Pamiętacie tragiczną historię ostrzału w Bagdadzie, gdzie fotoreporter został uznany przez Amerykanów za terrorystę niosącego moździerz? A może inny tragiczny wypadek – postrzelenie Kevina Oostenbroeka? Bycie fotoreporterem wojennym to zawód związany z ogromnym ryzykiem, ale również bardzo wartościowy – to dzięki tym zdjęciom dowiadujemy się jak naprawdę wyglądają konflikty zbrojne.
NY Times poinformował, że instrukcje postępowania wojennego w Stanach Zjednoczonych zostały zmienione. We wcześniejszym zapisie, dziennikarze byli postrzegani jako „bliscy szpiegostwu”. W sumie nic dziwnego – zawsze są tam, gdzie nie powinni i dokumentują skrupulatnie wszystko dookoła. Takie osoby są objęte wzmożoną obserwacją, a zabicie ich celowo było w pełni legalne.
Przez długi czas trwały obrady dotyczące tego, czy zdjęcie może być przydatne w walce. Oczywiście, że może! Zatem Pentagon stwierdził ostatnio, że „zaangażowanie w dziennikarstwo nie oznacza bezpośredniego udziału w działaniach wojennych”, nawet jeśli dziennikarz spotyka się bezpośrednio z wrogimi oddziałami w celu wykonywania swojej pracy.
Charles Allen z Pentagonu podsumował całość krótko: „dziennikarze są cywilami i powinni być bronieni jak cywile”.