Fotoreporter PAP w areszcie. Czy dziennikarz w pracy narusza mir domowy?

Fotoreporter PAP w areszcie. Czy dziennikarz w pracy narusza mir domowy?

Tomasz Gzell przed sądem
Tomasz Gzell przed sądem
Źródło zdjęć: © © Twitter/Marcin Pieńkowski
Piotr Kała
22.11.2014 20:29, aktualizacja: 26.07.2022 19:45

Tomasz Gzell, fotoreporter PAP został aresztowany w czwartek podczas relacjonowania zajść w PKW. W piątek stanął przed sądem. Sprawę odroczono.

W nocy z czwartku na piątek do siedziby Państwowej Komisji Wyborczej dostała się grupa osób, które następnie rozpoczęły okupację jednego z pomieszczeń PKW, które było tymczasowym studiem wyborczym. PKW zdecydowała o przerwaniu prac. Protestujący chcieli natychmiastowej dymisji członków PKW w związku z przedłużającym się obliczaniem wyników wyborów samorządowych. Po kilku godzinach policja podjęła interwencję, usuwając te osoby z siedziby PKW i zatrzymując 12 osób w tym fotoreportera i innych dziennikarzy, przede wszystkim z tzw. prawicowych mediów.

Policja chce ukarania Gzella za "naruszenie miru domowego" w czasie fotografowania nocnych zajść w PKW, gdy wyprowadzano okupujących. Zarzucono mu, że w czasie swej pracy nie spełnił w odpowiednim czasie polecenia policji, by opuścić pomieszczenie PKW. Art. 193 Kodeksu Karnego stanowi: "kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu lub wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności, albo pozbawienia wolności do roku".

Według relacji przebiegu sprawy serwisu rp.pl, Gzell zeznał, że w czwartek na polecenie redakcji pełnił popołudniowy dyżur w PKW. Gdy zobaczył osoby, które tam wtargnęły, dokumentował zdjęciowo ich pobyt tam oraz akcję wyprowadzania ich przez policję. "Moim zadaniem jest fotografowanie; musimy pokazać, co widzimy, a czego nie widzą inni" - wyjaśnił. Dodał, że miał przepustkę wydaną przez PKW.

Dziennikarz podkreślił, że zamierzał wykonać polecenie policji, by opuścić salę; poszedł tylko po kurtkę do szatni i wrócił na salę, do której wtedy weszła policja. "Gotowy do wyjścia, zacząłem jeszcze fotografować wyprowadzanie osób" - dodał.

Dodał, że znalazł się w przejściu, gdzie policjant powiedział mu, że jest tu nielegalnie i zatrzymał go. "A byłem jednym z pierwszych dziennikarzy opuszczających salę" - zaznaczył. Gdy powiedział policjantowi, że jest dziennikarzem, ten odparł: "Nic nie szkodzi".

Tomasz Gzell zeznaje przed sądem
Tomasz Gzell zeznaje przed sądem© Twitter/Wojtek Tumidalski

Zarząd PAP w wydanym oświadczeniu podkreślił, że fotoreporter Polskiej Agencji Prasowej w gmachu PKW wykonywał swe obowiązki, wynikające z realizacji misji Agencji.

Natomiast Stowarzyszenie Fotoreporterów przypomniało, że "Tomasz Gzell został zatrzymany w czasie pełnienia obowiązków służbowych. Zgodnie z ustawą prawo prasowe praca dziennikarzy w takich warunkach, podlega specjalnej ochronie" - piszą autorzy oświadczenia, przypominając o art. 43 prawa prasowego.

To wydarzenie zdaje się mieć głębszy podtekst. Czy dziennikarz w pracy narusza mir domowy? Czy dziennikarz, którego zadaniem jest relacjonowanie, spełnianie misji, jaką jest dostęp społeczeństwa do informacji, jest naruszeniem prawa? Czy dziennikarz, który przebywa na froncie wojennym, może być traktowany w praworządnym społeczeństwie jako przedstawiciel jednej ze stron konfliktu? Z tego typu dylematem musi zmierzyć się sąd.

Należy tu nadmienić, że Tomasz Gzell posiada ogromne, kilkunastoletnie doświadczenie zawodowe jako fotoreporter. Jest laureatem konkursów fotografii prasowej, przede wszystkim autorem "Prasowego Zdjęcia Roku 2009" za zdjęcie Lecha Wałęsy podczas odsłonięcia pomnika "Wrota Wolności". Codzienne doświadczenie w relacjonowaniu tego typu wydarzeń od lat pozwala przypuszczać, że wie on jak w takich sytuacjach się zachować. Z drugiej strony, chcąc wykonać swoje obowiązki jak najlepiej, chciał zapewne do końca relacjonować wydarzenia, których był świadkiem. Istotą pracy fotoreportera jest bycie jak najbliżej miejsca, gdzie coś się dzieje. W takich sytuacjach zdarza się, że dziennikarz znajdzie się w centrum wydarzeń, w których ciężko jest policji ocenić, kto narusza prawo, a kto te zajścia tylko relacjonuje. Zdarza się również, że dziennikarz zostanie zatrzymany przez policję. Ale czy po wylegitymowaniu się i przedstawieniu oficjalnego dokumentu pozwalającemu mu na przebywanie w danym miejscu, powinien być przez policję aresztowany, a przez prokuraturę oskarżany? Czy powinien być przez sąd skazywany na udział w zajściu, które relacjonował? Jak uważacie?

Wczoraj stołeczny sąd odroczył sprawę „naruszenia miru domowego", a dwaj oskarżeni dziennikarze Tomasz Gzell (PAP) i Jan Pawlicki (TV Republika) wyszli na wolność.

Piotr Kała:

Źródło artykułu:WP Fotoblogia
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)