Minister Przydacz wyjaśnia, dlaczego media nie mogą robić zdjęć na granicy

Minister Przydacz wyjaśnia, dlaczego media nie mogą robić zdjęć na granicy
Źródło zdjęć: © © Piotr Nowak / PAP
Marcin Watemborski

15.11.2021 11:11, aktual.: 26.07.2022 14:19

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Temat relacjonowania wydarzeń na granicy białorusko-polskiej jest nadzwyczaj gorący. Minister Spraw Zagranicznych Marcin Przydacz właśnie wytłumaczył, dlaczego dziennikarze, w tym fotoreporterzy oraz operatorzy kamer nie są dopuszczani do granicy od polskiej strony. Dla przypomnienia – po białoruskiej takowi są.

Minister Spraw Zagranicznych Marcin Przydacz wypowiedział się w kwestii nurtującej Polaków. Chodzi o dostęp polskich mediów do terenów objętych stanem wyjątkowym, a zwłaszcza tych przy granicy białorusko-polskiej. Polityk wytłumaczył te kwestie w programie Poranek Tok FM.

  • Nie dostęp mediów do danego miejsca jest tutaj kluczowy, tylko ich przekaz – wyjaśnił minister. Było to odpowiedzią na pytanie redaktorki Dominiki Wielowieyskiej dotyczące tego, dlaczego autorytarna Białoruś pozwala wolnym mediom na relacjonowanie wywołanego przez siebie kryzysu humanitarnego na granicy, a demokratyczna Polska tego nie robi.

Według Przydacza media zainteresowane są nie tyle sytuacją na granicy, a migrantami, którzy znajdują się po stronie białoruskiej. Polityk kontynuował swoje wyjaśnienia, zwracając uwagę na to, że po naszej stronie stoi wojsko i jest ogrodzenie. Jednocześnie podkreślił, że ta decyzja nie jest dyktowana przez MSZ.

Dotychczas publikowane przez nas zdjęcia migrantów pochodzą ze zbiorów rosyjskiej agencji TASS oraz agencji Reutera. Fotografii prasowych polskich mediów po prostu nie ma.

Źródło artykułu:WP Fotoblogia
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (1)