Dobra fotografia nie powinna przemawiać do nas wprost. Powinniśmy od niej żądać większej subtelności. Niech drąży, zastanawia, zmusza do powrotów. Przypuszczam, że ten barak na plaży w Danii na co dzień nie zwracał niczyjej uwagi. Ale nawet tacy pospolici statyści otrzymują czasami od natury w prezencie wyjątkową scenografię. Oczywiście moje oczy widziały go w kolorze, ale mój mózg patrzył w czerni i bieli. Oczy widziały scenę, mózg pisał fabułę. Ta chwila w niczym nie przypominała zdjęcia, które pojawiło się w wyobraźni, gdy naciskałem spust migawki. I dobrze.
Śmiem twierdzić, że to absolutnie niezbędna umiejętność, która posiadać powinien każdy fotograf: zdolność precyzyjnej projekcji końcowego efektu, zdjęcia, które wyjdzie za kilka dni, narodzi się w ciemni czy prawie natychmiast w drukarce komputera. Nieważne kiedy. Bez tego procesu rzeczywistość na naszych kadrach będzie taka, jaką widzą ją oczy. Będzie zdublowana, stanie się zaledwie kalką, nudnym prawieniem fotograficznych oczywistości. Zieeewem...
Ten barak w Danii przez ułamek sekundy stał się kosmicznym statkiem - zaraz zacznie lewitować w kierunku nieba, za chwilę połknie go grzyb chmur, aż zostanie po nim na ziemi tylko wypalony przez słońce prostokąt. Barak nie odleciał, kilka minut później chmury odsłoniły błękit, a ja odszedłem wiedząc, że w kadrze złapałem moment.