Kilka miesięcy z Samsungiem Galaxy NX. Nowy "klasyk" ze smartfonem za plecami

Kilka miesięcy z Samsungiem Galaxy NX. Nowy "klasyk" ze smartfonem za plecami03.01.2016 17:40
Samsung Galaxy NX
Samsung Galaxy NX
Źródło zdjęć: © fot. Jędrzej Franek
Jędrzej Franek

Czy Samsung Galaxy NX jest (był?) najinteligentniejszym z bezlusterkowców? Nie jest to już sprzęt najmłodszy - pierwszy test aparatu ukazał się na Fotoblogii dwa lata temu, ale ja miałem okazję spędzić z aparatem aż 5 miesięcy na początku ubiegłego roku (spory poślizg z publikacją wrażeń, wiem), podczas których zazwyczaj służył mi jako pierwszy korpus. O tym jakie są moje wrażenia po teście długodystansowym przeczytacie poniżej.

Galaxy NX otrzymał status "discontinued" w popularnym sklepie B&H kilka miesięcy temu, co niestety wskazało na koniec krótkiego żywota tego interesującego eksperymentu Samsunga. Co było później, wszyscy wiemy - Samsung zwinął się prawie na dobre z rynku bezlusterkowców. Prawie.

  1. Wykonanie i ergonomia
  1. Parametry i jakość zdjęć
  1. Fotografia i Android
  1. Wykonanie i ergonomia.
  • Spore rozmiary, szerszy m.in. od Nikona D7100
  • Plastikowa, ale solidnie spasowana obudowa
  • Świetny grip, głęboki, choć mógłby być wyższy (brakuje miejsca na mały palec)
  • Zaledwie jeden przycisk obrotowy funkcyjny z tyłu plus przycisk blokady
  • Ekran duży (4,8 cala), wygodnie się przegląda treści, ale przeszkadza w uchwycie, jest zbyt blisko prawej krawędzi, można przypadkowo zmienić ostrość lub wybrać jakąś funkcję
  • Średniej wielkości wizjer, wygodna muszla oczna, choć czujnik zbliżenia jest trochę zbyt "nerwowy"
  • Parametry ekspozycji na ekranie głównym wyświetlają się w miejscu, w którym w sporej części przypadków są zasłaniane przez osłonę wizjera
  • Sam wizjer nie jest jakąś wybitną konstrukcją i choć sprawował się nieźle trudno go porównywać pod względem szybkości działania do obecnych bezlusterkowych liderów
  • Tego aparatu się nie wyłącza, tylko odblokowuje jak smartfon. Niestety reakcja na przyciśnięcie guzika power jest bardzo różna, zazwyczaj po prostu powolna
  1. Parametry i jakość zdjęć
  • Migawka rodem z NX300 - 1/6000 s.
  • Matryca znana z innych aparatów koreańskiego producenta i jak wskazały testy DxO Mark i moje doświadczenie również - to całkiem udany sensor o zadowalającej dynamice tonalnej, po dość długim czasie zaczął być wypierany przez nową matrycę 28mpix BSI, która jednak nie doczekała się możliwości zrobienia dłuższej kariery...
  • Bardzo dobra szczegółowość do ISO 800, używalną czułością jest także ISO 3200, na wyższych niestety wyraźne jest odszumianie (mimo ustawienia zmniejszonej redukcji szumu)
  • W dobrych warunkach oświetleniowych autofocus trafia celnie i raczej szybko, znacznie gorzej jest wtedy, gdy fotografujemy po zmroku, trzeba szukać kontrastowych elementów w kadrze, lub stosować mikrokorekcję (przydaje się focus peeking, ale nie wiedzieć czemu, lubi się wyłączyć sam z siebie)
  1. Fotografia i Android
  • Lagi systemu - Android 4.2, który w dodatku nigdy nie doczekał się poważniejszych aktualizacji, potrafi znacznie zwolnić, lub zawiesić się na parę sekund w galerii. Podczas przechodzenia z kadrowania wizjerem, do podglądu (automatyczne wykrywanie zbliżenia do wizjera), zdarzały się duże opóźnienia uruchomienia się ekranu z powrotem. Niestety grozi to tym, że przepadnie nam kadr, który będzie już nie do odtworzenia
  • Pamięć wbudowana 16 GB i slot kart pamięci micro SD. Przynajmniej zakupem karty pamięci nie musieliśmy się od razu martwić
  • Pojemna bateria. W trybie smartfonu czas pracy nie imponuje, ale przy oszczędnym korzystaniu z urządzenia jako aparatu wystarcza na kilkaset zdjęć. Deklarowana wartość 420 zdjęć nie jest specjalnie przesadzona.
  • Największa zaleta, czyli możliwość instalacji dowolnych aplikacji z Google play jest ograniczana przez gabaryty i kształt sprzętu a także szybkość działania systemu
  • Szybki i bezporoblemowy upload plików w pełnym rozmiarze np. na Dropboxa czy dowolną inną chmurę, nawet bez dostępu do WiFi - wystarczy karta SIM
  • Bogactwo systemu obiektywów, w tym linii premium S (16-50 mm i 50-150 mm), szkoda, że na kolejne premiery nie ma co liczyć

