Olympus M.Zuiko 14‑150 mm f/4‑5.6 II, czyli superzoom po nowemu [test]

© Paweł Baldwin
© Paweł Baldwin
Paweł Baldwin

17.08.2016 10:41, aktual.: 26.07.2022 18:54

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Po trzech testach uniwersalnych kompaktów, najwyższa pora ucieszyć tych, którzy wolą pracować aparatami z wymienną optyką. Przedstawię wam obiektyw dla leniwych, czyli superzooma – szkiełko w sam raz na wakacje. To najnowszy z obiektywów tego typu przeznaczonych dla bezlusterkowców μ4/3. Poza nim, z tej klasy optyki, w sklepach znajdziemy jeszcze Panasonica 14-140/3.5-5.6 (premiera 2013) oraz Tamrona 14-150/3.5-5.8 z 2014 roku.

Nasz testowy M.Zuiko 14-150 mm f/4-5.6 II pokazany został światu na początku zeszłego roku, ale uczciwie mówiąc, nie jest w pełni nową konstrukcją, a odmłodzonym dokładnie o 5 lat starszym zoomem. Tamtego dobrze znałem, bo przez 4 lata używałem go wraz z PENem E-PL2 jako „domowego” sprzętu foto. Nie był to wybitny obiektyw, ale za to nieduży i uniwersalny – i to się liczyło.

M.ZUIKO DIGITAL ED 14-150mm 1:4.0 5.6 II – tak formalnie nazywa się ten obiektyw. Tu, na zdjęciu dobrze widać nowewzornictwo, podciągnięte do tego, które obowiązuje obecnie w optyce Olympusa. „Kwadratowo” moletowany pierścień zooma obraca się jednak trochę za ciężko na początku ruchu, choć przyznaję mu plus za nieduży zakres obrotu – zaledwie ok. 90 stopni.© Paweł Baldwin
M.ZUIKO DIGITAL ED 14-150mm 1:4.0 5.6 II – tak formalnie nazywa się ten obiektyw. Tu, na zdjęciu dobrze widać nowewzornictwo, podciągnięte do tego, które obowiązuje obecnie w optyce Olympusa. „Kwadratowo” moletowany pierścień zooma obraca się jednak trochę za ciężko na początku ruchu, choć przyznaję mu plus za nieduży zakres obrotu – zaledwie ok. 90 stopni.© Paweł Baldwin

Wiadomo było, że Olympus będzie chciał stworzyć jego następcę, a ja w cichości serca liczyłem, że konstruktorzy zejdą z dołem zakresu do 12 mm, choćby nawet musieli poświęcić górne 150 mm na rzecz, powiedzmy, 120 mm. Bardzo bym się z tego ucieszył. Niestety, nie zdecydowali się na to. Podejrzewam, że powodem było między innymi konserwatywne w tym względzie podejście Tamrona. Gdyby on pokazał superzooma z dwunastką na początku, to pewnie Olympus by powalczył. A tak, to nie musiał.

Co więc zrobił? Powtórzył toczka w toczkę konstrukcję optyczną poprzednika, zmieniając jednak sporo wokół niej. A właściwie to i na niej, gdyż zastosował nowe powłoki przeciwodblaskowe ZERO (ZUIKO Extra-low Reflection Optical). Zdecydowanie zmienił też wzornictwo, przechodząc z „paskowego” na bardziej „kwadracikowe” – mam na myśli najbardziej widoczną rzecz, czyli sposób moletowania pierścienia ogniskowych. Jednak najistotniejszą zmianą jest dodanie uszczelnień – zarówno przy pierścieniach, jak i wokół bagnetu. Ważna rzecz, w końcu to obiektyw wakacyjno-podróżniczy, a nie studyjny. A, jeszcze miły drobiazg na zachętę: osłonę przeciwsłoneczną otrzymujemy w komplecie z obiektywem, więc nie musimy dokupować jej osobno, jak to miało miejsce w przypadku poprzednika.

