Martushka Fromeast, czyli Marta Kotlarska opowiada o fotografowaniu w Indiach

Martushka Fromeast, czyli Marta Kotlarska opowiada o fotografowaniu w Indiach17.11.2014 14:08
Pielgrzymka Nanda Devi Raj Yatra.
Pielgrzymka Nanda Devi Raj Yatra.
Źródło zdjęć: © © Marta Kotlarska
Piotr Kała

Marta Kotlarska postanowiła się przeprowadzić do Indii, by tam realizować swoje fotograficzne pomysły.

  • Slider item
[1/1]

Jak Pani znalazła się w Indiach po raz pierwszy?

To było 4 lata, przez przypadek, namówiła mnie siostra, po prostu kupiłam bilet i poleciałam. Na początku trafiłam na Paharganj, czyli stary bazar w Dehlinie i zupełnie mi się nie podobało. Atmosfera mnie przytłoczyła, te krowy jedzące plastikowe torebki, było brudno i śmierdząco. Ale kiedy znalazłam się w Himalajach na trekkingu, co tak naprawdę było celem tej podróży, piękno tamtego miejsca kompletnie mną zawładnęło, więc kiedy już wróciłam do Dehli to nawet tam mi się spodobało. Wbrew pozorom Indie są trudne do fotografowania - z jednej strony są inne, dziwne, kolorowe, zmysłowe i fotogeniczne, ale trzeba tu spędzić dłuższą chwilę, by potrafić tę powierzchność odcinać. Ja postanowiłam wybierać miejsca i momenty fotografowania, działać selektywnie.

Od kiedy jest tam Pani na stałe?

Bardzo chciałam się tu przenieść, żeby ograniczyć koszty życia w Polsce i w Indiach. Udało się to w tym roku, mój mąż dostał kontrakt w Indiach i mieszkamy w Dehli. Jesteśmy tu od 4 miesięcy, ale z perspektywą pozostania w sumie na 4 lata.

Pielgrzymka Nanda Devi Raj Yatra.
Źródło zdjęć: © © Marta Kotlarska
Pielgrzymka Nanda Devi Raj Yatra.

Czy dostrzega Pani różnicę między podejściem do fotografii Hindusów i Polaków?

Fotografia jest tu bardzo popularna, a rożnice są, wynikają z postkolonialnego dyskursu pokazującego różnorodność kulturową, a folklorem i Bollywood z drugiej, czyli kolor, zapachy i zmysły.

Pielgrzymka Nanda Devi Raj Yatra
Źródło zdjęć: © © Marta Kotlarska
Pielgrzymka Nanda Devi Raj Yatra

Ja osobiście wolę oglądać zdjęcia tutejszych fotografów o Indiach, niż przyjezdnych, nawet światowej sławy, bo Hindusi potrafią dotrzeć głębiej do tematu przez znajomość tutejszych niuansów, łatwiej jest im wzbudzić zaufanie w bohaterach swoich zdjęć. Eseje o współczesnych problemach fotografowie z Kalkuty od strony dokumentalnego zapisu są po prostu bardziej ciekawe.

Czy osobie mieszkającej tam, a urodzonej w innym kraju jest łatwiej, czy trudniej fotografować hinduskie historie?

I łatwiej, i trudniej. Hindusi są gościnni i czują się zobowiązani mi pomóc, a także mają tolerancję dla mnie, jeśli nieświadomie postępuję niezgodnie z ich zwyczajami. Jednocześnie zwracam na siebie uwagę, więc często na moich zdjęciach widać moją obecność jako fotografa, zdjęcia są odpowiedzią, jakąś interakcją z bohaterem.

Pielgrzymka Nanda Devi Raj Yatra.
Źródło zdjęć: © © Marta Kotlarska
Pielgrzymka Nanda Devi Raj Yatra.

Poza tym, choć znam już hindi, to nie na tyle, żeby czuć się z tym językiem swobodnie. A to utrudnia mi pracę.

Proszę opowiedzieć o Pani inicjatywie nazwanej Stories from Himalayas i o Click Academy.

