Fotograf Kim Dzong Una zwolniony przez absurd. Tak działa aparat władzy

Fotograf Kim Dzong Una zwolniony przez absurd. Tak działa aparat władzy
Źródło zdjęć: © Źródło: [YouTube](https://www.youtube.com/watch?v=8aqhdngfYlw)
Monika Homan

29.03.2019 11:08, aktual.: 26.07.2022 15:53

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Wszyscy słyszeliśmy różne historie dotyczące ustroju Korei Północnej oraz Kim Dzong Una. Tym razem ręka sprawiedliwości dotknęła naszego kolegi po fachu - fotografa o nazwisku Ri. Poznajcie historię, jak przez wykonywanie swojej pracy, mężczyzna pożegnał się z zawodem.

Fotograf przywódcy Korei Północnej nie ma łatwego życia. Robienie zdjęć głowie państwa wymaga sporych umiejętności i odporności na stres. Zwłaszcza, jeśli głową państwa jest dyktator.

Jak donosi Daily Mail, osobisty fotograf Kim Dzong Una stracił ostatnio pracę za złamanie kodeksu, jaki obowiązuje w jego pracy. Powód jego zwolnienia był kuriozalny.

47-letni mężczyzna o nazwisku Ri jest członkiem Koreańskiego Studia Filmów Artystycznych. 10 marca 2019, podczas publicznego wystąpienia przywódcy, jak zwykle fotografował Kim Dzong Una. Chcąc jak najlepiej wykonać swoją pracę i zrobić jak najlepsze zdjęcia złamał zasady fotografowania dyktatora.

Fotograf pozwolił sobie podejść zbyt blisko Kim Dzong Una. Powinien zachować odległość przynajmniej dwóch metrów. Lecz nie to było powodem jego zwolnienia. Prawdziwym przewinieniem był ponoć fakt, że lampa błyskowa zamocowana na aparacie, zasłoniła na kilka sekund szyję przywódcy Korei Północnej, co widać na ujęciu z kamery ustawionej za ludźmi.

"Okropna zbrodnia", jakiej dopuścił się Ri uznana została za "antypartyjny akt zniszczenia Najwyższej Godności Partii", ponieważ fotograf zasłonił wiwatującym ludziom widok na ich przywódcę. Dwa dni później nie był już fotografem Kim Dzong Una i został wyrzucony z Partii Pracy Korei, co wiąże się z tym, że automatycznie stał się obywatelem "drugiej kategorii".

Trudno uwierzyć, że jeszcze miesiąc temu, temu samemu człowiekowi powierzono fotografowanie spotkania Kim Dzong Una z Donaldem Trumpem, a teraz został wyrzucony na bruk za tak błahą sprawę. Być może był to tyko pretekst, ale tego pewnie się nie dowiemy.

Źródło artykułu:WP Fotoblogia
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)