Osłonę oczywiście należy  zdejmować gdy fotografujemy z użyciem wbudowanego flesza. Jednak nawet takie skrócenie obiektywu nie zabezpiecza przed pojawianiem się cienia w dole kadru jeśli używamy najkrótszych ogniskowych. Sprawdzone z PENami E-PL1, E-PL2 oraz OM-D E-M10 II.© Paweł Baldwin
Osłonę oczywiście należy zdejmować gdy fotografujemy z użyciem wbudowanego flesza. Jednak nawet takie skrócenie obiektywu nie zabezpiecza przed pojawianiem się cienia w dole kadru jeśli używamy najkrótszych ogniskowych. Sprawdzone z PENami E-PL1, E-PL2 oraz OM-D E-M10 II.© Paweł Baldwin

Reszta konstrukcji po staremu. Po pierwsze skromne rozmiary i masa: długość katalogowa 83 mm, średnica 64 mm (filtr 58 mm), masa 285 g. Średnica po założeniu osłony rośnie do 7,5 cm, a długość do 7,5 cm. To w położeniu „14 mm”, ale dla osiągnięcia ogniskowej 150 mm, obiektyw wydłuża się (jednoczłonowo) aż o 6 cm. I przy okazji tego wydłużania szybko ciemnieje. Z początkowej f/4, już dla standardowej ogniskowej 25 mm pozostaje f/4.5, czyli o pół działki mniej. f/5.6 pokazuje się przy 100 mm, ale wcześniej obiektyw długo deklaruje f/5.5, więc w praktyce owo f/5.6 obowiązuje w małoobrazkowym zakresie 150-300 mm. Ale tu z pomocą przychodzą wspomniane powłoki ZERO. O tym jak sprawują się przy zdjęciach pod światło napiszę dalej. W tym momencie ważniejsza jest kwestia ograniczania odbić wewnętrznych i wysokiej transmisji światła. Pod tym względem ZERO daje radę. Typowo, transmisja jest o 0,3-0,5 działki niższa niż teoretyczna, o której mówi maksymalny otwór względny obiektywu. A w przypadku 14-150 II jest niższa zaledwie o 0,1-0,2 działki – tak wykazały testy DxO Mark. Ale uprzedzam, jeśli zajrzycie tam dla sprawdzenia wyników w pozostałych kategoriach, nie wierzcie im nic a nic w kwestii rozdzielczości obrazu.

Źródło: Olympus
Źródło: Olympus
6-centymetrowy wysuw do pozycji „150 mm” sporo wydłuża ten obiektyw.© Paweł Baldwin
6-centymetrowy wysuw do pozycji „150 mm” sporo wydłuża ten obiektyw.© Paweł Baldwin
Zakres kątów widzenia.© Paweł Baldwin
Zakres kątów widzenia.© Paweł Baldwin
Uszczelka przy bagnecie ledwo widoczna, ale jest.© Paweł Baldwin
Uszczelka przy bagnecie ledwo widoczna, ale jest.© Paweł Baldwin

Minimalna odległość fotografowania to 0,5 m, co mogłoby oznaczać dostęp do bardzo dużych skal odwzorowania przy dłuższych ogniskowych. Ale – jak to w optyce z wewnętrznym ogniskowaniem – przy niedużych dystansach ostrzenia rzeczywiste ogniskowe są krótsze niż deklarowane, więc z prawdziwego makro nici. Ale do „kwiatków i motylków” wystarcza. W razie potrzeby możemy dokupić nasadkę makro MCON-P01. Formalnie nie ma jej liście akcesoriów przeznaczonych do M.Zuiko 14-150 II, choć współpracowała z pierwszą wersją zooma. Jednak – jak sprawdziłem w polskim Olympusie – nie ma żadnych problemów z kompatybilnością tej nasadki z nową wersją obiektywu.

Poniżej kilka zdjęć wykonanych przy minimalnej odległości ostrzenia: pierwsze przy ogniskowej 135 mm, pozostałe przy 150 mm.

© Paweł Baldwin
© Paweł Baldwin
© Paweł Baldwin
© Paweł Baldwin
© Paweł Baldwin
© Paweł Baldwin

Ostrość obrazu prezentuje się całkiem przyzwoicie, ale oczywiście bez rewelacji, co dla superzoomów oznacza dobry wynik. Nie mam pojęcia dlaczego DxO twierdzi, że ten M.Zuiko prezentuje poziom mułu i wodorostów. OK, żaden z niego mistrz, ale do dna mu daleko. Jeśli na coś miałbym narzekać, to na brzegi kadru przy otwartej przysłonie, dla krańców zakresu ogniskowych. Przy 14 mm dla f/4 obraz w rogach prezentuje się marnie, choć f/5.6 przynosi znaczącą poprawę. Jeśli jednak możemy, skorzystajmy z f/8, bo ten otwór, choć powoduje już lekkie straty na szczegółowości w środku klatki, to brzegom przynosi dalszą poprawę. Troszkę inaczej jest przy 150 mm, kiedy to przymknięcie z pełnego otworu f/5.6 do f/8 tylko nieznacznie pomaga brzegom, które pozostają bardzo takie sobie, a f/11 już pogarsza cały kadr. Czyli w długim krańcu zooma na wysoką ostrość brzegów nie liczmy. Za to przy 100 mm jest nieźle, ale dopiero przy f/8, a nie przy otwartej przysłonie. Przy pozostałych ogniskowych nie ma potrzeby przymykania bardziej niż do f/5.6, a pełnej dziury lepiej unikać.