Podsumowując, należy uznać, że Samsungowi należą się brawa przede wszystkim za samą próbę stworzenia uniwersalnego narzędzia fotograficznego na miarę wymogów społeczeństwa informacyjnego i epoki mediów społecznościowych. Jednak właśnie dość długi okres użytkowania tego egzotycznego na naszym rynku urządzenia pozwolił mi stwierdzić co w tej układance, nawet dziś, kiedy sprzęty działające pod systemem Android są znacznie potężniejsze, nie zda egzaminu na dłuższą metę.

Na pewno tradycyjna forma aparatu utrudnia korzystanie z funkcji smartfonowych, przeszkadza także w edycji zdjęć. System operacyjny był również najsłabszym ogniwem jeżeli rozpatrujemy wydajność aparatu, znaczne lagi pojawiające się w nieoczekiwanych momentach, nawet w samym interfejsie fotograficznym dyskwalifikują Samsunga NX w oczach niemal każdego zaawansowanego amatora, czy tym bardziej zarobkującego na zdjęciach pasjonata. Na taką półkę wskazywała sama cena urządzenia, które zostało wycenione na absurdalnym poziomie 5999 zł... Za samo body. Później rzadko można było jednak napotkać na oferty wyprzedażowe, gdy sklepy chciały pozbyć się niepopularnego towaru, sprzedając go nawet znacznie poniżej 3000 zł.

Dlaczego w ogóle zdecydowałem się wspomnieć o tej sprzedażowej porażce jaką był Samsung Galaxy NX i to po tak długim czasie? Przede wszystkim chodzi mi o to, co do dziś pozostaje w świecie fotografii (zwłaszcza profesjonalnej) kwestią nierozwiązaną. Mówię tu o optymalnych rozwiązaniach łączności.

Niektóre lustrzanki posiadają już WiFI, to świetnie, tylko, że implementowane jest to w sposób daleki od satysfakcjonującego. Mój obecny Nikon D750 wykorzystuje aplikację Wireless Mobile Utility do przesłania zdjęć z karty pamięci do urządzenia mobilnego i jest to najbardziej nieudolny program, który okupował pamięć mojego telefonu (już dawno odinstalowany). Zdjęcia przesyłają się w większych pakietach tylko w znacznie obniżonej rozdzielczości a w pełnej tylko, gdy zdecydujemy się przesłać każde z osobna, trwa to bardzo długo, ale jeszcze dłużej zajmuje sama synchronizacja bazy zdjęć z karty pamięci w aplikacji. O tym, że najczęściej po przesłaniu 2-3 zdjęć połączenie aparatu ze smartfonem jest zrywane, chyba nawet nie muszę wspominać, aby każdy mógł stwierdzić, że Nikon raczej nie przyłożył się do wykonania aplikacji. Bezprzewodowy przesył zdjęć z aparatu na komputer jest prawie całkowitym tabu w świecie lustrzanek i oczywiście mój aparat z WiFi tego nie potrafi.

Tymczasem Samsung Galaxy NX kiedy już zrobił w końcu dobre zdjęcie, potrafił je bez problemu przesłać nie tylko do komputera bez kabli, ale także do chmury z dowolnego miejsca na ziemi, dzięki obsłudze łączności 4G.

Marzy mi się to, że kiedyś w końcu tradycyjni producenci aparatów pójdą nam na rękę i wyposażą swoje lustrzanki w coś w rodzaju przystawki cyfrowej z zamkniętym systemem, bez zbędnych aplikacji (niech to będzie chociażby i Android, czy Tizen lub WebOS), który umożliwi twarde przełączenie się pomiędzy trybami pracy sprzętu i wykorzystując osobny procesor, pamięć RAM itd., po prostu prześle zdjęcia z karty pamięci tam gdzie chcemy, tak jak nasz smartfon. A sam aparat dalej będzie równie niezawodny.

Samsung Galaxy NX
Źródło zdjęć: © źródło własne
Samsung Galaxy NX
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)