Stories from Himalayas to projekt, nad którym tutaj pracuję i którego celem jest dokumentowanie spuścizny kulturowej Himalajów. W zeszłym roku spędziłam 5 miesięcy w Nepalu, fotografowałam szamanizm nepalski, różne obrzędy, jak i samych szamanów jako ludzi. Chciałabym razem z autorem, pisarzem wydać książkę w duchu realizmu magicznego opisującego tamtejsze historie zilustrowane moimi zdjęciami. W tym roku współpracując z dwoma fotografami z Indii fotografowałam Nanda Devi Raj Yatra, najdłuższą himalajską pielgrzymkę, która w dodatku odbywa się tylko raz na 12 lat.

Teraz, co oczywiste, czeka nas trochę pracy przy wystawach tych zdjęć oraz szukanie kolejnych tematów. Ciekawe było, pracując z dwoma innymi fotografami, Hindusami, nasze odmienne podejście do tematu tej pielgrzymki, a co za tym idzie samych zdjęć. Jeden z nich, fotoreporter newsowy hinduskiej gazety, szukał motywów, pojedynczych ujęć, które „zrobią mu okładkę“, a drugi, dumny z tej warstwy lokalnego folkloru chciał oddać kolor, strój. Moje zdjęcia natomiast są jeszcze inne. A słodkim dopełnieniem dla naszych zdjęć jest cykl autoportretów jednego z uczestników tej pielgrzymki w różnych miejscach i pozach.

Pielgrzymka Nanda Devi Raj Yatra
Źródło zdjęć: © © Marta Kotlarska
Pielgrzymka Nanda Devi Raj Yatra

Za to Click Academy to ilustracje do różnych opowieści. Współpracowałam przy tym z romską społecznością w Polsce, a w Nepalu z dziećmi, młodzieżą wykonaliśmy ilustracje do legendy o tamtejszym jeziorze.

Czym różni się pielgrzymka Nanda Devi Raj Yatra od tych, które znamy w Polsce?

Ta pielgrzymka trwa 3 tygodnie, liczy 300 km, do ponad 5000 metrów n.p.m., prowadzi przez indyjską cześć Himalajów, zmienia się liczba idących ludzi. Według mnie uczestniczyło w niej nawet 200 tysięcy ludzi! Z początkowej miejscowości uczestnicy wyruszają z czterorogim baranem oraz parasolkami, jako ofiarami dla Nandy, a z innej miejscowości rusza inna grupa z wizerunkami Nandy. W pewnym momencie te dwie grupy się łączą i razem idą na górę. Kulminacją jest moment, kiedy baran zostaje wypuszczony, a nie złożony w ofierze, bo jest to w Indiach zabronione.

Pielgrzymka Nanda Devi Raj Yatra
Źródło zdjęć: © © Marta Kotlarska
Pielgrzymka Nanda Devi Raj Yatra

Sama pielgrzymka jest bardzo dobrze zorganizowana, towarzyszy jej nawet helikopter do zwiezienia chorych do szpitala, jest rozdawane jedzenie za darmo, organizowane są noclegi, namioty. Ludzie są życzliwi, z czasem powstaje swego rodzaju grupowa tożsamość. Jako jedyna biała, w dodatku kobieta i do tego fotograf mówiąca w hindi, stałam się gwiazdą lokalnych mediów, bo chciano ze mną robić wywiady telewizyjne, najlepiej na żywo, więc musiałam opowiadać, jak mi się tutaj podoba. Przy tym co chwilę proszono mnie o zrobienie pamiątkowego zdjęcia pielgrzymom. Więc mam mnóstwo zupełnie irracjonalnych zdjęć stojących w rzędzie grupek pielgrzymów, co w sumie było sympatyczne.

Przed kilkoma dniami otrzymała Pani nagrodę Abhivyakti Gaurav Samman za swoją pracę. Proszę opowiedzieć o tej nagrodzie.

Jest to nagroda stowarzyszenia promującego lokalną spuściznę tego stanu, Uttarakhand. Było to o tyle prestiżowe, że event odbył się w Dehli z udziałem prezydenta stanu. Przez to, że było to relacjonowane przez lokalne, jak i krajowe media, myślę, że pomoże mi ona w pracy nad kolejnymi projektami, jest też dla mnie zachętą do dalszej pracy i małym podsumowaniem dotychczasowej.

Piotr Kała:

Źródło artykułu:WP Fotoblogia
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)