Kadr do testu ostrości: 14 mm.© Paweł Baldwin
Kadr do testu ostrości: 14 mm.© Paweł Baldwin
Górne wycinki pochodzą z centrum kadru, dolne z brzegu.Pełna rozdzielczość© Paweł Baldwin
Górne wycinki pochodzą z centrum kadru, dolne z brzegu.Pełna rozdzielczość© Paweł Baldwin
Kadr do testu ostrości: 20 mm.© Paweł Baldwin
Kadr do testu ostrości: 20 mm.© Paweł Baldwin
Górne wycinki pochodzą z centrum kadru, dolne z brzegu.Pełna rozdzielczość© Paweł Baldwin
Górne wycinki pochodzą z centrum kadru, dolne z brzegu.Pełna rozdzielczość© Paweł Baldwin
Kadr do testu ostrości: 36 mm.© Paweł Baldwin
Kadr do testu ostrości: 36 mm.© Paweł Baldwin
Górne wycinki pochodzą z centrum kadru, dolne z brzegu.Pełna rozdzielczość© Paweł Baldwin
Górne wycinki pochodzą z centrum kadru, dolne z brzegu.Pełna rozdzielczość© Paweł Baldwin
Kadr do testu ostrości: 70 mm.© Paweł Baldwin
Kadr do testu ostrości: 70 mm.© Paweł Baldwin
Górne wycinki pochodzą z centrum kadru, dolne z brzegu.Pełna rozdzielczość© Paweł Baldwin
Górne wycinki pochodzą z centrum kadru, dolne z brzegu.Pełna rozdzielczość© Paweł Baldwin
Kadr do testu ostrości: 100 mm.© Paweł Baldwin
Kadr do testu ostrości: 100 mm.© Paweł Baldwin
Górne wycinki pochodzą z centrum kadru, dolne z brzegu.Pełna rozdzielczość© Paweł Baldwin
Górne wycinki pochodzą z centrum kadru, dolne z brzegu.Pełna rozdzielczość© Paweł Baldwin
Kadr do testu ostrości: 150 mm.© Paweł Baldwin
Kadr do testu ostrości: 150 mm.© Paweł Baldwin
Górne wycinki pochodzą z centrum kadru, dolne z brzegu.Pełna rozdzielczość© Paweł Baldwin
Górne wycinki pochodzą z centrum kadru, dolne z brzegu.Pełna rozdzielczość© Paweł Baldwin

Te wyniki różnią się trochę od tych, które rejestrowałem pracując na E-PL2 i pierwszej wersji zooma. Było tam więcej bocznej aberracji chromatycznej, szczególnie w górze zakresu zooma. Tu nie ma jej praktycznie wcale, co biorąc pod uwagę identyczną konstrukcję optyczną obiektywu, oznacza że testowy aparat, czyli E-M10 II, energiczniej z tą aberracją walczy. I to by się zgadzało, choćby ze względu na marną szczegółowość brzegów obrazu przy 150 mm. Wypadałoby się więc zapytać: a co w RAWach? Nic, to znaczy to samo co na JPEGach, czyli brak AC. Sprawdzałem w olympusowym Viewer 3 i w Adobe Camera Raw. Pewnie, gdyby otworzyć je w jakimś dcraw, aberracja by wyskoczyła. Jednak celem mojego testu nie było poszukiwanie odpowiedniej wywoływarki, a ocena zdjęć pochodzących z tego obiektywu zamontowanego w tym, a nie innym korpusie.

Z tego też wynika dobra ocena, którą przyznam temu zoomowi w kategorii dystorsji. Jedyne co złego widać było w tej konkurencji testu, to półtoraprocentowa „beczka” w samym dole zooma. Pewnie w nieskorygowanym cyfrowo bardzo surowym pliku była ona dwu-trzykrotnie większa, ale na zdjęciach uzyskanych normalnymi metodami jest jaka jest.

Podobnie rzeczy się mają z winietowaniem, które widać właściwie tylko przy krótkich ogniskowych. Najbardziej przy otwartej przysłonie, znacznie mniej przy przymkniętej o działkę, w ogóle w okolicach f/8. Ciekawe, że aktywowana w menu aparatu funkcja redukcji winietowania, praktycznie nie przynosiła żadnej poprawy.

