"Frymografia" - w złym jest dużo dobrego

"Frymografia" - w złym jest dużo dobrego12.01.2014 16:03
"Frymografia" - w złym jest dużo dobrego
Źródło zdjęć: © © Bogdan Frymorgen / RMF FM
Bogdan Frymorgen

Przerażający upał, cykady, rodzinne wakacje w Hiszpanii. Idziemy na spacer w Begur. To takie landrynkowe nadmorskie miasteczko na północ od Barcelony - chłodne wnętrza kościołów i patelnie skwerków, na których smażą się turyści. Wspinamy się nieco wyżej. Tam gdzie kończy się zgiełk, w małych kamiennych domach, zaczyna się prawdziwa Iberiada. Czas zwalnia, my przyśpieszamy. Pod nami, jak na dłoni, drzemie hiszpańskie miasteczko. Po tych dachach z wypalanej czerwonej gliny można dosłownie chodzić.

Nagle mój starszy syn staje jak wryty. Ma dziesięć lat. Jest odwrócony tyłem. Przed nim pękniecie w ścianie zdaje się wsysać go w nieznaną czarną otchłań. Ja również staję i wytężając oczy, wgapiam się w szczelinę. Widzę w niej symbol strachu, który od początku świata towarzyszy rodzicom - z jednej strony czyhające na dzieci niebezpieczeństwa, z drugiej - ich niepohamowana ciekawość świata. I ta tajemnica pomiędzy, która jeśli nie zostanie zgłębiona, może sparaliżować wszystkim życie.

Tomek stał w bezruchu jakąś chwilę. Wystarczyłoby podnieść aparat, skomponować przyzwoicie kadr i skurczyć wskazujący palec na korpusie. Pstryk. Gotowe. Na rezultat musiałem poczekać. Takie to były analogowe czasy.

Po dobrej minucie, niczym roztopiony w słońcu słup soli, chłopak zbliżył się do ściany. Następnie, jak gdyby nic, pobiegł dalej. Niewielki aparat zawieszony na przegubie jego dłoni nonszalancko zwisał mu z nadgarstka. Coś pogwizdywał. Zaciekawiony ruszyłem w kierunku miejsca, które tak zahipnotyzowało syna. Poczułem żar rozgrzanych od słońca kamieni i usłyszałem dziwnie znajome dźwięki. Im bliżej czarnej czeluści, tym wszystko bardziej stawało się jasne. W dziurze nie krył się ZŁY, który miał połknąć mi syna. W uchylonych drzwiach zobaczyłem natomiast włączony telewizor, a w nim hiszpańską wersję brytyjskiej kreskówki.

Fotografując, często doświadczamy dwuznacznych sytuacji. Z niematematycznej różnicy między tym, co rzeczywiste, a tym, co wyobrażone, rodzi się zdjęcie. To piekielnie ważne, by zapamiętać te chwile i rozszyfrować kod, który nimi rządzi. Ten kod stanie się sługą naszych fotograficznych przygód. Pomoże zaczarować czas, by wśród pospolitych rekwizytów i bez suflera regularnie mogły pojawiać się przed nami takie ciche dramaty. Ale już na naszych zasadach i bez żadnego przypadku. Tak chyba stajemy przed uchylonymi drzwiami do świadomej fotografii.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)