właśnie tego miejsca, które odczuwamy, znamy i rozumiemy, ale którego nie da się opisać, dotknąć. Dom na dnie jeziora.
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com

Poznał też Cacile, 94-letnią kobietę, która urodziła się tam gdzie on, ale w 1945 roku podczas fali wysiedleń Niemców szła na piechotę w podobny sposób, choć w innym kierunku i innych warunkach.

- Spotkałem dziennikarkę, Claudie Kuhland, która zrobiła materiał o "Go home, Polish" dla TV Arte. Ona opowiedziała mi historie swojej mamy, Ursuli, której wioska została zalana, gdy zbudowano tamę. Ursula była małą dziewczynka, kiedy to się stało. Ludzi przesiedlono. Sześćdziesiąt lat później Claudia z bratem zabrali mamę nad to jezioro, a ona bezbłędnie wskazała, gdzie pod tafla wody znajduje się jej dom, gdzie młyn, gdzie droga do kościoła. Dzieci wówczas weszły do wody i popłynęły w to wskazane miejsce. Claudia opisała to jako bardzo intensywne przeżycie. Ja sam znalazłem to jezioro, nadrobiłem trochę drogi, ale było warto. Płynąc nad tym domem znalazłem idealną metaforę domu - właśnie tego miejsca, które odczuwamy, znamy i rozumiemy, ale którego nie da się opisać, dotknąć. Dom na dnie jeziora.

Obecnie Michał analizuje zebrany materiał i doświadczenia, żeby w pełni móc sobie odpowiedzieć, czy znalazł odpowiedź na pytanie "gdzie jest dom?". Już teraz wie, że projekt wiele wniósł do jego życia. To kolejny krok w jego fotograficznym rozwoju, który daje mu więcej swobody wyrazu i pewności siebie. Jak mówi: „nabrałem więcej dystansu do siebie i świata, choć miałem go już i tak dość dużo. Najpiękniejsze jest to, że zrzuciłem z siebie dużo cynizmu, który bardzo mi ostatnio ciążył."
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com

Obecnie Michał analizuje zebrany materiał i doświadczenia, żeby w pełni móc sobie odpowiedzieć, czy znalazł odpowiedź na pytanie "gdzie jest dom?". Już teraz wie, że projekt wiele wniósł do jego życia. To kolejny krok w jego fotograficznym rozwoju, który daje mu więcej swobody wyrazu i pewności siebie. Jak mówi: „nabrałem więcej dystansu do siebie i świata, choć miałem go już i tak dość dużo. Najpiękniejsze jest to, że zrzuciłem z siebie dużo cynizmu, który bardzo mi ostatnio ciążył."

W miarę postępów podróży hasło "Go home, Polish" stało się bez znaczenia. Michał postanowił jednak zachować je jako tytuł i symboliczną oś, na której ustawiony jest ten projekt. Jest to forma sprzeciwu dla uogólnienia, spojrzenie na geopolityczną sytuację Europy z perspektywy każdego człowieka.
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com

W miarę postępów podróży hasło "Go home, Polish" stało się bez znaczenia. Michał postanowił jednak zachować je jako tytuł i symboliczną oś, na której ustawiony jest ten projekt. Jest to forma sprzeciwu dla uogólnienia, spojrzenie na geopolityczną sytuację Europy z perspektywy każdego człowieka.

Więcej zdjęć znajdziecie na stronie internetowej Michała Iwanowskiego.

Zdjęcia wykorzystane za zgodą autora.
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com

Więcej zdjęć znajdziecie na stronie internetowej Michała Iwanowskiego.

Zdjęcia wykorzystane za zgodą autora.

© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com
© Michał Iwanowski / michaliwanowski.com

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Podziel się:

Przeczytaj także:

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy

Pokaż wszystkie komentarze

Także w kategorii Inspiracje:

Fabrice Meuwissen: "Musisz pracować z ludźmi lepszymi od siebie, jeśli chcesz się rozwijać" Danny Clinch i jego portrety laureatów Grammy zza kulis "Stuccoland!" to seria zdjęć, w której główną rolę gra kolorowy tynk Tatry: 8 najpiękniejszych szczytów do fotografowania Time-lapse z roju perseidów - czy aby na pewno? Piękne studyjne portrety, które wcale nie są fotografiami Nieznośne małe niedźwiadki dają popalić swojej mamie Magiczne, święcące w ciemnościach grzyby na zdjęciach Martina Pfistera Fotograf pokazał mieszkańców Kirgistanu na poruszających portretach Takie zdjęcia robi 41-megapikselowa Nokia [galeria] Jubileuszowe wydanie magazynu dla podróżników FotoGea Fantastyczne nocne zdjęcia Ziemi na nowych, pełnych głębi zdjęciach NASA

Popularne w tym tygodniu:

Niesamowita polska technologia. Zdjęcia historycznego parowozu Pm36, czyli "Pięknej Polki" Kosmos stał się "ostrzejszy". Teleskop Jamesa Webba pokazał swoją moc Tata krokodyl dorobił się setki dzieci. Urządził im przejażdżkę na grzbiecie To zdjęcie robi wrażenie. Tłumy Amerykanów na koncercie Polaka Ogromny Księżyc nad teleskopem. Polak uchwycił go w obserwatorium pod Toruniem Wielki puszczyk na obiektywie. Jej mina mówi sama za siebie Miliardy świetlików rozświetliły noc. Cały las jarzył się na żółto-zielono All About Photo 2022. Poruszający portret wojenny zdobywa I miejsce Miał robić zdjęcia paszportowe Ukraińcom. Fotograf świadomie podjął inną decyzję Krokusy zwyciężyły w konkursie. Zachwyciły Królewskie Towarzystwo Ogrodnicze Srebrny Glob zakwitł na czerwono. Oto krwawe zaćmienie Księżyca Kwiatowego Zakochani w sobie i psach. Te zdjęcia ślubne rozczulają do granic