"Cmentarz" pocisków w Charkowie. "Każdy z nich to czyjeś zrujnowane życie"

"Cmentarz" pocisków w Charkowie
"Cmentarz" pocisków w Charkowie
Źródło zdjęć: © Instagram | Kostiantyn i Vlada Liberov
Konrad Siwik

04.12.2022 17:13, aktual.: 04.12.2022 17:42

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Od początku pełnowymiarowej wojny okupanci bezlitośnie ostrzeliwali Charków. Wrogich pocisków było tak wiele, że trzeba było urządzić dla nich "cmentarz". Przerażające zdjęcie zostało opublikowane przez parę ukraińskich fotografów.

W Charkowie pojawiło się cmentarzysko rosyjskich pocisków. Chodzi o amunicję, którą państwo agresor od ponad dziewięciu miesięcy ostrzeliwuje ukraińskie miasto na wschodzie kraju. Zdjęciami "cmentarza" podzielili się na Instagramie fotografowie Kostiantyn i Vlada Liberov.

"To nie jest instalacja artystyczna"

Kostiantyn i Vlada Liberov to para ukraińskich fotografów, którzy szczerze i emocjonalnie pokazują wojnę. Tym razem na swoim wspólnym koncie na Instagramie opublikowali zdjęcie z "cmentarza" w Charkowie. W jego opisie podkreślili, że niemal każdy pocisk to czyjeś zrujnowane życie lub zniszczony dom.

"To nie jest instalacja artystyczna ani projekt artystyczny. Jest to "cmentarz" pocisków w mieście Charków" – piszą fotografowie. "Tak, Rosja wystrzeliła ich tyle na Charków od 24 lutego. Tak wiele z nich trafiło w spokojną, niewinną ludność" – dodają.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Miejscowi zdradzili parze, że góra pocisków była prawie dwa razy większa, ale ratownicy Państwowej Służby Ukrainy ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (DSNS) stopniowo ją rozbierają. "Prawie każdy pocisk z tej góry to czyjeś zrujnowane życie lub zniszczony dom. Próbują nas zniszczyć, ale my wciąż stoimy" – puentuje para fotografów.

Warto zauważyć, że zdjęcie zostało również rozpowszechnione w sieciach społecznościowych Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych Ukrainy. Zaznaczono, że policja przygląda się zebranym fragmentom rakiet, które uderzyły w miasto. Wcześniej DSNS poinformowała, że ​​nie prowadzi ewidencji szczątków, ale według jej szacunków na miejscu było ponad 5 tys. sztuk zużytej amunicji.

Konrad Siwik, dziennikarz Fotoblogii

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie