Gabriele Galimberti zaczął projekt od swojej babci. Zanim udał się na wyprawę po całym świecie, przygotowała mu ona ravioli. Nie martwiła się tym, że coś złego może mu się przytrafić podczas podróży, interesowało ją tylko to, co on tam będzie jadł. Sądząc po temacie dokumentu, Galimberti nie głodował podczas jego realizacji.
Gabriele Galimberti odwiedził kilkadziesiąt babć na całym świecie i sfotografował je wraz z ich popisowymi daniami. Co więcej, udało mu się wyciągnąć od seniorek przepisy na ulubione potrawy wnuczków. Przykładowo: na Filipinach jest wnuczek, który lubi zupę kokosową z rekinem, na Haiti je się jagnięcinę w kreolskim sosie, na Alasce pewna babcia robi pożywne steki z łosia, a w Indiach rządzi kurczak vindaloo w sosie masala…
Projekt dokumentalny nie musi dotyczyć trudnych spraw. Gabrielowi Galimbertiemu udało się przemierzyć kawałek świata i pokazać go w lekki, niebanalny sposób. Dla mnie jego projekt to coś więcej niż tylko książka kucharska. Ile na tych zdjęciach jest szczegółów! Zwróćcie uwagę na ubiór, wnętrze, sposób nakrywania. Zapraszam na fotograficzną ucztę!