Jak wiecie – mikrokalibracja potrafi napsuć wiele krwi. Strasznie trudno jest trafić z tym ustrojstwem w punkt, ale cóż – każdy z nas się z tym męczy, żeby mieć obrazki ostre jak żyleta. Szczęśliwcy, którzy wejdą w posiadanie Nikona D5 lub Nikona D500 na pewno strasznie ucieszą się na wieść, że mikrokalibracja została zautomatyzowana w tych dwóch modelach.
Szczerze uwielbiam moje szkła 35/1.4 i 135/2.0 ale wiele wody musiało upłynąć zanim je ogarnąłem na 100 %, ale było warto. I tak uważam, że mój Canon działa przeciwko mnie jeśli chodzi o trzymanie tej kalibracji. Mam nadzieję, że nowe Nikony trzymają dużo lepiej. Co najważniejsze – nie wymagają one żadnych tablic testowych ani próbników.
Nikon D5 oraz D500 mają w swoim oprogramowaniu opcję, która zbiera informacje o korekcie autofokusa bezpośrednio z obrazu rzutowanego na matrycę. Aparat jest w stanie automatycznie wykryć i skorygować błąd w ustawianiu ostrości, co sprawia, że mikrokalibracja staje się dziecinnie prosta i szybka.
Jeśli nie jesteście szczęśliwymi posiadaczami dwóch najnowszych modeli Nikona – zostaje wam liczyć na rzetelność serwisu oraz nauczyć się obsługiwać docki od Sigmy i Tamrona. Przyda się również doza cierpliwości.