"Frymografia" - Szachy nie maty
Mar-ra-kesz... trzy sylaby, a tyle wspomnień. Oczy bolące od słońca, smak soli na podniebieniu i niepowtarzalny zapach z tysiąca i jednej nocy. Już na powitanie Marrakesz uderza w nas ścianą zapachów i zgiełku. Topi w bezliku jednoczesnych zdarzeń. Gwałci zmysły. W dzień jest to nie do wytrzymania, a jednak.... Wychodzimy z hotelu, dajemy nura w egzotyczna głębię w nadziei, że do zmroku starczy nam tlenu. Nie zawsze starcza, ale w nocy przy śpiewie meczetów, zasypiamy. Zasypiają też z nami poturbowane przez Marrakesz zmysły.
Źródło zdjęć: © © Bogdan Frymorgen / RMF FM