Winietowanie przy 14 mm, dla wyłączonej korekcji.© Paweł Baldwin
Winietowanie przy 14 mm, dla wyłączonej korekcji.© Paweł Baldwin

Gorzej obiektyw zachowuje się pod światło, ale wiadomo, w tej kwestii cyfrowa korekta pliku w aparacie właściwe nie jest możliwa. Obecnie, bo za kilka lat, kto wie? Ale i tak nie mam prawa mocniej narzekać, gdyż nawet w trudnych sytuacjach blików nie jest dużo, kontrast trzyma się nieźle. Problemem są praktycznie – znowu – tylko krótkie ogniskowe, ale i one wyłącznie przy ostrym świetle świecącym mocno z przodu. Z rzadka też, już w całym zakresie zooma, mogą pojawić się słabe rozświetlenia pochodzące ze źródła silnego światła pochodzącego spoza kadru. Ale to właściwie już tylko w bardzo specyficznych sytuacjach, typu okno w ciemnym pomieszczeniu. Ogólnie rzecz biorąc, jest dobrze.

Słońce w rogu kadru, ogniskowa 14 mm.© Paweł Baldwin
Słońce w rogu kadru, ogniskowa 14 mm.© Paweł Baldwin
Ogniskowa 14 mm, f/10.© Paweł Baldwin
Ogniskowa 14 mm, f/10.© Paweł Baldwin
Ogniskowa 49 mm, f/10.© Paweł Baldwin
Ogniskowa 49 mm, f/10.© Paweł Baldwin
Ogniskowa 67 mm, f/5.6.  Po lewej, tuż za kadrem, znajdowało się okno. Na zdjęciu pojawia się w tym miejscu lekkie rozświetlenie.© Paweł Baldwin
Ogniskowa 67 mm, f/5.6. Po lewej, tuż za kadrem, znajdowało się okno. Na zdjęciu pojawia się w tym miejscu lekkie rozświetlenie.© Paweł Baldwin

I jeszcze sprawa wyglądu nieostrości. Tu wiadomo, że na super wyniki nie ma co liczyć, bo i obiektyw skomplikowany optycznie i cyfrowe korekcje obrazu w aparacie. A te czynniki nie pomagają w poprawie plastyki zdjęć. Ale biorąc to pod uwagę, efekty są całkiem, całkiem. Należałoby się spodziewać znacznie gorszych. Zresztą obejrzyjcie zdjęcia prezentowane poniżej.

14 mm, f/4© Paweł Baldwin
14 mm, f/4© Paweł Baldwin
31 mm, f/5© Paweł Baldwin
31 mm, f/5© Paweł Baldwin
70 mm, f/5.6© Paweł Baldwin
70 mm, f/5.6© Paweł Baldwin
150 mm, f/5.6© Paweł Baldwin
150 mm, f/5.6© Paweł Baldwin
150 mm, f/5.6© Paweł Baldwin
150 mm, f/5.6© Paweł Baldwin

I jak wam się ten obiektyw podoba? Mi pasuje. Jako uniwersalny, wygodny, nieduży superzoom. Jako wakacyjno-wyjazdowe narzędzie do fotografowania. I tyle – dla tych zastosowań jest wystarczająco dobry. Z jakości obrazu, naprawdę szczerze skrytykowałbym tylko brzegi przy 150 mm. 14 mm też wygląda marnie przy f/4, lecz tu możemy sporo pomóc przymknięciem przysłony. Jeśli miałbym jeszcze na coś ponarzekać, to na zbyt duży opór pierścienia ogniskowych. No i na brak 12 mm. Ale to już chyba byłoby marudzenie, a nie narzekanie. Niemniej czekam na zooma μ4/3 zaczynającego się od małoobrazkowych 24 mm. A, przepraszam, jeszcze jedno: cena. Źle napisałem, powinno być: CENA. Bo za tego zooma trzeba zapłacić minimum 2700 zł. Sporo jak na amatorski, choć niewątpliwie skomplikowany obiektyw. Nawet jeśli trafimy na jakiś cashback, to i tak wychodzi drogo. A pomyśleć, że cztery lata temu kupiłem pierwszą wersję za nieco ponad 2200 zł… i to razem z PENem E-PL2.

Plusy:

  • kompaktowe rozmiary
  • przyzwoita jakość zdjęć (ogólnie rzecz biorąc)

Minusy:

  • wysoka cena
  • brzegi obrazu przy 150 mm

Na moim blogu ostatnio opublikowałem także:

Zapraszam serdecznie!

Źródło artykułu:WP Fotoblogia
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)