Nie wszystko jest winą sprzętu - usterki w drogich, wyprodukowanych przez roboty, w sterylnych fabrykach, aparatach to wręcz rzadkość. Jeden z największych grzechów leży w rękach samych fotografów – to rekompozycja. W czasach aparatów analogowych nie było wyjścia, był jeden klin na środku, za jego pomocą należało ustawić ostrość, a kadr skomponować w drugiej kolejności. Ta sama technika, to też jedyna opcja w pracy ze starymi Canonami 5D i nowszym 6D, które jeden w miarę pewny punkt krzyżowy mają tam gdzie klin w analogach, na środku. Podobno są szaleńcy, którzy do dziś fotografują tymi Canonami przy użyciu wyłącznie punktu środkowego, a kadr wycinają później, z pliku. Czyli degradują rozdzielczość, ale równocześnie sprowadzają głębię i plastykę do tej z matryc rozmiaru APS-C. Rekompozycja to niestety taki sam grzech, bo prowadzi do zmiany odległości od fotografowengo obiektu i kąta matrycy do płaszczyzny ostrości. Rekompozycja powoduje, że obraz potwierdzony przez punkt ostrości, tak naprawdę znajduje się w całkiem innej płaszczyźnie ostrości niż ta na którą aparat ustawił ostrość i najczęściej prowadzi do efektu backfocusu. Rekompozycja niestety kusi, bo po pierwsze jest szybką techniką, a po drugie, punkt środkowy ma zwykle najwyższą skuteczność, bo nawet jeśli nie jest jedynym krzyżowym detektorem, to zawsze patrzy przez najbardziej doskonałą partię obiektywu. Na środku obiektywy mają najniższy poziom aberracji, komy oraz winietowania, najwyższą rozdzielczość – krótko mówiąc, mają najmniej problemów optycznych, a to sprzyja precyzji ostrzenia. Jednak aby ostrzyć poprawnie, najpierw należy skomponować kadr, a później wybrać punkt, w którym ma znaleźć się ostrość. To ważne, bo w ten sposób nie tylko unikamy problemów z rekompozycją, ale również z zakrzywieniem płaszczyzny ostrości. System ustawia obiektyw tak, że niezależnie od wszystkiego, ostrość będzie tam gdzie trzeba – we wskazanym punkcie. Dla mnie rekompozycja jest jak samobój. Nie po to biegam po mieście w poszukiwaniu mega drogiej, najostrzejszej Lki w całym wszechświecie, aby później mieć gdzieś, że ostrość jest dalej lub bliżej. My zawsze ostrość wskazujemy punktem najbardziej zbliżonym do miejsca ostrości w ostatecznym kadrze i moim zdaniem to jedyna poprawna technika. W ten sposób uzyskujemy najlepsze rezultaty. Czasem oczywiście nie ma czasu na zmianę punktu, czasem aparat ma tylko trzy punkty, ale gdzie to możliwe, rekompozycji należy unikać. Tak jak aparatów z trzema punktami ostrości :)