Wymyślić, by kadr obserwować obojgiem oczu: jednym bezpośrednio, bez żadnych przyrządów, a drugim przez ów celownik. Może trochę przesadziłem pisząc, że nic w nim nie widać. Bo choć próżno szukać tam obrazu, to widać podświetloną ramkę ograniczającą kadr. Już wiecie o co chodzi? Tak, racja: nasz mózg nakłada na siebie dwa obrazy: fotografowanej sceny z jednego oka i ograniczającej kadr ramki z drugiego.
Zalety są dwie. Po pierwsze widzimy kadr plus bardzo szerokie marginesy, co ułatwia śledzenie całej sceny. Oczywiście to żadna rewelacja, bo coś takiego można sobie zapewnić w wielu celownikach. Ale wtedy mamy malutką ramkę (vide dalmierzowe Leiki i ramki 75, czy też 90 mm) albo dużą ramkę kadru, lecz powiększenie całego obrazu znikome. I tu druga zaleta naszego „ciemnego” celownika: mamy zarówno dużą ramkę, jak i scenę widzianą naturalnie, czyli w powiększeniu 1×. Dla mnie bomba! A taki celownik przyda się nie tylko fotografującym dalmierzowcami na film, ale też użytkownikom cyfrowych kompaktów lub bezlusterkowców. Klasyczny celownik optyczny w wielu sytuacjach daje wyższy komfort pracy niż wizjer elektroniczny, czy też ekran. W wielu sytuacjach pełen, "naturalny" ogląd kadru jest ważniejszy niż informacje o ekspozycji.
Kto wpadł na ten pomysł? Konstruktorzy z Voigtlandera, którzy swój celownik nazwali Kontur. Miało to miejsce na samym początku lat 50-tych ubiegłego wieku, a co ciekawe, później już nikt inny nie podjął produkcji podobnego akcesorium. Celownik występuje w kilku wersjach. Najpopularniejszą jest ta z ramką dla kadru małoobrazkowej optyki 50 mm. Z kolei najrzadszą jest wersja dla optyki 35 mm. Są też odmiany dla średniego formatu: 6×9 cm i 6×6 cm. Nie udało mi się znaleźć informacji, do jakich ogniskowych są one dostosowane. Pierwsza z wymienionych podobno ma wersję z dodatkową ramką dla (pionowego?) formatu 6×4,5 cm. Występują odmiany bez dodatkowych ramek uwzględniających paralaksę przy małych odległościach fotografowania.
Każda z wersji ma swój numer katalogowy, ale informacje dostępne na ten temat w sieci nie dają pełnej jasności która jest która:
- 335/82 przeznaczona jest dla formatu 6×9, ale nie udało mi się ustalić, czy to wersja z, czy bez ramek dla 6×4,5
- 335/36 – według niektórych źródeł jest to wersja dla małoobrazkowej optyki 35 mm, według innych dla 50 mm, ale ze znacznikami dla zdjęć z małej odległości
- 335/23 – najpopularniejsza wersja, przeznaczona dla małoobrazkowej optyki 50 mm (stąd w wielu źródłach cała rodzina Konturów nazywana jest Kontur 50) – według niektórych źródeł nie ma dodatkowej ramki dla małych odległości
- 335/70 – dla formatu 6×6.
Rozbieżności trochę więc jest. Zanim kupimy taki celownik, zróbmy dokładny zwiad, co i ile w danym egzemplarzu widać.
I jeszcze jeden problem, z którym możemy się zderzyć: podobno nie każdemu łatwo się przyzwyczaić do takiego dwuocznego sposobu kadrowania. Ba, niektórzy nie będą nawet w stanie takiego celownika używać. Chodzi o jakieś indywidualne cechy wzroku, czy też współpracy obojga oczu. Tak więc nie kupujmy tego celownika, nomen omen, w ciemno, a przymierzmy się najpierw do niego.
A gdzie kupować? W Polsce będzie trudno, ale na ebayu da radę. Ceny wywoławcze w szerokim przedziale 20-120 € / $.
Polecam uwadze!