Nałóż na siebie dwa zdjęcia i potem zaaplikuj filtr (jeżeli chcesz) - tak w skrócie działa ta mobilna aplikacja. Zdjęcie można wybrać z pamięci telefonu albo je zrobić. Możemy zamieniać je miejscami, tworząc dzięki temu kolejne kombinacje.
Zestaw filtrów jest imponujący. Oprócz klasycznych czerni i bieli (które osobiście uwielbiam) do dyspozycji jest zzieleniały filtr nawiązujący do horrorów klasy Z, podbijający kontrast czy imitujący kultowe pasy z kaset VHS. Ustawia się je, przeciągając palcem po zdjęciu lub przytrzymując go na zmodyfikowanej fotografii. Wówczas pojawia się lista filtrów. Jest ich ponad 20, więc mamy z czego wybierać. Ja zakochałam się w możliwości łączenia klatek i przerabiania ich potem na czarno-białą mieszankę. Dla tych, którzy nie są przekonani do filtrów, mam dobrą wiadomość: można po prostu połączyć dwa zdjęcia, bez koloryzowania ich filtrem, wyeksportować, a potem obrobić w VSCO czy Snapseedzie.
Minusy? Przy każdorazowym odpaleniu Diany zdjęcia są losowane i od razu łączone. Niby to nic wielkiego, ale przeszkadza. Nawet odznaczenie tej opcji nie skutkuje. Poza tym Diana jest bardzo stabilna i nie stwarza problemów przy dłuższym użytkowaniu. To bardzo ważne, bo aplikacja bardzo wciąga.
Diana jest dostępna w wersji darmowej (w której nie ma możliwości wyłączenia znaku wodnego) i płatnej. Nie jest to kosztowna inwestycja, bo pełna odsłona to wydatek 99 eurocentów, a zabawa jest przednia. Gorąco polecam.