Odnaleziona przez oceanologów kamera została przyczepiona do młodego samca szarytki morskiej 31 grudnia 2017 roku. Miała ona służyć do monitorowania migracji tych fok. Sprzęt warty 10 000 dolarów pływał wraz z ze zwierzęciem przez nieznany dokładnie czas. Oprócz obrazu były rejestrowane liczne inne dane, jak: przyspieszenie, temperatura wody czy głębokość zanurzenia.
Początkowo zbieranie danych miało trwać jedynie kilka tygodni. Oceanolog Damian Lidgard każdego dnia sprawdzał dane lokalizacyjne urządzeń, ale na próżno. Po 4 tygodniach poszukiwań poddał się i uznał, że kamera została bezpowrotnie stracona. Prawdopodobnie odczepiła się ona od zwierzęcia podczas migracji.
W lecie 2021 roku kamera została wyłowiona przez rybaków, którzy zbierali małże z dna oceanu. Załoga skontaktowała się z firmą CATS (Customized Animal Tracking Solutions), zajmującej się tworzeniem autorskich rozwiązań do śledzenia zwierząt. Sprzęt udało się dostarczyć do Lidgarda, który był zaskoczony tym, że kamera była naprawdę w dobrym stanie i nie została zniszczona.
Po oględzinach przez przez producenta z Australii, udało się odzyskać 19 godzin nagrań, pocięte na 20-minutowe fragmenty. Obecnie są one poddawane dokładnej analizie. Już na wstępie udało się wyciągnąć interesujące informacje. Lidgard wspomina, że te nagrania zdradziły sposób, w jaki śpią foki – układają się w kształt litery U tuz nad dnem i pozwalają się delikatnie przesuwać prądom morskim.
Oceanolog informuje, że w przyszłym miesiącu, kamera zostanie ponownie wykorzystana. Tym razem zostanie przyczepiona do samicy w ciąży, która za jakiś czas urodzi młode w okolicy wybrzeża. Zebrane dane posłużą opisowi porodu fot i mają pozwolić na lepsze przewidywanie terminu wydania na świat potomstwa przez te piękne wodne ssaki.